Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, sędziowie co kolejkę dają nam powody, by dyskutować na temat ich poważnych błędów. Dlatego wróciliśmy na Weszło z niewydrukowaną tabelą. Nie chcemy być złośliwi, ale za taką liczbę pomyłek w innej profesji mogliby spokojnie żegnać się ze swoim stanowiskiem. Paru arbitrów znów dało nam podstawy do krytyki.
Jasna cholera, tyle błędów, a przecież dwa mecze zostały przełożone i mieliśmy ich tylko siedem! Na szczęście w naszym cyklu nie zajmujemy się każdym najmniejszym babolem, bo taki tekst miałby zapewne z 10 tysięcy słów, a my analizę wszystkich zdarzeń prowadzilibyśmy przez trzy dni. W tym czasie zaczęłaby się już prawie następna kolejka.
Weźmy choćby żółtą kartkę dla Mikaela Ishaka. Szwed był pierwszy przy piłce, oddał strzał, a następnie wpadł w bramkarza Piasta Gliwice Domena Grila. Z jakiegoś powodu Patryk Gryckiewicz ukarał napastnika mistrzów Polski. Z jakiego? Nie wiedział ani sam zawodnik, no i my również nie wiemy. Zresztą, chyba nikt poza samym sędzią tego nie wie.
Już kiedyś Ishak dostał kartkę za to, że oddał strzał…
Absurd, wczorajszy występ Gryckiewicza to była komedia. pic.twitter.com/hdf27xtkJQ
— Emil (@emil_duda) August 10, 2026
Niewydrukowana Tabela. Legia powinna kończyć mecz w Kielcach w dziesiątkę!
Spis treści
- Niewydrukowana Tabela. Legia powinna kończyć mecz w Kielcach w dziesiątkę!
- Wisła Kraków powinna grać w przewadze przez większość spotkania! Wielbłąd na otwarcie kolejki
- Korona skrzywdzona w meczu z Legią! Ale nie chodzi o rzut karny
- Poważny błąd sędziego we Wrocławiu. Koledzy z VAR-u uratowali sytuację
- Jagiellonia przegrała z Widzewem. Jeden z goli nie powinien zostać uznany
- Czy Darko Czurlinow w prawidłowy sposób strzelił pierwszego gola w Pogoni? Raczej tak
Wisła Kraków powinna grać w przewadze przez większość spotkania! Wielbłąd na otwarcie kolejki
Takich mniejszych błędów było wiele, wiele więcej, ale nie chcemy was w jednym miejscu trzymać przez trzy godziny, więc przechodzimy do tych poważniejszych. A zdecydowanie ten najbardziej ewidentny został popełniony w Krakowie na otwarcie trzeciej serii zmagań. Kto jest w stanie pojąć, jakim cudem Paweł Raczkowski, mając do dyspozycji pomoc kolegów z VAR, nie wyrzucił Marcusa Haglinda-Sangre z boiska? Może ktoś tam w tłumie się znajdzie…
Obrońca Wisły Płock zatrzymał Jordiego Sancheza i jednocześnie uniemożliwił mu opanowanie piłki w sytuacji, w której znalazłby się jeden na jeden z Rafałem Leszczyńskim. Przepisy mówią jasno, przy takich okolicznościach należy się czerwona kartka (DOGSO). Gdzieś tam w oddali znajdował się jeszcze Żan Rogelj. Podeprzyjmy się tutaj analizą Kolegium Sędziów, które również przyznało, że sędzia Raczkowski do spółki z odpowiadającymi za VAR Tomaszem Kwiatkowskim i Łukaszem Karskim popełnili popularnego wielbłąda.
– Zawodnik wygrał walkę o pozycję i wyprzedził obrońcę Wisły Płock. Następnie został przez niego podcięty/kopnięty. Sędzia zdecydował, że faul obrońcy gości przerwał korzystną akcję (SPA) i podyktował rzut wolny pokazując winowajcy żółtą kartkę. Arbiter VAR uznał, że sędzia nie popełnił oczywistego błędu w ocenie zdarzenia (możliwe przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki) i podtrzymał decyzję sędziego z boiska.
– Kwestią, która w tej sytuacji mogłaby stanowić wątpliwości jest obecność zawodnika Wisły Płock (nr 21). Jednak kamera zza bramki pokazuje sporą odległość tego zawodnika od piłki i niewielką (żadną) możliwość podjęcia skutecznej walki o piłkę z napastnikiem Wisły Kraków. W ocenie Prezydium KS PZPN zawodnik z Wisły Płock (nr 4) powinien zostać wykluczony z gry (czerwona kartka) z uwagi na przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki – czytamy w uzasadnieniu.
🟨👀🟥
???????#WISWPŁ pic.twitter.com/JQK26GoHjN— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) August 7, 2026
Powagi sytuacji dodaje fakt, że miała ona miejsce przy wyniku 1:1, więc mecz tak naprawdę mógł potoczyć się w dwie strony. Natomiast kilka minut później Wisła Kraków i tak strzeliła – jak się okazało – zwycięskiego gola. Przy nim również nie zabrakło kontrowersji, ale akurat w tym przypadku sędzia błędu nie popełnił.
Znów mamy starcie Jordiego Sancheza z Marcusem Haglindem-Sangre. Tym razem poszło o to, czy napastnik Wisły nie sfaulował rywala. Do niczego takiego nie doszło, bowiem Hiszpan biernie przyglądał się sytuacji i to bardziej przeciwnik w niego wpadł, próbując wyskoczyć do piłki. Do utrudnienia interwencji przez Sancheza nie doszło, więc gol jak najbardziej słusznie został uznany. Ale prawdę mówiąc Szweda już wtedy na boisku nie powinno w ogóle być.



JORDI SANCHEZ! Wisła Kraków wraca na prowadzenie! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/OGA0r3X9b8
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 7, 2026
Zespół Mariusza Jopa więc i tak sięgnął po zwycięstwo, ale zgodnie z zasadami Niewydrukowanej Tabeli (czerwona kartka na więcej niż 30 minut przed końcem spotkania) rozstrzygamy, że powinien wygrać 3:1.
Korona skrzywdzona w meczu z Legią! Ale nie chodzi o rzut karny
Najwięcej dyskusji po tym weekendzie jest o spotkaniu w Kielcach, gdzie Korona zremisowała z Legią. Uwagę poświęca się przede wszystkim sytuacji ze strzałem Morgana Fassbendera, gdy piłka ewidentnie trafia w rękę Roberta Deziela Juniora, a następnie odbija się od poprzeczki bramki Otto Hindricha.
Sędzia Przybył karnego za nieprzepisowe zagranie amerykańskiego stopera nie odgwizdał i po konsultacji z VAR-em swojej decyzji nie zmienił. I słusznie. Ręka obrońcy Legii była ułożona naturalnie, zgodnie z dynamiką ruchów, nie powiększała sztucznie obrysu jego ciała, a ponadto Deziel Junior miał zbyt mało czasu, by móc nawet jakkolwiek zareagować.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami decyzja jak najbardziej dobra, tylko jest jedno ale… Można powątpiewać, czy takich przepisów nie należałoby zmienić. Przecież tutaj druga strona też może obronić swój argument, że był strzał na bramkę, a ręka akurat skierowana tak, że pomogła w zablokowaniu strzału. Tę kwestię pozostawiamy już do otwartej dyskusji…
Brak rzutu karnego dla Korony.
No przepraszam ale tu jest odstająca ręka zmieniająca tor lotu piłki. pic.twitter.com/esoZ4RzxDp
— Kevol (@KevolKKS1922) August 8, 2026
Natomiast nieco mogła umknąć sytuacja z początku drugiej połowy, gdy Rafał Adamski został ukarany żółtą kartką za faul na Kamilu Jakubczyku (swoją drogą pomocnik Korony niedługo później został kompletnie niesłusznie ukarany żółtym kartonikiem). Tyle że Jarosław Przybył mocno oszczędził napastnika Legii, którego po tej sytuacji nie powinno już być na placu gry. Był to mocny atak wysoko uniesioną nogą, który mógł wyrządzić przeciwnikowi poważną krzywdę.
Tak mówią o tym oficjalne Przepisy Gry PZPN: – Atak nogami lub atak w walce o piłkę, który naraża na niebezpieczeństwo zawodnika drużyny przeciwnej lub który wykonany został z użyciem nadmiernej siły lub brutalności, musi być traktowany jako poważny, rażący faul. Każdy zawodnik, który gwałtownie atakuje przeciwnika, kiedy walcząc o piłkę, naskakuje z przodu, z boku lub z tyłu, używając jednej lub obu nóg – czyniąc to z użyciem nadmiernej siły i narażając tego zawodnika na niebezpieczeństwo –popełnia poważny, rażący faul.
Dodajmy, że poważny, rażący faul jest równoznaczny z czerwoną kartką.
Tutaj bez dwóch zdań do tego doszło.

#KORLEG
Masz rację, jest lepsza powtórka 🫵 pic.twitter.com/JAWZdnR1bN— Powtórki, kontrowersje i analizy🟨🟧🟥. (@KiQus_) August 9, 2026
Wszystko działo się w 51. minucie, więc Korona praktycznie całą połowę grałaby w przewadze. Zgodnie z naszymi zasadami zapisujemy jej trzy punkty.
Poważny błąd sędziego we Wrocławiu. Koledzy z VAR-u uratowali sytuację
W Krakowie nie popisał się Paweł Raczkowski, w Kielcach Jarosław Przybył, a we Wrocławiu Bartosz Frankowski. W spotkaniu Śląska z Cracovią ogółem zbyt wiele się nie działo, ale za to mieliśmy jedną dość sporą kontrowersje, która wyniknęła tylko – nie można tego inaczej nazwać – z bezmyślności arbitra.
Zdaniem sędziego Kahveh Zahiroleslam faulował przeciwnika i był to Lamine Ba. Tylko zamiast przerwać grę, to z nie wiadomo jakiego powodu Frankowski tego nie zrobił, a dosłownie moment później stoper Śląska wpakował się w Mateusza Praszelika. Sędzia dopiero wtedy przyznał gospodarzom rzut wolny, bowiem postąpił zgodnie z chronologią zdarzeń.
Chronologia jednak nie zmienia faktu, że brutalny faul (bardzo podobny do tego Rafała Adamskiego z meczu z Koroną) kwalifikował się na wykluczenie zawodnika z boiska. Frankowski początkowo tego nie zrobił, jednak uratował go odpowiadający za VAR Paweł Pskit. Wezwał kolegę do monitora, a ten nie miał innego wyjścia, jak odesłać gracza Śląska do szatni.
LAMINE BA WYRZUCONY Z BOISKA! 🟥 Zobaczcie w jakich okolicznościach środkowy obrońca Śląska otrzymał czerwoną kartkę! 🚨
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/9bEW4wd87q
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 9, 2026
Tak czy siak, Bartosz Frankowski dopuścił się błędu w tej sytuacji. Gdyby od razu użył gwizdka po faulu Zahiroleslama, to całej kontrowersji zwyczajnie by nie było. Całkowicie rozumiemy rozgoryczenie Śląska, ale akurat w tej sytuacji ich zażalenie skutku nie przyniesie. Stało się to, co się stało i inna decyzja nie mogła zostać podjęta.
Jedynie, co możemy doradzić Remigiuszowi Jezierskiemu i władzom Śląska, to wysłanie Bartosza Frankowskiego na kurs nauki bardziej dynamicznego i zdecydowanego używania gwizdka…
Jagiellonia przegrała z Widzewem. Jeden z goli nie powinien zostać uznany
Najwidoczniej piłka nożna w Ekstraklasie to inna odmiana niż na mundialu oraz w europejskich pucharach. To, co tam uznają za niedozwolone, na naszym podwórku jest zgodne z przepisami. Chodzi o pierwszego gola dla Widzewa, który padł po rzucie rożnym. Sędzia z boiska faulu się nie dopatrzył, a VAR nie wyprowadził go z błędu.
W momencie, gdy piłka była w powietrzu, Sławomirowi Abramowiczowi ewidentnie w próbie interwencji przeszkadzał Emil Kornvig. Bramkarz Jagiellonii piłki nie sięgnął (być może, gdyby nie rywal, to zdołałby ją wypiąstkować) i Sebastian Bergier wpakował ją do siatki. Damian Kos uznając tę bramkę dopuścił się poważnego błędu. Zgodnie z przepisami powinien przyznać rzut wolny gospodarzom.


CO ZA MINUTY WIDZEWA ŁÓDŹ! ⏰ Dwa błyskawiczne ciosy! Gole strzelają Sebastian Bergier i Fran Alvarez! 🔥👊
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/E1hF3Kg37g
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 9, 2026
Zaledwie kilka dni temu w analogicznej sytuacji nie został zaliczony gol Rakowa z Hammarby. Tam arbiter nie miał wątpliwości i od razu zagwizdał faul.
GOL Rakowa anulowany! Co myślicie o tej sytuacji? ⤵️ pic.twitter.com/g2MaEYwqZt
— Kanał Sportowy (@Sportowy_Kanal) August 6, 2026
Z kolei w trakcie mistrzostw świata Niemcom nie został uznany taki gol po faulu na bramkarzu z Paragwaju. No i przez to odpadli później z turnieju. Jak to często bywa, zwyczajnie zabrakło jakiejkolwiek konsekwencji w działaniach. Każdy gwiżdże po swojemu.
Natomiast nie była to jedyna kontrowersja w spotkaniu przy Słonecznej. Druga miała miejsce już przy wyniku 2:0 i sytuacji z potencjalnym rzutem karnym dla Widzewa. Po starciu z Bernardo Vitalem upadł Karol Świderski. Sędzia gry nie przerwał, a jego koledzy mieli bardzo dobrą sytuację, której na gola jednak nie zamienili. VAR do tego, co działo się kilka chwil wcześniej już nie wrócił.


Karny? 🟨🟥 ???#JAGWID pic.twitter.com/Ix5CcUrDIN
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) August 9, 2026
Czy słusznie Widzew nie otrzymał jedenastki? Do jednoznacznej odpowiedzi trzeba byłoby mieć pewność co do dwóch kwestii:
- Czy Bernardo Vital rzeczywiście nadepnął na Karola Świderskiego,
- I jeśli tak, to czy miało to miejsce w obrębie pola karnego.
Po obejrzeniu wszystkich dostępnych powtórek nie jesteśmy w stanie ze 100% pewnością znaleźć rozwiązania ani jednej, ani drugiej kwestii. Przykładowo mógł być kontakt, ale minimalnie przed linią pola karnego. Zostawiamy więc tę kwestię nierozstrzygniętą, zakładając, że arbitrzy VAR z dostępem do znacznie lepszej technologii poprawnie ocenili oba te czynniki.
W każdym razie Widzewowi i tak przyznajemy zwycięstwo, chociaż wynik zmieniamy z 2:0 na 1:0.
Czy Darko Czurlinow w prawidłowy sposób strzelił pierwszego gola w Pogoni? Raczej tak
Specjalnie na koniec zostawiliśmy jeszcze taką mini kontrowersję z meczu Pogoni z Motorem. Mini, dlatego że wzbudziła sporo emocji, chociaż na końcowy wynik nie ma większego rzutu. Chodzi o pierwszego gola dla Portowców, którego autorem został wracający do Polski Darko Czurlinow. Tylko właśnie, czy Macedończyk nie znajdował się na pozycji spalonej? Na pierwszy rzut oka właśnie tak to wygląda.
Tyle że to pierwsze spojrzenie często w takich sytuacjach jest mylące. Sporą rolę tutaj odgrywa perspektywa, a ta pokazana nam na powtórkach jest daleka od optymalnej. Mocno zakrzywia obraz i tak naprawdę, żeby dobrze ocenić tę sytuację, trzeba spojrzeć nieco od boku. Z racji, że ręką nie można zdobyć bramki, wygląda na to, że Czurlinow był na równi ze swoim kolegą, który uderzał piłkę.


Darko Churlinov znalazł się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce! ⚽ Pogoń Szczecin 1:0 Motor Lublin!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/RI5kSiVprp
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 8, 2026
Nie mamy jednak specjalnego systemu, by dokładnie wyrysować linię, więc pozostawiamy tę sytuację bez jednoznacznego rozstrzygnięcia (chociaż bliżej nam do zdania, że nie było spalonego niż był). Zakładamy, że arbitrzy VAR podjęli tutaj prawidłową decyzję. Nawet jeśli jednak byłby spalony, to i tak Pogoni należą się trzy punkty za ten mecz.
***
Siedem meczów, cztery rażące błędy, w tym jeden częściowo naprawiony przez arbitrów VAR. Oj, panowie arbitrzy… chyba widać po was pierwsze oznaki zmęczenia sezonem albo trudy okresu przygotowawczego. W ten weekend formą zdecydowanie żeście nam nie zaimponowali.
Liczymy, że w przyszłych kolejkach będzie lepiej, ale coś nam się wydaje, że nasze nadzieje są czysto życzeniowe… Będziemy mocno zaskoczeni, jeśli zabraknie kolejnych kontrowersji do omówienia.
A w naszej tabeli kolejne zmiany. Najbardziej poszkodowana może czuć się Korona Kielce, która u nas zajmuje 11. lokatę, a w rzeczywistej plasuje się dopiero na 15. miejscu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Wszystkie screeny pochodzą z Canal+