Iga Świątek nie zwalnia tempa. Oddała rywalce trzy gemy

Sebastian Warzecha

06 sierpnia 2026, 20:32 • 3 min czytania 2

Reklama
Iga Świątek nie zwalnia tempa. Oddała rywalce trzy gemy

6:0, 6:3. Tak Iga Świątek ograła Sarę Bejlek w swoim pierwszym meczu w Toronto. Dziś dokładnie tyle samo gemów podarowała Viktoriji Golubic. W bardzo dobrym stylu Polka awansowała więc do kolejnej, już IV, rundy turnieju.

Reklama

Iga Świątek spokojna i zwycięska. Jest dobrze

Zaczęło się źle, bo od straconego przez Igę gema przy własnym serwisie. Golubic mocno przycisnęła tam na returnie, do tego Polka ewidentnie nie weszła jeszcze w rytm meczowy. Jeśli jednak kogoś ta sytuacja zaniepokoiła, to szybko mógł odetchnąć – Iga grała bowiem na poziomie wyższym od tego, jak to często w tym sezonie bywało.

Golubic bowiem na dłuższym dystansie nie była w stanie sprostać grze Igi. A ta gra była zupełnie inna od wielu meczów, które oglądaliśmy w wykonaniu Igi w tym roku. Była Polka znacznie spokojniejsza, nie pospieszała wymian, nie szukała na siłę zagrań kończących. Czekała na to, co zaproponuje rywalka, rozgrywała punkty stopniowo – rozrzucała Szwajcarkę. Czasem zdawało się, owszem, że może akcję skończyć wcześniej, pójść do siatki, rozstrzygnąć ten punkt o dwa-trzy zagrania szybciej.

Sęk w tym, że nie musiała. Golubić nie stawiała jej takich wymogów, więc mogła Polka grać z głębi kortu. A momentami i tak próbowała innych rozwiązań – zagrała na przykład w pewnym momencie znakomity skrót, zaskakując właściwie każdego na stadionie, w tym i swoją rywalkę. To było dobitne potwierdzenie tego, że Iga dobrze czuje się na korcie.

– To był dobry dzień. Jestem zadowolona tym, jak grałam. Pierwszy gem nie był najlepszy, ale zaczęłam od początku i wszystko poszło dobrze, odnalazłam swój rytm – mówiła Iga po meczu. I faktycznie, gdy ten rytm znalazła, no to rywalka nie miała nic do powiedzenia. W pierwszym secie ugrała jeszcze gema, w drugim wywalczyła jednego, a to głównie za sprawą rozluźnienia i błędów po stronie Świątek. Ani przez moment Viktorija nie była jednak blisko tego, by załapać się na walkę o wygraną.

Reklama

Świątek to spotkanie po prostu kontrolowała. Teraz jednak czeka ją wyzwanie znacznie trudniejsze… choć jeszcze nie wie, z kim zagra. Będzie to jednak albo Madison Keys, albo Marta Kostiuk, z którą w tym sezonie przegrała już przecież – i to na Roland Garros. Mówiła jednak, że do meczu – z kimkolwiek by nie grała – będzie przygotowana.

– Odpoczynek jest ważny. Przygotuję się taktycznie do kolejnego meczu, nie wiem, czy obejrzę spotkanie Madison i Marty, zwykle tego nie robię. Skupię się na sobie i wyluzuję – stwierdziła.

Reklama

Tak więc: pozostaje trzymać za słowo i liczyć, że Iga faktycznie – już po raz trzeci z rzędu – pokaże klasę i świetną grę. To wyzwanie, bo w tym sezonie różnie bywało z takimi seriami w jej wykonaniu, zwłaszcza, gdy przychodziło do gry z rywalką z wyższej półki. Ale może za Oceanem Świątek faktycznie złapie formę?

Iga Świątek – Viktorija Golubic 6:2, 6:1

Fot. Newspix

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Maciej Piętak
0
„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Inne sporty

Reklama