Wyrachowany ŁKS i wyCOLLEYona Wisła

Paweł Ożóg

05 maja 2023, 23:52 • 4 min czytania

Reklama
Wyrachowany ŁKS i wyCOLLEYona Wisła

Wisła Kraków walczy o bezpośredni awans do Ekstraklasy i uniknięcie baraży, które znacznie wydłużyłyby — mogą też zamknąć — drogę do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sęk w tym, że Radosław Sobolewski w meczu z ŁKS-em wystawił zawodnika, który sabotował jego zespół. I robił to tak skutecznie, że wybił swoich kolegów z rytmu i w konsekwencji Wisła przegrała bardzo ważny mecz.

Reklama

Hit kolejki był naprawdę ciekawym widowiskiem, które nie odstawało poziomem od tego, co możemy zobaczyć na boiskach Ekstraklasy. Ba, do pewnego momentu mieliśmy prawo powiedzieć, że jakość piłkarska i chęć gry do przodu jest w stanie zadowolić nawet wybrednego widza.

Sabotażysta Colley

Wisła w pierwszej połowie wyglądała pod wieloma względami bardzo dobrze i raz po raz straszyła lidera rozgrywek. Natomiast miała w swoim zespole Josepha Colleya, który chyba uznał, że będzie dwunastym piłkarzem gospodarzy. To po jego błędach ŁKS zdobył dziś dwie bramki i miał ułatwione zadanie zgarnięcia kompletu punktów.

Pierwszy błąd Colleya przypomniał nam słynną wywrotkę Jerome’a Boatenga w Lidze Mistrzów, gdy ten został wkręcony w ziemię przez Leo Messiego. Problem polega na tym, że w Łodzi genialnego Argentyńczyka nie było, był natomiast Janczukowicz, ale na tak dysponowanego Szweda wystarczył. Potem jeszcze pomocnik ŁKS-u ładnie położył Łasickiego i wpakował piłki do sieci.

Druga poważna pomyłka Colleya miała miejsce przy wyniku 2-1 dla Wisły. Wówczas Szwed na skraju pola karnego nadepnął Michała Mokrzyckiego. Sędzia Stefański nie popełnił błędu i odgwizdał jedenastkę, którą wykorzystał Pirulo. Od tego momentu mecz przybrał korzystny kształt dla gospodarzy.

Reklama

Wisła siadła, ŁKS odżył.

Błędy Colleya wybiły gości z rytmu. Gdyby nie one goście schodziliby do szatni z dwubramkową przewagą. A tak mieli po 45 minutach tylko remis. Ok, nie brakowało im szczęścia przy zdobyciu pierwszego gola, gdy Bobek wypuścił piłkę po wpakowaniu się w Dąbrowskiego i potem Rodado pozostało zapakowanie do pustej. Ale to goście wówczas przeważali i jeszcze wtedy byli zespołem lepszym. Drugi gol Wisły był doskonałym przykładem jakości Luisa Fernandeza. Hiszpan potańczył sobie w narożniku pola karnego, obok niego stało kilku piłkarzy gospodarzy, a on bezczelnie pomiędzy gąszczem nóg posłał strzał, którym zaskoczył Bobka.

Wyrachowany ŁKS

Ponarzekaliśmy na Colleya, który narozrabiał, ale nie chcemy ŁKS-owi odbierać zasług. Łódzki klub w decydującym momencie pokazał, dlaczego znajduje się na szczycie ligowej tabeli. Pierwsza część nie była oczywiście najlepsza w jego wykonaniu, ale w drugiej gospodarze zagrali niezwykle dojrzale. Sprawili, że Wisła nie wiedziała, gdzie się podziać, waliła głową w mur i nie oddała już choćby jednego strzału celnego.

Reklama

Świetny mecz zaliczył zwłaszcza Mokrzycki, który zasuwał za dwóch i napsuł mnóstwo krwi przeciwnikom. Przecież to on naciągnął Colleya na faul w polu karnym i w kluczowym momencie zaliczył asystę przy golu, który dał jego drużynie zwycięstwo. Swoją drogą akcja na 3-2 była fantastyczna. Krótko rozegrali rzut rożny, do piłki dopadł Trąbka, zagrał na wolne pole do Mokrzyckiego, a ten wzdłuż linii do niekrytego Szeligi, który z niewielkiej odległości sfinalizował akcję.

ŁKS mógł jeszcze strzelić na 4-2, ale Szelidze zabrakło zimnej krwi. Jednak nie ma to już teraz większego znaczenia. ŁKS powiększył przewagę nad – trzecią w tym momencie – Wisłą do ośmiu „oczek” i na cztery kolejki przed końcem ma już na wyciągnięcie ręki bezpośredni awans.

A „Biała Gwiazda” bardzo komplikuje sobie sprawę. Droga powrotna do Krakowa z pewnością nie będzie dla niej należała do przyjemnych i powinna zostać wykorzystana jako czas na wyciąganie wniosków. Spotkania wyjazdowe z mocnymi zespołami powoli stają się zmorą drużyny Radosława Sobolewskiego. Dla Wisły była to już trzecia porażka z rzędu na obcym stadionie. Najpierw Puszcza, potem Ruch i teraz ŁKS. W końcowym rozrachunku te spotkania mogą wpakować ją w baraże. A już teraz pokazują, że Wisła ma problemy w meczach z drużynami, które biją się o Ekstraklasę, co zwiastuje kłopoty.

ŁKS Łódź – Wisła Kraków 3:2 (2:2)

P.  Janczukowicz 11′, Pirulo (k.) 40′, B. Szeliga 52′ – A. Rodado 25′, L. Fernandez 35′

Reklama

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

Fot. Newspix.pl

Paweł Ożóg

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama