Stipe Biuk. Świetny drybler ze złą decyzyjnością i słabym mentalem

Przemysław Michalak

23 sierpnia 2026, 14:18 • 11 min czytania 3

Reklama
Stipe Biuk. Świetny drybler ze złą decyzyjnością i słabym mentalem

Stipe Biuk jest odpowiedzią Widzewa Łódź na braki jakościowe na skrzydłach. Już dwa kluby płaciły za niego duże pieniądze. Na razie jednak wciąż mówimy o talencie, który nigdy nie rozbłysnął tak, jak tego oczekiwano. Chwilami spadała na niego olbrzymia krytyka.

Reklama

Chorwat ma charakterystykę wpisującą się w ostatnie trendy w Ekstraklasie jeśli chodzi o zawodników ofensywnych. Wciąż znajduje się w stosunkowo atrakcyjnym wieku (23 lata), wykładano na niego znaczące kwoty w nieodległej przeszłości, miewał przebłyski, ale całościowo to nadal niespełniona nadzieja. Podobnie wyglądają historie Janista Antiste, Jeremy’ego Agbonifo czy Petera Federico, z którym zresztą Biuk ostatnio dzielił szatnię w Realu Valladolid. Znak lepszych czasów w naszej lidze, bo jeszcze kilka lat temu tego typu zawodnicy przeszliby najpierw przez Turcję, Grecję, Cypr lub jakichś średniaków z Holandii, Belgii i Austrii, a dopiero później ewentualnie zawitali do Polski.

Stipe Biuk. Kim jest nowy piłkarz Widzewa Łódź?

Biuk z grona wyżej wymienionych stanowi być może największą zagadkę. Od kilku lat nieustannie próbuje zaspokoić apetyty, które rozbudził na samym początku, w imponującym stylu wchodząc do składu Hajduka Split. I jak na razie mu się nie udaje.

Decyzyjność największym problemem

Gdy tworzyłem tekst na temat Petera Federico, mieszkający na co dzień w Valladolid Daniel Sobis wypowiadał się o nim z niekłamanym entuzjazmem. W przypadku nowego skrzydłowego Widzewa jest bardziej powściągliwy w ocenie.

Reklama

 – To przede wszystkim zawodnik szybki i dynamiczny. Dobrze prowadzi piłkę, ma dobry drybling i grę 1 na 1. Trochę gorzej wygląda to z dośrodkowaniami, a znacznie słabiej jeśli chodzi o wykończenie. Jego największym problemem jest decyzyjność. W kluczowych momentach najbardziej frustrował w Valladolid. W ostatnim sezonie mocniej na niego postawiono, choć w przekroju całych rozgrywek nie był wyborem numer jeden na skrzydło. Ciągle zmieniali się trenerzy, nie każdy dawał mu szanse w równym stopniu – mówi dla Weszło ekspert od hiszpańskiej piłki i komentator Ekstraklasy w beIN Sports USA.

 – Biuk przede wszystkim nie dawał zadowalających liczb. Jeden gol i pięć asyst to za mało biorąc pod uwagę skalę jego talentu, wyłożone kwoty oraz fakt, że grał teraz na poziomie Segunda Division i spędził na boisku ponad 2100 minut. Kibice nie będą wspominali go super dobrze – dodaje Sobis.

Gwoli ścisłości trzeba dodać, że Federico w klasyfikacji kanadyjskiej uzbierał tylko punkt więcej od Biuka (sześć goli, jedna asysta), tyle że całościowo sprawiał lepsze wrażenie. Na starcie dźwigał też mniejszą presję, do Valladolid był jedynie wypożyczony z Getafe. Za Chorwata Blanquivioletas łącznie zapłacili 4 mln euro – najpierw milion za wypożyczenie, a następne kolejne trzy po zapewnieniu sobie awansu do hiszpańskiej ekstraklasy, do czego zobowiązała ich klauzula w umowie. Punkt wyjścia był zupełnie inny niż u Federico.

Stipe Biuk

Reklama

Cudowne wejście wiosną 2021 roku

Te cztery bańki to nie jest najwyższa kwota, którą wyłożono na Biuka. W styczniu 2023 Los Angeles FC kupił go od Hajduka za wyjściowe 6,5 mln euro, a z czasem dołożył jeszcze dwa miliony w bonusach. Klub ze Splitu i tak nie wycisnął maksimum. Chorwackie media we wrześniu 2021 podawały, że Manchester City dawał za niego 12,5 mln euro, a Lokomotiw Moskwa 10 mln euro. Dyrektorem sportowym Hajduka był już zatrudniony potem przez Widzew Mindaugas Nikolicius. Litwin trochę zmienił politykę transferową, wedle której nie rzucano się na pierwsze wielkie propozycje przychodzące z zagranicy. Przeszkodą było wtedy także to, że potencjalni chętni zamierzali sprowadzić Biuka od razu, a Hajduk najchętniej zatrzymałby go jeszcze przez rok na wypożyczeniu.

Czas pokazał, że nie było co zwlekać. Chłopak świetny był przede wszystkim na starcie. Pod koniec sezonu 2020/21 przebojem wszedł do pierwszej drużyny. W ostatnich sześciu kolejkach chorwackiej ekstraklasy zdobył trzy bramki i zaliczył trzy asysty. Wyglądało na to, że mamy do czynienia z kolejnym cudownym dzieckiem tamtejszego futbolu.

Mówiąc obrazowo, jestem trenerem od stu lat, pracuję z dziećmi, ale nigdy nie spotkałem kogoś tak utalentowanego – cytowano jednego z jego wychowawców.

Reklama

Kasowy transfer do klubu Mateusza Bogusza

Pełne pójście za ciosem nigdy nie nastąpiło. Na nowy sezon przyszedł trener Jens Gustafson (później Pogoń Szczecin) i choć pod jego wodzą Biuk grał regularnie, liczb nie dawał. Po dość szybkiej zmianie i przejęciu sterów przez Valdasa Dambrauskasa sytuacja nieco się poprawiła, ale nadal nie było efektu „wow”.

Gdy Chorwat zimą 2023 wybierał się za duże pieniądze za ocean, miał w dorobku 67 meczów dla Hajduka, 6 goli i 8 asyst. To przypadek trochę podobny do historii Sameda Bazdara. Bośniak, który nie podbił serc kibiców Jagiellonii Białystok, odchodził z Partizana Belgrad, nie mając nawet ugruntowanej pozycji gwiazdy w dotychczasowym miejscu. Bałkańskie kluby żyją jednak ze sprzedaży swoich perełek i często wysyłają je w świat na bardzo wczesnym etapie, co jest tym łatwiejsze, że bogatych chętnych nigdy nie brakuje.

W Los Angeles Biuk zarabiał 650 tys. dolarów rocznie. Grał z Mateuszem Boguszem i zdecydowanie znajdował się w jego cieniu. Nie był gotowy na taką eskapadę. Nie sprawdził się, nie licząc paru przebłysków. Łącznie 43 mecze, 3 gole i 1 asysta za 2023 rok to dorobek wręcz zawstydzający jak na zawodnika z gruntu ofensywnego.

Reklama

Nie pomogła historia z reprezentacją U-21. Amerykanie nie zgodzili się, żeby wyjechał na młodzieżowe mistrzostwa Europy, mimo kilku próśb ze strony chorwackiej federacji. Odbiło się to sporym echem w ojczyźnie piłkarza.

Notabene, Biuk najlepszy występ w młodzieżówce zaliczył przeciwko Polsce. W 2022 roku Chorwacja w towarzyskim meczu wygrała z nami 3:1, a on dwukrotnie pokonał stojącego między słupkami Kacpra Bieszczada.

Duże rozczarowanie po powrocie do Hajduka

Najgorsze dopiero miało nadejść. Rok 2024 Chorwat zaczął już na wypożyczeniu w Realu Valladolid, który był zobowiązany do jego wykupu w razie wywalczenia promocji do LaLiga. Tak też się stało, mimo że Biuk miał skromny udział w sukcesie (11 meczów, 1 asysta). Na występy w hiszpańskiej elicie nie mógł liczyć, dlatego na sezon 2024/25 wrócił do Hajduka, żeby się odbudować, rezygnując przy tym ze sporej części swojego wynagrodzenia. Wcześniej wydawało się, że pozyska go Raków Częstochowa, temat podobno był dość zaawansowany.

Reklama

I to właśnie drugi okres na rodzimej ziemi stanowi największy zawód w jego dotychczasowej historii. Trafił pod skrzydła specyficznego trenera, jakim jest mocno emocjonalny Gennaro Gattuso i zupełnie sobie nie poradził. Znacznie częściej rozczarowywał niż zachwycał.

Patrząc na jego statystyki od czasu powrotu do Hajduka, od razu widać pewien problem. Nikt w tej lidze nie potrafi tak skutecznie dryblować, a jego świetne pierwsze przyjęcie i wyczucie przestrzeni pozwalają mu stosunkowo łatwo zmieniać rytm gry.  Jednak w niemal każdym innym parametrze statystycznym Biuk plasuje się przeciętnie lub poniżej średniej, co jest niemal niewytłumaczalne. Świadomość, że ​​tak elitarny jak na nasze standardy drybler rozegrał 4189 minut i strzelił sześć goli w swojej karierze, brzmi niewiarygodnie. Średnio strzela gola co 698 minut. Podobnie jest z asystami. Jest ich dziewięć, więc co 280 minut przyczynia się do zdobycia bramki – oznacza to, że między każdym golem lub asystą są nieco ponad trzy pełne mecze przerwy” – pisał o nim w styczniu ubiegłego roku portal index.hr.

Biuk ma 22 lata i może się rozwinąć, ale jego brak pewności siebie w wykańczaniu akcji trudno wytłumaczyć. Skrzydłowy Hajduka często zwleka z decyzją, mając piłkę przy nodze za dużo myśli, a potem najczęściej traci piłkę lub podaje ją koledze z drużyny w sytuacji, gdy niewiele może z nią zrobić. Nie ma w lidze nikogo, kto potrafiłby tak zachwycić publiczność w jednej akcji i tak niemile zaskoczyć w następnej. (…) Biuk to zawodnik, od którego kibice, biorąc pod uwagę jego talent i jakość, słusznie oczekują najwięcej. Nie jest już tym uroczym dzieciakiem, którego odkryto wczoraj, ale kimś, kto musi się obudzić” – dodał autor tekstu Vice Karin. 

Fatalne pudła i wściekłość Gattuso

Gattuso kilka razy się na niego wściekał. Najbardziej chyba po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Rijeką. Goście mieli rzut wolny przy linii bocznej. Biuk stanął do muru z drugim zawodnikiem i odsunął się od niego tuż przed zagraniem. Piłka przeszła przez tę lukę, doszło do zamieszania w polu karnym i obecnie występujący w Widzewie Lindon Selahi doprowadził do wyrównania.

Reklama

– Jestem na niego bardzo zły za ten moment, ale idziemy dalej – mówił włoski szkoleniowiec.

Niedługo potem Biuk na własną prośbę został zmieniony w przerwie meczu z Lokomotiwą Zagrzeb (2:3). Nie chodziło o problemy zdrowotne. Tuż przed przerwą w kompromitujący sposób zmarnował wyśmienitą sytuację. Zabrakło mu podstawowego boiskowego spokoju. „Wszyscy złapali się za głowy” – pisał tportal.hr.

Reklama

– Po raz pierwszy w karierze zdarzyło mi się, że zawodnik poprosił mnie o zmianę, to mnie wkurza. Nigdy czegoś takiego nie widziałem – nie ukrywał Gattuso.

Pokazów nieskuteczności ze strony skrzydłowego mieliśmy więcej. Taki przykład:

I jeszcze jeden. „Trudniej spudłować niż trafić” – skwitował komentator.

Reklama

Śmierć matki w dzieciństwie

 – Może potrzebuje interwencji psychologa sportowego. Nie chodzi nawet o pewność siebie, on wymaga pomocy jako człowiek. Zwłaszcza że ​​młodsze pokolenia czytają media i komentarze kretynów z internetowych ścieków. On potrzebuje pomocy, piłka nożna to gra błędów – apelował Josko Jelicić, ekspert i komentator stacji MaxSport.

Gdy w 23. kolejki Biuk wszedł na zmianę i strzelił gola ustalającego wynik na 4:0 dla Hajduka z NK Osijek, ten sam Jelicić nie ukrywał olbrzymiej radości. To mnie szczególnie cieszy, bardzo tego pragnąłem, nie mówiąc już o tym, że modliłem się, żeby Stipe Biuk nabrał pewności siebie. Cieszę się, że strzelił gola. Krytyka mocno go dotknęła. Znam sytuację życiową Stipe, życie nie było dla niego łaskawe. Ani on, ani jego dwaj bracia, ani jego ojciec, ale… Po prostu trzymaj się, Stipe, głowa do góry, znasz swoją wartość, potrzebujesz ciągłości. Jest młody, Hajduk to trudne środowisko, trudno jest nosić taką koszulkę. A publiczność dobrze zareagowała na jego bramkę i właśnie tego potrzebują młodzi piłkarze, kiedy grają w tym klubie – komentował. 

Odnosząc się do sytuacji życiowej piłkarza, miał na myśli dramatyczne wydarzenia z 28 grudnia 2011 roku. Jego matka szykowała mu urodzinowy tort, gdy nagle upadła w kuchni. Pękł jej tętniak w mózgu, na ratunek było za późno. Danijela Biuk zmarła w wieku zaledwie 36 lat. Ta tragedia musiała odcisnąć na Stipe swoje piętno. Od tej pory ojciec rodziny, emerytowany żołnierz sił specjalnych, w pełni poświęcił się wychowaniu trójki swoich synów.

Reklama

Niewykorzystanie drugiej szansy w Valladolid

Niestety, gol z Osijekiem był ostatnim pozytywnym akcentem. Biuk niedługo potem doznał kontuzji kości łonowej i wypadł na ponad dwa miesiące. Do końca sezonu już nie zagrał, kończąc z siedemnastoma meczami, dwiema bramkami i jedną asystą. Hajduk po kiepskim finiszu nie tylko przegrał o dwa punkty z Rijeką wyścig o wyczekiwane od dwóch dekad mistrzostwo, ale dał się jeszcze wyprzedzić Dinamu Zagrzeb. Całkowita klapa.

