Reklama

Tryb: minimalizm. Czy Jacka Zielińskiego można winić za sytuację Legii?

Dominik Piechota

Autor:Dominik Piechota

06 marca 2024, 12:11 • 10 min czytania 51 komentarzy

Legia oddała bez walki Ligę Konferencji, sprzedała dwie kluczowe postaci bez ściągania konkretnych następców i ma siedem punktów straty do lidera Ekstraklasy. Na szali jest nie tylko mistrzostwo, ale nawet występ w kolejnej edycji europejskich pucharów. Dyrektor Jacek Zieliński zajął się bardziej sprzątaniem kadry, niż wynajdowaniem jakościowych graczy. – Agenci mówią nam, że mamy oczekiwania z kosmosu. Chcemy dobrych zawodników, ale nie chcemy za nich płacić – przyznawał szef skautingu, Radek Mozyrko. Patrząc na gorsze rezultaty klubu z Warszawy, nie można winić tylko Kosty Runjaicia. Ci, którzy wyznaczają kierunek, też bali się zaryzykować, a konsekwencje mogą być olbrzymie.

Tryb: minimalizm. Czy Jacka Zielińskiego można winić za sytuację Legii?

Spójrzmy chłodnym okiem na zimę w Warszawie:

Legia straciła zawodnika robiącego największą różnicę w ostatniej tercji (Ernesta Muciego) oraz spinającego cały środek pola (Bartosza Slisza), ale sensownych następców nie ma. Na razie w Warszawie bardziej chcą budować Bartka Kapustkę oraz postawili przyszłościowo na Qëndrima Zybę, który na wstępie został spalony nieudanym debiutem w Molde i zejściem już w przerwie.

I chociaż Muci jest zawodnikiem bardziej medialnym i działającym na wyobraźnię, to bardziej bolesna będzie strata Slisza. Obserwujemy to po samej grze. Kosta Runjaić widział w jego butach Rafała Augustyniaka, lecz to zupełnie inny zawodnik. 30-latek nie jest w stanie pochłaniać takiej przestrzeni, nie jest tak dynamiczny, nie gwarantuje drużynie takiej energii ani agresji. To poważny problem, bo rozkłada pomysł na grę legionistów.

Reklama

Nie mówimy, że Augustyniak jest złą szóstką, ale z pewnością byłby znacznie lepszą np. w formacji 4-3-3, gdy głównie trzyma pozycję i asekuruje dwóch wyżej ustawionych graczy. W tym 3-4-3, gdzie mamy dwóch biegających środkowych pomocników, powinien pracować od bramki do bramki, a to już nie jest domeną 30-latka. Nie chodzi o to, ile przebiega ani z jaką szybkością, ale nie daje tych samych cech, z których słynął Slisz. Z nim gra jest bardziej statyczna.

Więcej sensu ma przesunięcie na szóstkę Jurgena Elitima przez jego mobilność, co Runjaić próbował już testować z Pogonią (1:1), lecz nadal to wykorzystanie ofensywnego zawodnika w roli zabezpieczenia. Niemiec szyje tym, co ma, mimo że domagał się wyraźnie następców.

Pozyskaliśmy Zybę, ale wciąż poszukujemy doświadczonego środkowego pomocnika. Takiego, który był lub jest liderem w swoim klubie. Kogoś, kto może przejąć dowodzenie w Legii. To musi być prawdziwie doświadczony piłkarz o wysokiej jakości. Nie ma tu miejsca na kompromisty. Bez takiego wzmocnienia, po utracie Slisza, obecnie jesteśmy na papierze osłabieni. To po prostu fakt – stwierdzał Kosta Runjaić dla TVP Sport podczas obozu w Turcji.

Reklama

Strach przed ryzykiem opanował Łazienkowską

Aktualnie kibice Legii są bardzo sfrustrowani, bo wiosną drużyna rozegrała już 6 meczów i wygrała tylko jeden z Ruchem Chorzów (1:0). Rywale nie rzucali na kolana, ale mimo wszystko stołeczna drużyna ma poważny problem z wygrywaniem.

  • Ruch Chorzów (1:0), xG: 1,27 – 0,65 (Legia pierwsza)
  • Molde (2:3), xG: 1,17 – 2,06
  • Puszcza (1:1), xG: 2,83 – 0,88
  • Molde (0:3), xG: 0,99 – 1,34
  • Korona (3:3), xG: 1,46 – 2,49
  • Pogoń (1:1), xG: 1,88 – 0,89

Pięć meczów bez zwycięstwa. Niestabilność w defensywie, bo, tak jak jesienią, drużyna Kosty Runjaicia nie może zachować czystego konta. Brak konkretów w obu polach karnych. Od października punktowanie na poziomie 9. drużyny Ekstraklasy. W piłce trzy dni to wieczność, ale Legia absolutnie nie wygląda jak kandydat na mistrza. Obawy są gorsze – dramatem byłby brak awansu do europejskich pucharów, a przecież konkurencja nie śpi. Aż 7 drużyn jest zamieszanych w grę o Europę (liczymy również Górnik Zabrze), a to oznacza wielu rozczarowanych: w Częstochowie, Poznaniu czy Warszawie? Gdzieś na pewno dojdzie do tragicznego rezultatu.

Kwestionowany jest Kosta Runjaić, ale pamiętajmy, że trzeba też spoglądać w górę gabinetów. Jeśli ten zespół poniesie porażkę wiosną, a w grze jest już wyłącznie liga, to mocno obarczy również dyrektora sportowego Jacka Zielińskiego.

9 lutego sprzedał Ernesta Muciego za 10 mln euro. Nie ma znaczenia, czy Legia ma te pieniądze, czy nie, bo przecież większość takich transferów odbywa się w ratach. To żadna nowość ani zaskoczenie, ale już mając świadomość przyszłych przychodów, można tymi pieniędzmi dystrybuować. Na jego odejście można było przygotowywać się w ciemno po takich występach jak z Aston Villą w Lidze Konferencji. Logika nakazywała dmuchać na zimne i mieć gotową listę następców Slisza czy Muciego.

Po sprzedaży albańskiej gwiazdy do Besiktasu, nadal pozostało 18 dni do zamknięcia okna transferowego. Oczywiście, że łatwiej przeprowadza się transfery latem, niż zimą. Oczywiście, że niektórzy nie chcieli już sprzedawać, skoro nie mieli możliwości wzmocnień. Ale też nie przesadzajmy: na to można było się przygotować przez prawie trzy tygodnie.

Molde nie miało problemów z tym, aby w lutym przeprowadzić transfery za 1,5 mln euro (z Kopenhagi), 1,6 mln euro (z Nürnberg) czy 900 tysięcy (Bodo/Glimt). W świecie futbolu zawsze jest ruch: ktoś jest niezadowolony ze swojej roli, ktoś chce odgrywać ważniejszą rolę, ktoś szuka minut i zmiany otoczenia. Nie jest tak, że dobrzy piłkarze odchodzą wyłącznie latem.

Nazywajmy rzeczy po imieniu: Legia mocno zaryzykowała, nie chcąc ryzykować.

Strach przed starymi błędami Legii

Zdobyłem doświadczenie na różnych funkcjach i uważam, że najistotniejsze jest klarowne, chłodne myślenie, którego nie zaburzy to, co dzieje się na zewnątrz, gdzie zawsze jest niespokojnie. Najłatwiej byłoby teraz zrobić transfer pod publiczkę. Wolę zmierzyć się z krytyką, niż robić ruchy pod kibiców, bo wiem, że to bardzo szkodliwe dla klubu w kontekście przyszłości – przedstawiał swój punkt widzenia dyrektor sportowy Jacek Zieliński w klubowych mediach.

I można zrozumieć Jacka Zielińskiego: nasprzątał się tyle szrotu, wyczyścił tyle obciążających kontraktów i wyganiał z klubu tylu średniaków, że nie chce wdepnąć w to samo. Tym bardziej, że widzi jak trudno trafić z dobrym transferem – nawet jego ostatnie ruchy są kwestionowane, bo przecież nie każdy ma przekonanie do Stevena Kapuadiego czy Radovana Pankova.

Zawsze w filozofii Jacka Zielińskiego wybrzmiewało, że woli mieć krótszą, ale jakościową kadrę uzupełnioną młodzieżą, niż dłuższą kołdrę, ale z graczami sfrustrowanymi, niekonkurencyjnych, obniżających poziom i samopoczucie drużyny.

Igora Charatina wyganiał z klubu miesiącami, mimo że poskutkowało to sytuacją, gdy piłkarz pobierał atrakcyjną pensję, pozorując grę w rezerwach. Miesięcznie kasował takie pieniądze, że wygodnie siedziało mu się poza światłem reflektorów. Ostatni mecz Ukraińca? 29 października 2022 roku. Później przesiedział w ciepełku bez grania przez ponad rok, bo odszedł dopiero 14 lutego 2024 roku. Walentynki z powodem do świętowania dla księgowych. Przypomnijmy, że Charatin też został sprowadzony 1 września rzutem na taśmę – specjalnie na puchary, ale pod presją czasu i kibiców.

Słabiutki Joel Abu Hanna. Elektryczny Lindsay Rose. Robert Pich, który przyszedł na sztukę, bo brakowało jakichkolwiek transferów. Patryk Sokołowski, który nie podnosił poziomu drużyny. Makana Baku nie potrafił powtórzyć poziomu z Warty. Mattias Johansson, pseudonim IKEA. Mnóstwo ligowego dżemiku, którego zrzucenie z listy płac było męczarnią, bo nie dowozili poziomu, nie spełniali ambicji klubu pokroju Legii, a jednak brakowało chętnych, by płacić im podobne tygodniówki.

Jacek Zieliński miał przy Łazienkowskiej tyle sprzątania, tyle pracy nad odejściami, by uzdrowić strukturę płac, że nie chce dzisiaj brać byle kogo. I za to słowa uznania. Nie jest fanem przeciętności. Nie ulega też presji kibiców czy mediów społecznościowych, a nie oszukujmy się – w przeszłości w Legii dokonywano wielu ruchów właśnie pod naciskiem kibiców. Słynne „gdzie są ku… transfery” to nie tylko zabawne, kultowe hasło. To moment, gdy w gabinetach paliło się i zatrudniało późniejsze niewypały pod wpływem chwili dla uspokojenia nastrojów. Czas weryfikował te ruchy.

Brak przygotowania na rzeczywistość

Tak jak można pochwalić Jacka Zielińskiego za wstrzemięźliwość, tak pojawiają się wątpliwości, gdy Legia chwali się, że ma przygotowanych następców na każdą pozycję i skauting pracuje doskonale. Bo dotychczas tego nie widać. To spory wyczyn zarobić 3 mln na Sliszu, 5 mln na Nawrockim czy 10 mln na Mucim. Prawie 20 mln na wypromowanych piłkarzach, za których klub zapłacił około 3,5 mln euro. Opłacało się.

Tylko że to nadal jazda na pracy wykonywanej przez jego poprzednika, Radosława Kucharskiego.

Wszyscy trzej trafili na Łazienkowską za kadencji tego ostatniego. Ale na horyzoncie nie widać nowych graczy, których potencjalnie można spieniężyć i którzy powtórzą tę historię sprzedaży. Być może Legia jeszcze ich wypromuje. 26-letni Ryoya Morishita ma papiery na udany transfer, ale też nie jest najmłodszy. 24-letni Juergen Elitim jest obiecujący i wzmocnił drużynę, chociaż zgasł przy grze co trzy dni. Qëndrim Zyba to niewiadoma.

Gual, Kun, Kapuadi, Burch, Kramer – nie wyglądają dzisiaj na piłkarzy, o jakich Europa będzie się zabijać w przyszłości. Pojawiają się również wątpliwości, ilu z nich realnie podnosi poziom drużyny.

Było wiele udanych ruchów jak Paweł Wszołek czy Rafał Augustyniak, Radovan Pankov chociaż miewa różne momenty, to też bronił się często na europejskim poziomie. Juergen Elitim tak samo widać, że ma papiery na rywalizację na wysokim poziomie. Ale brakuje dzisiaj takich graczy, o których powiedzielibyśmy: wow, co za skauting Legii! Wyprzedzili innych, wypatrzyli zawodnika, cudownie go spieniężą. Dokładnie tak jak z Ernestem Mucim.

Kto ma dzisiaj największy potencjał sprzedażowy przy Ł3?

Pewnie Kacper Tobiasz, ale nie po kilku babolach i gdy schodzi grać do drugiej drużyny.

Niekoniecznie Marco Burch, skoro jego transfer jest dużym zawodem.

Może Juergen Elitim, ale raczej przy wyjeździe na Wschód i również nie za grube miliony.

Wszystko jest kwestią momentu, ale jeśli Legia chce promować swoich graczy, to obowiązkowo znów musi znaleźć się w Europie, bo to najlepsze okno wystawowe, co pokazały viralowe akcje Ernesta Muciego. Nie sugerujemy, że Besiktas na tej bazie kupił Albańczyka, jednak weryfikacja w Lidze Konferencji musiała mieć spore znaczenie.

Na szali wielkie pieniądze do stracenia

Na sprzedaży Slisza czy Muciego naprawdę można się było przygotować, skoro nawet kibice zakładali takie odejścia. A jednak następcy nie byli gotowi. Mamy wrażenie, że dzisiaj ktokolwiek nie opuściłby drużyny Runjaicia, następca byłby ogłoszony wewnątrz drużyny. Pożegnanie Josue? Spokojnie, jest Kapustka, fajny chłopak. Odchodzi Slisz? Mamy Celhakę. Żegnamy Wszołka? Gil Dias odpali, to jest jego moment.

To naturalne, że częścią zbiorowej pracy jest próba budowania piłkarzy i jak najbardziej widzimy po samym Bartku Kapustce, że może wejść, a w zasadzie wrócić do wyjściowej jedenastki i być czołową postacią. Rzecz w tym, że Legia gra va banque i mocno ryzykuje bez konkretnych alternatyw dla Kosty Runjaicia.

To nie jest tak, że otrzymaliśmy 10 mln euro w jednym rzucie od Besiktasu. To są raty, korzystne dla nas, gdyż to stabilizuje nam kwestie transferowe przynajmniej na kolejne dwa sezony. Dużą część pieniędzy uzyskamy w tym roku, trochę mniejszą w następnym. To powoduje stabilizację pod względem planowania transferów czy potrzeby ich robienia. Nie będziemy aż tak bardzo zmuszeni do przeprowadzenia ruchów, dzięki ratom, pieniądzom, które uzyskaliśmy z Muciego – wyjaśniał Zieliński (za legia.net).

Najbliższe miesiące będą decydujące przy Łazienkowskiej. Legia nie ma pieniędzy i nie chce nimi szastać na lewo i prawo, skoro jeszcze niedawno ponad rok temu tłumaczyła zawodnikom, dlaczego mogą być obsuwy w wypłatach. To jednak logiczne, że kibice domagają się większej odwagi przy takich przychodach: pieniądzach z pucharów, 1/16 finału Ligi Konferencji czy sprzedaży Muciego.

Jacek Zieliński nie był przekonany do żadnego piłkarza dostępnego na rynku, nie chciał przepłacać, nie widział dobrych proporcji cena-jakość, więc nie podjął ryzyka. Ale w rzeczywistości ryzykuje bardzo mocno swoją pozycję, nastroje wśród fanów i klubowe finanse.

Bo przecież rok bez europejskich pucharów w Warszawie byłby dramatem. A dzisiaj chociaż Legia rozmawia o mistrzostwie, nie jest nawet pewna awansu do Europy. Silny Śląsk czy Jagiellonia nie ułatwiają tego wyścigu. Póki co drużyna z Warszawy rozdaje punkty Koronie czy Puszczy, traci średnio 1,8 bramki na mecz, straciła 11 goli w 6 spotkaniach i wygląda na zespół stojący na bardzo chwiejnych podstawach.

Defensywa zmienia się co mecz i brakuje jej stabilizacji.

Cały czas trwa poszukiwanie pomysłu na zastąpienie Slisza i zbilansowanie środka.

W ataku trwa wiara, że Marc Gual oraz Blaz Kramer poprowadzą drużynę do sukcesów.

Do końca rozgrywek pozostało 11 kolejek, a formy na horyzoncie nie widać. Konkurencja wspina się w żółwim tempie, ale Legia też męczy się z wygrywaniem jakichkolwiek spotkań. Można zrzucać winę na Kostę Runjaicia, ale to też częściowo idzie na konto Jacka Zielińskiego, który autorsko wybrał tego trenera. Samo wejście do pucharów już dałoby spokój i ciągłość w Warszawie. Ale nie trzeba być pesymistą czy czarnowidzem, aby realnie zakładać, że Legii w takiej dyspozycji może zabraknąć w czołówce.

A wtedy naprawdę będzie gorąco przy Łazienkowskiej i realnie przyjdzie czas rozliczeń.

DOMINIK PIECHOTA

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyk

Kiedy tylko może, ucieka do Ameryki Południowej, żeby złapać trochę fantazji i przypomnieć sobie, w jak cywilizowanym, ułożonym świecie żyjemy. Zaczarowany futbolem z krajów Messiego i Neymara, ale ciągnie go wszędzie, gdzie mówią po hiszpańsku albo portugalsku. Mimo że w każdym tygodniu wysłuchuje na przemian o faworyzowaniu Barcelony albo Realu, od dziecka i niezmiennie jest sympatykiem wielkiej Valencii. Wierzy, że piłka to jedynie pretekst, aby porozmawiać o ważniejszych sprawach dla świata, wsiąknąć w nową kulturę i po prostu ruszyć na miejsce, aby namacalnie dotknąć tego klimatu. Przed ołtarzem liga hiszpańska, hobbystycznie romansuje z polskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

51 komentarzy

Loading...