Ścieżka nowicjuszy. Jak wygląda droga od debiutu do faktycznej gry w reprezentacji?

Michał Trela

06 czerwca 2025, 13:43 • 6 min czytania 2

Reklama
Ścieżka nowicjuszy. Jak wygląda droga od debiutu do faktycznej gry w reprezentacji?

Najczęstsza forma pojawiania się w reprezentacji Polski w ostatnich latach to wejście z ławki w meczu towarzyskim. Debiut w podstawowym składzie w eliminacjach mistrzostw świata lub Europy następuje średnio w czwartym meczu w narodowych barwach. Jak wygląda droga od symbolicznego pojawienia się w kadrze do realnego odgrywania w niej ważnej roli?

Reklama

Nawet jeśli mecz towarzyski z Mołdawią nie wywołuje powszechnej ekscytacji, a jeśli z czegoś zostanie zapamiętany, to pewnie głównie z pożegnania Kamila Grosickiego.

Natomiast cztery osoby, dla których mecz może się okazać niezapomnianym przeżyciem. To kadrowicze, którzy nie mieli jeszcze możliwości zadebiutować w reprezentacji Polski, a spotkanie towarzyskie ze słabym rywalem wydaje się świetną ku temu okazją. Mateusz Skrzypczak, Oskar Repka oraz bramkarze Mateusz Kochalski i Bartosz Mrozek mogą więc wyczekiwać z niecierpliwością tego, co wydarzy się wieczorem.

Dla ambitnego sportowca samo zaliczenie debiutu w reprezentacji w mało znaczącym sparingu, choć niewątpliwie będące ważnym punktem w karierze, nie może oznaczać spełnienia. Ostateczny cel każdego powołania to przygotowanie dla kadry narodowej piłkarza, który będzie jej w stanie pomóc w meczu o punkty. Eliminacyjnym lub turniejowym. Najlepiej jako gracz podstawowego składu. Mecz towarzyski, czyli coraz rzadsze zjawisko w reprezentacyjnym futbolu, to dobry pretekst, by przeanalizować, jak wygląda dziś droga od debiutanta, który przyjeżdża na zgrupowanie, by poczuć atmosferę kadry i potrenować z najlepszymi polskimi piłkarzami, do podstawowego gracza reprezentacji w meczach o stawkę.

ŚCIEŻKA WSPÓŁCZESNEGO REPREZENTANTA

Porównywanie do piłkarskiej prehistorii nie ma żadnego sensu. Zbyt mocno zmienił się krajobraz międzypaństwowej piłki. Nie ma już, popularnych choćby w początkach XXI wieku, wyjazdów na zimowe zgrupowania poza terminami FIFA, które stanowiły idealną platformę do eksperymentów. Nie ma egzotycznych turniejów, na które kadrze zdarzało się jeździć w latach 90. Jest znacznie mniej meczów towarzyskich niż jeszcze w połowie poprzedniej dekady. Jest za to Liga Narodów, którą wciąż nie do końca wiadomo, jak liczyć. Z jednej strony to rozgrywki, które trudno traktować jako towarzyskie, bo decydują o rozstawieniach, czyli znacząco wpływają na szanse wyjazdów na turnieje. Z drugiej, nadal nie są traktowane przez selekcjonerów z równą powagą, jak mecze eliminacyjne czy turniejowe. W jakimś zakresie jest to więc dla nich pole do eksperymentów.

Reklama

Dlatego warto skupić się na przykładach współczesnych, piłkarzach powołanych na obecne zgrupowanie oraz grających u Michała Probierza w 2024 roku. Powstaje z tego grona ścieżka 37 współczesnych reprezentantów, na podstawie której Repka, Skrzypczak, Kochalski i Mrozek oraz przyszli potencjalni debiutanci, mogą przygotować się na to, co ich czeka. Rzuceniem na najgłębszą wodę byłoby debiutowanie w reprezentacji w pierwszym składzie w meczu eliminacyjnym lub wręcz turniejowym. Najbardziej stopniowym oswajaniem się z kadrą jest natomiast wchodzenie do niej z ławki w meczu towarzyskim. Liga Narodów jest tu formą pośrednią.

ODWAGA SOUSY

Zdecydowana większość współczesnych reprezentantów Polski dostaje się do niej z ławki. Tylko mniej niż 40% analizowanych zawodników miało możliwość odśpiewania „Mazurka Dąbrowskiego” na murawie przed pierwszym meczem w kadrze narodowej. Do graczy, którzy debiut zaliczali do 1. minuty, należą m.in. Jakub Kiwior, Krzysztof Piątek, czy Przemysław Frankowski. Pierwszą styczność w kadrze jako rezerwowi zaliczali z kolei choćby Robert Lewandowski, Kamil Grosicki czy Piotr Zieliński. Nie ma zaskoczenia w tym, że większość wchodziła do kadry jednak w meczach towarzyskich. Dotyczy to 16 z 37 graczy. Mniej więcej podobnie wypadają z kolei proporcje między debiutami w Lidze Narodów i eliminacjami mistrzostw świata czy Europy. Z tym że w meczach kwalifikacyjnych znacznie częściej były to debiuty z ławki. W Lidze Narodów zdarzały się natomiast przypadki takie jak Maxiego Oyedele z Portugalią, czy Mateusza Bogusza z Chorwacją, którzy wychodzili w podstawowym składzie z silnymi przeciwnikami.

Debiuty w pierwszym składzie w eliminacjach to ekstremalna rzadkość, co nie znaczy, że nigdy do nich nie dochodzi. Z ostatnich selekcjonerów po taką formę sięgał najchętniej Paulo Sousa, który w ten sposób wpuścił do kadry trzech piłkarzy. Inna sprawa, że nie wystawiał ich na mecze z potentatami. Jakub Kamiński przeciwko San Marino grał przez pełne 90 minut, Kamil Piątkowski debiutował w kwalifikacjach przeciwko Andorze. Adam Buksa grał już jednak z rywalem z trochę wyższej półki, bo wszedł do kadry meczem eliminacyjnym z Albanią, w którym strzelił nawet gola.

Szybko zaufanie Portugalczyka zdobyli też Matty Cash – występ od 1. minuty w meczu eliminacyjnym podczas drugiego podejścia do kadry oraz Karol Świderski, który zagrał w pierwszym składzie na Wembley przeciwko Anglii ledwie trzy dni po debiucie w reprezentacji przeciwko Andorze. Pozostali selekcjonerzy, którym zdarzało się wybrać kogoś do jedenastki w drugim meczu od debiutu, to Michał Probierz z Jakubem Piotrowskim oraz Jerzy Brzęczek z Sebastianem Szymańskim. Typowa ścieżka wygląda jednak inaczej. Średnio reprezentanci Polski pierwszy raz grają w podstawowym składzie w meczach eliminacyjnych po rozegraniu czterech spotkań w kadrze.

Reklama

BUDOWANIE ZAUFANIA

Najdłuższą drogę z obecnych kadrowiczów musiał przejść Łukasz Skorupski, który dopiero w jedenastym występie w narodowych barwach dostał szansę od pierwszej minuty w meczu o punkty. To jednak związane ze specyfiką pozycji bramkarza oraz z silną polską obsadą na tej pozycji. Stosunkowo długo na grę w pierwszym składzie w meczu o dużą stawkę czekali też Nicola Zalewski i Bartosz Kapustka, którym zajęło to po osiem spotkań. I to pomimo faktu, że Kapustka w debiucie przeciwko Gibraltarowi w eliminacjach trafił do siatki po wejściu z ławki. Później Adam Nawałka nie skorzystał z niego jednak w trudniejszych starciach w walce o Euro ze Szkocją i z Irlandią. A następnie sześcioma meczami towarzyskimi sprawdzał jego gotowość do wyjścia w pierwszym składzie w ważnym spotkaniu. Doszło do tego na rozpoczęcie Euro 2016 przeciwko Irlandii Północnej. Dość podobną ścieżkę przeszedł Lewandowski, który trafił do siatki w debiucie z San Marino w eliminacjach mundialu, ale dopiero w szóstym spotkaniu w kadrze zagrał od pierwszej minuty w meczu o punkty.

Przy okazji warto zaznaczyć, że wciąż jest grono współczesnych piłkarzy, którzy debiut w reprezentacji już zaliczyli, ale na pełny dowód zaufania, czyli występ od pierwszej minuty w meczu eliminacyjnym, jeszcze w oczach selekcjonera nie zasłużyli. Czekają na to Marcin Bułka, Sebastian Walukiewicz, Maxi Oyedele, Mateusz Wieteska, a z wcześniej powoływanych także Bartłomiej Drągowski, Antoni Kozubal, Jakub Kałuziński, Michael Ameyaw, czy Dominik Marczuk. Dla części z nich, tej, która jest na aktualnym zgrupowaniu, mecz z Mołdawią też może więc mieć znaczenie. Nie tak symboliczne, jak dla debiutantów, ale fundamentalne w drodze do zdobywania doświadczenia i zaufania. Być może ktoś z nich zapracuje tym samym na grę od pierwszej minuty we wtorek przeciwko Finlandii. Bo przecież to właśnie jest ostatecznym celem wszystkich powołań: nie dopisanie do nazwiska „1A”, lecz wyselekcjonowanie zawodników, na których można liczyć, gdy naprawdę ma to znaczenie.

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

2 komentarze
Michał Trela

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama