Pierwsza połowa meczu 1/16 finału mistrzostw świata zdecydowanie nie potoczyła się tak, jakby sobie to wyobrażali reprezentanci Anglii. Sensacyjnie zeszli na przerwę przy wyniku 1:0 dla Demokratycznej Republiki Konga. Rezultat mógłby być jednak inny, gdyby sędzia podyktował rzut karny. Harry Kane po kontakcie z bramkarzem rywala upadł na murawę, jednak arbiter na 11. metr nie wskazał.
Thomas Tuchel w pierwszej połowie miał problem z zachowaniem spokoju. Niedość, że jego piłkarze szybki stracili gola, to jeszcze dwukrotnie jego zdaniem Anglii należał się rzut karny. Najpierw dopatrzył się zagrania ręką jednego z graczy Demokratycznej Republiki Konga, a dosłownie chwilę później w szesnastce upadł Harry Kane. Arbiter pozostał jednak nieubłagany.
Czy Anglia powinna otrzymać rzut karny? Kontrowersja na mistrzostwach świata
Dokładnie chodzi o sytuację z 43. minuty, gdy świetnym prostopadłym podaniem popisał się Jude Bellingham i wypuścił Harry’ego Kane’a tak, że ten znalazł się na sam na sam z bramkarzem. Snajper Bayernu Monachium, który ma już na koncie trzy gole na tym turnieju, próbował mijać występującego na co dzień w Le Havre Lionela Mpasiego-Nzau. To mu się jednak nie udało, bowiem po kontakcie z rywalem upadł na murawę.
POLÊMICA
Pênalti ou Harry Kane simulou? pic.twitter.com/Pnnyrg2U0l
— Goleada da Zoeira (@goleadadazoeira) July 1, 2026
Pochodzący z Jordanii Adham Makhadmeh pokazał, że Kane nurkował i nakazał kontynuować grę. Kontaktował się jeszcze z kolegami zasiadającymi w wozie VAR, ale swojej decyzji nie zmienił. W mediach opinie są podzielone. Popularna jest teza, że bezdyskusyjnie sędzia powinien wskazać na 11. metr, ale z drugiej strony pojawiają głosy, że napastnik reprezentacji Anglii za bardzo szukał kontaktu z afrykańskim bramkarzem.
W każdym razie faktem jest, że Demokratyczna Republika Konga po pierwszej połowie prowadziła z podopiecznymi Thomasa Tuchela 1:0. Zawdzięcza to bramce z siódmej minuty spotkania, której autorem został Brian Cipenga. W dużej mierze wpłynęła na to także bardzo wysoka forma kongijskiego bramkarza, na co dzień występującego we Francji. Lionel Mpasi-Nzau popisał się kilkoma naprawdę efektownymi interwencjami.
Chociaż reprezentacja z Afryki mogła nawet podwyższyć prowadzenie. Bardzo dobrej okazji nie był w stanie wykorzystać Yoane Wissa.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix