Iga Świątek grająca z Naomi Osaką. To miał być hit dzisiejszego wieczoru w Rzymie. A wyszło jednostronne spotkanie i dominacja. Ostatecznie jednak nam to nie przeszkadza, bo stroną, która dominowała, była Polka. Iga sprawiła lanie podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego, nie mając dla byłego trenera żadnej litości. To był po prostu genialny mecz naszej tenisistki.
Iga Świątek rozbiła Naomi Osakę
Wcześniej grały ze sobą trzy razy. Raz lepsza była Osaka, potem – w finale turnieju w Miami – stosunkowo gładko wygrała Iga Świątek. A ostatni mecz miał miejsce niespełna dwa lata temu, na Roland Garros. Osaka miała wtedy nawet piłkę meczową, grała jeden ze swoich najlepszych meczów w ostatnich latach. I co? I nic. Iga to przezwyciężyła, wygrała, a potem poszła po trzeci z rzędu i czwarty w ogóle triumf na paryskich kortach.
Dziś z kolei… w sumie niczego nie byliśmy pewni.
Świątek bowiem w tym sezonie potrafiła już rozegrać znakomite spotkanie, by dzień później grać fatalnie. Osaka dobrze wyglądała w Rzymie, ale też cierpi na taką przypadłość i to od kilku lat. Zakładaliśmy więc, że może wyjść z tego wielki hit, ale też, że któraś może zagrać kiepsko… albo na tyle genialnie, że przeciwniczka nie będzie mieć nic do powiedzenia.
Wyszło, że wygrała ta ostatnia opcja – Iga była dla Osaki po prostu zbyt mocna, za dobrze przygotowana.
Jak z przeszłości
Ten mecz był zacięty właściwie tylko na początku. Owszem, Iga zaczęła od przełamania, ale Naomi była w stanie się odgryźć. Przy stanie 2:2 jednak Polka zaczęła odskakiwać. I wynik to w sumie jedno, kolejno zdobywane gemy imponują, ale bardziej – styl. Bo wszystko to, co było problemami Świątek w ostatnich miesiącach, dziś jakby zniknęło.
Serwis? Działał świetnie, trafiło się nawet kilka asów, może jedynie regularność pierwszego podania w korcie mogłaby być nieco wyższa.
Forehand? Doskonały. Zawijała nim jak za dawnych lat, często trafiając w linię. Miała też prosty, a sprytny plan – często posyłała Naomi wyższe piłki, mieszała tempem, zwalniając nieco grę, ale utrudniając Japonce odgrywanie. I to działało.
Przede wszystkim jednak uwagę warto zwrócić na poruszanie się Igi po korcie. Bo to coś, z czym ostatnio było u niej kiepsko, a przez lata stanowiło być może największy atut. W Rzymie – a nawet już wcześniej – wygląda, jakby z nóg zleciał jej jakiś ciężar, rozpięto kajdany. Biega lepiej. Nie tylko to, że szybciej – dobrze drobi kroki, ustawia się odpowiednio do piłek, nadąża za akcjami. Dziś kilka razy w defensywie pokazała się dawna Iga, taka, która nie odpuszcza i łapie wiele piłek, wygrywając w efekcie punkty.
24th match-win in Rome at 24-years old 🤩
Iga Swiatek knocks out Osaka 6-2, 6-1 to advance to the quarterfinals.#IBI26 pic.twitter.com/YvneOlLD2Y
— wta (@WTA) May 11, 2026
A takie akcje to podstawa, jeśli chce się walczyć o najwyższe cele. Stąd dobrze widzieć Igę wybieganą, a także – po części zapewne przez to wybieganie – regularną, pewną swego i spokojnie zmierzającą do celu, jakim jest wygrana. Osaka była bowiem dziś wyraźnie gorsza, po prostu nie miała szans. Polka zmiotła ją finalnie z kortu, będąc lepszą w każdej możliwej statystyce.
Opis meczu można właściwie skrócić do jakże rzymskiego veni, vidi, vici. Tak dziś zagrała Iga.
Poziom trudności w górę
Świątek doszła tym samym do ćwierćfinału. I to faza znacząca, bo – jak na nią – zalicza aktualnie fatalną serię. W dziewięciu kolejnych turniejach (nie licząc reprezentacyjnego United Cup) nie przeszła fazy ćwierćfinału. W co najmniej półfinale – a równocześnie: finale, bo ostatnim przypadkiem, gdy wygrała w 1/4 jest turniej w Seulu, w którym triumfowała – nie grała od października ubiegłego roku. Odkąd po raz pierwszy wygrała Roland Garros, nie miała tak słabej passy – ostatni taki okres to jej początki w tourze, gdy musiała przechodzić kwalifikacje do wielu turniejów.
Wypadałoby to wreszcie zmienić. A Rzym wydaje się do tego miejscem idealnym. Iga lubi ten turniej, jest jego trzykrotną mistrzynią. Dobrze jej się w stolicy Włoch gra i to widać.
Tyle że teraz poprzeczka pójdzie w górę, bo po drugiej stronie siatki stanie Jessica Pegula. Wiadomo, to nie Aryna Sabalenka czy Jelena Rybakina, ale…
No właśnie, jest tu ale – Iga ma co prawda z Amerykanką dodatni bilans (6:5), ale ostatnie dwa mecze wygrała Jessie. Choć na mączce grały ze sobą do tej pory tylko raz i wtedy lepsza była Polka. Kolejne „ale” brzmi jednak – to było w 2022 roku w Paryżu. Dawno, bardzo dawno temu, a Iga była wtedy inną zawodniczką. Pegula zresztą też.
Mecz z nią będzie więc dobrym wyznacznikiem tego, gdzie Iga faktycznie jest. I czy to naprawdę zwyżka formy, na którą od dawna czekamy.
Iga Świątek – Naomi Osaka 6:2, 6:1
Czytaj więcej o tenisie:
- Bojkot Roland Garros? Sabalenka i Świątek walczą o pieniądze
- Alcaraz nie będzie bronił tytułu!
- Co Gilles Cervara może dać Hurkaczowi?
Fot. Newspix