Karma w pogoni za Urferem. Lechia się doigra?

Antoni Figlewicz

17 maja 2026, 21:25 • 4 min czytania 39

Reklama
Karma w pogoni za Urferem. Lechia się doigra?

W sumie wypada już na samym początku rozdzielić dwie Lechie, o których będzie tu mowa. Jest Lechia jako klub – cała instytucja, która nie działała w ubiegłym sezonie do końca fair i choć nie spadła, spotkała ją za to zasłużona kara w postaci odjętych punktów. Jest też jednak Lechia jako zespół piłkarski – taki całkiem fajny twór, z którym można sympatyzować, gwarancja dobrej rozrywki, paka kilku fajnych piłkarzy i budzącego pozytywne emocje trenera. Karma ściga jednak je obie, nawet jeśli zasłużyła tylko jedna.

Reklama

Myślicie, że co powoduje, że przez Polskę przelatuje dyskusja na temat tych odjętych punktów i z jakiego powodu wielu zastanawia się, czy Gdańszczanie nie zostali trochę za bardzo skrzywdzeni? To właśnie efekt tego rozdźwięku między Lechią oszukującą, a Lechią grającą przyjazną dla statystycznego kibica piłkę. W naszej pamięci bardziej wyraźny ślad zostawia świeższy wizerunek klubu z Gdańska, którego twarzą jest strzelający Bobcek czy oldskulowy Carver.

Jeśli jednak spadkiem zapłacą oni za grzechy mniej lubianego Urfera, to nie powiemy, że to skandal. Wręcz przeciwnie – była zbrodnia, musi być jakaś kara.

Paolo Urfer śmieje się wszystkim w twarz. Płacenie jest przereklamowane [KOMENTARZ]

Demony dopadną Lechię? Coraz więcej na to wskazuje

Fakty są takie, że Lechia zagrała w ubiegłym sezonie na kredyt. Kadrą, na którą nie było jej stać, z zawodnikiem – Wójtowiczem – za którego nie zapłaciła i innymi, którym nie płaciła. Nie bez powodu miała problemy z otrzymaniem licencji, PZPN nie wziął sobie tego wszystkiego z kosmosu. Jeśli zespół z Gdańska spadnie, to tylko i wyłącznie dlatego, że Paolo Urfer przeszarżował.

Reklama

Albo wprost – przelicytował. Bo to określenie pasuje idealnie, gdy mówimy o sytuacji klubu prowadzącego się ponad stan posiadania.

Można narzekać na defensywę Lechii, sami to przecież robimy. Można punktować naiwność, z jaką zespół ten parokrotnie już w tym sezonie zagrał. Nie da się jednak ukryć, że ewentualny spadek nie będzie dziełem drużyny, która z pięcioma oczkami więcej byłaby dziś bezpieczna w środku stawki.

Porażkę, jeśli przyjdzie, trzeba zapisać na konto tych, którzy zasiadają tam w gabinetach. I tylko na ich konto.

Reklama

Poważna liga musi dawać poważne kary

Apelowaliśmy już o to w lutym ubiegłego roku, kiedy było wiadomo, że Lechia dalej nie płaci i próbuje się z tym faktem jakoś prześlizgnąć do kolejnego sezonu. – Traktujmy ligę poważnie, bo takich Lechii będzie więcej – grzmiał nagłówkiem jeden z naszych tekstów i choć nie przyjmujemy zwykle czegoś takiego jak redakcyjna linia, to przy takim apelu warto twardo stać i dziś. Wtedy mówiło się sporo o tym, że Gdańszczanie mogą zostać ukarani nawet walkowerami, skończyło się na pięciu ujemnych punktach w kolejnej ligowej kampanii.

Lechii „grozi” walkower. Traktujmy ligę poważnie, bo takich Lechii będzie więcej

Jedno zobowiązanie transferowe klub uregulował, zawierając porozumienie, zgodnie z którym zobowiązał się do dokonania płatności w następujących terminach: 10 lutego oraz 15 kwietnia 2025 roku. (…) Niedotrzymanie któregokolwiek z powyższych terminów płatności, przez co rozumie się nieprzedstawienie organom licencyjnym potwierdzeń zapłaty w dniu następującym po terminie wskazanym w porozumieniu, skutkować będzie automatycznym zawieszeniem klubowi licencji na rozgrywki Ekstraklasy w sezonie 2024/2025 – mogliśmy przeczytać w komunikacie Komisji ds. Licencji z początku ubiegłego roku.

Wtedy Paolo Urfer zapewniał wszystkich dookoła, że jest w porządku, że nie ma powodów do zmartwień. Ale 11 lutego pieniędzy za wspomniany już transfer Wójtowicza na koncie Ruchu Chorzów nie było. Dostała Lechia szansę, której nie wykorzystała. Więcej – sama wypracowała sobie takie porozumienie, a i tak nie spełniła jego założeń. Pod względem sportowym zaprezentowała się w tamtym czasie lepiej od Stali Mielec czy Puszczy Niepołomice, ale całą wiosnę grała na kodach.

Reklama

Wtedy los się o nią nie upomniał, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że upomina się dzisiaj. Tak naprawdę Urfera i jego projekt mogą przed spadkiem uratować już tylko rywale, bo to od ich wyników zależy dziś utrzymanie Lechii. Nagle ważnym staje się mecz Arki z Bruk-Betem, potem zerkać będzie trzeba na wyczyny Cracovii w starciu z Koroną. Lechia sama sobie zgotowała ten los. Ta jedna Lechia, bo tej drugiej byłoby mimo wszystko szkoda.

Fot. Newspix

39 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Jest przełom w sprawie stadionu Wieczystej. Królewski rozwiał wątpliwości

Wojciech Piela
30
Jest przełom w sprawie stadionu Wieczystej. Królewski rozwiał wątpliwości