Czy Anita Włodarczyk znów napisze historię?

Sebastian Warzecha

12 sierpnia 2026, 16:27 • 7 min czytania 4

Reklama
Czy Anita Włodarczyk znów napisze historię?

Na karku 41 lat – urodziny obchodziła zresztą cztery dni temu – a dalej rzuca. I to daleko. Na tym samym karku zawieszanych miała już mnóstwo medali, z czego zdecydowana większość była złota. I może w stawce światowej jej coraz trudniej, ale na mistrzostwach Europy nadal jest w stanie powalczyć o medal. Anita Włodarczyk w Birmingham chce pokazać, że weteranka młota wciąż swoje potrafi. 

Reklama

Anita Włodarczyk powalczy o kolejny medal. Czy się uda?

Gdy w 2009 roku pobijała rekord świata i zdobywała pierwszy złoty medal dużej imprezy, nikt nie mógł przypuszczać, w jakim kierunku potoczy się ta kariera. Obecnie Anita Włodarczyk jest jedną z największych legend polskiej lekkiej atletyki – pewnie żadną przesadą nie będzie stwierdzenie, że drugą największą, po Irenie Szewińskiej – z kompletem złotych medali na koncie.

Trzy złota olimpijskie. Cztery złota mistrzostw świata. Cztery też z mistrzostw Europy, a do tego srebro (dwa lata temu) i brąz (w 2010 roku).

Wygrywała w tej karierze z kontuzjami, pokonywała największe z rywalek. Wciąż należą do niej trzy najlepsze wyniki w historii, a w TOP 10 najdalszych rzutów Anita jest obecna siedem razy. Oprócz niej tylko trzy kobiety przerzucały 80 metrów, z czego wyłącznie jedna wielokrotnie. To Camryn Rogers, Kanadyjka, która w ostatnich latach – nomen omen – rzuca najlepszym wynikom Polki coraz większe wyzwanie.

Reklama

Ale jej najdalszy rezultat w karierze – z kwietnia tego roku – to 81,13 m. Te trzy wyniki Polki, do których próbuje dobić, są wszystkie powyżej 82. metra, z czego najdalszy lądował na 82,98 m. Camryn musiałaby się poprawić o niemal dwa metry. To możliwe – pokazał to wczoraj, w rywalizacji mężczyzn, Bence Halasz. Tyle że to rzuty wyjątkowe, gdy wszystko się złoży. Zdarzają się raz na setki, może nawet tysiące prób.

Historyczny status Anity jest więc w tej chwili w zasadzie nie do ruszenia. A jak jest z tym obecnym? Gdzie jest Włodarczyk niemal dziesięć lat po tym, jak ustanawiała obowiązujący do dziś rekord świata?

Anita Włodarczyk i jej miejsce na świecie

W zestawieniu World Athletics Polka zajmuje 17. miejsce na światowych listach z najlepszym wynikiem 75,01 m. Choć trzeba dodać, że to całkiem „zbite” towarzystwo – odskoczyła tylko wspomniana Rogers, ale już druga na listach Rachel Richeson nie przerzuciła osiemdziesiątki, osiągając 79,33 m. Rzut lepszy o „zaledwie” metr przesunąłby Włodarczyk na 12. pozycję. To dalej nie jest ścisła czołówka, ale nie jest też jej przesadnie daleko.

Tym bardziej, że kto jak kto, ale Polka przygotowywać się na te wielkie imprezy na ogół potrafiła.

Reklama

W tym roku czeka ją jednak ta najmniejsza – mistrzostwa Europy. Tak więc spojrzeć wypada na europejskie listy. I tam jest już lepiej – Anita zajmuje miejsce ósme… a tak naprawdę to szóste. Przewodzi bowiem stawce Anastasija Masłowa z Białorusi (77,67 m), z kolei szósta jest Sofija Palkina z Rosji (75,36 m). Obie nie startują – z oczywistych powodów – w Birmingham. Tak więc Anita wśród zawodniczek, które do Wielkiej Brytanii przyjechały, zajmuje właśnie szóste miejsce.

A wśród tych, co będą w finale – piąte. W kwalifikacjach odpadła bowiem Francuzka Rose Loga.

Finalistki, uporządkowane wedle tegorocznych najlepszych wyników, wyglądają tak:

Reklama
  1. Krista Tervo (Finlandia) – 77,35 m.
  2. Silja Kosonen (Finlandia) – 76,41 m.
  3. Sara Fantini (Włochy) – 75,62 m.
  4. Katrine Koch Jacobsen (Dania) – 75,52 m.
  5. Anita Włodarbczyk (Polska) – 75,01 m.
  6. Guðrún Karítas Hallgrímsdóttir (Islandia) – 73,88 m.
  7. Beatrice Nedberge Llano (Norwegia) – 73,67 m.
  8. Nicola Tuthill (Irlandia) – 72,73 m.
  9. Charlotte Payne (Wielka Brytania) – 72,18 m.
  10. Aileen Kuhn (Niemcy) – 72,11 m.
  11. Aleksandra Śmiech (Polska) – 70,84 m.
  12. Stamatia Alexandra Scarvelis (Grecja) – 69,11 m.

Jak widać – odstają w zasadzie dwie zawodniczki, czyli Śmiech i Scarvelis. Poza tym stawka jest dość równa, z przodu uciekają jedynie nieco Finki, ale w teorii cała trójka za nimi – z naciskiem na Fantini, mistrzynię Europy sprzed dwóch lat – może im zagrozić. Włodarczyk też… ale możliwe, że i inne zawodniczki, bo przed dwoma laty do podium wystarczyło 72,68 m (tyle rzuciła Rose Loga, ta, której tu w finale nie będzie), a do srebra – 72,92 m, jakie osiągnęła Anita Włodarczyk. Wtedy odskoczyła tylko Fantini z wynikiem 74,18 m.

Możliwe, że w Birmingham rzucanie będzie dalsze, ale finały rządzą się swoimi prawami. To banał, owszem, jednak stosunkowo często zdarza się tak, że w rywalizacji o medale jednak faworytki nie rzucają tak daleko, jakby mogły czy wręcz powinny. Stąd ta wiara w Anitę – bo ona akurat pokazywała wielokrotnie, że jest u niej inaczej. Nawet na igrzyskach w Paryżu, gdzie skończyła, owszem, czwarta, tuż za podium, ale do finału weszła jako ostatnia, dwunasta zawodniczka! A potem wyszło, że do medalu zabrakło jej pięciu centymetrów.

Czy tak będzie w Birmingham?

Reklama

Co powiedziały nam kwalifikacje?

Włodarczyk w pewnym sensie się tym Paryżem pocieszała po kwalifikacjach na tych mistrzostwach Europy. Bo w tych nie mogła się odnaleźć. Jej najdalszy rzut poszybował tylko na 68,70 m. Fakt, reszta stawki też nie rzucała daleko – z dużym Q, po przekroczeniu 72 metrów, awansowały tylko Jacobsen, Llano i Kosonen – ale próby na mniej niż 70 metrów Anity na pewno nie satysfakcjonują. Polka mówiła więc, w rozmowie z pzla.pl:

– To były chyba moje najgorsze eliminacje w karierze. Przypomniałam sobie jednak, że na igrzyskach w Paryżu też nie było dobrze na tym etapie, a w finale było już czwarte miejsce. Zatem to, co było, idzie w niepamięć, trzeba z optymizmem patrzeć na środowy finał. Ja dziś byłam za spokojna. Podczas eliminacji nie byłam odpowiednio nakręcona. Młot mi się wydawał lekki, ale nogi nie pracowały. Na pewno jest nad czym pracować przed finałem.

Dodawała też, że inne dziewczyny również się męczyły, zwykle stać je było na jeden dobry rzut. I faktycznie, zdaje się, że to koło w Birmingham nie wszystkim sprzyja – narzekał na nie mocno na przykład Paweł Fajdek, za to wspomniany Bence Halasz wykorzystał je w sposób fantastyczny. Co warto jednak zauważyć w przypadku Włodarczyk?

Że choć wynik był słaby, to walczyła do końca. Bo to ostatni rzut był jej najlepszym – 68,70 m. Widać więc, że nawet jeśli forma nie była najlepsza, to mocno pomagało doświadczenie i umiejętność odnalezienia spokoju oraz odpowiedniej techniki.

Reklama

Oczywiście, o medal na pewno będzie trudno, ale nie jest to wcale wykluczone. Rywalki są bowiem na podobnym poziomie, nie rzucają wcale przesadnie daleko i można je pokonać. No, przynajmniej większość z nich.

Trudno pisać o złocie, ale medal? Napisanie kolejnego rozdziału tej historii, 17 lat (!) po pierwszym krążku wielkiej imprezy?

To jest jak najbardziej możliwe.

Druga Polka, czyli na co stać Śmiech?

Niespodziewanie to Aleksandra Śmiech wystąpi w finale obok Anity Włodarczyk. Niespodziewanie, bo w kwalifikacjach brała też udział Ewa Różańska, będąca wyżej na listach. Była sensacyjna wicemistrzyni Europy (z 2022 roku) kompletnie jednak sobie w kwalifikacjach nie poradziła. A Śmiech rzuciła 68,93 m i choć nie jest to odległość imponująca, to wystarczyła, by móc rywalizować w finale.

Reklama

Ba, weszła do niego przecież z rezultatem lepszym od tego Anity Włodarczyk.

Po Aleksandrze Śmiech nie ma co jednak oczekiwać cudów. Jej celem powinno być po prostu rzucanie jak najdalej, próba wejścia do najlepszej ósemki (co dałoby wąski finał i sześć zamiast tylko trzech rzutów) oraz poszukiwanie prób na miarę życiówki. Tę Polka ma solidną – 71,14 m – tyle że ma ona już trzy lata. W tym sezonie była jednak w stanie się już do niej zbliżyć – dwa miesiące temu rzuciła 70,84 m.

Aleksandra Śmiech. Fot. Newspix

Reklama

Dla 28-letniej Śmiech to pierwszy finał wielkiej imprezy w karierze. W dorobku ma co najwyżej brąz z Uniwersjady w 2021 roku, startowała też na MŚ w Budapeszcie, trzy lata temu, ale tam zajęła 19. miejsce. Zresztą dla Polek były to kiepskie mistrzostwa – Włodarczyk była 13., też nie przeszła kwalifikacji, a Malwina Kopron w finale nie zaliczyła rzutu. W Birmingham będzie inaczej, to już wiemy.

Choćby dlatego, że Śmiech po raz pierwszy jest w tej węższej rywalizacji o medale. I po prostu powinna się tym cieszyć. Podobnie jak tym, że będzie tam występować razem z Anitą Włodarczyk. Bo przecież gdy starsza z Polek zdobywała złoto MŚ w 2009 roku, to Aleksandra miała niespełna 12 lat.

Fakt, że w 2026 roku są razem w finale mistrzostw świata zdaje się wręcz niewiarygodny. A jednak – Anita z roku na rok jest coraz bardziej wieczna.

I kto wie, może faktycznie zdoła to udowodnić medalem.

Reklama

Fot. Newspix

4 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Kłótnia o VAR w Ekstraklasie. Ostra dyskusja na linii sędziowie – Canal+

Maciej Piętak
5
Kłótnia o VAR w Ekstraklasie. Ostra dyskusja na linii sędziowie – Canal+
Ekstraklasa

Papszun wierzy w transfer Legii. „Było już wielu z trudnymi łatkami”

Wojciech Piela
0
Papszun wierzy w transfer Legii. „Było już wielu z trudnymi łatkami”
Bundesliga

Letnie sparingi wielkich klubów i sztuczne pucharowe fety. Borussia to wyśmiała

AbsurDB
1
Letnie sparingi wielkich klubów i sztuczne pucharowe fety. Borussia to wyśmiała

Inne sporty

Reklama