Powiększenie mundialu do czterdziestu ośmiu uczestników siłą rzeczy oznacza, że liczba reprezentacji słabych/egzotycznych wzrosła na nim do liczb wcześniej niespotykanych. Nie jest przypadkiem, że na trwających od paru dni mistrzostwach świata mamy aż czterech debiutantów (Jordania, Curacao, Uzbekistan, Republika Zielonego Przylądka).
Jesteśmy też świadkami powrotów na turniej finałowy po wielu dekadach (Haiti, Irak i Norwegia, ale ona od razu jest jednym z pretendentów do osiągnięcia czegoś znaczącego spoza grona żelaznych faworytów).
Nawet najsłabszy uczestnik mistrzostw świata ma w składzie jakiegoś dobrego piłkarza
Mimo to w każdym z finalistów tegorocznego mundialu znajdziemy przynajmniej jednego piłkarza, którego możemy uznać za poważnego. Kogoś, kto jest podstawą dla kibiców danego kraju do wiary może nie tyle w wyjście z grupy, co przynajmniej w uniknięcie trzech kompromitacji.
Wybraliśmy dziesięć takich nazwisk z dziesięciu zespołów, które wyjściowo są najbardziej skazane na pożarcie i są największą ciekawostką dla obserwatorów.
NOWA ZELANDIA: Chris Wood (Nottingham Forest)
Kapitan Nowozelandczyków jest wśród nich jedynym przedstawicielem spośród czołowych lig Starego Kontynentu. To naprawdę świetny snajper, który ma już w karierze aż sześć sezonów z dwucyfrową liczbą goli w Premier League. Najlepsza była dla niego edycja 2024/25, gdy zdobył dla Nottingham aż 20 bramek.
Kiwi Lewandowski inspiracją dla tysięcy Nowozelandczyków
Rzecz w tym, że ostatni sezon akurat okazał się dla niego wyjątkowo nieudany na tle poprzednich. 34-latek pauzował od połowy października do połowy kwietnia z powodu kontuzji kolana. W efekcie nie dobił nawet do tysiąca minut rozegranych w angielskiej ekstraklasie, a do siatki rywali trafił zaledwie trzy razy w piętnastu spotkaniach – z czego dwa gole wbił na inaugurację z Brentford.
Po urazie zdążył wrócić na siedem ostatnich kolejek i pokonał bramkarza Sunderlandu. Najgorsze już za nim, ale trudno zakładać, żeby znajdował się w optymalnej formie. Tak czy siak, głównie od niego zależy, czy Nowa Zelandia uciuła choćby jeden punkt w starciach z Iranem, Egiptem i Belgią.

HAITI: Wilson Isidor (Sunderland)
Haiti i Nową Zelandię w rankingu FIFA dzielą zaledwie dwa miejsca, ale gdyby doszło do meczu między tymi drużynami, bez wahania stawialibyśmy na Haitańczyków. Ich potencjał na papierze jest znacznie większy. Pokazał to także niedawny sparing, który przedstawiciel CONCACAF wygrał aż 4:0.
Wilson Isidor to najważniejszy dowód na poparcie tej tezy. Rok temu był ważną postacią Sunderlandu awansującego do Premier League. Grał prawie wszystko, wbił 13 goli i zaliczył dwie asysty. W angielskiej elicie już tak dobrze mu nie poszło. Zaczął naprawdę obiecująco, po dziewięciu kolejkach miał na koncie cztery bramki, lecz z czasem jego akcje spadły. Stał się zawodnikiem bardziej rotacyjnym i do końca rozgrywek jeszcze tylko dwa razy wpisał się na listę strzelców. Co by jednak nie mówić, za 25-letnim napastnikiem pełny sezon w najlepszej lidze świata.

W kadrze Haiti Isidor jest nowy. Były reprezentant francuskich młodzieżówek zdecydował się wrócić do korzeni dopiero na początku tego roku i już pokazuje jakość. Cztery występy wystarczyły mu do dwóch bramek (z Islandią i Peru) oraz asystą Nową Zelandią.
Polacy w piekle rewolucji haitańskiej. „Kilkuset zostało na wyspie” [WYWIAD]
Naprawdę konkretnym zawodnikiem jest również środkowy pomocnik Jean-Ricner Bellegarde. Najpierw uzbierał 128 meczów w Ligue 1 dla Strasbourga (7 goli, 18 asyst), a ostatnie dwa i pół roku spędził w Premier League w koszulce Wolverhampton. Miniony sezon miał słabszy. Nie był pewny miejsca w składzie Wilków, które spadły do Championship, ale chętnych na jego usługi zapewne nie zabraknie. Mundial może mu pomóc zaprezentować się przed potencjalnymi chętnymi.
CURACAO: Armando Obispo (PSV Eindhoven)
Już Haiti było reprezentacją dość „europejską” jeśli chodzi o kluby kadrowiczów. Wielu w piłce młodzieżowej grało dla kraju, w którym się urodzili i dopiero w seniorach zdecydowało się na Haiti.
Debiutant ze strefy CONCACAF jest tu jeszcze bardziej skrajnym przypadkiem. Zaledwie jeden zawodnik faktycznie urodził się na terenie dzisiejszego Curacao i tam dorastał. To Tahith Chong, ale nawet on jako nastolatek wylądował w Holandii i najpierw występował dla tamtejszych młodzieżówek.
Chong zresztą jest jedną z czołowych postaci Curacao. Miał epizody w Manchesterze United i Werderze Brema, rozegrał pełny sezon w Premier League dla Luton Town (cztery gole w edycji 2023/24). Ostatni rok miał mniej udany, już jako piłkarz Sheffield United w Championship. Dokuczała mu łękotka, leczył się przez dwa miesiące. Potem nie wywalczył sobie na dobre miejsca w składzie i koniec końców rozegrał ledwie 669 ligowych minut. Umiejętności ma spore i jeśli dobrze wypadnie na MŚ, może jeszcze odbije się w klubowej karierze.
Wyróżniamy jednak nie jego, a Armando Obispo. W minionym sezonie rozegrał dla PSV 17 meczów w Eredivisie i sześć w Lidze Mistrzów. Nie był kluczową postacią defensywy, częściej na boisku widzieliśmy Yarka Gasiorowskiego i kapitana Jerdy’ego Schoutena, ale samo bycie częścią takiej ekipy o czymś świadczy.

Być może Obispo trochę się w PSV zasiedział. To jego macierzysty klub, ale choć ma już 27 lat, łącznie uzbierał tylko 130 występów. Poza większością sezonu 2022/23, nigdy regularnie nie grał w wyjściowej jedenastce. Wtedy wszystko przerwała kontuzja kolana. Najwięcej minut dostawał na wypożyczeniu w Vitesse.
Generalnie Curacao to trochę reprezentacja pogranicza Eredivisie i Keuken Kampioen Divisie. Aż dwunastu spośród dwudziestu trzech powołanych pojechało na turniej jako przedstawiciele klubów holenderskich.
JORDANIA: Mousa Tamari (Rennes)
Jordania to dla nas totalna egzotyka. W Europie występuje jedynie Mousa Tamari, który jest zdecydowanie największą gwiazdą swojej reprezentacji. Za skrzydłowym Rennes najlepszy sezon w karierze: 33 mecze, 6 goli i 9 asyst w Ligue 1. W marcu to on asystował Sebastianowi Szymańskiemu przy golu z OGC Nice.
Szczególnie imponująco u Jordańczyka wyglądał finisz rozgrywek. W ostatnich siedmiu kolejkach zdobył trzy bramki i cztery kolejne wypracował.
Wcześniej nieźle prezentował się w Montpellier, belgijskim OH-Leuven i cypryjskim APEOL-u Nikozja. To zawodnik przyzwyczajony do europejskiego futbolu. Jeśli Jordania ma cokolwiek zdziałać na mundialu, on musi maczać w tym palce.
ARABIA SAUDYJSKA: Saud Abdulhamid (RC Lens)
We francuskiej ekstraklasie gra także jedyny „europejski” przedstawiciel Arabii Saudyjskiej. Saud Abdulhamid jest okryciem drugiej części sezonu Ligue 1. Na wypożyczeniu z Romy do RC Lens prezentował się rewelacyjnie jako prawy wahadłowy, dokładając dużą cegłę do zdobycia wicemistrzostwa i Pucharu Francji.
Abdulhamid jest szybki, zwinny, waleczny, dobrze wyszkolony. Dość długo przegrywał rywalizację na wahadle z doświadczonym Rubenem Aguilarem. Przełom nastąpił w lutym. Jego rywal obejrzał czerwoną kartkę, dzięki czemu zagrał pełne 90 minut z Paris FC (5:0) i asystował przy dwóch golach. Zaraz potem Aguilar wypadł na kilka tygodni z powodu kontuzji i 26-letni Saudyjczyk poszedł za ciosem. Dołożył jeszcze dwa gole i dwie asysty w lidze. W międzyczasie wypracował kolegom dwa trafienia w półfinale krajowego pucharu z Tuluzą. Super czas.
Dopiero na koniec sam wyleciał z boiska z OGC Nice i zrobił miejsce innym. Nie zmienia to faktu, iż wykup z Romy za 3,5 mln euro jest dla Lens promocją.
REPUBLIKA POŁUDNIOWEJ AFRYKI: Lyle Foster (Burnley)
O słabości RPA już się przekonaliśmy. Na otwarcie z Meksykiem ta drużyna wypadła kompromitująco słabo. Aż się człowiek zaczął zastanawiać, jakim cudem akurat Bafana Bafana zakwalifikowali się na MŚ ze strefy afrykańskiej, podczas gdy w domu pozostały reprezentacje Kamerun, Nigerii czy Mali.
Główną nadzieją RPA na konkrety z przodu jest Lyle Foster. Nie imponuje liczbami w Anglii, przez trzy i pół roku pobytu w Burnley strzelił tylko 12 goli (na 99 meczów), ale w ostatnim sezonie jednak trafił do siatki Manchesteru United czy Tottenhamu. Coś sobą reprezentować musi.

W czwartek dobrze się z tym krył. Przez 56 minut pobytu na boisku został w zasadzie odcięty od gry. Miał zaledwie 11 kontaktów z piłką, wygrał jeden z siedmiu pojedynków, raz oddał mało groźny niecelny strzał głową. Selekcjoner Hugo Broos w obliczu grania w osłabieniu chyba wolał go już nieco oszczędzać na następne spotkania. Jeszcze jest szansa na zatarcie złego wrażenia.
IRAK: Merchas Doski (Viktoria Pilzno)
Jako ekstraklasowca cenimy Amira Al-Ammariego z Cracovii, ale jeśli jest to jedna z czołowych postaci finalisty mundialu, znaczy to, że sufit jego zespołu nie znajduje się szczególnie wysoko. Co nie znaczy, że jest się z góry skazanym na porażkę. Irak dopiero co zremisował towarzysko z Hiszpanią. Inna sprawa, że kilka dni później przegrał z Wenezuelą.
Podstawowy lewy obrońca Viktorii Pilzno też nie brzmi najbardziej ekskluzywnie. Taki status powinien jednak oznaczać minimum solidności. Merchas Doski, który dopiero co zapewnił wspomniany remis z Hiszpanią, posmakował nie tylko najwyższego poziomu w czeskiej ekstraklasie, ale również fazy ligowej Ligi Europy. Z nim w składzie Viktoria potrafiła zremisować z Freiburgiem, Panathinaikosem czy Porto, a wygrać z Malmoe i Karabachem (asysta przy zwycięskim golu).

Z przodu Irakijczycy największe nadzieje pokładają w niedawno „odzyskanym” Ahmedzie Qasemie. Skrzydłowy Nashville nie będzie potrzebował oswojenia z amerykańskimi stadionami, bo już od półtora roku gra w MLS. Nic wielkiego w tym czasie nie zwojował. 43 mecze, 3 gole i 2 asysty to nie są nawet średnie liczby na jego pozycji, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Warto też zwrócić uwagę na środkowego pomocnika Kevina Yakoba. Patrząc po wyglądzie, w życiu byście nie powiedzieli, że to Irakijczyk, ale właśnie tę reprezentację wybrał w dorosłym życiu piłkarskim. Do pewnego momentu wyhamowywały go kontuzje. Odbił się w niedawno zakończonym sezonie. Aarhus wywalczyło mistrzostwo Danii po trzydziestu latach wyczekiwania, a Yakob dołożył się do sukcesu czterema golami i trzema asystami w dwudziestu sześciu meczach. W czerwcowych sparingach Iraku grał maksymalnie po 45 minut, ale nie zdziwimy się, jeśli jeśli wywalczy sobie plac na MŚ.
KATAR: Akram Afif (Al-Sadd)
W Katarze jest Afif i długo, długo nic. To piłkarz o naprawdę dużych umiejętnościach, ale znany głównie w Azji. Na Starym Kontynencie jego dorobek zawiera się w dziewięciu występach w La Liga dla Sportingu Gijon i paru bramkach dla belgijskiego Eupen.
Na swoim podwórku Afif się bawi. Od lat wykręca chore liczby w katarskiej ekstraklasie.
Pora pokazać coś ciekawszego szerszej publiczności. Na mundialu w roli gospodarza kompletnie się to nie udało. Indywidualnie chwilami było widać jakość Katarczyków, za to w kwestii taktyki, fizyczności i boiskowej dojrzałości oglądaliśmy inny, gorszy świat.
PANAMA: Amir Murillo (Besiktas)
Panamczycy atuty mają przede wszystkim w defensywie. Cesar Blackman od lat z powodzeniem kopie na Słowacji. Ze Slovanem Bratysława jesienią 2024 dotarł nawet do Ligi Mistrzów. Andreas Andrade miał znaczący wkład w mistrzostwo Austrii dla LASK Linz. Jose Cordoba regularnie występuje w Championship jako zawodnik Norwich.
A liderem tego towarzystwa jest Amir Murillo. W lutym Besiktas kupił go za 5 mln euro z Olympique Marsylia, co już swoje mówi. Przez dwa lata w Ligue 1 akcje Murillo stały dość wysoko, przeważnie znajdowało się dla niego miejsce w składzie. Wcześniej dużo czasu spędził w Anderlechcie i tam także ławki nie wygrzewał.

Przed nim i kolegami niezwykle trudne zadanie, by nie zebrać łupnia od Ghany, Chorwacji i Anglii. Wyjście Panamy z takiej grupy byłoby sensacją.
UZBEKISTAN: Abdukodir Chusanow (Manchester City)
Jego kariera toczyła się w niesamowitym tempie. Jeszcze w 2023 roku biegał po białoruskich murawach, kilkanaście miesięcy później był już w Manchesterze City po zaliczeniu zaledwie trzydziestu jeden spotkań dla RC Lens. Mogło się wydawać, że kupowanie Abdukodira Chusanowa za 40 mln euro to jakiś pokaz ekstrawagancji ze strony angielskiego potentata. Po czasie można powiedzieć, że 22-letni stoper się obronił.
Mistrzostwo skautów Lens. Abdukodir Chusanow — od Białorusi do Premier League
W sezonie 2025/26 reprezentant Uzbekistanu licząc wszystkie fronty rozegrał dla MC 37 meczów. A pewnie byłoby jeszcze więcej, gdyby nie półtora miesiąca zabrane przez kontuzję stawu skokowego. – Jest bardzo silny, szybki i potrafi wygrywać pojedynki. Biorąc pod uwagę jego wiek, klub ma obrońcę na lata – chwalił go w lutym Sergio Aguero, były napastnik The Citizens.
Z przodu Uzbekistan straszyć będzie piłkarzami Basaksehiru. Eldor Shumurodov po pięciu sezonach w Serie A poszedł do Turcji i zapakował aż 22 gole w Super Lig. Na skrzydle w tym samym klubie ciekawie prezentuje się Abbosbek Fayzullaev. Daje to cień nadziei na wyjście z trzeciego miejsca, mając w grupie Kolumbię, Portugalię i DRK.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix