Porażka Lecha Poznań z Aarhus w eliminacjach Ligi Mistrzów zostanie zapamiętana na lata. Mistrz Polski roztrwonił trzybramkową zaliczkę ze spotkania w Danii i przegrał w rewanżu po rzutach karnych. Na briefingu prasowym poprzedzającym kolejny mecz ligowy do niedawnej klęski wrócił jeszcze Niels Frederiksen.
– To była ciężka noc. Wszyscy są rozczarowani, nie ma co do tego wątpliwości – wspominał duński trener Lecha. – To było straszne przeżycie. Ale chodzi o to, że musimy iść dalej. Jutro mamy następny mecz i musimy się podnieść. Musimy skupić się na kolejnych celach, które mamy na ten sezon, bo jeśli zostaniemy w tym stanie użalania się, to przegapimy też kolejne cele. Zawodnicy byli rozczarowani, to naturalne, ale od teraz patrzymy już w przyszłość. Jesteśmy gotowi, by wygrać w Krakowie. Powiedziałbym, że jesteśmy gotowi bardziej niż kiedykolwiek – dodał.
Niels Frederiksen ocenił na chłodno porażkę z Aarhus
W pierwszym meczu Lech pokonał na wyjeździe Aarhus 4:1. W rewanżu nie był jednak w stanie wybronić tej przewagi. Mistrz Danii doprowadził do dogrywki, strzelając w 90 minutach trzy gole. W samej dogrywce obie ekipy zdobyły po jednej bramce, natomiast w rzutach karnych skuteczniejsze było Aarhus. Tym samym Kolejorz stał się pierwszą drużyną w historii eliminacji Ligi Mistrzów, która nie obroniła w meczu domowym trzybramkowej zaliczki z wyjazdu. Po meczu w Poznaniu panowały grobowe nastroje.
– Jestem w piłce od wielu lat i wiele razy przeżywałem takie sytuacje. Tak to już w futbolu jest. Pamiętamy, jak świętowaliśmy w ostatnich dwóch sezonach dwa mistrzostwa – to jest szczyt. Zdarzają się też jednak dołki, kiedy jesteśmy bardzo rozczarowani. To trudniejsza sytuacja, ale to część futbolu. Nie możesz istnieć w tym świecie, jeśli nie potrafisz sobie radzić z takimi sytuacjami. W tej chwili nie chodzi aż tak bardzo o taktykę. Chodzi o nastawienie i mentalność – przyznał Frederiksen.
Mimo sromotnej porażki Duńczyk przyznał, że nie zmieniłby wiele w planie na ten mecz.
– Nie mam rzeczy, których jakoś bardzo żałuję. Nie mam poczucia, że powinniśmy byli coś drastycznie zmienić. Piłka jest szalona, zagraliśmy z tą drużyną dwa mecze i oba były dość wyrównane, patrząc na liczby. Ale potem wychodzi na to, że jeden mecz wygrywamy 4:1, a drugi przegrywamy 1:4. To szalone, bo w normalniejszych okolicznościach byłby remis 1:1 u nich, 1:1 u nas, a potem karne. Wtedy nikt by za bardzo o tym nie mówił, ale taka jest piłka.
– Mieliśmy trzybramkową zaliczkę po wyjazdowym meczu i ja to rozumiem, ale nie zmieniłbym wielu rzeczy. Przyznaję, że mógłbym zmienić drobne szczegóły, ale ogólnie zagraliśmy ten mecz tak, jak zaplanowaliśmy. Zabrakło nam skuteczności, Aarhus nie stworzyło więcej szans, ale było skuteczne – ocenił trener.
Lech nie potrafi grać w Poznaniu?
To kolejny dwumecz, który Lech przegrał na własnym stadionie. Trzy podobne sytuacje miały miejsce w poprzednim sezonie. Wówczas Kolejorz mierzył się w eliminacjach Ligi Mistrzów z Crveną zvezdą – u siebie przegrał 1:3, a na wyjeździe zremisował 1:1. Jeszcze gorzej wyglądało to w eliminacjach Ligi Europy – na swoim stadionie podopieczni Frederiksena przegrali aż 1:5 z Genkiem, by na wyjeździe wygrać w meczu „o pietruszkę” 2:1. Sytuacja powtórzyła się też w 1/8 finału Ligi Konferencji, w której mistrz Polski najpierw przegrał z Szachtarem 1:3, a na stadionie Wisły Kraków powalczył i wygrał 2:1. Do awansu jednak trochę zabrakło.
Niels Frederiksen widzi jednak różnicę w podejściu swojej drużyny.
– Przyznaję, że te mecze u siebie – te trudne mecze u siebie w europejskich pucharach – kończyły się bardzo złymi wynikami. Niekoniecznie złymi występami, ale złymi wynikami. W poprzednim sezonie podeszliśmy do spotkań z Crveną zvezdą i Genkiem trochę naiwnie, muszę to przyznać, patrząc dziś wstecz. Nie sądzę jednak, że było tak w meczu z Aarhus. Nie podeszliśmy do niego naiwnie i nie sądzę, by dało się te spotkania porównać – stwierdził trener Lecha.
Szansę na częściową poprawę nastrojów Lechici będą mieli w sobotę. O 17:30 podopieczni Duńczyka zagrają na wyjeździe z Wieczystą Kraków.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix