W tej kolejce mieliśmy dwa interesujące nas debiuty. Pierwszy – bardzo udany sędziego Mateusza Jendy, który popełnił tylko jeden mało znaczący błąd, ale o tym jeszcze wspomnimy. Drugi – nowego zawodnika Widzewa Paulinho Boii. Trzeba jasno powiedzieć, skandalem jest, że brazylijski skrzydłowy pozostał na boisku do samego końca. Swoim brutalnym atakiem mógł wyrządzić rywalowi poważną krzywdę i do teraz nie mamy pojęcia, co kierowało zespołem sędziowskim, że nie wyrzucił debiutanta z boiska.
W porównaniu do ostatniego tygodnia jest minimalnie lepiej, chociaż w tym momencie marne to pocieszenie. Poziom polskiego sędziowania niezmiennie nie jest zbyt wysoki, a w liście ujawnionym na Weszło problemy VAR obnażył Paweł Sokolnicki. W każdym razie największych błędów dopuścili się sędziowie w Łodzi, w Krakowie oraz w Zabrzu.
Siedem meczów, trzy poważne błędy (w tym jeden naprawdę skandaliczny). Czy to dobry bilans? Każdemu pozostawiamy to do indywidualnej oceny…
Niewydrukowana Tabela. Babol sędziowski w Łodzi – rzeźnik nie został ukarany
Spis treści
- Niewydrukowana Tabela. Babol sędziowski w Łodzi - rzeźnik nie został ukarany
- Dwa gole Morgana Fassbendera z Widzewem. Czy słusznie zostały uznane?
- Sędziowski skandal w Łodzi! Kiedy należy się czerwona kartka?
- Sędzia pomógł Cracovii przy pierwszym zwycięstwie. Rzut karny niesłusznie przyznany
- Damian Sylwestrzak meczu w Zabrzu nie zaliczy do udanych. Górnik niesłusznie ukarany
- Bardzo dobry debiut z małą wpadką. Długie rysowanie w Lublinie
Dwa gole Morgana Fassbendera z Widzewem. Czy słusznie zostały uznane?
Zacznijmy od meczu, który przysporzył najwięcej emocji pod kątem kontrowersji sędziowskich. Chodzi o spotkanie Widzewa Łódź z Koroną Kielce, w którym warto wziąć pod lupę aż trzy sytuacje. Jedną zdążyliśmy już zapowiedzieć, ale idąc po kolei, przyjrzyjmy się najpierw obu golom strzelonym przez Morgana Fassbendera.
Przy pierwszym z nich podnoszona jest kwestia potencjalnego przewinienia na Juljanie Shehu. W pewnym momencie widzimy, jak Albańczyk pada na murawę po przepychankach z Konstantinosem Sotiriou. Przy ocenie tego zdarzenia istotne są dwie kwestie:
- czy cypryjski stoper Kielczan złamał przepisy, faulując przeciwnika;
- czy upadek Shehu miał jakiś wpływ na rozwój sytuacji.
Odpowiadając od końca, Albańczyk nie miał czynnego udziału w tej akcji. Piłka i tak przeleciałaby mu wysoko nad głową i nie miałby szans niczego tutaj zmienić. Po drugie, widać, że zwyczajnie walczy z rywalem o jak najlepszą pozycję i nie dochodzi do żadnego przekroczenia przepisów. Gol więc uznany jak najbardziej prawidłowo.



Niedługo później Morgan Fassbender ponownie trafił do siatki Bartłomieja Drągowskiego i znów nie zabrakło kontrowersji. W pierwsze tempo przy dośrodkowaniu Niemiec bezsprzecznie był na pozycji spalonej, ale piłka w pierwszej kolejności nie trafia do niego, a do Emila Kornviga.
Przez moment widać, jak Fassbender przepycha się z Sebastianem Bergierem, jednak czy utrudnia mu interwencję w tej sytuacji? Nic takiego nie miało miejsca, bowiem napastnik Łodzian i tak raczej nie miałby szans dojść do piłki, a też trudno powiedzieć, żeby piłkarz Korony przekroczył tutaj przepisy. Kontakt obu graczy trwa praktycznie przez ułamek sekundy i po tym Bergier bez przeszkód może dalej brać udział w akcji.
Pojawia się jednak jeszcze jedno pytanie: czy skoro piłka później ląduje pod nogami Fassbendera, to nie powinien zostać odgwizdany spalony. Odpowiedź brzmi: nie, bowiem Emil Kornvig swoim wybiciem niejako rozpoczął nową akcję, więc niedozwolona pozycja, na jakiej wcześniej znajdował się piłkarz Korony, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

𝐌𝐎𝐑𝐆𝐀𝐍 𝐅𝐀𝐒𝐒𝐁𝐄𝐍𝐃𝐄𝐑! 𝐃𝐔𝐁𝐋𝐄𝐓! ✌️ ⚽
Korona prowadzi 2:1 w „Sercu Łodzi”!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/27PqPmNHq3
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 15, 2026
Sędziowski skandal w Łodzi! Kiedy należy się czerwona kartka?
Oba gole zostały więc słusznie uznane i wszystko szło w kierunku tego, że będzie to całkiem niezłe spotkanie dla zespołu sędziowskiego z Karolem Arysem na czele. A jednak sytuacja z samej końcówki meczu całkowicie zmieniła nasze postrzeganie.
Całe zderzenie było tak ewidentne, że naprawdę nie wiemy, jakim cudem został tu popełniony błąd. Skrzydłowy Widzewa – debiutujący w nowych barwach Paulinho Boia – atakuje Huberta Zwoźnego.
@plangier będzie co omawiać z tego meczu w niedzielę.
Tu za sam atak wysyłam do więzienia 🚓🤕🛷#WIDKOR#WidzewŁódź#KoronaKielce pic.twitter.com/XVMONefrrZ
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) August 15, 2026
Tak naprawdę to nagranie mówi wszystko, ale dla formalności wesprzyjmy się jeszcze cytatem z oficjalnych Przepisów Gry PZPN o tym, za co należy się czerwona kartka:
– Atak nogami lub atak w walce o piłkę, który naraża na niebezpieczeństwo zawodnika drużyny przeciwnej lub który wykonany został z użyciem nadmiernej siły lub brutalności, musi być traktowany jako poważny, rażący faul. Każdy zawodnik, który gwałtownie atakuje przeciwnika, kiedy walcząc o piłkę, naskakuje z przodu, z boku lub z tyłu, używając jednej lub obu nóg – czyniąc to z użyciem nadmiernej siły i narażając tego zawodnika na niebezpieczeństwo – popełnia poważny, rażący faul.
Jeśli to zagranie nie kwalifikuje się na wyrzucenie z boiska, to naprawdę nie wiemy, co zasługuje na taką karę. Bardziej ewidentnego „asa kier” w tym sezonie może już nie być. Paulinho powinien wylecieć z boiska, a następnie wyłapać jeszcze zawieszenie na kilka kolejnych spotkań.
O ile jesteśmy jeszcze jakoś w stanie zrozumieć, że Karol Arys mógł w pierwsze tempo dokładnie nie zobaczyć całego zdarzenia (chociaż powinien), to już kompletnie nie mamy pomysłu, jak usprawiedliwić brak reakcji ze strony arbitrów VAR. Odpowiadający za ten mecz Łukasz Szczech i Michał Obukowicz chyba postanowili szybciej udać się do domu. Na lepsze wytłumaczenie nie wpadliśmy.
Końcowego wyniku ta sytuacja nie zmienia, ale błąd na niekorzyść Korony oczywiście odnotowujemy. A dodajmy, że również przed tygodniem w jej spotkaniu piłkarzowi rywala nie została pokazana należna czerwona kartka. Wtedy upiekło się Rafałowi Adamskiemu.
Sędzia pomógł Cracovii przy pierwszym zwycięstwie. Rzut karny niesłusznie przyznany
Cracovia długo czekała na pierwsze zwycięstwo pod wodzą Bartosza Grzelaka (dotychczas siedem remisów i porażka) oraz na pierwszego gola w nowych rozgrywkach. I w końcu się go doczekała. Rzut karny na raty wykorzystał Ajdin Hasić. Tyle że… został on przyznany kompletnie niesłusznie.
Sędzia Paweł Raczkowski z boiska odgwizdał zagranie ręką we własnym polu karnym Jeana Carlosa. Można w tym przypadku usprawiedliwić arbitra, bowiem początkowo rzeczywiście wyglądało na to, że podjął słuszną decyzję. Zastrzeżenia bardziej należy mieć do zasiadających przed monitorami Piotra Urbana i Tomasza Listkiewicza, którzy przecież mieli dostęp do powtórek.
Obejrzeliśmy tę sytuację w spowolnieniu, co pozwoliło nam zobaczyć, że piłka w żadnym momencie nie trafia w rękę piłkarza Rakowa. Odbija się jedynie od jego pachy, co przecież nie zalicza się do zagrań niedozwolonych. I nie ma to żadnego znaczenia, że Jean Carlos ma kompletnie nienaturalnie ułożoną rękę, skoro piłka i tak w nią nie trafia. Zablokował strzał rywala w całkowicie prawidłowy sposób, więc Paweł Raczkowski powinien zostać przez kolegów zawołany do monitora, a następnie zmienić swoją pierwotną decyzję.
— Mikołaj_Duda (@Mikolaj_Duda) August 17, 2026


Pierwszy gol Cracovii w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy! ⚽ Kacper Trelowski obronił strzał Ajdina Hasicia z rzutu karnego, ale z dobitką sobie nie poradził! 🔥
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/PRBFbzgAut
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 16, 2026
Anulujemy więc gola Ajdina Hasicia i weryfikujemy wynik z 2:1 na 1:1. W naszej tabeli Cracovia wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
Damian Sylwestrzak meczu w Zabrzu nie zaliczy do udanych. Górnik niesłusznie ukarany
Pozostając w klimatach krakowskich ekip, przenosimy się do Zabrza, gdzie Wisła zmierzyła się z Górnikiem. Tego meczu do udanych z pewnością nie zaliczy Damian Sylwestrzak, a jego większych i mniejszych błędów wystarczyłoby na całkowicie oddzielny tekst. Skupimy się jednak tylko na tych kluczowych decyzjach, ale tak tylko dla przykładu w tej sytuacji żółtej kartki nie zobaczył Josema. A zaznaczmy, że w tym samym meczu, ten sam sędzia za identyczne przewinienia decydował się na kary indywidualne.
#GÓRWIS
Tutaj sędzia Sylwestrzak już nie widział kartki dla zawodnika Górnika, równie duży impet i bardzo niebezpieczny atak w kolano Wiślaka.
Bądźmy poważni w dwie strony.@tadek_j88 @zawodsedzia @BorskiMarcin pic.twitter.com/OLTsvzjK3V— Powtórki, kontrowersje i analizy🟨🟧🟥. (@KiQus_) August 16, 2026
Z kluczowych sytuacji bierzemy pod lupę dwie i obie tyczą się potencjalnych czerwonych kartek. Pierwsza kontrowersja dotyczyła wykluczenia stopera Wisły Maxence’a Maisonneuve’a. Francuz nieprzepisowo zatrzymywał Sondre Lisetha, za co początkowo został ukarany żółtą kartką.
Damian Sylwestrzak został jednak przez Pawła Malca i Dawida Golisa zawołany do monitora w celu sprawdzenia, czy nie powinien wyrzucić z boiska zawodnika Białej Gwiazdy. Pierwotnej decyzji nie zmienił i w tym przypadku postąpił prawidłowo.
Chodziło o jedną kwestię – czy Sondre Liseth nie znalazłby się w stuprocentowej sytuacji, gdyby nie faul rywala. Wisłę uratowała jednak obecność Jakuba Krzyżanowskiego. Dzięki niemu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy napastnik Górnika miałby otwartą drogę do bramki. Obaj zawodnicy mieliby realną szansę dopaść do piłki, więc czerwona kartka słusznie nie została pokazana.

Nie możemy jednak pochwalić arbitra za sytuację, gdy wyrzucił z boiska właśnie Sondre Lisetha, którego ukarał drugą żółtą kartką. Z pomocną dłonią przychodzą do nas Przepisy Gry PZPN, które podają definicje faulu nieostrożnego oraz nierozważnego:
- Nieostrożność ma miejsce wtedy, gdy zawodnik swój atak wykonuje w sposób niedokładny, nieuważny i bez należytej ostrożności. Kara indywidualna nie jest wymagana.
- Nierozważność ma miejsce wtedy, gdy zawodnik swój atak wykonuje nie zważając na bezpieczeństwo przeciwnika lub konsekwencje takiego ataku. Zawodnik tak grający musi być ukarany napomnieniem.
Skoro sędzia pokazał żółtą kartkę Lisethowi, to musiał zastosować się do drugiej z tych definicji. A czy to rzeczywiście był nierozważny faul? No nie za bardzo. Norweg biegnie z piłką, a goni go Kacper Duda. W naturalny sposób się zastawia, jednak przy okazji i bez takiego zamiaru trafia rywala w twarz. Nie można więc powiedzieć, że to był atak, który nie zważał na bezpieczeństwo rywala. Raczej nawet do końca nie wiedział, gdzie dokładnie znajdował się rywal, więc popełnił faul w sposób całkowicie przypadkowy.



Napastnik Górnika został niesłusznie wyrzucony z boiska. Zespół Michala Gasparika i tak wygrał to spotkanie, więc sytuacja punktowa się nie zmienia, ale błąd oczywiście odnotowujemy.
Bardzo dobry debiut z małą wpadką. Długie rysowanie w Lublinie
Na koniec zostawiliśmy sobie dwie małe sytuacje, które nie są poważnymi błędami, ale warto zwrócić na nie uwagę. Pierwsza pochodzi z Gliwic, gdzie swój debiut na poziomie Ekstraklasy zaliczył Mateusz Jenda. Młody sędzia zaprezentował się bez zarzutów i dobrze rokuje na przyszłość. Jedyny błąd miał miejsce tuż przed końcem meczu Piasta z Wieczystą.
Do podstawowego czasu mieliśmy doliczone zaledwie trzy minuty, mimo kompletu zmian po obu stronach i przerwy na nawodnienie. Takim minimum byłoby pięć minut, a wypadałoby nawet sześć czy siedem. Tu jednak zastrzeżenia mamy bardziej do sędziego technicznego Leszka Lewandowskiego oraz odpowiadających za VAR Bartosza Frankowskiego i Tomasza Marciniaka.
Zwyczajem jest, że ci arbitrzy mają za zadanie podpowiedzieć sędziemu głównemu, ile należy doliczyć. A tutaj się nie popisali, chociaż oczywiście zaznaczmy, że ostateczna decyzja i tak należała w tym przypadku do Mateusza Jendy.
Jeśli chodzi o liczbę minut, mamy jeszcze spostrzeżenie dotyczące spotkania w Lublinie. W starciu Motoru z GKS-em Katowice padły trzy gole i przy każdym trzeba było sprawdzać, czy był strzelony zgodnie z przepisami. Dokładnie chodziło o kwestię spalonego. Łącznie rysowanie linii w tych sytuacjach przez Jarosława Przybyła i Daniela Stefańskiego trwało ponad dziewięć minut!
Najważniejsze jednak, że przy wszystkich bramkach podjęto właściwą decyzję, co, jak widzieliśmy przed tygodniem w Szczecinie, wcale nie jest takie oczywiste. Warto popracować nad tempem rysowania linii, ale raczej nie jest to apel do samych sędziów. Bardziej do osób odpowiadających za działające od tego sezonu Centrum VAR, gdzie – nomen omen – nie wszystko działa w pełni perfekcyjnie.
***
Teraz doceńmy. W poprzedniej kolejce sędziowie popełnili cztery rażące błędy, a tym razem są ich tylko trzy. Naprawdę gratulujemy postępów! Oby tak dalej i jeszcze chwila, a nie będziemy mieli o czym pisać. Mamy też dla arbitrów gorszą wiadomość. Wkrótce skończą się eliminacje europejskich pucharów i wrócimy do rozgrywania dziewięciu spotkań w jeden weekend. Teraz oraz tydzień temu było ich tylko siedem.
Co do naszej tabeli, najlepiej na błędach sędziów wyszła Cracovia, która u nas zajmuje dopiero 15. lokatę, ale w oficjalnej, dzięki wygranej z Rakowem, plasuje się już o sześć pozycji wyżej. Medaliki bez względu na zweryfikowany wynik i tak nie opuściły strefy spadkowej. Tyle że zamiast ostatniego miejsca, u nas zajmują przedostatnie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Screeny Canal Plus, Ekstraklasa TV