Remis 3:3 na wyjeździe przy grze w dziesiątkę przez prawie całe spotkanie? Teoretycznie: spory wyczyn. Sukces. Punkt, z którego można być tak po prostu dumnym. A jednak coś nam się wydaje, że zawodnicy Widzewa Łódź czują raczej wielki niedosyt po sobotnim starciu ze Śląskiem Wrocław. Chociaż świetnie sobie radzili mimo osłabienia, chociaż mieli już przeciwnika na widelcu, to nie zdołali dowieźć prowadzenia do końcowego gwizdka arbitra. I dali się zaskoczyć w sytuacjach, które – przynajmniej w teorii – powinny być dla nich najmniej kłopotliwe.
My tam jednak narzekać na taki obrót spraw nie zamierzamy. Bo widowisko było naprawdę kapitalne.
Śląsk Wrocław – Widzew Łódź. Fatalny błąd Tomasiewicza
Wydawać by się mogło, że ten mecz rozpoczął się dla Widzewa najgorzej, jak tylko to możliwe. Już w siódmej minucie czerwoną kartkę obejrzał bowiem Przemysław Wiśniewski, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Papisa Dembele. Wprawdzie sędzia liniowy początkowo dopatrzył się w tej akcji ofsajdu, ale analiza VAR przyniosła zmianę werdyktu. No a wtedy Marcin Kochanek nie miał już żadnych wątpliwości i wyrzucił reprezentanta Polski z boiska. Zresztą Wiśniewski nawet w tej sytuacji nie protestował. Zdecydowanie bardziej rozgoryczony był Mariusz Fornalczyk, który musiał ustąpić miejsca na murawie Mateuszowi Żyrze.
Tak czy owak: zapachniało poważnymi kłopotami Widzewa we Wrocławiu.
Ale nic bardziej mylnego, bo już w 15. minucie Łodzianie mogli świętować wyjście na prowadzenie. Koszmarny błąd w rozegraniu w okolicach własnej szesnastki zanotował Grzegorz Tomasiewicz, no i Śląsk został za to niechlujstwo pomocnika bardzo dotkliwie skarcony. Inna sprawa, że Tomasiewicz żadnych wniosków z tego nie wyciągnął, bo krótko po utracie bramki na 0:1… zaliczył kolejne zbyt lekkie podanie do tyłu. Tym razem wyratował go jednak Karol Niemczycki.
Widzew Łódź mimo gry w dziesiątkę prowadzi ze Śląskiem Wrocław po golu Mario Garcii! 💪💥
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/RQUOqw97Dl
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Refleksja przyszła dopiero w przerwie.
– Zajebałem pierwszą bramkę. Chciałem Barcelonę zagrać – przyznał zdenerwowany piłkarz Śląska w rozmowie z reporterem Canal+Sport.
Wymiana ciosów po przerwie. Widzew zmierzał po trzy punkty
Utrata bramki nie była jednak najważniejszym problemem gospodarzy przed przerwą. Błędy się zdarzają, nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać. Gorzej, że Wrocławianie nie mieli kompletnie żadnego pomysłu na sforsowanie defensywy Widzewa. Widzewa – podkreślmy to po raz drugi – grającego w osłabieniu, pozbawionego lidera swojej formacji obronnej. Z ataków Śląska nie wynikało żadne zagrożenie, nie przekładały się one na jakiekolwiek strzeleckie okazje. A już nad jakością dośrodkowań kierowanych w pole karne łódzkiej ekipy to naprawdę lepiej spuścić zasłonę milczenia. Co wrzutka, to bardziej dziadowska od poprzedniej.
Ante Šimundža bez ustanku wściekał się przy linii bocznej boiska i zupełnie nas to nie dziwi.
No a w 36. minucie gry trener Śląska mógł już tylko bezradnie załamać ręce, ponieważ Widzew podwyższył prowadzenie po znakomitym kontrataku. Wszystko się w tej akcji Łodzian zgrało, trzeba to docenić, choć obrońcy gospodarzy za bardzo podopiecznym Aleksandara Vukovicia nie przeszkadzali.
Trudno wytłumaczyć mecz we Wrocławiu! 🤯 Widzew Łódź gra w dziesiątkę, a prowadzi już 2:0! Tym razem trafia Fran Alvarez! 🇪🇸🔝
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/9cUXXdk5SV
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Wprawdzie zaraz po przerwie Śląsk odpowiedział wreszcie golem kontaktowym i generalnie zaliczył kilka minut lepszej gry, ale zaraz wszystko wróciło do normy. To znaczy: ofensywnej niemocy gospodarzy i groźnych kontrataków gości. Już w 63. minucie rywalizacji Widzew wrócił na dwubramkowe prowadzenie – tym razem do siatki trafił Angel Baena, a obrona Śląska znowu istniała tylko teoretycznie. To naprawdę wstyd dać się tak rozklepać, mając na boisku liczebną przewagę.
Śląsk uratował się przed porażką. Samiec-Talar rozdawał ciasteczka
Jak gdyby tego było mało, niedługo potem zapachniało kolejną bramkową kontrą gości. Cała akcja została jednak, delikatnie rzecz ujmując, nienajlepiej rozegrana przez Sebastiana Bergiera i w ostatecznym rozrachunku spełzła na niczym. Napastnik zakończył ją kiepskim strzałem. Co okazało się mieć poważne konsekwencje dla Widzewa – w 78. minucie defensywa Łodzian po raz drugi dała się bowiem zaskoczyć po stałym fragmencie gry. I tym razem gospodarze poszli już za ciosem.
W końcu, w końcu dało się wyczuć, że Śląsk gra w przewadze jednego piłkarza.
SZALEŃSTWO WE WROCŁAWIU! 🔥 Co to był za mecz?! 🤯 Śląsk odrobił straty i remisuje z Widzewem 3 do 3! 🚀 pic.twitter.com/cubruXXPHs
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Kilka chwil później defensywa Łodzian posypała się już zupełnie, a potężną dziurę w szeregach obronnych przeciwnika bezbłędnie wykorzystał Eniss Shabani. My jednak komplementy kierujemy przede wszystkim pod adresem Piotra Samca-Talara. Już w pierwszej połowie był to jedyny gracz Śląska, który w ogóle próbował coś na boisku wykreować, no a po przerwie zaczął rozdawać kolegom takie ciasteczka, że aż ślinka ciekła na ich widok.
24-latek mógł mieć nawet hat-tricka asyst, gdyby gol Luki Marjanaca nie został anulowany po minimalnym spalonym.
Trzeba jednak zaznaczyć, że trzeci cios Śląska nie powalił gości na deski. Wręcz przeciwnie, końcówka spotkania znowu należała do Widzewa. I można było nawet odnieść wrażenie, że przyjezdnym należy się rzut karny. Ale sędzia Marcin Kochanek na wapno nie wskazał. Po prostu zakończył mecz.
Aha #SLAWID #widzew #karny pic.twitter.com/PFA7YUylYt
— RTS (@CoachToneApp) August 22, 2026
Emil Kornvig chce walczyć o piłkę, ale dwie dłonie rywala lądują na jego na twarzy. No czy to nie jest jedenastka?
***
Tak czy owak – meczycho było naprawdę pierwszorzędne.
Nadal doceniamy postawę Widzewa, który dopiero w końcówce utracił kontrolę nad meczem, a w dziesiątkę grał przecież od siódmej minuty. Jak na ironię, podopieczni Vukovicia skonstruowali we Wrocławiu kilka tak fajnych akcji, jakich niekiedy nie potrafią przeprowadzić nawet w jedenastkę. A Śląsk? Cóż, długo grał okropny piach, to fakt, ale wyratował się stałymi fragmentami, aż wreszcie dorwał się do gardła osłabionego przeciwnika. No i wyszarpał mu z tego gardła remis.
„Dobre i to” – pomyślą zapewne w szatni Wrocławianie. Natomiast goście spędzą drogę powrotną do Łodzi w przekonaniu, że – mimo niesprzyjających okoliczności – mogli na Dolnym Śląsku ugrać coś więcej.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl / FotoPyk