Książę Persji. Maestro. Irański Leo Messi. Albo po prostu Ali Gholizadeh. Jak na polskie warunki, piłkarz wybitny. Umiejętnościami technicznymi wyprzedza całą ligę, a nawet zostawił ją daleko w tyle. Jeśli Lech dowiezie mistrzostwo – na co naprawdę wiele wskazuje – to po raz drugi będzie to w bardzo dużym stopniu zasługa właśnie magika z Zatoki Perskiej.
Gholizadeh jest kimś takim, kogo chciał Widzew, ściągając Osmana Bukariego. Zawodnikiem, który w pojedynkę, swoimi umiejętnościami, klasą piłkarską potrafi wygrywać mecze. Mało tego. Nie tylko poszczególne spotkania, ale też trofea. Irańczyk jest na najlepszej drodze, by zostać bohaterem drugiego tytułu mistrza Polski. Już dawno spłacił zapłacone za niego odstępne. Teraz robi wszystko, by wyłożone zostały wielkie pieniądze, by zatrzymać go na dłużej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Ali Gholizadeh. Gość, na którego warto było poczekać
Gholizadeh, trafiając do Lecha był pewnego rodzaju obietnicą, ale i ryzykiem. Kolejorz wykorzystał sytuację na rynku, pozyskując za jedną z większych kwot w historii klubu kontuzjowanego Irańczyka (inaczej byłby poza zasięgiem). Początek sezonu miał przeznaczyć najpierw na powrót do zdrowia, a następnie dochodzenie do pełnej dyspozycji. To się przedłużyło. Zadebiutował ostatniego dnia października, czyli później niż pierwotnie zakładano.
Mijały kolejne tygodnie, Gholizadeh stopniowo był wprowadzany do podstawowego składu, ale zanim na dobre się rozkręcił, to skończyła się runda, a po kilku wiosennych meczach odnowiła mu się kontuzja. 12 meczów, niespełna 700 minut, zero goli, zero asyst – dorobek Irańczyka w debiutanckim sezonie w Lechu.
30-latek dawał jakieś pojedyncze symptomy, że to nie jest przypadkowy piłkarz, ale nie oszukujmy się. Przecież nikt z nas wtedy nie dałby sobie uciąć nawet najmniejszego palca, że tak potoczy się jego przygoda przy Bułgarskiej. Ci co już go skreślali mieli do swojej obrony konkretne argumenty. Optymiści opierali się bardziej na obietnicy gwiazdy i tym, jak Gholizadeh błyszczał jeszcze w Charleroi. Tylko, że ich przeciwnicy odbijali, że po ciężkich kontuzjach to już nie ten sam zawodnik.
Na szczęście dla całej Ekstraklasy srogo się pomylili.
Lech dostał dowód nie do podważenia, że droga, jaką dąży, czyli obdarzanie swoich piłkarzy sporymi pokładami cierpliwości i dawanie im wielu szans – tak, w niektórych przypadkach było ich zbyt wiele – jest słuszna. A Ali Gholizadeh za zaufanie odwdzięcza się w najlepszy możliwy sposób.
Lech musi zatrzymać Gholizadeha. I bardzo chce to zrobić
Ali Gholizadeh przerasta Ekstraklasę. Lech stał się od niego zależny
Często, żeby przekonać do przydatności jakiegoś zawodnika, używamy bardziej szczegółowych statystyk. Pokazujemy, że piłkarza nie można skreślać, bo liczby, radary, wykresy udowadniają, że jest dobrym pod tym aspektem, pod tym i jeszcze pod jakimś innym. Pozwala to dać kibicowi szerszą perspektywę, coś więcej, niż tylko zwykłe obejrzenie meczu w telewizji. Oczywiście, w przypadku Gholizadeha też można byłoby tak zrobić. Udowodnilibyśmy to, co chcemy przekazać. Ale po prostu przy takim piłkarzu nie jest to konieczne.
Jego wpływ na zespół i jakość piłkarska jest ewidentna. Zobaczy to każdy, kto choć na moment spojrzy na jego grę. Typ piłkarza, którego ŚP. Franciszek Smuda wstawiłby do podstawowego składu tylko po obejrzeniu jego wchodzenia po schodach.
Ale oddajmy, że Irańczyk w tych najbardziej istotnych liczbach w pełni się broni.
- Sezon 2024/25 – 33 występy, osiem goli, sześć asyst;
- Sezon 2025/26 (cztery mecze do końca) – 18 spotkań, sześć bramek, cztery asysty.

W bieżących rozgrywkach mniejsza liczba występów jest spowodowana kontuzją – efekt poświęcenia i gry na zastrzykach na finiszu poprzedniego sezonu – która wykluczyła go z gry na sporą część rundy jesiennej. Paradoksalnie, to dobry przykład na to, że Lech stał się Gholizadehozależny. Oglądając mecze Kolejorza z Irańczykiem w składzie, i bez niego, widzimy, że dysproporcja jest wyraźna. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ale kimś takim dla Lecha jest właśnie Gholizadeh.
Ligowe mecze Lecha w tym sezonie:
- Bez Gholizadeha w składzie – trzy zwycięstwa, sześć remisów, trzy porażki, średnia: 1,25 per mecz;
- Z Gholizadehem na boisku – 12 wygranych, cztery remisy, dwie przegrane, średnia: 2,22 per mecz.
Przepaść.
Bez niego ten zespół jest jak puzzle z wyjętym najważniejszym kawałkiem, wieńczącym dzieło. Niby praktycznie to samo, ale różnica jest widoczna gołym okiem i niemożliwa do zignorowania.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
W stykowym momencie meczu on jednym magicznym ruchem jest w stanie całkowicie odmienić jego obraz (kimś takim miał być Bukari, prawda?), wykreować coś z niczego, wystarczy, że piłka akurat znajdzie się przy jego lewej nodze. Strzela i asystuje w momentach ważnych, a nawet kluczowych – choćby zwycięski gol przed rokiem przy Łazienkowskiej – tylko że właśnie, sprowadzenie jego wkładu do goli i asyst to bardzo duże uproszczenie.
Irańczyk kreuje bardzo wiele sytuacji, posyła masę świetnych piłek, popychających akcje do dalszej fazy, drybluje, tworzy przestrzeń kolegom, a także skupia uwagę obrońców. Ci wiedzą, że chwila nieuwagi może skończyć się tragedią. Bardzo dobrze było to widoczne w meczu z Legią. Po strzelonym golu przy kolejnych sytuacjach Irańczyk od razu czuł na sobie oddech paru rywali.
Nawet jeśli sam nie strzela czy asystuje, to stwarza kolegom dogodne warunki, by mogli umieścić piłkę w siatce.
- Gdy Gholizadeh był na boisku – 1118 minut, 29 goli, średnia: gol co 38,5 minuty;
- Gdy Gholizadeha nie było na boisku – 1582 minuty, 26 goli, średnia: gol co 60,8 minuty.
Jak na dłoni widać, że z Irańczykiem biegającym po murawie, Lech znacznie częściej odnajduje drogę do bramki rywala w spotkaniach ligowych.
Nawet gdybyśmy bardzo chcieli, to nie jesteśmy w stanie znaleźć nawet jego jednego mankamentu, jak na Ekstraklasę. Mimo że nie jest typem szybkościowca, to nawet nie ma problemów, by wypełniać zadania w pressingu – i ogólnie założenia motoryczne – w tak intensywnie grającym Lechu.

Nagroda MVP sezonu nie będzie zaskoczeniem. Lech musi zrobić wszystko, by go zatrzymać
Czy Ali Gholizadeh po zakończeniu sezonu wyjdzie na scenę na Gali Ekstraklasy i odbierze statuetkę dla najlepszego zawodnika? Nie wiemy, bo jest Bobcek, jest Czubak, Brunes, Nowak, Ishak… Za nimi wszystkimi stoją argumenty w postaci goli i asyst. Tylko odkładając na bok cyferki, patrząc takim chłodnym okiem kibica, pasjonata piłki, Irańczyk w pełni na taką nagrodę zasłużył. Umiejętnościami czysto technicznymi bije ich wszystkich na głowę, i to w dużej mierze jego wpływ jest kluczowy na prawdopodobny drugi tytuł mistrzowski z rzędu.
Lech powinien zrobić wszystko, by przedłużyć z 30-latkiem jego wygasający kontrakt. Gholizadeh jest kuszony przez inne opcje i wciąż nie wiemy, na co się zdecyduje, ale wiemy, że Kolejorz musi użyć wszystkich możliwych sposobów, by go zatrzymać. On zwyczajnie zasłużył i zapracował na solidną podwyżkę. W tym momencie jego strata byłaby bezdyskusyjnie większa niż odejście Luisa Palmy po zakończonym wypożyczeniu.
Jedyne, czego brakuje Gholizadehowi, to spokoju, że na pewno nie wrócą do niego demony z przeszłości w postaci kontuzji. Jeśli tylko zdrowie będzie mu dopisywało, to jesteśmy spokojni, że jeszcze wiele razy pokaże rywalom, jak wiele im brakuje, by mu dorównać.
CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU LECH – LEGIA NA WESZŁO:
- Lech zdemolował Legię. I napisał czarną kartę w jej historii
- Frederiksen: Dobrze nam się gra z Legią
- Augustyniak z czerwoną kartką. Kontrowersja w hicie Ekstraklasy [WIDEO]
- Papszun docenił Lecha. „Wjeżdżali w nas jak w masło”
Fot. Newspix