Iga Świątek rozbiła Naomi Osakę. Znakomity mecz Polki

Sebastian Warzecha

11 maja 2026, 21:42 • 4 min czytania 3

Reklama
Iga Świątek rozbiła Naomi Osakę. Znakomity mecz Polki

Iga Świątek grająca z Naomi Osaką. To miał być hit dzisiejszego wieczoru w Rzymie. A wyszło jednostronne spotkanie i dominacja. Ostatecznie jednak nam to nie przeszkadza, bo stroną, która dominowała, była Polka. Iga sprawiła lanie podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego, nie mając dla byłego trenera żadnej litości. To był po prostu genialny mecz naszej tenisistki.

Reklama

Iga Świątek rozbiła Naomi Osakę

Wcześniej grały ze sobą trzy razy. Raz lepsza była Osaka, potem – w finale turnieju w Miami – stosunkowo gładko wygrała Iga Świątek. A ostatni mecz miał miejsce niespełna dwa lata temu, na Roland Garros. Osaka miała wtedy nawet piłkę meczową, grała jeden ze swoich najlepszych meczów w ostatnich latach. I co? I nic. Iga to przezwyciężyła, wygrała, a potem poszła po trzeci z rzędu i czwarty w ogóle triumf na paryskich kortach.

Dziś z kolei… w sumie niczego nie byliśmy pewni.

Świątek bowiem w tym sezonie potrafiła już rozegrać znakomite spotkanie, by dzień później grać fatalnie. Osaka dobrze wyglądała w Rzymie, ale też cierpi na taką przypadłość i to od kilku lat. Zakładaliśmy więc, że może wyjść z tego wielki hit, ale też, że któraś może zagrać kiepsko… albo na tyle genialnie, że przeciwniczka nie będzie mieć nic do powiedzenia.

Reklama

Wyszło, że wygrała ta ostatnia opcja – Iga była dla Osaki po prostu zbyt mocna, za dobrze przygotowana.

Jak z przeszłości

Ten mecz był zacięty właściwie tylko na początku. Owszem, Iga zaczęła od przełamania, ale Naomi była w stanie się odgryźć. Przy stanie 2:2 jednak Polka zaczęła odskakiwać. I wynik to w sumie jedno, kolejno zdobywane gemy imponują, ale bardziej – styl. Bo wszystko to, co było problemami Świątek w ostatnich miesiącach, dziś jakby zniknęło.

Serwis? Działał świetnie, trafiło się nawet kilka asów, może jedynie regularność pierwszego podania w korcie mogłaby być nieco wyższa.

Forehand? Doskonały. Zawijała nim jak za dawnych lat, często trafiając w linię. Miała też prosty, a sprytny plan – często posyłała Naomi wyższe piłki, mieszała tempem, zwalniając nieco grę, ale utrudniając Japonce odgrywanie. I to działało.

Reklama

Przede wszystkim jednak uwagę warto zwrócić na poruszanie się Igi po korcie. Bo to coś, z czym ostatnio było u niej kiepsko, a przez lata stanowiło być może największy atut. W Rzymie – a nawet już wcześniej – wygląda, jakby z nóg zleciał jej jakiś ciężar, rozpięto kajdany. Biega lepiej. Nie tylko to, że szybciej – dobrze drobi kroki, ustawia się odpowiednio do piłek, nadąża za akcjami. Dziś kilka razy w defensywie pokazała się dawna Iga, taka, która nie odpuszcza i łapie wiele piłek, wygrywając w efekcie punkty.

A takie akcje to podstawa, jeśli chce się walczyć o najwyższe cele. Stąd dobrze widzieć Igę wybieganą, a także – po części zapewne przez to wybieganie – regularną, pewną swego i spokojnie zmierzającą do celu, jakim jest wygrana. Osaka była bowiem dziś wyraźnie gorsza, po prostu nie miała szans. Polka zmiotła ją finalnie z kortu, będąc lepszą w każdej możliwej statystyce.

Reklama

Opis meczu można właściwie skrócić do jakże rzymskiego veni, vidi, vici. Tak dziś zagrała Iga.

Poziom trudności w górę

Świątek doszła tym samym do ćwierćfinału. I to faza znacząca, bo – jak na nią – zalicza aktualnie fatalną serię. W dziewięciu kolejnych turniejach (nie licząc reprezentacyjnego United Cup) nie przeszła fazy ćwierćfinału. W co najmniej półfinale – a równocześnie: finale, bo ostatnim przypadkiem, gdy wygrała w 1/4 jest turniej w Seulu, w którym triumfowała – nie grała od października ubiegłego roku. Odkąd po raz pierwszy wygrała Roland Garros, nie miała tak słabej passy – ostatni taki okres to jej początki w tourze, gdy musiała przechodzić kwalifikacje do wielu turniejów.

Wypadałoby to wreszcie zmienić. A Rzym wydaje się do tego miejscem idealnym. Iga lubi ten turniej, jest jego trzykrotną mistrzynią. Dobrze jej się w stolicy Włoch gra i to widać.

Tyle że teraz poprzeczka pójdzie w górę, bo po drugiej stronie siatki stanie Jessica Pegula. Wiadomo, to nie Aryna Sabalenka czy Jelena Rybakina, ale…

Reklama

No właśnie, jest tu ale – Iga ma co prawda z Amerykanką dodatni bilans (6:5), ale ostatnie dwa mecze wygrała Jessie. Choć na mączce grały ze sobą do tej pory tylko raz i wtedy lepsza była Polka. Kolejne „ale” brzmi jednak – to było w 2022 roku w Paryżu. Dawno, bardzo dawno temu, a Iga była wtedy inną zawodniczką. Pegula zresztą też.

Mecz z nią będzie więc dobrym wyznacznikiem tego, gdzie Iga faktycznie jest. I czy to naprawdę zwyżka formy, na którą od dawna czekamy.

Iga Świątek – Naomi Osaka 6:2, 6:1

Czytaj więcej o tenisie:

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama