Trochę rozjechały się te dwa projekty. Raków i Pogoń swego czasu równolegle szły w kierunku czołówki Ekstraklasy i pierwsi w niej zostali, a drudzy są w tym sezonie średniakiem, który szuka nowej tożsamości. Dziś obie ekipy wyglądały jakby pochodziły z dwóch różnych światów.
Po tym meczu ciśnie nam się na klawiaturę tylko jedno słowo – demolka. Może nie widać jej po wyniku, ale obraz meczu był taki, że Raków robił, co chciał, a Pogoń nie robiła nic. Dla Portowców wygodnie byłoby pewnie stworzyć narrację pod tytułem „szybka czerwona kartka ustawiła mecz”, ale czy takie postawienie sprawy byłoby sprawiedliwe? Przecież Pogoń grała przez 25 minut w równowadze i wyglądała wyglądała wtedy identycznie. Czytaj: nie wyglądała.
Raków – Pogoń 2:0. Demolka, której nie pokazuje wynik
Kartka sprawiła jedynie, że dla szczecinian nie było już nadziei w tym meczu. Ali został dwa razy napomniany – najpierw za ostry faul, a później za przerwanie kontry. Przy tym drugim nie miał złej intencji, przypadkowo wbiegł w tor biegu Pieńki – sędzia wziął jednak pod uwagę skutek, a nie zamiar. Generalnie – nie ma raczej z czym dyskutować.
Raków wsadził w pierwszej połowie po stałym fragmencie (wrzutka Iviego, zgranie Repki, Brunes dołożył głowę), ale mógł mieć na koncie kilka innych trafień. Oddał dużo strzałów minimalnie niecelnych, tak jakby za punkt honoru obrał sobie wykonanie idealnego uderzenia, takiego, które wpada tuż przy słupku. I tak o włos chybili Repka czy Rocha, Ivi trafił w obramowanie. Tomczyk posłał do boju dużo siły ognia: wyszło dwóch napastników (Brunes i Rocha), a na wahadłach biegali ofensywni Pieńko i Ameyaw.
Pogoń nawet nie nawiązała walki. Jedyny strzał w pierwszych 45 minutach to uderzenie Mukairu z ostrego kąta. Skrzydłowy, który wcielił się w rolę Grosickiego, był dziś ogólnie jedynym przytomnym w ofensywie Pogoni. Greenwood to jakiś żart, nie partoli roboty tak spektakularnie jak Rajović, ale to podobna półka, jeśli chodzi o poziom wtopy transferowej. Pozo był niewidzialny. Agger zostanie zapamiętany głównie ze straty pod własną bramką. Na drugą połowę Thomasberg wpuścił Cuicia, ale to w żaden sposób nie odmieniło sytuacji. Pogoń zakończyła z zaledwie pięcioma strzałami, nawet w samej końcówce – gdy rezultat był już przesądzony – nie potrafiła zagrozić.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
A Raków sobie grał, bawił się. W jego ofensywie wszyscy dobrze wyglądali, no może poza Pieńką, który ma na swoim koncie wyjątkowo dużo złych wyborów. Niecelnie podawał, wrzucał do nikogo, a jak wyszedł z kontrą dwóch na jednego, to zakiwał się i stracił. Jeszcze lepszą okazję na podwyższenie prowadzenia miał Ameyaw, który również w sytuacji dwóch na jednego próbował podawać, co okazało się złą decyzją, bo Brunes nie doszedł do piłki. Gdyby połakomił się na gola, pewnie by mu sie udało, bo wystarczyło podciąć nad bramkarzem.
Ostatecznie Raków zdobył jeszcze tylko jednego gola, a konkretnie zrobił to Makuch, co jest jakimś wydarzeniem. To drugi gol napastnika w tym sezonie Ekstraklasy i siódmy ogółem w drużynie z Częstochowy (na 61 meczów). Daje to średnią 0,11 gola na mecz. Dla porównania Brunes ma średnią 0,49 bramki na spotkanie, a Ivi Lopez – 0,38.
Złośliwi powiedzieliby, że mecz Rakowa z Pogonią zakończył się jak zwykle. Ostatnie cztery spotkania tych ekip w Częstochowie (włącznie z dzisiejszym) to komplet punktów Medalików. Tak łatwego meczu jak dziś z Pogonią dawno nie mieli.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Kosztowne demolki. Stadion Widzewa (znowu) polem bitwy
- GieKSa jak… GieKSa. Jałowe ataki Radomiaka nic nie dały
- Motor – Górnik: kolejny dowód, jak słaby sportowo jest ten sezon
Fot. newspix.pl