Reklama

Łatwa grupa i możliwy przedwczesny finał. Jak Polacy wypadną na mistrzostwach Europy?

Szymon Szczepanik

Autor:Szymon Szczepanik

30 sierpnia 2023, 11:43 • 9 min czytania 8 komentarzy

Już jutro reprezentacja Polski rozpocznie grę na siatkarskich mistrzostwach Europy, które tym razem rozgrywane są we Włoszech, Bułgarii, Macedonii Północnej oraz Izraelu. Biało-Czerwoni są wymieniani w gronie faworytów do zwycięstwa. Czy po brązowych medalach z dwóch poprzednich edycji tej imprezy, tym razem uda im się wywalczyć mistrzostwo Starego Kontynentu? – Medal to plan minimum dla naszej kadry. Ale jego kolor będzie zależał od tego, na kogo trafimy w półfinale mistrzostw – mówi nam Michał Ruciak, z którym porozmawialiśmy przed pierwszym meczem Polaków w grupie C.

Łatwa grupa i możliwy przedwczesny finał. Jak Polacy wypadną na mistrzostwach Europy?

JAK PRZEBIEGŁY PRZYGOTOWANIA?

Obecny sezon jak do tej pory możemy ocenić jako bardzo udany w wykonaniu polskich siatkarzy. W końcu podopieczni Nikoli Grbicia po raz pierwszy w historii triumfowali bowiem w siatkarskiej Lidze Narodów.

– Bo to rozgrywki bez wielkiej historii – odpowiedzą pesymiści. I będą mieli rację, bowiem ich pierwsza edycja została rozegrana w 2018 roku. Jednak Liga Narodów jest bezpośrednim następcą Ligi Światowej, którą rozgrywano przez 28 lat. A mimo to Polacy, nie od wczoraj zaliczani do grona siatkarskiej elity, triumfowali w niej tylko raz, w 2012 roku.

Po drugim triumfie w imprezie tej rangi, trudno nie rozpatrywać początku 2023 roku w kategoriach sporego sukcesu. Jednak zwykle rozgrywki Ligi Narodów, choć prestiżowe, to rangą ustępują takim imprezom jak igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata czy właśnie mistrzostwa Europy, które wypadają w tym roku. A przygotowania do nich w wykonaniu reprezentacji przebiegły… niespodziewanie słabo pod względem wyników.

Reklama

Dla Biało-Czerwonych głównym turniejem przygotowawczym tradycyjnie był Memoriał Huberta Wagnera. W tegorocznej edycji tych zawodów polscy siatkarze wypadli najgorzej od 2016 roku, gdyż zajęli trzecie miejsce. Bartosz Kurek i spółka okazali się wyraźnie gorsi od Słowenii (0:3). Z Włochami z kolei ugrali jednego seta (1:3), ale za to pokonali w takim samym stosunku Francję. Mało tego, w ostatnim, kontrolnym sparingu z Ukrainą reprezentacja Polski zwyciężyła dopiero po tie-breaku.

Jednak jeszcze podczas trwania Memoriału sami polscy siatkarze zapewniali, że wygrane na tamten moment nie były kluczową kwestią.

Wynik nie był najważniejszy. Najważniejsze było sprawdzenie się z mocnym rywalem i potrenowanie elementów, nad którymi w ostatnim okresie pracowaliśmy w Zakopanem. Nie ma co ukrywać, że do szczytu formy daleka droga. Ale wszystko idzie zgodnie z planem – mówił Grzegorz Łomacz.

XX MEMORIAŁ WAGNERA, CZYLI SPOKOJNIE, TO TYLKO ĆWICZENIA [REPORTAŻ]

Z kolei Bartosz Kurek powiedział: – Szkoda, że przed naszymi kibicami nie mogliśmy zaprezentować lepszej siatkówki. Ale myślę, że wiedzą, po co to robimy i dlaczego nasza koncentracja jest przy turnieju docelowym.

Reklama

PIĘCIU PRZYJMUJĄCYCH, TRZECH ŚRODKOWYCH

Wspomnianym przez Kurka turniejem docelowym są oczywiście mistrzostwa Europy. Te ruszyły 28 sierpnia, lecz grający w grupie C Polacy pierwszy raz na parkiecie zameldują się dopiero jutro. A których siatkarzy tym razem Nikola Grbić obdarzył zaufaniem i powołał do kadry? Poniżej lista nazwisk, które zobaczymy w naszej kadrze.

Atakujący: Bartosz Kurek, Łukasz Kaczmarek.

Rozgrywający: Grzegorz Łomacz, Marcin Janusz.

Środkowi: Norbert Huber, Jakub Kochanowski, Karol Kłos.

Przyjmujący: Bartosz Bednorz, Tomasz Fornal, Wilfredo Leon, Kamil Semeniuk, Aleksander Śliwka.

Libero: Jakub Popiwczak, Paweł Zatorski.

Selekcjoner do ostatniego momentu nie odkrywał kart. Ba, pytania o to czy zdecyduje się na klasyczne powołanie po czterech przyjmujących oraz środkowych, czy może jednak skłoni się ku wariantowi z przewagą 5-3 na korzyść przyjęcia, zdawały się go nawet nieco irytować.

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Oba warianty budowy zespołu na mistrzostwa mają swoje zalety i wady. Zabranie czterech środkowych znacznie ułatwia rozgrywanie gier treningowych pomiędzy meczami. W prosty sposób można wtedy stworzyć dwie szóstki. W dodatku jeżeli któryś z zawodników grających na tej pozycji odniesie uraz, to trener wciąż może rotować w meczach trzema nazwiskami.

Zatem skąd w ogóle pomysł, by poświęcać środkowego kosztem przyjmującego? Taka decyzja wydaje się pozbawiona sensu… ale tylko w teorii. W praktyce bowiem to przyjmujący są bardziej narażeni na kontuzje, gdyż ich gra wymaga większej eksploatacji. Tak też jest w kadrze Grbicia, w której graczy na tej pozycji trapiły mikrourazy.

O przygotowaniach Polaków oraz samym turnieju porozmawialiśmy z Michałem Ruciakiem, wielokrotnym reprezentantem kraju oraz członkiem kadry, która w 2009 roku wywalczyła pierwsze – i jak do tej pory jedyne – złoto europejskiego czempionatu.

– Jestem przekonany o tym, że trener analizował wszystkie argumenty za i przeciw takiego wyboru. Ale pojawiła się już informacja, że z kadrą jedzie także czwarty środkowy – Mateusz Poręba. Będzie razem z nimi trenował, więc w przypadku – odpukać – urazu któregoś ze środkowych, Nikola Grbić będzie mógł dokonać transferu medycznego. Stąd taka decyzja, że w czternastce jest pięciu przyjmujących i tylko trzech środkowych, ale jeżeli ktoś z tej trójki dozna kontuzji, na jego miejsce wskoczy Poręba – mówi nam Ruciak.

Zatem w tej układance niezwykle ważna jest postać Poręby. Po pierwsze, trzeba oddać szacunek samemu siatkarzowi. 24-latek wprawdzie od niedawna gra w seniorskiej kadrze, jednak w ubiegłym roku wywalczył z nią wicemistrzostwo świata. Wyobrażamy sobie, że na jego miejscu wielu siatkarzy uniosłoby się honorem i po prostu odmówiło Grbiciowi wyjazdu. W końcu Mateusz za swój wkład w dobro kadry nie zostanie nagrodzony medalem, gdyż oficjalnie się w niej nie znajduje. I ten stan rzeczy się nie zmieni, chyba że któryś z jego kolegów dozna kontuzji. Wówczas sztab kadry będzie mógł dokonać transferu medycznego. Z tym, że to ruch po którym nie ma odwrotu, bo kontuzjowany gracz wypada z kadry do końca turnieju.

Obecność Poręby niweluje problem braku czwartego środkowego podczas gierek treningowych, zabezpiecza drużynę przed kontuzją kogoś z trójki Kochanowski-Huber-Kłos, a przy tym pozwala na umieszczenie w kadrze pięciu przyjmujących. Dobrze sobie pan to wymyślił, panie Grbić.

Mateusz Poręba. Fot. Newspix

– Trener wziął pięciu przyjmujących także dlatego, by mieć zabezpieczone opcje ataku jak i przyjęcia. Pamiętajmy, że na wypadek urazu któregoś z atakujących, trener już testował wariant w którym na pozycji atakującego wystąpił Aleksander Śliwka – dodaje Michał Ruciak.

KTO NA ŁAWKĘ, KTO DO PIERWSZEGO SKŁADU?

Wytypowanie głównego składu reprezentacji Polski na turniej rozgrywany we Włoszech, Bułgarii, Macedonii Północnej i Izraelu, nie jest trudnym zadaniem. Poza jednym, drobnym wyjątkiem, do którego dojdziemy.

W ataku miejsce w pierwszym garniturze należy do Bartosza Kurka – kapitana zespołu. Na rozegraniu Grbić konsekwentnie stawia na Marcina Janusza. Duet środkowych stworzą Jakub Kochanowski i Norbert Huber, zaś w odwodzie znajdzie się Karol Kłos. Pozycja pierwszego libero niezmiennie należy do Pawła Zatorskiego.

Oczywiście, jedyną wątpliwością jest to, jak będzie wyglądała para głównych przyjmujących. W końcu nic tak dobrze nie świadczy o naszym kłopocie bogactwa na tej pozycji jak to, że serbski szkoleniowiec zdecydował się na powołanie pięciu siatkarzy, którzy tam grają. Zobaczcie chociażby na ich osiągnięcia na polu klubowym. Bartosz Bednorz i Aleksander Śliwka wywalczyli w tym roku Ligę Mistrzów, zostając najlepiej punktującymi zawodnikami Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W finale pokonali Jastrzębski Węgiel Tomasza Fornala, który za to okazał się lepszy w kraju.

Wilfredo Leon to wciąż jeden z najlepszych siatkarzy w naszym kraju. Według bazy portalu Volleybox, w rozgrywkach klubowych spośród Biało-Czerwonych lepiej prezentował się tylko Bartosz Kurek. Nawet jeżeli niegdyś bezsprzecznie najlepszy siatkarz świata przestał hurtowo kolekcjonować tytuły, to trudno z niego zrezygnować, bo indywidualnie jego kandydatura wciąż się broni.

Największe wątpliwości wzbudza postać Kamila Semeniuka. Z jednej strony to zaufany żołnierz Nikoli Grbicia i człowiek który, będąc w formie, był graczem sezonu Ligi Mistrzów. Z drugiej zaś, dyspozycja popularnego Semena w tym sezonie klubowym (grał w Perugii razem z Leonem) pozostawiała wiele do życzenia.

Selekcjoner Polaków jednak pragnie odbudować Kamila tak, jak w ubiegłym roku udało mu się to z Kochanowskim. – Na co dzień nie jesteśmy na treningach i nie wiemy jak poszczególni zawodnicy prezentują się podczas całego okresu przygotowawczego, który przepracowali. A to bardzo złożona rzecz. W przypadku Kamila wiemy, jak grał, kiedy był w najwyższej formie – tego nie można mu zapominać. Został przecież MVP ubiegłorocznej Ligi Mistrzów. Może ostatnio w klubie miał gorszy okres, ale teraz mamy reprezentację. Trener widzi codzienną pracę tej grupy i całość zespołu. Mamy na tej pozycji świetnych graczy i wierzę w to, że dokona optymalnych wyborów – mówi nam Ruciak.

Zatem jak powinna wyglądać para podstawowych przyjmujących? Nasz rozmówca twierdzi: – Moim liderem oraz pewniakiem do pierwszego składu jest Aleksander Śliwka. Wiemy, jak ważną rolę Olek odgrywa w tej drużynie. Jak prezentował się zarówno w Lidze Narodów, jak i w ostatnich sparingach. Co do drugiego przyjmującego, trener Grbić może dokonywać wyboru pod analizę konkretnego rywala. Już Liga Narodów pokazała, że w każdym meczu wychodziliśmy z innym przyjmującym. Z tego względu nie chciałbym strzelać czy kategorycznie mówić, kto powinien zająć to miejsce. Wybór może zależeć od tego z kim zagramy, albo w jakiej dyspozycji będą poszczególni zawodnicy.

Kamil Semeniuk i Nikola Grbić. Fot. Newspix

PRZEDWCZESNY FINAŁ, CZYLI CO OSIĄGNĄ POLACY?

Jak już wspomnieliśmy, Biało-Czerwoni zaledwie raz w swojej historii triumfowali podczas mistrzostw Starego Kontynentu, co miało miejsce w 2009 roku. Wprawdzie był okres, w którym Polacy aż przez pięć edycji z rzędu przywozili medal mistrzostw Europy, lecz zawsze było to srebro. W latach 1975-1983 reprezentacja Polski (prowadzona między innymi przez Huberta Wagnera) ustępowała miejsca świetnej kadrze Związku Radzieckiego.

Współcześnie Polacy mają mini-serię brązowych medali, gdyż podczas ostatnich dwóch edycji ME stawali właśnie na najniższym stopniu podium. Tym razem Bartosz Kurek i spółka będą chcieli się przełamać, dotrzeć do finału imprezy, a tam – powalczyć o mistrzostwo. A wcale nie będzie to taka prosta sprawa. Już spieszymy z tłumaczeniem.

Biało-Czerwoni trafili do niebywale prostej grupy C, której mecze rozgrywane są w Macedonii Północnej. Dość powiedzieć, że według rankingu FIVB, najmocniejszą ekipą z którą przyjdzie nam się zmierzyć w grupie, jest Holandia – 11. reprezentacja globu. Tu naprawdę nie ma czego się bać. Więcej – tak łatwe zestawienie może wyjaśniać, dlaczego Polacy jeszcze podczas Memoriału Wagnera znajdowali się w okresie ciężkiego treningu siłowego, a ich wyniki wyglądały tak, jak wyglądały. Sztab szkoleniowy tak zaplanował przygotowania, by polscy siatkarze złapali formę dopiero podczas fazy pucharowej. Z ich umiejętnościami, mogą wygrać grupę nawet nie będąc w najwyższej dyspozycji.

Grupa C siatkarskich mistrzostw Europy 2023. Źródło: eurovolley.cev.eu

Po rozgrywkach grupowych w Skopje, Polska przeniesie się do włoskiego Bari. I tam zacznie się prawdziwa gra o medale. Tak się bowiem ułożyło, że zespoły wychodzące z grupy C, trafią na ekipy z koszyka A, w którym znajdują się Serbowie oraz gospodarze z Włoch. Potencjalny rywal Polaków w 1/8 finału nie powinien stanowić dla nich problemu. Ale zakładając, że w grupie A nie dojdzie do żadnych niespodzianek, prawdopodobnym przeciwnikiem Biało-Czerwonych w ćwierćfinale będą Serbowie. Czyli pierwszy poważny rywal.

Z kolei w półfinale, rozgrywanym już w Rzymie, podopieczni Nikoli Grbicia mogą zmierzyć się z Włochami. Mistrzami świata, którzy zresztą wywalczyli tytuł ogrywając nasz zespół w katowickim Spodku. Więc być może Polacy będą mieli znakomitą okazję do rewanżu.

– Serbów aż tak bardzo bym się nie obawiał. Jeżeli zaś chodzi o Włochów, to bardzo mocny rywal, w końcu mowa o mistrzach świata. Ale w Lidze Narodów to my byliśmy najlepsi. Zatem mamy do tego predyspozycje i zawodników. Medal to plan minimum dla naszej kadry. Ale jego kolor będzie zależał od tego, na kogo trafimy w półfinale mistrzostw. W końcu nasz mecz z Włochami będzie takim przedwczesnym finałem. Jeżeli trafimy na nich w 1/2, to może zdarzyć się, że nie wygramy tego spotkania i będziemy walczyć o brąz. Ale jestem przekonany, że Polacy mogą ich pokonać i walczyć o złoto – podsumowuje Michał Ruciak.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix

Czytaj więcej o innych sportach:

Pierwszy raz na stadionie żużlowym pojawił się w 1994 roku, wskutek czego do dziś jest uzależniony od słuchania ryku silnika i wdychania spalin. Jako dzieciak wstawał na walki Andrzeja Gołoty, stąd w boksie uwielbia wagę ciężką, choć sam należy do lekkopółśmiesznej. W zimie niezmiennie od czasów małyszomanii śledzi zmagania skoczków, a kiedy patrzy na dzisiejsze mamuty, tęskni za Harrachovem. Od Sydney 2000 oglądał każde igrzyska – letnie i zimowe. Bo najbardziej lubi obserwować rywalizację samą w sobie, niezależnie od dyscypliny. Dlatego, pomimo że Ekstraklasa i Premier League mają stałe miejsce w jego sercu, na Weszło pracuje w dziale Innych Sportów. Na komputerze ma zainstalowaną tylko jedną grę. I jest to Heroes III.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”

Patryk Stec
1
Młody magik wkracza do gry. Musi udźwignąć „dziewiątkę”
Ekstraklasa

Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Bartosz Lodko
0
Bez zmian w Ekstraklasie. Marcin Animucki wybrany na kolejną kadencję

Inne sporty

Komentarze

8 komentarzy

Loading...