Reklama

Powroty, rekordy, niespodzianki. Za nami 6. Memoriał Ireny Szewińskiej 

Błażej Gołębiewski

Autor:Błażej Gołębiewski

21 czerwca 2024, 09:41 • 7 min czytania 1 komentarz

Sporo emocji zapewnił kibicom 6. Memoriał Ireny Szewińskiej. W Bydgoszczy pojawiły się największe gwiazdy polskiej lekkoatletyki, w tym Wojciech Nowicki, Paweł Fajdek, Piotr Lisek czy Natalia Kaczmarek. I to właśnie dla świeżo upieczonej mistrzyni Europy w biegu na 400 metrów występ w grodzie nad Brdą miał wymiar symboliczny – są to bowiem zawody upamiętniające legendę bieżni, której niemal 48-letni rekord kraju został pobity przez złotą medalistkę z Rzymu. Jak poradziła sobie na niebieskim tartanie stadionu imienia Zdzisława Krzyszkowiaka? 

Powroty, rekordy, niespodzianki. Za nami 6. Memoriał Ireny Szewińskiej 

Wyczekiwany powrót Adrianny Sułek-Schubert 

Bydgoski mityng był dla wielu startujących próbą wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej. Takiego celu nie musiała stawiać przed sobą powracająca dopiero po macierzyńskiej przerwie Adrianna Sułek-Schubert, która ma już minimum zapewniające jej start w Paryżu. Polska wieloboistka, wicemistrzyni Europy w siedmioboju z 2022 roku, obecnie stara się jednak przede wszystkim odzyskać formę i w pełni wdrożyć się do regularnych, intensywnych treningów. Sama zresztą mówiła o tym na konferencji poprzedzającej 6. Memoriał Ireny Szewińskiej: – Życzę wszystkim moim koleżankom jak najlepszych wyników, rekordów świata, Europy czy stadionu. Jeśli chodzi o mnie, to będę w swojej lidze, wierzę, że to będzie poziom, który sobie wymarzyłam i który zaplanowaliśmy z trenerem na ten czas – powiedziała zawodniczka Brdy Bydgoszcz. 

Ostatecznie wystartowała w dwóch konkurencjach, a pierwszą z nich był skok wzwyż. Sułek-Schubert osiągnęła rezultat 1,79 m, który pozwolił jej zdobyć drugie miejsce (startowały trzy zawodniczki). W biegu na 100 metrów przez płotki była natomiast siódma z czasem 13.83 s, który – zważywszy na okoliczności – jest wynikiem napawającym optymizmem. Wieloboistkę będzie można podziwiać również na kolejnym turnieju organizowanym w Bydgoszczy już za niecały tydzień, czyli 100. edycji lekkoatletycznych PZLA Mistrzostw Polski. Startują one 27.06, a wcześniej, bo już 22.06, Sułek-Schubert zgłoszona jest do udziału w siedmioboju na mityngu w Warszawie.

Reklama

Ze swojego występu w grodzie nad Brdą była zadowolona, zaznaczając jednocześnie, że stać ją na znacznie więcej. Czy jednak na tyle, by powrócić do formy zapewniającej sukces na imprezie mistrzowskiej? To już trudne pytanie, a na odpowiedź trzeba poczekać. 

Na co natomiast nie trzeba już czekać, to na kwalifikację olimpijską Klaudii Kazimierskiej. W biegu na 1500 metrów zajęła ona piąte miejsce, niespodziewanie bijąc swój rekord życiowy o… ponad 4 sekundy. Osiągnęła czas 4:01.89, co daje jej możliwość wystartowania na igrzyskach w Paryżu. 

Bitwa najlepszych, czyli Fajdek kontra Nowicki 

Świetną rywalizację kibice mogli oglądać w rzucie młotem. O pierwsze miejsce walczyli ze sobą Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki. Dla pierwszego z nich pokonanie obecnego mistrza Europy w ostatnim okresie nie było łatwym zadaniem. Próbą zmierzoną oficjalnie na 79,43 zapewnił sobie jednak wreszcie zwycięstwo, którego nie był w stanie zasmakować przez ostatnich… 13 miesięcy. Nowicki, który zdobył srebro w Rzymie, rzucił 77,91, a ze startu był zadowolony, choć widzi pole do poprawy.

Dla mnie to był dobry trening, wróciliśmy już do pełnych przygotowań po mistrzostwach Europy. Zauważyłem, że szybkość nieco spadła, nie ma tej dynamiki, nie ma tego luzu, ale priorytetem są mimo wszystko igrzyska. Pomimo gorszego samopoczucia, braku odpowiedniego czucia sprzętu, udało się powalczyć o dobry rezultat. Przeanalizujemy dokładnie każdy element z trenerką, pracujemy dalej. Formę buduję na Paryż, a wszystkie występy przed turniejem olimpijskim traktuję jako przetarcie – powiedział po zawodach w Bydgoszczy złoty medalista z Tokio. 

Reklama

Zadowolony ze swojego występu na 6. Memoriale Ireny Szewińskiej Paweł Fajdek przyznał natomiast, że celuje w rzuty na poziomie 80 metrów i o takie rezultaty będzie walczył na igrzyskach. 

Rekord za rekordem 

Bydgoski mityng stał na bardzo wysokim poziomie, czego dowodem są świetne wyniki osiągane przez zawodniczki i zawodników. Niemal co chwilę padały nowe rekordy – i mowa nie tylko o „życiówkach”. Doskonale zaprezentował się w pchnięciu kulą Leonardo Fabbri, mistrz Europy z Rzymu. Włoch w swojej najlepszej próbie osiągnął aż 22.38 m, czym zapisał się w historii zawodów. Ustanowił bowiem ich nowy rekord w tej konkurencji, a przy tym podtrzymał rewelacyjną dyspozycję w tym sezonie. Podobny wyczyn po 6. Memoriale Ireny Szewińskiej mają na koncie również biegacze: Freweyni Hailu na dystansie 1500 metrów z wynikiem 3:58.59, a także Andreas Kramer na 800 metrów, który osiągnął czas 1:44.08. Za Szwedem znaleźli się dwaj nasi reprezentanci. I choć obaj wykręcili nowe rekordy życiowe, to finalnie Bartosz Kitliński był szósty, a Filip Ostrowski zajął ósme miejsce.

Stadion w Bydgoszczy

Bydgoski stadion podczas 6. Memoriału Ireny Szewińskiej. Fot. Materiał własny

Świetną rywalizację kibice na stadionie imienia Zdzisława Krzyszkowiaka obejrzeli ponadto w skoku o tyczce. Ostatecznie w konkurencji wystąpiło dwóch Polaków: Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek. Pierwszy z nich zbliża się już do końca kariery, z kolei drugi szlifuje formę przed nadchodzącymi igrzyskami w Paryżu, gdzie będzie chciał powalczyć o medal olimpijski. Wojciechowski najwyżej skoczył na wysokość 5,45 m, co dało mu siódme miejsce, z kolei Lisek był trzeci z rezultatem 5,75 m. Wygrał Filipińczyk Ernest Obiena (5,97), a tuż za nim uplasował się Emanuil Karalis z bardzo dobrym wynikiem 5,92. Dla Greka był to zresztą zarówno rekord kraju, jak i „życiówka”. 

Stadion w Bydgoszczy okazał się idealnym miejscem do uzyskiwania przez startujących najlepszych wyników w karierze. Taki sukces udało się osiągnąć również Jakubowi Szymańskiemu, który 110 metrów przez płotki pokonał w czasie 13.44 s. Startujący w tym samym biegu Damian Czykier był gorszy o włos. Jego rezultat to bowiem 13.45 s, przez co zawodnik KS Podlasia Białystok może odczuwać niedosyt. 

ZERO RYZYKA do 50zł – zwrot 100% w gotówce w Fuksiarz.pl

Takie same, lub nawet gorsze wrażenia, będą mieli po konkursie w 6. Memoriale Ireny Szewińskiej dwaj polscy kulomioci: Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Obaj do konkursu przystępowali w odmiennych nastrojach, bowiem pierwszy nadal walczy o kwalifikację olimpijską, a drugi dość niespodziewanie przywiózł z ostatnich mistrzostw Europy brązowy medal. Zajęli kolejno szóste (20.12 m) i siódme (19.97 m) miejsca, zamykając stawkę w konkursie pchnięcia kulą. Mimo tego Bukowiecki wierzy, że na nadchodzących MP uda mu się wywalczyć minimum potrzebne do udziału na igrzyskach w Paryżu, co przyznał po zawodach, podkreślając też brak problemów zdrowotnych. A tych ostatnio u srebrnego medalisty mistrzostw Europy w 2018 roku nie brakowało – szczególnie dawały mu się we znaki problemy z kolanem. 

Kaczmarek w pogoni za rekordami Szewińskiej 

Na stadionie w Bydgoszczy nie zabrakło też największej gwiazdy, czyli Natalii Kaczmarek. Mistrzyni Europy z Rzymu w obecnym sezonie jest klasą dla siebie, biegając w sposób nieosiągalny dla rywalek. Potwierdziła to również na 6. Memoriale Ireny Szewińskiej, której zresztą rekord Polski pobiła we Włoszech, pokonując 400 metrów w fantastycznym czasie 48.98 s. Przed imprezą w grodzie nad Brdą najlepsza obecnie polska biegaczka wskazywała na zmęczenie po tym osiągnięciu.  

Czy pobiję rekord stadionu? Bardzo trudne pytanie, bo zdecydowanie odczuwam jeszcze rywalizację w mistrzostwach Europy i na pewno potrzebuję trochę więcej czasu, żeby się odpowiednio zregenerować. Mam jednak nadzieję, że uda się osiągnąć dobry rezultat i z pewnością dam z siebie wszystko – zapowiadała Kaczmarek jeszcze przed 6. Memoriałem Ireny Szewińskiej.

Polska sztafeta 4x400

Polska sztafeta 4×400 metrów kobiet na ME w Rzymie. Fot. Newspix

I słowa dotrzymała, choć łatwo nie było. Główną rywalką w biegu na 400 metrów była Salwa Eid Naser, z którą Natalia, jak sama przyznała już po zawodach, nie lubi zbytnio rywalizować przede wszystkim ze względu na jej nieprzewidywalność. Reprezentantka Bahrajnu wzbudza poza tym kontrowersje po zawieszeniu w wyniku afery związanej z łamaniem przepisów antydopingowych. Na będącą obecnie w wybitnej formie Kaczmarek nie miała jednak żadnych argumentów. Polka znowu pobiegła poniżej 50 s, a konkretnie notując czas 49.86 i tym samym poprawiając rekord bydgoskiej bieżni ustanowiony przez… Irenę Szewińską.

Dla Natalii Kaczmarek to doskonały prognostyk przed nadchodzącymi igrzyskami olimpijskimi. Podtrzymanie mistrzowskiej dyspozycji wydaje się formalnością, podobnie jak zdobycie medalu w Paryżu. O taki sukces może być nieco trudniej w przypadku sztafety 4×400 metrów. Startujące w niej obecnie lub we wcześniejszych latach zawodniczki również były obecne na bydgoskim tartanie. Justyna Święty-Ersetic zajęła w biegu czwarte miejsce z czasem 51.62 s, Kinga Gacka była szósta, ale jej wynik – 52.03 s – okazał się jednocześnie rekordem życiowym. Najgorzej poszło natomiast Idze Baumgart-Witan, która na mecie zameldowała się ostatnia, z niezbyt dobrym rezultatem 53.02 s. 

BŁAŻEJ GOŁĘBIEWSKI 

Fot. Newspix

Czytaj o lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Rzymie:

Uwielbia boks, choć ostatni raz na poważnie bił się w podstawówce (i wygrał!). Pisanie o inseminacji krów i maszynach CNC zamienił na dziennikarstwo, co było jego marzeniem od czasów studenckich. Kiedyś notorycznie wyżywał się na gokartach, ale w samochodzie przestrzega przepisów, będąc nudziarzem za kierownicą. Zachował jednak miłość do sportów motorowych, a największą słabość ma do ich królowej – Formuły 1. Kocha też Real Madryt, mimo że pierwszą koszulką piłkarską, którą przywdział w życiu, był trykot Borussii Dortmund z Matthiasem Sammerem na plecach.

Rozwiń

Najnowsze

Lekkoatletyka

Ekstraklasa

Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Szymon Janczyk
10
Zbyt nieśmiali, żeby świętować. GKS Katowice wita Ekstraklasę porażką

Komentarze

1 komentarz

Loading...