Górnik zaliczył lekki blamaż na własnym stadionie. Bruk-Bet nie grał zupełnie nic, skonstruował jedną ciekawą akcję, ale na ekipę z Zabrza to wystarczyło. Zespół Gasparika mógł ugotować rywala na dziesięć różnych sposobów, a samemu został zjedzony, gdy tylko na chwilę się zagapił.
Choć starcia Górnika z Bruk-Betem nie niosły nigdy za sobą dużego ładunku emocjonalnego, to akurat dzisiejsze uderzyło w kilka sentymentalnych tonów. Do Zabrza wróciło bowiem wielu gości związanych z tamtejszym klubem. Marcin Brosz trenował Górnika przez pięć lat. Awansował z nim do Ekstraklasy, a w sezonie 17/18 skończył tuż za podium. Jesus Jimenez strzelił dla czternastokrotnego mistrza Polski czterdzieści trzy gole. Rafał Kurzawa, zaliczając szesnaście asyst w jednym sezonie, wypromował się do wyjazdu na mundial i do Ligue 1. Bartosz Kopacz był związany z Górnikiem kontraktem przez siedem lat. Krzysztof Kubica i Maciej Ambrosiewicz w zespole z Roosevelta debiutowali w Ekstraklasie.
Dziś oni wszyscy boleśnie wyjaśnili swój były klub.
Górnik – Bruk-Bet 0:1. Jedna składna akcja
Pierwsza połowa nie potoczyła się w standardowy sposób. Najwięcej powie o niej chyba wywiad Andrzeja Trubehy w przerwie, który stwierdził, że jego drużyna powie sobie w szatni kilka ostrych słów. To o tyle dziwne, że Bruk-Bet schodził na nią… z jednobramkowym prowadzeniem.
Ale czy kapitan Termaliki nie miał racji? Jego zespół grał fatalne zawody. Zupełnie przegrał środek pola. Ambrosiewicz kopał do przeciwników albo w przeciwników. Kubica dawał się ogrywać jak dziecko. Bez problemu okiwał go nawet Josema (stoper!), co skończyło się szybką żółtą kartką. Obaj bardziej niż swojej drużynie pomagali Górnikowi, zupełnie jakby nadal grali przy Roosevelta.
Górnik funkcjonował nieźle, ale był piekielnie nieskuteczny. W pierwszej połowie o trafienie spokojnie mogli pokusić się Ismaheel (niecelnie uderzył stojąc oko w oko z bramkarzem), Massimo (fajnie wyszedł na prostopadłą piłkę, lecz oddał przewidywalny strzał) i Josema (dostał idealną wrzutkę od Janży z rogu, ale przekopał piłkę do Sosnowca). Do tego należy doliczyć kilka mniejszych prób, przy których zawsze czegoś brakowało. W okolicach trzydziestej minuty pod bramką gości przechodziła prawdziwa nawałnica. Bruk-Bet mógł się cieszyć, że nic po niej nie wpadło. Duża w tym zasługa Miłosza Mleczki, którego wybieramy plusem meczu.
Liczyliśmy, że Górnika pociągnie Ismaheel, który miał stać się gwiazdą ligi i kolejnym zawodnikiem na sprzedaż. W tym sezonie losuje nam się jednak tylko najgorsza wersja skrzydłowego, co powinno zacząć martwić trenera Gasparika. Dotąd dobre mecze przeplatał słabymi, a skuteczne akcje nieskutecznymi i nawet jeśli tych drugich było więcej, to raz na jakiś czas się przebudzał, by przypomnieć wszystkim, że jeszcze da Górnikowi zarobić. Nigeryjczyk wciąż nie ma na swoim koncie żadnego konkretu. W swoim drugim sezonie w Zabrzu złapał stabilną formę, ale chyba nie o taką regularność chodzi.
Nie lepiej radzili sobie Massimo i Tsirigotis, których przerastały nawet proste zagrania. Obaj wyglądali tak marnie, że mecz na dziewiątce (ale raczej takiej umownej) kończył Lukas Podolski.
Bruk-Bet z kolei wyprowadził jedną, jedyną udaną akcję. Fassbender okiwał przy linii bocznej Olkowskiego, który aż do tego momentu grał prawdziwą profesurę. Janicki biernie asekurował, pozwolił na oddanie strzału – w takich okolicznościach niecieczanie otworzyli wynik. Zasłużenie? Zupełnie nie. Dość stwierdzić, że na przerwę schodzili z jedynie dwoma oddanymi strzałami.
Morgan Fassbender znowu trafia! ⚽ @BB_Termalica prowadzi w Zabrzu! 👀
📺 Mecz trwa w CANAL+ SPORT3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/54KRMEjFrA pic.twitter.com/FpxIPobMxe
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 8, 2025
Bezradny Górnik
Mocne słowa w przerwie podziałały, bo po zmianie stron oglądaliśmy znacznie bardziej zdyscyplinowany Bruk-Bet. Oczywiście, ekipa Brosza nie była zainteresowana ofensywą, ale tak po prawdzie – czy ktoś od niej oczekiwał szturmu po kolejne gole? Wiadomo było, że Termalica wychodzi na boisko, żeby mądrze się bronić, utrzymywać się przy piłce i… przetrwać.
To się udało.
Bruk-Bet przetrwał.
Górnik cały czas napierał, ale stworzył sobie znacznie mniej sytuacji. Najbliżej było po główce Ismaheela, która skończyła na słupku. To jedyna akcja, przy której goście mogli drżeć o wynik. Gospodarze nie stworzyli sobie na dobrą sprawę żadnej stuprocentowej okazji. Próbowali strzałami z dystansu (Hellebrand, Sow), wrzutkami, no, niewiele w ich grze się kleiło. Mieli piłkę przy nodze, nie potrafili przekuć tego w konkrety.
A Bruk-Bet biegał, pilnował pozycji, konstruował akcje, zagrał zdecydowanie lepiej niż w pierwszej odsłonie. I to wystarczyło. Na dziesięć meczów rozegranych dokładnie w ten sposób, pewnie zremisowałby dwa, a siedem przegrał. Akurat trafiło na ten jeden, który zakończył się zwycięstwem.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Trela: Ryzykowne pewniaki. Problem Rakowa z transferami wewnętrznymi
- Korona odrodzona. W Kielcach odbili się po derbach sprzed roku
- Argument pogodowy? Edward Iordanescu niepotrzebnie o tym wspomina
Fot. Newspix.pl