18 sezonów w NBA. Russell Westbrook zakończył karierę

Sebastian Warzecha

12 sierpnia 2026, 21:58 • 2 min czytania 3

Reklama
18 sezonów w NBA. Russell Westbrook zakończył karierę

18 sezonów w NBA i na tym koniec. Russell Westbrook ogłosił, za pośrednictwem opublikowanego w mediach społecznościowych wideo, że kończy karierę. Choć nigdy nie zdobył mistrzostwa ligi, pozostaje jednym z najlepszych jej graczy w ostatnich dwóch dekadach, a nawet całej historii.

Reklama

Russell Westbrook skończył karierę

Oklahoma City Thunder (gdzie jest legendą, grał tam w latach 2008-2019), potem Houston Rockets, Washington Wizards, Los Angeles Lakers, Los Angeles Clippers, Denver Nuggets i wreszcie Sacramento Kings. To zestaw ekip, w których grał Westbrook. W każdej z tych drużyn pełnił istotną rolę, w każdej był też jednym z najlepszych punktujących, a także – a może przede wszystkim – asystujących.

W swojej karierze zanotował ponad 10 tysięcy ostatnich podań. Do tego przekroczył też granicę 25 tysięcy punktów oraz 9 tysięcy zbiórek. Był specjalistą od triple-double, jest liderem wszech czasów w tej statystyce z 209 takimi meczami na koncie.

Reklama

Choć nie zdobył nigdy mistrzostwa NBA, to aż dziewięciokrotnie grał w All-Star Game, dwa razy był najlepszym punktującym ligi, a trzy razy jej liderem w asystach. Został też MVP sezonu zasadniczego w sezonie 2016/17, wybierano go również na listę NBA 75 – 75 najlepszych graczy w historii ligi. W Sacramento Kings, gdzie grał na koniec kariery, wykręcił 15,2 punktu, 5,4 zbiórki i 6,7 asysty na mecz w 64 spotkaniach, jakie rozegrał. Kings byli jednak najgorszym zespołem na Zachodzie (ex aequo z Utah Jazz), notując 22 zwycięstwa i 60 porażek.

Po sezonie do Westbrooka nie napłynęły nowe (a przynajmniej zadowalające) oferty, a ten w efekcie zdecydował, że to czas na koniec jego kariery.

Fot. Newspix

Reklama
3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama