Reklama

Czy zmiany trenerów miały sens? Ranking i ocena roszad na pierwszoligowych ławkach

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

15 kwietnia 2024, 15:21 • 9 min czytania 16 komentarzy

Trzynaście zmian na stanowiskach trenerskich na zapleczu Ekstraklasy to wynik, który stawia pod znakiem zapytania rekordowy w ostatnim czasie sezon pod tym względem. Tylko czy rotacje na ławce przyniosły pożądane efekty? Warto się nad tym zastanowić w momencie, gdy Wisła Kraków z nowym opiekunem nie wygrała trzech kolejnych meczów z rzędu i punktuje gorzej niż jesienią, bo jednocześnie mówimy też o cierpliwości w Polonii Warszawa, która wygrywając ważne spotkanie wygrzebała się ze strefy spadkowej.

Czy zmiany trenerów miały sens? Ranking i ocena roszad na pierwszoligowych ławkach

51,2% – tyle wynosiły szanse Polonii Warszawa na spadek do drugiej ligi według wyliczeń Piotra Klimka z trzeciego kwietnia. Dwa tygodnie później Czarne Koszule mają już tylko siedem procent szans na degradację, a los drużyn ze strefy spadkowej jest już w zasadzie przyklepany. Do spotkań z Resovią i Podbeskidziem Bielsko-Biała stołeczny klub przystąpił w specyficznej sytuacji. Drużyna Rafała Smalca nie wygrała trzynastu kolejnych ligowych meczów, w międzyczasie odpadając także z Pucharu Polski.

Passa trwająca od końcówki października w wielu przypadkach byłaby wystarczającym argumentem za strąceniem trenera ze stołka. W tym czasie Polonia mierzyła się nie tylko z ligowymi potentatami, przeszkodą był dla niej beniaminek, Znicz Pruszków, czy walczący o utrzymanie Chrobry Głogów. Wspominając o specyficznej sytuacji, myślałem jednak o tym, że w Warszawie mieli świadomość, że mimo tak fatalnej serii, wciąż bardzo szybko mogą zmienić swoje położenie.

„Wystarczyło” wygrać z dwoma bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie.

Czarne Koszule faktycznie to zrobiły, doprowadzając do jeszcze ciekawszej sytuacji — w gronie drużyn zaangażowanych w batalię o ligowy byt, tylko w Polonii nie zdecydowano się na zmianę trenera, mimo licznych głosów przeciwnych Smalcowi. Przeciwko niemu wypowiadali się byli zawodnicy, a nawet trenerzy przeciwnych zespołów: Goncalo Feio sugerował, że zespół nie chce pracować z obecnym szkoleniowcem. Stopniała także wiara kibiców. Zarówno w opiekuna drużyny, jak i w cały klub, bo nie da się ukryć, że Gregoire Nitot trochę zdusił entuzjazm odradzającej się ekipy z Konwiktorskiej 6.

Reklama

Łatwo byłoby powiedzieć, że Francuz miał rację, zostając przy swoim. Skoro inni reagowali nerwowo i dalej oglądają plecy Polonii w tabeli, to w Warszawie postąpili najlepiej. Granica pomyłki była jednak niewielka — w pojedynczych spotkaniach o sukcesie może decydować przypadek, a przecież hasło mecz o sześć punktów to bujda na resorach, bo tytuły i spadki to konsekwencja całego sezonu; punkty stracone na starcie ważą tyle samo, ile te zgubione w kwietniu.

Jaka jest więc prawda o sensie zmian trenerskich na zapleczu Ekstraklasy?

Czy zmiany trenerów w 1. lidze w sezonie 2023/2024 przyniosły efekt?

Proces prowadzący do zmiany trenera bardzo często pozostaje w jakimś stopniu oderwany od rzeczywistości. Daniel Myśliwiec zwykł mawiać, że szkoleniowcy dostają pracę za kompetencje twarde, podczas gdy zwalniani są za kompetencje miękkie. Jeszcze trafniejszy jest jednak wywód Christopha Biermanna, niemieckiego dziennikarza, autora znakomitej książki „Piłkarscy hakerzy”, która zgłębia analityczną stronę futbolu. Biermann porównał rotacje na ławce trenerskiej do… składania ofiar pogańskim bóstwom.

Pozbywaniu się trenera bardzo często towarzyszy archaiczna logika: ścina się głowę szkoleniowca pechowej drużyny, jako symboliczny element poświęcenia, który poprzedza żądza krwi przez publikę. Kibice krzyczą, protestują i domagają się ścięcia głowy trenera. Media obarczają go winą za niepowodzenia i zawsze znajdą narrację, która pasuje pod oczekiwany scenariusz. Na końcu klub zwalnia najważniejszą postać w całej organizacji, żeby zaspokoić bogów futbolu i modlić się, że zła karta się dzięki temu odwróci.

Sytuacja opisana przez Biermanna nie dotyczy oczywiście wszystkich przypadków. Trenerzy bywają zmieniani z najróżniejszych powodów. Czasami jest nim po prostu błędy wybór zatrudnionej osoby, innym razem faktycznie wykonana praca nie daje innej możliwości, jeszcze w innym przypadku trenerzy odchodzą sami, aż wreszcie z ławki wymiata ich polityczne przetasowanie. Wszystkie przypadki przerobiliśmy w minionych miesiącach na pierwszoligowym podwórku, być może dlatego wciąż mamy szansę na niechlubny rekord.

Reklama

Piotr Plewnia w Chrobrym Głogów – najlepsza zmiana trenera w obecnym sezonie w 1. lidze?

W sezonie 2019/2020, wyjątkowym z racji przerwy pandemicznej, trenerów zmieniono aż czternaście razy, przy czym aż sześć rotacji dotyczy właśnie okresu, w którym futbol był zamrożony lub powoli wracaliśmy do rywalizacji. Rok później doszło do jedenastu zmian, następnie zaś do dziesięciu. Poprzednie rozgrywki to już trzynaście roszad, co wyrównuje obecny sezon, ale skoro do końca ligi pozostało jeszcze siedem kolejek, można założyć, że znajdzie się ktoś, kto postanowi w ostatniej chwili „poszukać świeżości”, czytaj: złożyć ofiarę.

Jeśli jednak tak się stanie, jeśli zmiana będzie miała na celu tylko wstrząs tu i teraz, nie będzie to zbyt roztropne rozwiązanie, bo większość z ostatnich roszad nie przyniosła poprawy — następcy punktują gorzej niż poprzednicy. Wyłączyć można z tego Ireneusza Mamrota czy Marka Saganowskiego, którzy mają za sobą odpowiednio jeden oraz dwa mecze w nowej roli. Dorobek tych, którzy usiedli na ławce minimum trzykrotnie, prezentuje się tak:

  • Mateusz Stolarski (Motor Lublin) – średnia punktów 1,67; poprzednik (Goncalo Feio) – 1,67
  • Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica Nieciecza) – 0,33; poprzednik (Mariusz Lewandowski) – 1,26
  • Jarosław Skrobacz (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – 0,6; poprzednik (Dariusz Marzec) – 0,67
  • Aleksandr Chackiewicz (Zagłębie Sosnowiec) – 0,33; poprzednik (Artur Derbin) – 0,91

Ciekawe, że najlepiej w tym gronie prezentuje się trener, który przejął zespół po swoim przełożonym, w dodatku w wyniku jego dobrowolnego odejścia. Ci, których ściągano na ratunek z zewnątrz, nie zdołali z miejsca poprawić wyników drużyny. Niezależnie od tego, czy mówimy o pogrążonym w chaosie Zagłębiu Sosnowiec, czy o solidnym finansowo i kadrowo Bruk-Bet Termalice Nieciecza. Równie ciekawe jest to, że w przypadku Zagłębia pozostanie Artura Derbina na stanowisku z założeniem utrzymania ówczesnej średniej punktowej, oznaczałoby cztery „oczka” więcej na koncie.

Z kolei gdyby Derbin pracował cały sezon, to średnia 0,91 punktu na mecz wciąż dawałaby Zagłębiu szanse na utrzymanie — drużyna z Sosnowca miałaby wtedy 25 punktów na koncie, zamiast obecnych czternastu.

Ranking zmian trenerów w 1. lidze 2023/2024

Zabawa polegająca na sprawdzaniu, jaki dorobek punktowy miałyby drużyny, gdyby dany szkoleniowiec prowadził ich przez pełne dwadzieścia siedem kolejek, przynosi zresztą ciekawe rezultaty także w innych przypadkach. Weźmy Radosława Sobolewskiego i Alberta Rude. Ten drugi ma obecnie niższą średnią punktów od pierwszego (1,38 przy 1,47 Sobolewskiego). Wiadomo, że przed Wisłą Kraków są obecnie cztery stosunkowo łatwe mecze i Hiszpan może swój wynik poprawić, natomiast czysto teoretycznie Biała Gwiazda mogłaby mieć o jedno „oczko” więcej, gdyby nadal punktowała na tym samym poziomie.

Żałować mogą natomiast w Górniku Łęczna, gdzie Pavol Stano wykręca średnio 2,00 punktu na mecz. Ireneusz Mamrot, który pożegnał się ze stanowiskiem poprzez intrygi polityczne i działania doradcy Arkadiusza Onyszki, nie notował przesadnie złych wyników i zatrzymał się na średniej 1,53 punktu na mecz. Dwadzieścia siedem kolejek według średniej Stano sprawiałoby jednak, że drużyna z Lubelszczyzny rozdawałaby karty w lidze, wyprzedzając nawet Lechię Gdańsk (54 punkty).

Nieprzypadkowo jednak mówię o „zabawie”, bo z uwagi na liczbę różnych zmiennych, nie da się tego tak łatwo porównać i rozstrzygnąć. Znacznie lepszym miernikiem jakości zespołu jest „Soccer-rating.com”, który przy pomocy kursów bukmacherskich wycenia siłę drużyny mecz po meczu, tydzień po tygodniu. To szybki sposób, żeby sprawdzić, czy zespoły „rosły”, czyli po prostu, czy zmiany w konkretnych przypadkach się opłaciły. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, porównam wynik z trzech momentów: objęcia zespołu przez poprzednika, końca jego pracy oraz obecny.

W przypadku Wisły Kraków mówimy o wyniku 1784,14 gdy przejmował ster po Jerzym Brzęczku oraz 1843,16 kiedy kończył pracę. Od tamtej pory Albert Rude zaliczył niewielki spadek do poziomu 1834,19. Wspomniany już Górnik Łęczna w momencie startu pracy Ireneusza Mamrota mógł się pochwalić wynikiem 1654,16, natomiast kiedy szkoleniowiec został zwolniony, było to 1644,95, czyli mówimy o regresie. W ciągu kilku miesięcy Pavol Stano podciągnął średnią, ale nie ma mowy o wielkiej rewolucji. Obecny wynik Górnika to 1668,16.

Spójrzmy jednak szerzej, na wszystkie zmiany z obecnych rozgrywek, żeby sporządzić swoisty ranking trenerskich zmian. W kolejności od tego, kto najwięcej zyskał, wygląda on tak:

  1. Piotr Plewnia (Chrobry Głogów): +26,03
  2. Pavol Stano (Górnik Łęczna): +23,31
  3. Mateusz Stolarski (Motor Lublin): +10,29
  4. Dariusz Marzec (Podbeskidzie Bielsko-Biała): +0,24
  5. Marek Saganowski (Zagłębie Sosnowiec): -5,48
  6. Ireneusz Mamrot (Miedź Legnica): -6,95
  7. Albert Rude (Wisła Kraków): -8,97
  8. Dariusz Żuraw (Wisła Płock): -9,52
  9. Rafał Ulatowski (Resovia): -16,85
  10. Jarosław Skrobacz (Podbeskidzie Bielsko-Biała): -18,59
  11. Aleksandr Chackiewicz (Zagłębie Sosnowiec): -26,81
  12. Marcin Brosz (Bruk-Bet Termalica Nieciecza): -31,78
  13. Artur Derbin (Zagłębie Sosnowiec): -57,82

Cierpliwość popłaca?

Oczywiście także w tym przypadku trzeba spojrzeć na suche wyniki z uwzględnieniem szerszego tła. Przykładowo Artur Derbin – to on prowadził Zagłębie Sosnowiec przez większość sezonu, w którym wszystko w klubie się sypało. Osiągał słabe wyniki, jest współwinny sytuacji, ale jego wynik jest pochodną czasu, który spędził na stanowisku. Mówiąc wprost i brutalnie: przykładowy Aleksandr Chackiewicz po prostu nie zdążył zakopać zespołu jeszcze głębiej, ale jednocześnie ciężko powiedzieć, że jego praca była lepsza niż praca Derbina.

Podobnie powiemy pewnie o Marcinie Broszu, który ma wyjątkowo słaby początek, ale to zbyt wcześnie, żeby podważać sens zmiany. Zwłaszcza gdy dodamy do tego fakt, że jego poprzednik zanotował jeszcze większy regres: w momencie startu pracy Mariusza Lewandowskiego w gminie Żabno Bruk-Bet Termalica Nieciecza miał wynik na poziomie 1833,90 punktów, gdy zaś były reprezentant Polski robotę kończył, Słonie miały już tylko 1766,76 punktów w rankingu „Soccer-rating.com”.

Przypadki Alberta Rude i Dariusza Żurawa pokazują, że drużyna wciąż jest na podobnym poziomie, na jakim była, gdy zaczynali pracę. Obecnie możemy mówić o kroku w tył, ale nie tak drastycznym, żeby na nich złorzeczyć. Nafciarze większy regres zanotowali jednak za kadencji Marka Saganowskiego, gdy stracili aż 83,51 punktów. Można więc powiedzieć, że w przypadku Wisły z Płocka problem został wstrzymany i obecnie znajduje się ona w momencie, w którym próbuje się odbić.

Dobrze będzie w tym momencie wrócić do wspomnianego na wstępie Rafała Smalca i jego Polonii Warszawa, żeby zobaczyć, czy Czarne Koszule w trakcie obecnego sezonu słusznie nie reagowały nerwowo na serię słabych wyników. Okazuje się, że trener Polonię… rozwinął. Aktualnie stołeczny zespół ma rating 1652,41, co jest dużym awansem względem początkowego 1576,11.

Pozostaje więc tylko spytać – czy władze beniaminka zaplecza Ekstraklasy śledziły wzrosty i spadki ratingu oraz szczegółowe wykresy, żeby stwierdzić, że praca Smalca się broni i nie ma sensu go zwalniać, bo powinien wygrać dwa najważniejsze spotkania, czym znacznie przybliży się do utrzymania? Czy może jednak Gregoire Nitot kierował się jedynie własną sympatią oraz przeczuciami. Wzdrygał się przed ceremonią ścięcia szkoleniowca w ofierze, więc na przekór wszystkim zrobił po swojemu?

Tego już się niestety nie dowiemy, bo skoro jego metoda okazała się skuteczna, to teraz może dorobić do niej dowolny motyw i sprzedać nam wszystkim myśl, że od początku wszystko kontrolował.

WIĘCEJ O 1. LIDZE:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

MMA

Dwukrotnie oszukał śmierć, dziś walczy w UFC. Wyjątkowa historia Lerone’a Murphy’ego

redakcja
0
Dwukrotnie oszukał śmierć, dziś walczy w UFC. Wyjątkowa historia Lerone’a Murphy’ego

1 liga

MMA

Dwukrotnie oszukał śmierć, dziś walczy w UFC. Wyjątkowa historia Lerone’a Murphy’ego

redakcja
0
Dwukrotnie oszukał śmierć, dziś walczy w UFC. Wyjątkowa historia Lerone’a Murphy’ego
Niemcy

Piękne chwile w Leverkusen i Dortmundzie. Klęska w Kolonii i Monachium [PODSUMOWANIE]

Szymon Piórek
6
Piękne chwile w Leverkusen i Dortmundzie. Klęska w Kolonii i Monachium [PODSUMOWANIE]

Komentarze

16 komentarzy

Loading...