Biuk wybrał się z powrotem do Valladolid, który z hukiem zleciał z Primera Division i znów musiał radzić sobie w drugoligowej rzeczywistości. Przez chwilę wydawało się, że może karta się odwróciła. Chorwat obiecująco zaczął poprzedni sezon, po czterech kolejkach miał już na koncie trzy asysty. Szybko jednak wrócił do irytującej normy. Do końca rozgrywek wypracował jeszcze dwa gole, a samemu strzelił jednego. Z Las Palmas trafił do siatki głową, co było pierwszym takim wyczynem w jego karierze. Powinien dać znacznie więcej. Dość powiedzieć, że skończył sezon z xG wynoszącym aż 4.45.

Drużynowo Blanquivioletas także dali plamę. Zamiast walczyć o powrót do elity, ledwo się utrzymali. Latem zaczęło się cięcie kosztów i liczne rozstania. Z Biukiem nie wiązano już przyszłości, ale klub siłą rzeczy początkowo liczył, że uda mu się odzyskać przynajmniej część zainwestowanych środków. Zawodnik prowadził rozmowy z Montrealem, możliwy był jego powrót do MLS. Valladolid dokłada wszelkich starań, aby odejście Biuka nie odbyło się za darmo” – pisał pod koniec lipca portal pucelafichajes.com. 

Reklama

Czas jednak leciał, do przełomu nie dochodziło, dlatego zdecydowano się na drastyczny krok. 14 sierpnia Real Valladolid ogłosił rozwiązanie za porozumieniem stron mającego obowiązywać jeszcze przez trzy lata kontraktu. Uznano, że to lepsze wyjście niż ryzykowanie scenariusza, w którym niechciany piłkarz zostaje i dalej obciąża klubowy budżet. Jego zarobki należały do najwyższych w zespole (szacowano, że wynoszą nawet 700-800 tys. euro za rok).  Sytuacja jak z Kacprem Urbańskim w Legii Warszawa, którego pożegnano, byle tylko nie doprowadzał księgowej do palpitacji serca.

Kibice ucieszyli się na jego odejście

Rzadko mierzył się z obrońcami, rzadko strzelał na bramkę i prawie zawsze decydował się na bezpieczne podania do tyłu” – podsumował jego pobyt Ignacio Balaidor z dziennika „AS”.

Reklama

Kibice Valladolid pożegnali go nad wyraz ozięble. Co prawda zdarzały się głosy, że przynajmniej nie trzymał się kurczowo kontraktu „jak inne pijawki”, ale dominowały głosy pełne rozczarowania i rozgoryczenia.

„Zaufałem mu bardzo, ale to jeden z największych nieudaczników, jakich widziałem na Zorrilla. Złe decyzje, zero inicjatywy i, poza 2 lub 3 wyjątkowymi meczami, nic, co pokazałoby kibicom, że chce coś udowodnić (oprócz okropnych statystyk)” – napisał jeden z nich.

„Odchodzi z udawanym ruchem, dryblingiem do środka i stratą piłki. Jego jedyna akcja w okresie, który tu spędził” – dodał inny.

„Ten gość to największy przekręt w historii klubu” – stwierdził kolejny kibic.

Reklama

„Blef, który kosztował 4 mln euro”, „Jeden z najdroższych turystów, którzy przejechali przez Valladolid” – długo moglibyśmy wymieniać kolejne komentarze.

Na starcie otrzymujemy więc wiele niepokojących sygnałów. Pozytywnymi punktami zaczepienia są głównie kwoty, które na niego wydawano. Sportowo Stipe Biuk nie sprawdzał się ani w MLS, ani powrotnie w chorwackiej ekstraklasie, ani w drugiej lidze hiszpańskiej. Do tego wygląda na to, że jest dość kruchy psychicznie i przez ostatnie lata stracił dużo pewności siebie. A Widzew nie jest klubem, w którym można miesiącami budować formę.

Tyle dobrze, że tym razem za Chorwata nie płacono sumy odstępnego. Przynajmniej w tym aspekcie presja na początku nie będzie doskwierała.

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Trener Śląska surowy dla drużyny. „Dawałem wskazówki, ale piłkarze tracili głowę”

Michał Kołkowski
1
Trener Śląska surowy dla drużyny. „Dawałem wskazówki, ale piłkarze tracili głowę”
Ekstraklasa

„Najlepsza drużyna w Polsce”. Daniel Myśliwiec po remisie z Legią

Braian Wilma
30
„Najlepsza drużyna w Polsce”. Daniel Myśliwiec po remisie z Legią