Obecność Norwegii sprawia, że trudno doczekać się początku zmagań w grupie I. Po tym jak Erling Haaland i spółka jak burza przeszli przez eliminacje, wszyscy zadają sobie pytanie: na co ich rzeczywiście stać na mundialu? Francja, Senegal i Irak wkrótce dostarczą nam przynajmniej częściowej odpowiedzi.
Francja – faworyt z urzędu
Patrząc przez pryzmat nazwisk, głębi kadry – obok Hiszpanii to właśnie od Francuzów można przede wszystkim oczekiwać wygranej w całym turnieju. Niesamowitym potencjałem od lat dysponują Trójkolorowi.
Wspomniana głębia kadry może być głównym atutem po stronie mistrzów z 2018 roku. Tym razem do rozegrania będzie więcej meczów, więc ewentualna możliwość dania odpoczynku liderom będzie na wagę złota. Rzut oka na ofensywę, którą Didier Despchamps zabiera do Ameryki Północnej może przyprawić o ból głowy. Kylian Mbappe, Ousmane Dembele, Michael Olise, Desire Doue, Rayan Cherki… Większość reprezentacji chciałby mieć w swoich szeregach choć jednego piłkarza tego kalibru, a Francuzi nawet pewnie nie zmieszczą ich wszystkich w podstawowym składzie. Ten ból głowy byłby pewnie jeszcze większy, gdyby kontuzja nie wykluczyła z mundialu Hugo Ekitike.

Tyle jednak teoria, którą Francja będzie jednak musiała potwierdzić na boisku. Na Euro 2024 kadra Les Bleus też była przecież naszpikowana mocnymi nazwiskami, a pamiętamy, jak męczący, nudny futbol proponował ten zespół, co w efekcie starczyło tylko na półfinał.
Deschamps, który może pożegnać się z kadrą Francji jako drugi w historii trener, który dwukrotnie wygra mistrzostwo świata jako trener (prawie 90 lat po legendarnym Włochu, Vittorio Pizzo), mając tak szerokie pole wyboru, siłą rzeczy dokonał kilku szeroko komentowanych decyzji. Na mundial nie wziął Eduardo Camavingi z Realu Madryt, szansy na zrehabilitowanie się za niewykorzystaną sytuację w finale sprzed czterech lat nie dostanie Randal Kolo Muani (choć pamiętajmy, że w dużej mierze dzięki niemu Francuzi w ogóle do finału dotarli i doprowadzili w nim do dogrywki).
Jeśli gdzieś szukać słabszych stron Francuzów, to raczej w defensywie. Przy stoperach nie ma na co specjalnie narzekać – Wiliam Saliba ma za sobą świetny sezon w Arsenalu, podobnie Dayot Upamecano w Bayernie Monachium, a Ibrahima Konate nie przypadkiem idzie do Realu Madryt. Ale już na prawej stronie można mieć wątpliwości co do formy Julesa Kounde. W tej sytuacji selekcjoner może postawić na Malo Gusto, którego trudno obwiniać o słabe wyniki Chelsea, ale też ciężko powiedzieć, by był jej niezwykle jasnym punktem.
W środku pola Francja jest w stanie zdominować fizycznie każdego, ale jeśli patrzymy na tę formację pod kątem kreowania gry, nie ma środkowego pomocnika, który by w tym elemencie szczególnie brylował. W skrócie: nie mają kogoś takiego, kim dla Hiszpanii jest Pedri. Dlatego też po Les Bleus spodziewamy się przede wszystkim dynamiki, wybiegania, ale niekoniecznie widowiskowej gry.
No i nie można pominąć kwestii Kyliana Mbappe. Nawet jeśli Trójkolorowi mają zatrzęsienie świetnych piłkarzy, to nadal ich kapitan jest centralną postacią ofensywy. Pytanie, jak odbije się nam nim niezbyt udany (choć strzelecko przecież świetny) sezon w Realu Madryt, naznaczony dużą krytyką, a wręcz domaganiem się kibiców, by został sprzedany. Można się też zastanawiać, jak będzie ze zdrowiem Francuza, bo w ostatnim czasie trochę dokuczały mu urazy.
Poświęćmy jeszcze kilka słów Didierowi Deschampsowi. Zwyciężając na mundialu w Rosji szkoleniowiec zapisał się w historii piłki. Ale czy bez potwierdzenia francuskiej dominacji kolejnym tytułem będzie można uznać jego czternastoletnią kadencję za w pełni udaną? Czy może z perspektywy czasu będzie oceniany jako selekcjoner, który mając do dyspozycji tak wielu utalentowanych zawodników przez tak wiele lat sięgnął tylko po jeden puchar? Wynikiem w Ameryce Północnej Deschamps może postawić sobie nowy, większy pomnik lub zrobić ryskę na obecnym.
Norwegia – czarny koń czy już poważny gracz?
„Czarny koń” to określenie, które przykleiło się do Norwegii na tyle, że chyba już przestało do niej pasować. No bo co to za czarny koń, skoro wszyscy spodziewają się, że może osiągnąć sukces?

W XXI wieku reprezentacja Norwegii nie istniała na arenie międzynarodowej. Zagrała na Euro 2000, a potem nic – żadnego mundialu, żadnego Euro – nawet odkąd turniej odbywa się w poszerzonej formule. Kiepska passa została jednak przerwana w wielkim stylu – w eliminacjach Løvene zgarnęli komplet punktów w grupie z Włochami (prawdopodobnie najsłabszymi od lat, ale jednak ciągle Włochami), tracąc przy tym tylko pięć bramek.
Stale Solbakken prowadzi Norwegów już ponad pięć lat i nie jest to sprawa oczywista. Nie jeden szef federacji straciłby cierpliwość po przegranych eliminacjach Euro, a potem serii średnich wyników w meczach towarzyskich i remisie 0:0 z Kazachstanem na starcie Ligi Narodów. Norwegowie zaufali jednak trenerowi (nie zburzyło tego zaufania nawet lanie 1:5 do Austrii w LN) i dziś mogą być z tej cierpliwości dumni.
Mundial będzie jednak dla Solbakkena, zgodnie z jego zapowiedzią, zakończeniem pracy z kadrą. Jeśli to on ma być być tym, który spełni nadzieje pokładane w złotym norweskim pokoleniu, nadszedł kulminacyjny moment. Haaland czy Odegaard oczywiście będą jeszcze mieli szansę zagrać na wielkich turniejach, więc być może w przyszłości śmietankę spije inny szkoleniowiec, natomiast czuć, że to właśnie teraz reprezentacja złapała swoje momentum. Mamy tu pewien dysonans – niby wypadałoby szanować pierwszy awans od dwóch dekad, a jednak apetyty są na tyle duże, że sam udział w turnieju to będzie za mało.
W tym miejscu może czas zapytać, czy balonik nie został napompowany za mocno? Dla tej drużyny to w końcu debiut na wielkiej imprezie. Nie jest też tak, że jest to drużyna pozbawiona problemów.
Są na przykład znaki zapytania w defensywie, a stara prawda mówi, że to ona na na turniejach odgrywa kluczową rolę. Orjan Nyland, podstawowy bramkarz Norwegów, ostatni sezon spędził na ławce rezerwowych Sevilli. Podstawowy lewy obrońca David Wolfe zaliczył tylko jedenaście występów w pierwszym w składzie w Wolverhampton. Torbjorn Heggem od połowy lutego zagrał tylko sześć meczów w Bolonii, w międzyczasie leczył uraz. Z problemami zdrowotnymi zmagał się też ostatnio Kristoffer Ajer, on również w końcówce sezonu rzadziej grał w Brentford.
– Dobrze, że mistrzostwa świata nie zaczynają się teraz – mówił w kwietniu Solbakken w rozmowie z portalem VG.
Jeszcze co do kwestii zdrowotnych – na pewno kibice drżą w tym kontekście o Martina Odegaarda. Kapitan reprezentacji w końcówce sezonu opuścił sporo spotkań w związku z kontuzjami. Od stycznia nie było sytuacji, by zagrał więcej niż trzy mecze z rzędu. Na grupę taka seria wystarczy, ale jeśli Norwegowie marzą o czymś więcej, potrzebują Odegaarda w pełnej dyspozycji.
Z drugiej strony, kiedy patrzy się na atak norweskiej kadry, trudno nie mieć olbrzymich nadziei. Erling Haaland to kosmita – w kadrze ma już 55 bramek w 49 występach, co w piłce międzynarodowej jest wynikiem nie z tego świata. A przecież Solbakken ma jeszcze do dyspozycji Alexandra Sorlotha z Atletico Madryt i Jorgena Strand Larsena z Crystal Palace.
Tych mocnych punktów Norwegia ma zresztą więcej – jest choćby prawy obrońca Julian Ryerson, który w tym sezonie zaliczył 15 asyst w Bundeslidze w barwach Borussii Dortmund czy 21-letni skrzydłowy Antonio Nusa, którego po ostatnim sparingu ze Szwecją norweskie media porównywały – oczywiście na wyrost- do Neymara.
Senegal – pożegnanie wielkich liderów?
Polska wróciła z mistrzostw w Katarze z aferą premiową, Senegalczycy swoją mieli jeszcze przed rozpoczęciem mundialu w Ameryce Północnej. W ich przypadku w centrum wydarzeń nie byli jednak piłkarze, a działacze federacji, którzy oskarżyli jej prezesa o nieuczciwy i nieprzejrzysty podział premii przyznanej przez prezydenta kraju za zwycięstwo w Pucharze Narodów Afryki.
Dla podkreślenia specyfiki sytuacji przypomnijmy, że chodzi o to zwycięstwo, które zostało Senegalowi odebrane przy zielonym stoliku.

Mało absurdów? Jeszcze przed ostatnim meczem towarzyskim z USA senegalska federacja wydała oświadczenie, w którym zapewniała, że… selekcjoner wcale nie odmówił wylotu do Stanów Zjednoczonych w związku z toczącymi się negocjacjami kontraktowymi. Afrykańskie media twierdzą, że Pape Thiaw nie ma umowy od lutego. Do tego federacja się nie odniosła, ale potwierdziła, że negocjacje w sprawie umowy z trenerem się toczą.
Wesoło.
Zostawiając jednak kwestie organizacyjne, piłkarsko Senegalczycy mogą czuć się całkiem mocni. Eliminacje przeszli bez porażki, wygrali siedem z dziesięciu spotkań, łącznie stracili tylko trzy bramki. Potem zatriumfowali w Pucharze Narodów Afryki, przynajmniej na dwa miesiące, aż działacze afrykańskiej federacji nie przekazali tytułu w ręce Maroka.
Mundial będzie z pewnością szczególną chwilą dla Sadio Mane. Kontuzja wykluczyła go z udziału w poprzednich mistrzostwach, a obecne mogą być dla niego ostatnimi. Zresztą nie tylko dla kapitana i najlepszego strzelca w historii senegalskiej kadry, ale i dla innych doświadczonych zawodników – jak Idrissa Gueye czy Kalidou Koulibaly.
Z tą dwójką wiążą się jednak spore wątpliwości. Gueye w końcówce sezonu zmagał się z urazem. Rzekomo ma być gotowy do gry, ale pytanie, czy będzie w stanie zagrać na sto procent swoich możliwości pozostaje otwarte. Jeszcze bardziej niepokojąco rysuje się sytuacja Koulibaly’ego, który przez kontuzję nie grał od końcówki kwietnia. On, w przeciwieństwie do Gueye’a, dopiero miał wznowić treningi z drużyną.
Irak – ekstraklasowa kolonia na mundialu
Żaden kraj na mistrzostwach świata nie będzie miał tak licznej reprezentacji zawodników z Ekstraklasy jak Irak. Obstawilibyście taki scenariusz na starcie eliminacji?

Za ten splot okoliczności po części, podobnie jak za awans na mundial, odpowiada Jesus Casas. 52-letni obecnie Hiszpan, trener-analityk w przeszłości związany z Barceloną a później asystent Luisa Enrique i Luisa de La Fuente w reprezentacji Hiszpanii, jesienią 2022 przejął kadrę Iraku, która ostatni raz na mundialu zagrała w 1986 roku.
Jak tłumaczył nam Hussein Ali, kadrowicz Iraku z Pogoni Szczecin, to właśnie Casas przekonał go do gry dla Lwów Mezopotamii (wcześniej Ali grał w młodzieżowych kadrach Szwecji).
– Miał konkretny plan na iracką reprezentację. Chciał zmienić pewne rzeczy, rozwinąć zespół. Pomyślałem: „Może to dobry pomysł i moment na zmianę reprezentacji? (…) To było bardziej na zasadzie: „W kadrze Iraku buduje się coś ciekawego, a ja mogę być tego częścią” – mówił Ali w rozmowie z Kubą Radomskim.
Hussein Ali: Chcemy pokazać światu inną stronę Iraku [WYWIAD]
Irak z Casasem u sterów – jeszcze bez Aliego, ale już z Amirem Al Ammarim, graczem Cracovii (wtedy jeszcze grał w Szwecji) – zaczął od wygranej w Pucharze Zatoki Perskiej, którego był gospodarzem, pierwszej od 35 lat. Następnie – tu już w kadrze pojawił się obecny zawodnik Portowców – przeszedł wstępną rundę eliminacji do mundialu, a potem dotarł do 1/8 finału Pucharu Azji. Świetnie wszedł też w kolejny etap – zaliczył serię pięciu kolejnych zwycięstw i zarazem siedmiu meczów bez porażki. Potem przyszła seria słabszych wyników i w marcu 2025 roku Casas został pożegnany, choć Irak na dwie kolejki przed końcem miał tylko punkt straty do miejsca dającego bezpośredni awans do mistrzostw świata.
Hiszpana zastąpił Graham Arnold, wcześniej selekcjoner reprezentacji Australii. Nie zdołał jednak uratować drugiego miejsca w grupie, więc Irak czekała kolejna faza eliminacji. Ta miała się odbywać w formie miniturnieju, a właściwie dwóch miniturniejów, które mieli ugościć dwaj gospodarze. Irak zgłaszał swoją kandydaturę, ale organizację przyznano Arabii Saudyjskiej i Katarowi. Taki układ sprzyjał obu tym drużynom – dzięki temu miały korzystne terminarze. I oba te kraje zajęły pierwsze miejsca w grupach.
– To nie przypadek, że w każdej grupie drużyny, które miały sześć dni przerwy awansowały. W całej swojej karierze trenerskiej nie widziałem takiego formatu. Kiedy trenowałem Australię, mówiono nam, że baraże będą rozgrywane na neutralnym terenie – grzmiał po zakończeniu zmagań w grupie Arnold.
Irakowi, który był drugi, została więc gra ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi o udział w barażach interkontynentalnych. I to zadanie udało się wykonać. O wyjazd na mundial Lwy Mezopotamii zagrały z Boliwią, którą pokonały 2:1. Awans na mundial po czterdziestu latach przerwy stał się faktem.
Teraz przed Grahamem Arnoldem kolejne zadanie – sprawić, by powrót na wielką scenę był godny zapamiętania. Hussein Ali zapewnia, że australijski trener to fachowiec.
– Lubi organizację na boisku. Dwa razy był już na mistrzostwach świata z reprezentacją Australii i sporo czerpie z tych doświadczeń. Wie, jak powinno się grać przeciwko najlepszym drużynom. W pewnym stopniu przeniósł swoje myślenie o piłce na nas. Jesteśmy świetnie zorganizowani, mocni w defensywie i zjednoczeni jako grupa. Poza boiskiem tworzymy jedną wielką rodzinę. Arnold jest też wymagający: jeżeli buduje konkretny plan na mecz, to zawodnicy mają go ściśle przestrzegać – mówił gracz Pogoni w rozmowie z Weszło.
Choć my będziemy przede wszystkim śledzić losy Aliego i Al-Ammariego, Irakijczycy z pewnością będą liczyć najmocniej na Aymena Husseina – drugiego najlepszego strzelca w historii kadry i autora bramki na wagę awansu w meczu z Boliwią. Widać natomiast w reprezentacji trend sięgania po piłkarzy wychowanych za granicą. Poza Alim to choćby Merchas Doski, urodzony w Niemczech obrońca Viktorii Pilzno czy Zidane Iqbal, który urodził się w Anglii, a obecnie gra w Utrechcie.
Terminarz grupy I
16 czerwca, 21:00 – Francja – Senegal
17 czerwca, 00:00 – Irak – Norwegia
22 czerwca, 23:00 – Francja – Irak
23 czerwca, 02:00 – Norwegia – Senegal
26 czerwca, 21:00 – Senegal – Irak
26 czerwca, 21:00 – Norwegia – Francja
W naszym cyklu „Przewodnik po Mundialu” prezentujemy wszystkie grupy mistrzostw świata. Poniżej znajdziecie wszystkie teksty z tej serii:
Grupa A – Gospodarze i… walka za ich plecami?
Grupa B – Ciągle ci sami Szwajcarzy, kanadyjskie marzenia
Grupa C – Z jednej strony powroty, z drugiej grająca zawsze Brazylia
Grupa D – Wielkie marzenia vs futbolowy pragmatyzm
Grupa E – Rozczarowujący Niemcy vs dwie najmłodsze ekipy. I Kopciuszek
Grupa F – To powinniśmy być my…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix