6. Kolejka

Folarin Balogun 45"
Malik Tillman 82"

Dziesięciu wystarczyło. Amerykanie zdali egzamin dojrzałości

Wojciech Piela

02 lipca 2026, 04:22 • 7 min czytania 2

Reklama
Dziesięciu wystarczyło. Amerykanie zdali egzamin dojrzałości

Bośniacy przyjechali spełniać marzenia. Amerykanie są u siebie i chcą pisać historię. Po stu minutach twardej walki okazało się, że marzenia mają swoje granice, a gospodarze mundialu są gotowi mierzyć znacznie wyżej niż tylko awans do fazy pucharowej. To nie był mecz dla estetów, ale Amerykanie pokonali Bośnię i Hercegowinę 2:0 i nadal mogą marzyć o największym sukcesie od ponad dwóch dekad.

Reklama

Reprezentacje USA i Bośni Hercegowiny zrealizowały swoje cele minimum, ale miały zupełnie inne podejście do kolejnych faz turnieju. Dla przybyszów z Bałkanów po tym, jak awansowali przez baraże każdy następny mecz na mundialu oznaczałby spełnienie marzeń. Amerykanie w grupie okazali się najlepsi i efektownie wygrali z Paragwajem rozbudzając nadzieję na coś więcej.

Amerykanie zdali egzamin dojrzałości. Dziesięciu wystarczyło

Do zdrowia wrócił Christian Pulisic, który przeciwko podopiecznym Gustavo Alfaro rozegrał fenomenalne 45 minut, a teraz wraz z Malikiem Tillmanem, Folarinem Balogunem czy Sergino Destem miał gnębić bośniackich defensorów. Mauricio Pochettino po tym, jak dał szansę kilku rezerwowym przeciwko Turcji, w meczu 1/16 finału posłał do boju swoje najcenniejsze dobra.

Przed meczem reporterka z Los Angeles przyznawała, że nie może odnaleźć Bośni na mapie, ale ten dumny naród chciał mocno odcisnąć swoje piętno na tym spotkaniu. Nadzieję z pewnością dawało im pokonanie w ostatniej kolejce Kataru, dzięki czemu udało im się wyjść z grupy z trzeciego miejsca.

Reklama

Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem walki. Bośniacy długimi fragmentami uprzykrzali życie Amerykanom, którzy nie mogli znaleźć sposobu na blisko siebie ustawionych gości. Ich ataki nie były zbyt dokładne, a dość powiedzieć, że pierwszą groźniejszą sytuację w spotkaniu wypracowali sobie podopieczni Sergeja Barbareza.

W 10. minucie po długim zagraniu z głębi pola, piłkę opanował Edin Dzeko, zgrał do prawej strony do Ermedina Demirovicia, który kąśliwym strzałem sprawdził czujność Matta Freesa. Golkiper New York City poradził sobie jednak bez zarzutu. Podobnie poradził sobie chwilę później przy dokręcającym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kerima Alajbegovicia.

Z każdą kolejną minutą Amerykanie nabierali jednak większej pewności siebie. Bośniacy niemal przestali wychodzić z połowy, a dobrą sytuację miał w 18. minucie Antonee Robinson. Po podaniu z prawej strony Westona McKenniego wmieszał się we wszystko jednak bramkarz Nikola Vasilj i skończyło się jedynie na strachu dla Bośniaków.

Reklama

Duży kamień z ich serc spadł z kolei w 31. minucie. Wówczas świetny doskok Malika Tillmana sprawił, że piłkę stracił XYZ, dopadł do niej McKennie i zagrał do Folarina Baloguna. Snajper Monaco świetnie minął obrońcę Bośni i wpakował sprzęt do siatki. Stadion w San Francisco wystrzelił w górę z radości, ale po chwili okazało się, że lewa noga napastnika USA była jednak na spalonym i arbiter był zmuszony anulować gola.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Błąd przy wybiciu do bramki Vasilja w 44. minucie tym razem został przez gospodarzy wykorzystany. Długie zagranie golkipera Bośniaków przechwycił Tim Ream, a później po sprawnych podaniach do przodu Tylera Adamsa i Tillmana, do sytuacji doszedł Balogun.

Reklama

Piłka zatrzepotała w siatce i tuż przed zejściem do szatni Amerykanie wreszcie wyszli na prowadzenie. Mieli przy tej sytuacji sporo szczęścia, bo zagranie Tillmana było niedokładne, a piłka odbijała się w niekontrolowany sposób od Stjepana Radeljicia oraz Tarika Muharemovicia. Biorąc jednak pod uwagę starania w całej połowie prowadzenie było zasłużone, z czego zadowolony był choćby LeBron James, którego cieszynkę zaprezentował światu Balogun.

To nie był jednak jeszcze koniec emocji, bo w doliczonym czasie gry do pierwszej odsłony Amerykanie jeszcze przycisnęli. Z prawej strony podawał Dest, a Balogun wyprzedził kryjącego go obrońcę i trafił w poprzeczkę.

Reklama

W meczu nie brakowało ostrych starć. Ucierpiał choćby Tyler Adams po zderzeniu z Dzeko, a ostatnim akcentem pierwszej połowy był moment, gdy upadający Alajbegović nadział się na kolano Adamsa. Trudno uwierzyć, że żaden z graczy nie otrzymał nawet jednej żółtej kartki. Mecz przeciągnął się niemal 10 minut dłużej niż regulaminowe 45, więc brazylijski sędzia Klaus uznał chyba, że trzeba już zaprosić zawodników do szatni.

Pierwotny plan Barbareza na to spotkanie musiał ulec zmianie. Bośniacy po stracie gola grając tak defensywnie, jak przed przerwą, podpisywali na siebie wyrok. Dla Amerykanów to jednak wcale nie musiało oznaczać kiepskich wieści. Gdyby pojawiło się nieco więcej przestrzeni, tacy gracze, jak Pulisic, Balogun, Dest czy McKennie z pewnością wiedzieliby jak z niej skorzystać.

Selekcjoner Bośniaków nie od razu, ale jednak dosyć szybko zareagował. Dzeko, Sunjić i Gigović wyszli jeszcze na drugą połowę, ale już po pięciu minutach zakończyli swój występ. 40-letni napastnik doznał drobnego urazu przy pogoni za piłką, którą ostatecznie spokojnie przejął Alex Freeman.

Esmir Bajraktarević, Benjamin Tahirović oraz Ermin Mahmić mieli za zadanie przechylić choć trochę inicjatywę na stronę przybyszów z Europy. To zaczynało delikatnie następować, ale jeszcze mocniejszy zastrzyk energii Bośniacy otrzymali w 64. minucie. W niewinnie wyglądającej sytuacji i starciu Baloguna z Muhameroviciem, napastnik USA popełnił groźny faul.

Reklama

Atak na ścięgno Achillesa zakończył się niebezpiecznie wyglądającym wygięciem nogi obrońcy Sassuolo. Werdykt sędziego po analizie VAR zapowiadał trudne chwile dla USA: czerwona kartka dla ich najlepszego strzelca na mundialu.

Prowadzenie gry, co nie może specjalnie dziwić, nie przychodziło jednak Bośniakom zbyt łatwo. Nie stwarzali oni sobie klarownych sytuacji, a mecz po czerwonej kartce zyskał naprawdę wysoką temperaturę. Poczynania i faule niektórych graczy wymykały się sędziemu spod kontroli, podobnie jak zachowanie trenera Sergeja Barbareza. To właśnie jemu arbiter pokazał pierwszą żółtą kartkę w meczu, a było to dopiero w 78. minucie.

Reklama

Chwilę później żółty kartonik obejrzał również Radeljić za faul na Deście. Sędzia Klaus podyktował rzut wolny, po którym wielu bośniackich kibiców spuściło głowy z niedowierzania. Malik Tillman przymierzył nieźle, piłki nie sięgnął dobrze Vasilj i na tablicy wyników było już 2:0! Podopieczni Pochettino wychodząc na prowadzenie grając jednego zawodnika mniej, przy tak agresywnie walczących Bośniakach, wykazali się naprawdę dużą siłą mentalną.

Po tak najeżonym przerwami w grze spotkaniu 10 doliczonych minut przez sędziego nie mogło specjalnie dziwić. Amerykanie złapali w tym okresie drugi oddech, po pierwsze dzięki trafieniu Tillmana, a po drugie przez zmiany, jakich dokonał Pochettino. Na placu gry pojawili się Berhalter, Pepi oraz Reyna. Gospodarze czyhali na kontrataki i kilka razy posyłali długie piłki na wolne pole.

Reklama

Bośniaków stać było z kolei tylko na niebezpieczne strzały z dystansu. Najpierw próbował Alajbegović, a później wprowadzony z ławki Mahmić. Gracz Slovana Liberec dwukrotnie był bliski strzelenia już trzeciego gola na mundialu, ale uderzał niecelnie.

Gwizdek sędziego po około 100 minutach morderczej walki był jak zbawienny śpiew dla amerykańskich kibiców. Ich ulubieńcy zapewnili sobie drugi z rzędu awans do 1/8 finału mistrzostw świata. Okoliczności tego zwycięstwa na pewno będą za Oceanem długo wspominane, lecz teraz pora napisać nową historię. Na drodze USA staje Belgia, która przeciwko Senegalowi pokazała, że pewnym zwycięstwa z nimi będzie być można dopiero, kiedy ich autokar odjedzie spod stadionu.

Reklama

Dla Bośni i Hercegowiny ten mundial zakończył się z podniesioną głową. Sam awans do fazy pucharowej był sukcesem, a choć zabrakło jakości, by postawić ostatni krok przeciwko Amerykanom, zespół Sergeja Barbareza zostawił po sobie obraz drużyny walczącej do samego końca. Amerykanie natomiast zdali naprawdę wymagający egzamin. Potrafili przetrwać grę w osłabieniu, zachować zimną krew i przypieczętować awans mimo rosnącej presji.

Jeśli marzą o czymś więcej niż tylko miejscu w najlepszej szesnastce świata, właśnie takie mecze muszą wygrywać. Starcie z Belgią będzie jednak próbą z zupełnie innej kategorii – tam nie wystarczy już charakter, potrzebna będzie również piłkarska perfekcja. Awans do ćwierćfinału mundialu byłby dla nich pierwszym od 2002 roku.

Ocena atrakcyjności meczu: 3/6

5
Freese
6
Robinson
5
Ream
5
Richards
6
Freeman
6
Adams
5
Pulisic
7 +
Tillman
1
6
McKennie
5
Dest
5
Balogun
1
red-card
Raphael Claus 2

Zmiany:

icon-swap
Ricardo Pepi
Christian Pulisic
icon-swap
Sebastian Berhalter
Sergino Dest
icon-swap
Giovanni Reyna
Weston McKennie

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony
Reklama

fot. Newspix

2 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
czwartek, 02 lipca 2026 02:00
Sędzia:
Raphael Claus

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama