W tym sezonie oglądamy dwie wersje GKS-u Katowice. Jest ta gorsza wyjazdowa. Ona póki co nie potrafi wygrać meczu, a nawet zremisować. Dostała w czapkę w Żylinie, Krakowie, Miszkolcu oraz Lublinie. Ale mamy też tę drugą, którą oglądamy w spotkaniach przy Nowej Bukowej. Ekipa Rafała Góraka u siebie gra efektownie, z rozmachem i wygrywa wszystko jak leci!
Stadion przy Nowej Bukowej to prawdziwa twierdza. W tym sezonie jeszcze nie znalazł się zespół, który byłby w stanie poradzić sobie z gospodarzami. Kto przyjeżdża do Katowic, ten dostaje oklep. Żeby znaleźć ostatnią domową porażkę ekipy Rafała Góraka trzeba cofnąć się do listopada 2025 roku! Tym razem przyjemnie wyjazdu na Śląsk nie będzie wspominać Wisła Płock.
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0. Goście próbowali atakować, gospodarze strzelali
Po pierwszym kwadransie piłkarze Adama Majewskiego mogli czuć sporą niesprawiedliwość. Wisła bardzo dobrze weszła w mecz i praktycznie zamknęła rywala na jego połowie. GieKSa miała spore problemy, by utrzymać się z piłką dłużej niż kilkanaście sekund. Mocno aktywny w tych pierwszych fragmentach był Adam Radwański, który nie tylko dogrywał, ale i próbował samodzielnie zaskoczyć Gabriela Kobylaka. Zresztą, gdyby nie rykoszet, to jeden z jego strzałów prawdopodobnie zakończyłby się golem.
A jednak, wystarczył jeden atak tego stłamszonego GKS-u, by wynik uległ zmianie. Borja Galan rozegrał piłkę z Emanem Markoviciem, a ten drugi korzystając, że Żan Rogelj nie kwapił się do specjalnego podejścia, uderzył praktycznie w samo okienko. Gol naprawdę zacnej urody.
ALEŻ PRZYMIERZYŁ! 😍
Eman Marković kapitalnie trafia do siatki i GKS prowadzi z Wisłą! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/Met9EWmEPU
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 23, 2026
Dla GKS-u była to bardzo wygodna sytuacja. Nie musiał forsować tempa, a wręcz przeciwnie. Spokojnie mógł bronić się przed rywalem, który już nie atakował z takim animuszem jak przed stratą pierwszego gola, i czekać na okazję na szybkie ataki. A te regularnie się pojawiały.
Po jednym z nich Bartosz Nowak zagrał do Ilyi Szkurina (przy okazji linię spalonego złamał Marcus Haglind-Sangre), a ten próbował mijać Rafała Leszczyńskiego. Skończyło się bezsprzecznym faulem i rzutem. Z 11. metra oczywiście nie pomylił się Arkadiusz Jędrych.
Arkadiusz Jędrych pewnie wykorzystuje rzut karny! GKS prowadzi 2:0 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/q3xbGlhZ2T
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 23, 2026
Prawdę mówiąc, wynik do przerwy powinien być jeszcze wyższy. A to za sprawą Emana Markovicia, który skutecznie minął Rafała Leszczyńskiego, jednak jego strzał na pustą bramkę obronił Marcus Haglind-Sangre, który odkupił swoje winy za drugiego gola. Bardzo dobrą okazję zmarnował też Marcin Wasielewski.
GieKSa ma przewgę!#GKSWPŁ pic.twitter.com/KpMi6UIyER
— Ekstraklasowiec (@ekstraklasowiec) August 23, 2026
Ktoś mógłby powiedzieć, że Wisła miała przewagę w pierwszej połowie. W końcu dłużej utrzymywała przy piłce, więcej przebywała na połowie rywala, jednak tak naprawdę praktycznie nic z tego nie wynikało. Ciężko mówić o sytuacjach, w których sprawdzona została czujność Gabriela Kobylaka.
A GKS był wyjątkowo konkretny. Jak już wychodził z akcją, to było wiadomo że zaraz może zrobić się naprawdę groźnie. Spokojnie może policzyć z cztery okazje, które miały realne szanse skończyć się golem. Brakowało jedynie minimalnie lepszej skuteczności.
GKS rozjechał rywala w drugiej połowie. Goście byli bezradni
W drugiej połowie zamiast to Wisła pójść do jeszcze odważniejszego ataku, to GKS bardziej przeniósł grę na połowę rywala. Naprawdę trudno zrozumieć, jak to się stało, że piłkarze Rafała Góraka na początku tej drugiej części nie wpakowali piłki do siatki. Goście rozdawali przeciwnikom kolejne prezenty.
Choćby Rafał Leszczyński podał piłkę prosto pod nogi Bartosza Nowaka, jednak ten nie zorientował się w sytuacji. Dosłownie chwilę później coś bardzo podobnego zrobił Marcin Kamiński. Doskonałą okazję miał rownież Ilya Szkurin, jednak tym razem na posterunku stanął bramkarz Nafciarzy. Z kolei Emanowi Markoviciowi zabrakło spokoju w kluczowym momencie akcji.
Tak można byłoby jeszcze wyliczać, ale wszystko sprowadza się do tego, że gospodarze mieli wszystko pod swoją kontrolą. Byli zwyczajnie zespołem lepszym, bardziej jakościowym i nie popełniającym prostych błędów. W pewnym momencie nabraliśmy przekonania, że jedyną kwestią do rozstrzygnięcia jest wynik, bo zwycięzcę poznaliśmy dużo przed końcowym gwizdkiem sędziego.
GKS mógł wygrać nawet bardziej okazale lecz finalnie skończyło się na 5:0. Show w końcówce dał Bartosz Nowak. Najpierw dośrodkował na głowę Pau Resty, następnie wyłożył piłkę Ilyi Szkurinowi, a wszystko zwieńczył dograniem do Jakuba Kokosińskiego.
Katastrofa w defensywie Wisły Płock! 🫨
4:0! ⚽⚽⚽⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/rfEkNmpXUn
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 23, 2026
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix