Żony piłkarzy to nie roboty. Anna Lewandowska może mieć obawy

Sebastian Warzecha

01 lipca 2026, 17:10 • 7 min czytania 27

Reklama
Żony piłkarzy to nie roboty. Anna Lewandowska może mieć obawy

Duża zmiana w życiu zawsze może wywołać strach. Nieważne, ile się ma pieniędzy, jakie doświadczenia i sytuację prywatną, na czele z tą rodzinną. A przeprowadzka na inny kontynent taką zmianą jest. Anna Lewandowska napisała o tym na swoim Instagramie… i zdaje się, że to właśnie jej błąd. Uzewnętrzniła się, pokazała emocje, podczas gdy powinna być tylko dodatkiem, przybudówką do Roberta. Tyle że życie tak nie działa, a bać może się każdy. Również żona znanego piłkarza.

Reklama

Anna Lewandowska i emocje. „Cholernie się boję”

„Chcę być z Wami zupełnie szczera. Przed nami ogromna zmiana czyli przeprowadzka do Chicago. I choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę Wam powiedzieć jedno: cholernie się boję. Ostatnie tygodnie to dla mnie rollercoaster skrajnych emocji” pisała Lewandowska. Trzeba przyznać, że z miejsca sprawiła jedno: przykuła tym uwagę. Współczesny sport to często PR-owa maszynka, trudno o taką szczerość.

No właśnie, szczerość.

Zdaje się, że często narzekamy na to, że tej w sporcie brakuje. Na wygładzone, wyszlifowane do perfekcji formułki, których słuchamy i czytamy. Powtarzalność tychże w wywiadach i w social mediach. Ot, choćby Iga Świątek – ta jest za to mocno krytykowana. Gdy jednak pojawia się u kogoś, kto w tym światku siedzi, uczestniczy w nim, sporo szczerości, to… też nie tędy droga? Gdzie więc leży odpowiednia ścieżka?

Reklama

Bo przecież nie chodzi o to, że Anna Lewandowska jest „tylko” żoną piłkarza, prawda?

Żony piłkarzy? Nie tylko dodatki

Oczywiście, są w futbolu partnerki kilku rodzajów. Słynny akronim WAGs budzi zwykle dość jednoznaczne skojarzenia – oto kobiety, które „usidliły” bogatego, słynnego gościa i teraz korzystają z tego, że ten zarabia miliony na graniu w piłkę. On się męczy, one mogą siedzieć w domu i korzystać z życia (co, będąc uczciwym, Anna Lewandowska też czasem robi, jasne).

Bardzo wygodnie musi być zamknąć na tym temat.

Prawda jest jednak taka, że ostatecznie każdy – albo niemal każdy – na tym świecie szuka zdrowego związku. Nie każdy go znajdzie – i niektórzy piłkarze też mają z tym problemy – ale większości się to uda. Jasne, część z tych kobiet wcieli się w rolę celebrytki, część faktycznie wykorzysta jakoś te pieniądze. Ale zdecydowana większość stoi w cieniu i pełni ważną rolę: daje tym gościom spokój, pomaga radzić sobie z emocjami, opiekuje się domem. Niektóre rozwijają się też na innych polach – i to też jest w porządku.

Reklama

W każdym razie – gdyby zrobić ankietę wśród zawodowych piłkarzy, pewnie zdecydowana większość powiedziałaby, że cieszy się, że ma obok siebie taką osobę. I docenia jej rolę, jej wkład w ich wspólne życie.

Ania i Robert, czyli lata razem

A przecież Anna Lewandowska to w ogóle inny przypadek.

Z Robertem poznali się, gdy ten kopał piłeczkę w Zniczu Pruszków. Nie było żadnej gwarancji, że będzie kimś znanym, że coś się z tego „urodzi”. Ba, to Lewandowska była bliżej mistrzowskich poziomów sportowych – jasne, że w dyscyplinie dużo mniejszej, niespecjalnie medialnej, ale jednak. Lewy dopiero potem zaczął iść w górę. Lech, Borussia, Bayern, w końcu Barcelona – wszystko to przeszli wspólnie.

Pobrali się, założyli rodzinę, niezmiennie byli zespołem. Dziwi, że w świecie opinii publicznej traktuje się Annę jak się traktuje, a na przykład partnerka Harry’ego Kane’a – znają się od dziecka i od lat są razem – to „dowód” na to, że w świecie wielkiego sportu jest miejsce na miłość długoterminową, taką, co to dwie osoby wytrwają przy sobie na długie, naprawdę długie lata.

Reklama

Bo Lewandowscy też takim dowodem są. Gdzie więc tkwi różnica?

Trudno stwierdzić inaczej, niż że w jednym prostym szczególe: Lewandowska nie jest tylko dodatkiem. Jest partnerką w tym układzie. Ma swoje biznesy, rozwija je (jasne, że za pieniądze głównie Roberta, ale tak taki partnerski układ właśnie działa), posiada własne zdanie. No i – wreszcie – nie boi się go wyrazić. A ta szczerość to – powtórzmy – coś rzadkiego w tym całym świecie wielkiego sportu.

Na tyle, że budzi emocje.

Każdy ma prawo się bać. Bogaci też

Jeśli na coś można tu narzekać, to – rzecz jasna – na timing. Robert jest świeżo po ogłoszeniu transferu do Chicago, pewnie można było wybrać lepiej. Z drugiej strony: jak nie teraz, to kiedy? Przed podpisaniem kontraktu? Zaszkodziłaby całemu ruchowi. Po przeprowadzce do Chicago? Wyszłoby, że chodzi nie o samą perspektywę, a o miasto, które zdążyła już zobaczyć. Odczekać tydzień-dwa? Możliwe, że tak byłoby najsłuszniej.

Reklama

Ale tylko możliwe.

I wiecie, nie rozumiem oburzenia tym, co Lewandowska napisała. Oczywiście, pojawiają się komentarze, że to „problemy pierwszego świata”. Bo ma Anna pieniądze, będzie mieszkać w luksusowych apartamentach i tak dalej, i tak dalej. Tak, oczywiście, tylko że to dokładnie to samo gadanie co jak to piłkarz odczuwa presję? Presję to ma pielęgniarka, górnik czy dowolny zawód, który pasuje do wstawienia w to miejsce.

Bogatym ludziom można postawić wiele zarzutów – Lewandowscy mieli choćby kilka biznesów, gdzie niekoniecznie odpowiednio płacili pracownikom – ale nie fakt, że boją się o przyszłość, gdy ta jest niepewna. Każdy – każdy! – ma prawo do obaw. Zresztą nie tylko o siebie, bo pisze Anna tak:

„Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża. Jako mama czuję ogromny stres. Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie. Kto przechodził tak dużą przeprowadzkę z dziećmi, ten wie, jaki to ciężar psychiczny dla rodzica”.

Reklama

 

I co, ktoś tego nie rozumie? Że to wielka zmiana dla całej rodziny? Że trzeba będzie wyrobić nowe nawyki? Zawiązać nowe znajomości? Oczywiście – to też szansa. Nikt temu nie zaprzecza. Amerykański rynek jest spory, Chicago to miasto Polonii, i Robert, i Anna będą mieli tam okazje biznesowe, to pewniak (o czym zresztą Lewandowska – między wierszami – też pisze, wskazując, że będzie również dbać o rozwój dotychczasowych inwestycji i projektów).

Ale nie zawsze to jest najważniejsze.

Reklama

Szczerość? Coś naprawdę cennego

Wróćmy do ogółu. Bo nawet jeśli trafią się w tej społeczności „partnerek piłkarzy” jakieś – nazwijmy to – czarne owce, to jednak większość z nich godzi się z wszystkimi wymogami kariery chłopaka, narzeczonego czy męża. Częste wyjazdy, przeprowadzki, pozostawanie samą w domu – to z jednej strony błahostki, a z drugiej nie bez powodu ludzie się wiążą, budują dom i żyją razem w jednym miejscu.

W Polsce to w ogóle – wciąż „popularne” są przecież domy rodzinne, wielopokoleniowe. Życie piłkarza to w zasadzie zaprzeczenie takich trendów. Rodzina, owszem, jest razem. Ma więcej kasy niż przeciętny obywatel – w przypadku Lewego więcej, niż taki obywatel zarobi przez całe życie. Ale to nie oznacza, że nie można chcieć tego spokoju.

I znów szczegół. Lewandowska bowiem dokładnie o tym pisze:

„Życie u boku sportowca to nie tylko blaski, to też trudne, rodzinne kompromisy. Droga zawodowa Roberta stawia przed nami nowe wyzwanie. Stoję za nim murem i wspieram go z całych sił, bo jesteśmy drużyną. Ale jako kobieta mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i dzisiaj nie będę udawać, że jest inaczej. Piszę to, bo wiem, że wiele z Was też mierzy się w życiu ze zmianami, które budzą strach. Chcę, żebyście wiedziały, że to normalne”.

Reklama

Czy komuś taki post pomaga? Nie wiem. Ale jeśli tak i jeśli faktycznie osiąga swój cel – to w sumie warto go pewnie napisać, nawet kosztem dużej szydery w social mediach, która, rzecz oczywista, się pojawiła. Ale ja uważam, że to jednak cenny głos. Bo to głos ze środka, głos nieoczywisty i głos wbrew temu, co się zwykle w mediach mówi. Można pisać, że „Lewandowska się żali” i pytać czy „naprawę myślała, że ktoś będzie jej współczuł?”, a można też zastanowić się, czy ta szczerość to nie jest coś naprawdę, ale to naprawdę cennego.

Bo jeśli uznajemy, że to problem, to bądźmy gotowi na to, że piłkarze coraz częściej będą wypowiadać się jak roboty, a ich partnerki też będą odpowiednio „zaprogramowane”. Bo owszem, czasem śmiech może budzić, gdy jakaś pokazuje swoją kolekcję torebek. Ale to zupełnie inna sprawa – to ludzkie emocje, pokazane bez filtra.

Nawet jeśli to emocje osoby bogatej, wiodącej komfortowe życie, to co z tego? Każdy ma do nich prawo. Anna Lewandowska też. A tym bardziej ma prawo o nich mówić i pisać.

I może dobrze, że to robi.

Reklama

Fot. Newspix

 

27 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”

Marcin Długosz
0
Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”

Marcin Długosz
0
Laporta mówi o Alvarezie. „Nie przymuszaliśmy go do tego”