Najczęstsza forma pojawiania się w reprezentacji Polski w ostatnich latach to wejście z ławki w meczu towarzyskim. Debiut w podstawowym składzie w eliminacjach mistrzostw świata lub Europy następuje średnio w czwartym meczu w narodowych barwach. Jak wygląda droga od symbolicznego pojawienia się w kadrze do realnego odgrywania w niej ważnej roli?
Nawet jeśli mecz towarzyski z Mołdawią nie wywołuje powszechnej ekscytacji, a jeśli z czegoś zostanie zapamiętany, to pewnie głównie z pożegnania Kamila Grosickiego.
Natomiast cztery osoby, dla których mecz może się okazać niezapomnianym przeżyciem. To kadrowicze, którzy nie mieli jeszcze możliwości zadebiutować w reprezentacji Polski, a spotkanie towarzyskie ze słabym rywalem wydaje się świetną ku temu okazją. Mateusz Skrzypczak, Oskar Repka oraz bramkarze Mateusz Kochalski i Bartosz Mrozek mogą więc wyczekiwać z niecierpliwością tego, co wydarzy się wieczorem.
Dla ambitnego sportowca samo zaliczenie debiutu w reprezentacji w mało znaczącym sparingu, choć niewątpliwie będące ważnym punktem w karierze, nie może oznaczać spełnienia. Ostateczny cel każdego powołania to przygotowanie dla kadry narodowej piłkarza, który będzie jej w stanie pomóc w meczu o punkty. Eliminacyjnym lub turniejowym. Najlepiej jako gracz podstawowego składu. Mecz towarzyski, czyli coraz rzadsze zjawisko w reprezentacyjnym futbolu, to dobry pretekst, by przeanalizować, jak wygląda dziś droga od debiutanta, który przyjeżdża na zgrupowanie, by poczuć atmosferę kadry i potrenować z najlepszymi polskimi piłkarzami, do podstawowego gracza reprezentacji w meczach o stawkę.
ŚCIEŻKA WSPÓŁCZESNEGO REPREZENTANTA
Porównywanie do piłkarskiej prehistorii nie ma żadnego sensu. Zbyt mocno zmienił się krajobraz międzypaństwowej piłki. Nie ma już, popularnych choćby w początkach XXI wieku, wyjazdów na zimowe zgrupowania poza terminami FIFA, które stanowiły idealną platformę do eksperymentów. Nie ma egzotycznych turniejów, na które kadrze zdarzało się jeździć w latach 90. Jest znacznie mniej meczów towarzyskich niż jeszcze w połowie poprzedniej dekady. Jest za to Liga Narodów, którą wciąż nie do końca wiadomo, jak liczyć. Z jednej strony to rozgrywki, które trudno traktować jako towarzyskie, bo decydują o rozstawieniach, czyli znacząco wpływają na szanse wyjazdów na turnieje. Z drugiej, nadal nie są traktowane przez selekcjonerów z równą powagą, jak mecze eliminacyjne czy turniejowe. W jakimś zakresie jest to więc dla nich pole do eksperymentów.
Dlatego warto skupić się na przykładach współczesnych, piłkarzach powołanych na obecne zgrupowanie oraz grających u Michała Probierza w 2024 roku. Powstaje z tego grona ścieżka 37 współczesnych reprezentantów, na podstawie której Repka, Skrzypczak, Kochalski i Mrozek oraz przyszli potencjalni debiutanci, mogą przygotować się na to, co ich czeka. Rzuceniem na najgłębszą wodę byłoby debiutowanie w reprezentacji w pierwszym składzie w meczu eliminacyjnym lub wręcz turniejowym. Najbardziej stopniowym oswajaniem się z kadrą jest natomiast wchodzenie do niej z ławki w meczu towarzyskim. Liga Narodów jest tu formą pośrednią.
ODWAGA SOUSY
Zdecydowana większość współczesnych reprezentantów Polski dostaje się do niej z ławki. Tylko mniej niż 40% analizowanych zawodników miało możliwość odśpiewania „Mazurka Dąbrowskiego” na murawie przed pierwszym meczem w kadrze narodowej. Do graczy, którzy debiut zaliczali do 1. minuty, należą m.in. Jakub Kiwior, Krzysztof Piątek, czy Przemysław Frankowski. Pierwszą styczność w kadrze jako rezerwowi zaliczali z kolei choćby Robert Lewandowski, Kamil Grosicki czy Piotr Zieliński. Nie ma zaskoczenia w tym, że większość wchodziła do kadry jednak w meczach towarzyskich. Dotyczy to 16 z 37 graczy. Mniej więcej podobnie wypadają z kolei proporcje między debiutami w Lidze Narodów i eliminacjami mistrzostw świata czy Europy. Z tym że w meczach kwalifikacyjnych znacznie częściej były to debiuty z ławki. W Lidze Narodów zdarzały się natomiast przypadki takie jak Maxiego Oyedele z Portugalią, czy Mateusza Bogusza z Chorwacją, którzy wychodzili w podstawowym składzie z silnymi przeciwnikami.
Debiuty w pierwszym składzie w eliminacjach to ekstremalna rzadkość, co nie znaczy, że nigdy do nich nie dochodzi. Z ostatnich selekcjonerów po taką formę sięgał najchętniej Paulo Sousa, który w ten sposób wpuścił do kadry trzech piłkarzy. Inna sprawa, że nie wystawiał ich na mecze z potentatami. Jakub Kamiński przeciwko San Marino grał przez pełne 90 minut, Kamil Piątkowski debiutował w kwalifikacjach przeciwko Andorze. Adam Buksa grał już jednak z rywalem z trochę wyższej półki, bo wszedł do kadry meczem eliminacyjnym z Albanią, w którym strzelił nawet gola.
Szybko zaufanie Portugalczyka zdobyli też Matty Cash – występ od 1. minuty w meczu eliminacyjnym podczas drugiego podejścia do kadry oraz Karol Świderski, który zagrał w pierwszym składzie na Wembley przeciwko Anglii ledwie trzy dni po debiucie w reprezentacji przeciwko Andorze. Pozostali selekcjonerzy, którym zdarzało się wybrać kogoś do jedenastki w drugim meczu od debiutu, to Michał Probierz z Jakubem Piotrowskim oraz Jerzy Brzęczek z Sebastianem Szymańskim. Typowa ścieżka wygląda jednak inaczej. Średnio reprezentanci Polski pierwszy raz grają w podstawowym składzie w meczach eliminacyjnych po rozegraniu czterech spotkań w kadrze.
BUDOWANIE ZAUFANIA
Najdłuższą drogę z obecnych kadrowiczów musiał przejść Łukasz Skorupski, który dopiero w jedenastym występie w narodowych barwach dostał szansę od pierwszej minuty w meczu o punkty. To jednak związane ze specyfiką pozycji bramkarza oraz z silną polską obsadą na tej pozycji. Stosunkowo długo na grę w pierwszym składzie w meczu o dużą stawkę czekali też Nicola Zalewski i Bartosz Kapustka, którym zajęło to po osiem spotkań. I to pomimo faktu, że Kapustka w debiucie przeciwko Gibraltarowi w eliminacjach trafił do siatki po wejściu z ławki. Później Adam Nawałka nie skorzystał z niego jednak w trudniejszych starciach w walce o Euro ze Szkocją i z Irlandią. A następnie sześcioma meczami towarzyskimi sprawdzał jego gotowość do wyjścia w pierwszym składzie w ważnym spotkaniu. Doszło do tego na rozpoczęcie Euro 2016 przeciwko Irlandii Północnej. Dość podobną ścieżkę przeszedł Lewandowski, który trafił do siatki w debiucie z San Marino w eliminacjach mundialu, ale dopiero w szóstym spotkaniu w kadrze zagrał od pierwszej minuty w meczu o punkty.
Przy okazji warto zaznaczyć, że wciąż jest grono współczesnych piłkarzy, którzy debiut w reprezentacji już zaliczyli, ale na pełny dowód zaufania, czyli występ od pierwszej minuty w meczu eliminacyjnym, jeszcze w oczach selekcjonera nie zasłużyli. Czekają na to Marcin Bułka, Sebastian Walukiewicz, Maxi Oyedele, Mateusz Wieteska, a z wcześniej powoływanych także Bartłomiej Drągowski, Antoni Kozubal, Jakub Kałuziński, Michael Ameyaw, czy Dominik Marczuk. Dla części z nich, tej, która jest na aktualnym zgrupowaniu, mecz z Mołdawią też może więc mieć znaczenie. Nie tak symboliczne, jak dla debiutantów, ale fundamentalne w drodze do zdobywania doświadczenia i zaufania. Być może ktoś z nich zapracuje tym samym na grę od pierwszej minuty we wtorek przeciwko Finlandii. Bo przecież to właśnie jest ostatecznym celem wszystkich powołań: nie dopisanie do nazwiska „1A”, lecz wyselekcjonowanie zawodników, na których można liczyć, gdy naprawdę ma to znaczenie.
WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
- Zieliński nie zagra z Mołdawią
- Dawidowicz: Na miejscu Lewego udawałbym kontuzję!
- Grosicki: Nawet zmęczony, zrobiłbym wszystko, żeby przyjechać na kadrę [WIDEO]
Fot. Newspix