Reklama

Philip Platek i przejęcie ŁKS. Czy Amerykanie w końcu kupią polski klub?

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

30 października 2023, 18:38 • 8 min czytania 12 komentarzy

Philip Platek wraz z rodziną miał przejąć Łódzki Klub Sportowy. Najpierw miał to zrobić na początku roku. Później do końca minionego sezonu. Następnie przed startem kolejnych rozgrywek. Kolejną metę wyznaczono na koniec sierpnia. Za moment stuknie nam listopad, a tu nie ma ani amerykańskiego inwestora w ŁKS, ani żadnych informacji o tym, co będzie dalej. Czy to oznacza, że Platek i ŁKS to temat nieaktualny?

Philip Platek i przejęcie ŁKS. Czy Amerykanie w końcu kupią polski klub?

Był grudzień 2022 roku, gdy powoli podnoszący się po finansowych perturbacjach i nieudanej próbie powrotu do Ekstraklasy Łódzki Klub Sportowy stał się przedmiotem interesujących plotek. Portal „ŁKS Fans” poinformował wówczas, że nowym właścicielem klubu zostanie amerykański biznesmen Philip Platek, który wspólnie z rodziną posiada już dwa inne europejskie zespoły — włoską Spezię oraz portugalską Casa Pię.

Od tamtej pory trwa telenowela, której końca nie widać. Co jakiś czas do mediów przebijają się to informacje o tym, że deal upadł, to zapewnienia obecnego właściciela Tomasza Salskiego, że wszystko jest na dobrej drodze do finalizacji tematu. Od ostatnich oficjalnych wypowiedzi minęło jednak sporo czasu, więc postanowiliśmy sprawdzić, na jakim etapie jest przejęcie Łódzkiego Klubu Sportowego i czy aby na pewno w ogóle do niego dojdzie.

Czy Philip Platek przejmie Łódzki Klub Sportowy? Mamy nowe informacje

Przejęcie łódzkiej drużyny przez Platka było tematem specyficznym. O ile przeważnie mówimy o zwykłej procedurze kupna, tak w tym przypadku chodziło o przejęcie pakietu większościowego poprzez emisję nowych akcji. Amerykanie mieliby wówczas kontrolę, ale jednocześnie Tomasz Salski nie straciłby swojej części „tortu”. Właściciel ŁKS od dawna komunikował, że nie jest na musiku, jeśli chodzi o sprzedaż klubu. W związku z tym oczekiwał kilku konkretnych rzeczy:

  • zabezpieczenia Łódzkiego Klubu Sportowego
  • pozostania w klubie, co było warunkiem wejścia Platka
  • konkretnej kwoty dofinansowania klubu

Sprawy szły do przodu, ale przeciągały się, bo od dawna pojawiały się problemy w dogadywaniu różnych szczegółów. W czerwcu informowaliśmy o tym w tekście poświęconym powrotowi ŁKS do Ekstraklasy.

Reklama

“Ostatnia wizyta Amerykanów w Polsce, która skończyła się długim i przyjaznym „posiedzeniem”. Każdy musiał jednak dbać o swoje interesy, stąd niepokojące wieści, które pojawiły się w pewnym momencie. Obecni włodarze liczyli na to, że uda im się zachować duży wpływ na decyzyjność; że nowy właściciel sam zdecyduje się spłacić część zobowiązań. Platek natomiast chciał przejąć klub czysty, bez żadnych pułapek i ukrytych kosztów. Miało zresztą dojść do sytuacji, w której Amerykanin mocno się rozczarował, gdy okazało się, że czyszczenie nie idzie tak sprawnie, jak to przedstawiano”.

Bardziej ludzki, bardziej łódzki. Jak odbudował się ŁKS?

Mimo takich perturbacji wszystko wskazywało na to, że finał sprawy będzie pozytywny. Łódzki Klub Sportowy musiał zaczekać do 30 czerwca na „zamknięcie roku”, bilans zysków i strat. Polacy pokazali Amerykanom wszystkie księgi i finanse, zrobiono oraz zatwierdzono tak zwany due diligance, czyli szczegółową ocenę aktualnej sytuacji przedsiębiorstwa oraz ryzyka związanego z planowaną transakcją. W pewnym momencie do dopięcia dealu brakowało w zasadzie tylko dokumentów potwierdzających.

W przestrzeni publicznej padło już wówczas zapewnienie Salskiego, że Platek został nowym udziałowcem klubu, a w „Canal Plus Sport” właściciel ŁKS mówił:

Wydaje mi się, że jesteśmy bardzo blisko finalizacji, bo wstrzymują nas sprawy prawne. Liczę, że sierpień będzie miesiącem, który zakończy to z powodzeniem i podpisaniem sądnych umów.

Doszło nawet do tego, że przy awaryjnym transferze Mateusza Kowalczyka, którego kontraktu nie udało się przedłużyć i który mocno zabiegał o zmianę otoczenia, Philip uruchomił swoje kontakty i przysłużył się do jego przejścia do duńskiego Broendby IF. Klubu, którego właścicielem jest jego biznesowy znajomy z USA. Jeśli jednak chodzi o ŁKS, wszystko zaczęło się komplikować. Z różnych powodów.

Reklama

Rodzina Platek podczas meczu z Wisłą Kraków

Problemy w rozmowach na linii Philip Platek – Tomasz Salski

Philip Platek chciał mocno zaangażować się w ŁKS i jego akademię. Już w czerwcu informowaliśmy, że nie po drodze było mu z Januszem Dziedzicem, którego praca nie wywarła na nim wrażenia. Nowy większościowy właściciel chciał zainstalować w klubie Michaela Buchholtza, byłego dyrektor Odense, Naestved BK i SonderjyskE, który miał zostać kimś w rodzaju szefa pionu sportowego i nadzorować pracę Dziedzica. Tu pojawiały się pierwsze zgrzyty, które rzekomo objawiały się niewielką współpracą w trakcie letniego okienka transferowego. Amerykanie oczekiwali, że skoro przejmują klub, będą mieli większy wkład w budowę kadry.

Narzekania dotyczyły także innych tematów. Platka i jego ekipę denerwowały zmiany ustaleń i ciągnące się rozmowy. Zaczęły narastać obawy, że ŁKS szuka po prostu sponsora, a nie właściciela. Że obecna władza chciała po prostu mieć studzienkę, z której sfinansuje swoje plany. Z drugiej strony był Tomasz Salski, który sporo w Łódzki Klub Sportowy włożył i oczekiwał, że nowy właściciel także w niego zainwestuje, przy czym pieniądze pozostawały tematem dywagacji i plotek. Do klubu miały wpłynąć już środki od Amerykanów, ale według różnych źródeł kwota waha się od 250 tys. do miliona euro, przy czym w Łodzi słyszymy, że rzeczona wpłata albo została już w całości spłacona, albo jej spłata jest na finiszu.

Wizja, którą potencjalny nowy właściciel roztaczał, wyglądała tak, jak opisywaliśmy w czerwcu:

„ŁKS ma zyskać od Platków 2,5 mln euro, czyli — uwzględniając obecny kurs — ponad 11 mln zł. Obecny właściciel zdradził kibicom, że bez pieniędzy od Amerykanów, łodzianie dysponowaliby w Ekstraklasie budżetem 25-26 mln zł. Można więc zakładać, że beniaminek będzie miał w kasie ok. 37 mln w polskiej walucie. Czy oznacza to wielkie inwestycje? Niekoniecznie. To nie tak, że rzeczone 2,5 mln euro ma być przeznaczone na transfery i wzmocnienia. Platkowie przekażą taką kwotę z myślą o całym sezonie funkcjonowania klubu. Słyszymy, że Amerykanie chcą mocno wesprzeć łódzką akademię”.

Tych pieniędzy oczywiście w Łodzi nie zobaczyli. Z jednej strony zrozumiałe, w końcu przejęcie nie zostało sfinalizowane, więc po co dawać swoje pieniądze komuś innemu? Warto jednak zajrzeć trochę głębiej, żeby dojść do sedna komplikacji całego dealu.

Spezia walczy o utrzymanie w Serie B. To wpłynęło na deal Platków z ŁKS

Paradoksalnie kłopotliwy dla Philipa Platka i jego rodziny okazał się awans ŁKS do Ekstraklasy. Gdy inwestorzy rozpoczynali rozmowy z Łódzkim Klubem Sportowym, nic nie zapowiadało nie tylko takiego sukcesu, ale też promocji drużyny rezerw do drugiej ligi oraz awansu trzeciego zespołu do czwartej ligi. Największe przełożenie na wartość klubu miały rzecz jasna poczynania pierwszej drużyny, natomiast pozostałe sukcesy także zwiększyły możliwości łodzian, będąc dodatkową korzyścią dla akademii, której adepci mogą ogrywać się w coraz silniejszych rozgrywkach.

Sportowy sukces ŁKS zbiegł się ze spadkiem Spezii do Serie B. Początkowo sam Tomasz Salski zapewniał, że kondycja pozostałych klubów należących do sieci Platków, nie ma wpływu na transakcję w Polsce. Tak było, ale tylko do momentu kolejnego kryzysu sportowego włoskiej drużyny. Gdy w kwietniu wizytowaliśmy Italię, działacze Spezii mówili nam:

– Serie B to piekło. Byłem tam przez osiem lat i nie mam ochoty wracać. Spadasz i nie możesz się wygrzebać. Liczysz na walkę o awans, ale spadasz do Serie C.

Spezia i ucieczka przed piekłem. Odwiedziliśmy najbardziej polski klub we Włoszech

Te słowa okazały się prorocze, bo Spezia po spadku do drugiej ligi uwikłała się w walkę o utrzymanie, co mocno zaalarmowało rodzinę i wstrzymało deal. W dodatku Philip Platek mocno inwestuje w rozbudowę stadionu Aquilotti.

–  Latem rozpoczynamy remont głównej trybuny, który sfinansuje pan Platek. Rok temu właściciel zainwestował w trybunę, na której jest sektor gości. Następnie odnowiona zostanie część stadionu przeznaczona dla ultrasów. Powstanie nad nią dach, co zwiększy komfort oglądania spotkań – tłumaczył nam rzecznik prasowy klubu.

Kłopoty Spezii wstrzymały więc kolejne inwestycje, co odbierano w dwojaki sposób. W Łodzi zaczęto mówić, że Platek chce przejąć klub za grosze, co jest niesprawiedliwe wobec Salskiego. W USA narzekano, że ŁKS wymaga dużych inwestycji, a obecne władze niekoniecznie chcą oddać lejce.

Rozwój „Grupy Klepsydra” szansą dla ŁKS?

W międzyczasie z kolei zaczęło świecić słońce dla Tomasza Salskiego. Jego prywatny biznes, „Grupa Klepsydra”, w minionych miesiącach radziła sobie świetnie. Ze strony „Grupy Klepsydra” dowiemy się, że w pierwszym półroczu 2023 roku jej zysk wyniósł niespełna 3 mln zł. „Klepsydra” zadebiutowała też na giełdzie, w dodatku z bardzo dobrym wynikiem. Ponadto biznes Salskiego rozrasta się, przejmując inne firmy i poszerzając swoje portfolio.

To oczywiście dopiero początek drogi, ale można wysnuć teorię, że przy takich sukcesach biznesowych Tomasz Salski mógłby samemu zwiększyć budżet i możliwości Łódzkiego Klubu Sportowego, zachowując przy tym pełną kontrolę nad klubem i wyznaczając kierunek jego rozwoju.

Wszystko to składa się na obecną sytuację, która wciąż jest nierozwikłana. Żadna ze stron nie chce i nie może oficjalnie komentować sprawy, jednak z dobrych źródeł słyszymy, że temat dealu ostatecznie zakończy wspólny komunikat Platka i Salskiego. To po stronie Amerykanina jest teraz piłeczka i ostateczna odpowiedź na pytanie, czy chce wejść w Łódzki Klub Sportowy. Na dziś wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że odpowiedź będzie negatywna i ŁKS będzie musiał radzić sobie sam.

W każdym razie pewne jest, że nawet w przypadku przejęcia, ciężko będzie sfinalizować temat przed końcem roku.

Beniaminek Ekstraklasy do tej pory będzie więc musiał się skupić na walce o utrzymanie w niej, co łatwe nie będzie. ŁKS zamyka tabelę, kibice się wściekają, narzekają na brak komunikatów, ale też na to, co dzieje się z pierwszym zespołem. Klub starał się ich uspokoić, wypuszczając tekst-apel o zjednoczenie się w trudnym czasie; zapewniając o tym, że sytuacja wciąż jest do uratowania.

Być może i jest, ale na ten moment znikąd nie widać nadziei. Nie dość, że Łódzki Klub Sportowy przegrał 0:5 z Górnikiem Zabrze, to jeszcze stracił Pirulo. Z naszych informacji wynika, że Hiszpan naderwał mięsień i przez dłuższy czas nie będzie do dyspozycji Piotra Stokowca.

WIĘCEJ O ŁKS:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

12 komentarzy

Loading...