Trener zaskoczył piłkarzy w szatni. „Ancelotti, idziemy po was!”

Marcin Ziółkowski

01 lipca 2026, 16:24 • 3 min czytania 1

Reklama
Trener zaskoczył piłkarzy w szatni. „Ancelotti, idziemy po was!”

Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bardzo to hasło pasuje do wielu kontekstów futbolowych. Aktualnie – choćby do Norwegów, których prowadzi Stale Solbakken. Szkoleniowiec, który już teraz poprowadził kadrę swojej ojczyzny do rzeczy wielkich, chce więcej, tak jak i jego piłkarze. Solbakken po meczu z WKS-em zaskoczył jednak swoich zawodników w obecności kamer.

Reklama

Trzecia mundialowa wygrana odhaczona. Stale Solbakken chce więcej

Stale Solbakken przed laty był piłkarzem norweskiej kadry. Był uczestnikiem MŚ w 1998 oraz EURO 2000. Od tej pory Norwegia przez 26 lat nie uczestniczyła w żadnej wielkiej imprezie, a jego życie znacznie się zmieniło. Serce przestało bić na kilka minut, ale udało się go uratować. Po zawale i chwilowej śmierci klinicznej, nastąpił przyspieszony początek jego kariery trenerskiej.

Norweg stał się jednym z najlepszych trenerów w kraju, przez wiele lat z powodzeniem pracował w duńskiej Kopenhadze. Przepracował tam ponad 600 spotkań w dwóch etapach kariery. Przez krótki czas prowadził też Wolverhampton, gdzie krótko trenował Sławomira Peszkę.

Reklama

Po wygranym spotkaniu 1/16 finału z Wybrzeżem Kości Słoniowej (2:1) bardzo szczerze i emocjonalnie podszedł on do napisanej już historii przez jego naród.

– Nie tylko zmieniacie norweską historię futbolu, ale też generalnie norweską historię. To jest taka wielka rzecz. To się nigdy więcej nie stanie. Od tej pory będziemy tylko kwalifikować się raz na jakiś czas, co oznacza, że te 28 długich lat… pełne bólu, wróci z powrotem do domu. To co czuję tutaj [wskazuje na serce – przyp. MZ], to co wy wszyscy czujecie, to nigdy już nie wróci. Nigdy.

– To dzięki Wam, panowie. Wy uczyniliście to rzeczywistością. Wszyscy przez dwa tygodnie w Norwegii mogą być pijani do tego stopnia, że nikt nie uzna taki widok za coś dziwnego. To wasza sprawka, że doprowadziliście do tego. Zabierzecie to ku**a ze sobą. Cieszcie się tym dzisiaj. Ale zaczekajcie. Panie Ancelotti. Idziemy po Was!

Norwegia w ramach „protokołu Ameryka” idzie jak burza

Nie bez powodu Solbakken rzucił takie słowa w eter. Jego podopieczni zagrają z Brazylią 5 lipca na stadionie w East Rutherford w ramach meczu 1/8 finału. Norwegowie poza triumfem nad „Słoniami” wygrali też z Irakiem 4:1, a Senegal pokonali stosunkiem 3:2.

Reklama

Jedyna porażka nastąpiła w pół-rezerwowym składzie z Francją. Maszyna Deschampsa rozbiła drużynę Solbakkena 4:1. Norweski szkoleniowiec chciał dać odpocząć wyjściowej jedenastce, a kibice byli jedynym powodem, dla którego wątpił w sens swojego postępowania.

– Chcieliby [kibice – MZ] pewnie zobaczyć Erlinga czy Martina, ale nie mieliśmy wątpliwości. Mam nadzieję, że odrobimy to w następnych tygodniach. Daliśmy kibicom kilka zwycięstw i szansę na to, żeby oglądali nas na turnieju dłużej. O to nam przede wszystkim chodziło. Nie jesteśmy naiwniakami, nie przyjechaliśmy tu dla zabawy. Chcemy zostać na mundialu najdłużej, jak się da. Nie chciałbym siedzieć w samolocie powrotnym i głowić się nad tym, czy zrobiłem wszystko, żeby tak się stało – wyjaśniał Solbakken całe zamieszanie.

Reklama

Jeśli doliczyć eliminacje do tego turnieju, Norwegia strzeliła aż 47 goli w 12 meczach, co daje średnią prawie czterech trafień na mecz. Aż 21 z nich to dzieło Erlinga Haalanda (16 w eliminacjach, pięć na turnieju). Mecz z Brazylią zapowiada się więc ekscytująco.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”

Marcin Długosz
0
Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”

Mundial 2026

Reklama