Opowieści z wrocławskiego zoo [CZEŚĆ 1]

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

11 maja 2023, 20:36 • 6 min czytania

Reklama
Opowieści z wrocławskiego zoo [CZEŚĆ 1]

Śląsk Wrocław na językach. Wylicza mu się matematyczne szanse na spadek, prognozuje szanse na utrzymanie. Co rusz wypływają nowe wieści o tym, ile publicznych pieniędzy trafia do kasy klubu. A nastroje podgrzewają informacje o tym, że i wrocławskie zoo musi dokładać do tego piłkarskiego eldorado. Niektórzy się oburzają, niektórzy kiwają głową ze zrozumieniem. Ale czas na moment zagłębić się w głosy tych, którzy na ten Śląsk łożą z własnych, wrocławskich, zoologicznych pieniędzy. Zagłębmy się w świat wrocławskich zwierząt…

Reklama

Jak co dzień kurierzy wpadli punktualnie. Szczury to najlepsze źródło informacji. Są wszędzie. W halach magazynowych, w kamieniach, na zapleczach knajp. W centrum i na obrzeżach. Te rytmiczne „pi-pi-pi-pi”, które wydają z siebie, to dźwięk rozchodzenia się informacji. Wieść miejska niosła, że ostatnio wpływy szczurowych kurierów coraz mocniej oddziałowują na Wrocław. Ale dopóki my siedzimy w zamknięciu, a naszym głównym źródłem informacji są te gołębie z sierścią i ogonami, to musieliśmy im ufać.

– Słyszeliście? Ponoć dosypujecie kasę do Śląska… – zapipipipipipał jeden, dogryzając jeszcze jabłka po hipopotamach.

Nastąpiła konsternacja. O Śląsku do tej pory nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Znaliśmy go głównie z opowieści niedźwiedzia Teddy’ego, który czasem opowiadał, że tam grał, a później był trenerem. Teddy miał bogatą historię, a w broszurach mogliśmy wyczytać o innym niedźwiadku, który lata temu hasał z Polakami po froncie wojennym. Więc z jeden strony opowieści Teddy’ego brzmiały to absurdalnie, ale z drugiej dawaliśmy cień szansy na to, że tak faktycznie było. Teddy usłyszał wieści od szczurów.

– Ponoć prawda, znów do mnie ostatnio dzwonili… – wymamrotał: – Zmieniali trenera, wzięli kogoś, kogo już mieli.

Reklama

Teddy twierdził, że zawsze, gdy Śląsk zmienia trenera, to do niego dzwonią. Ponoć był już tam kilka razy, a i ludzie jakoś pozytywnie go kojarzą i mówią „panie Tadeuszu, szacunek na zawsze”.

Szczury zdradzały kolejne informacje. Że zoo oddaje miliony na Śląsk, że to jakaś spora kasa, że mamy za to jakieś loże i reklamę. Sowa zagaiła.

– Pewnie dostają tę kasę, bo chcą zrobić kolejny krok i inwestują w sukcesy. Słyszałam od znajomej z Sewilli, że kiedyś do niej przyjechał nas Śląsk na europejskie puchary – rzekła: – Tak, tak! Na pewno! Przecież dopiero co byli mistrzami Polski. Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj.

Leniwce dodały:

Reklama

– Bo to było wczoraj.

Im jednak nie mogliśmy ufać, bo leniwce były naszym lokalnym Internet Explorerem. Nadal są święcie przekonane, że powódź była zeszłej wiosny, a jeden wciąż mówi po niemiecku do pracowników przynoszących żarcie. Szczury miały dostały proste zadanie – miały dowiedzieć się, czy faktycznie dokładamy z własnej kieszeni do sukcesów, czy łatamy kolejne dziury. Powoli mieliśmy już dość opłacania kolejnych kolegów pana prezydenta – jakieś rady doradcze, doradztwa radowe, zespoły do testowania jedzenia dla gości zoo, pomiary wilgotności wody w aquaparkach…

Wieczór w zoo nie był spokojny. Wolnorynkowe tygrysy zaczęły podburzać okoliczne klatki. Że Śląsk to zawsze był po stronie „tylko żreć i żyć”. Że nierentowne biznesy trzeba zamykać i tyle. Kozy z sektora otwartego zamilkły na te argumenty, bo one w sumie dostają żarcie podwójnie – od wizytujących i od obsługi ogrodu. Tygrysy zyskały potężnego sojusznika – wszystkie zwierzęta z afrykarium. To była nasza wizytówka. Ciągnęli nas w górę. Całe afrykarium było za tym, by zbuntować się i stworzyć Cypryjski Oddział Zoologiczny, by tam wyprowadzać kasę.

– Kochani, poczekajmy na wieści od szczurów – uspokajała sytuację sowa. Problem polegał na tym, że sowa już wcześniej ujawniła swoje hiszpańskie konotacje rodzinno-przyjacielskie. A i Śląsk był mocno umoczony w hiszpańskie defraudacje. Sowa mogła grać na dwa fronty.

Reklama

Atmosfera była napięta. Każdy liczył, że szczury przyniosą informację o tym, że jednak budujemy razem coś wielkiego i nastroje w zoo nieco się oczyszczą. – Dobrze być częścią czegoś wielkiego – powtarzały muchy, które obsiadały to, co zostawiał po sobie nosorożec na wybiegu.

I – jak się okazało – jakże trafna była to analogia.

– Pipipipipi, dokładacie do tego Śląska, bo są w finansowej dupie, zaraz mogą spaść w ligi – wieści od szczurów zwaliły nas z nóg. To znaczy te zwierzęta, które mają nogi. Węże leżały niewzruszone.

Hieny zachichotały w tle, ale one ciągle chichotały. Reszcie do śmiechu nie było.

Reklama

Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Żarcia w miskach pojawiało się coraz mniej, choć nie dostrzegliśmy spadków w liczbie odwiedzających. Pojawili się też kolaboranci. Lew zwany też kotemlwem lub lewkotem przeszedł na stronę, że „w sumie my tu mamy kasę, więc co za problem się dzielić z innymi”. Leniwcom dorzucono kolejnego lokatora do klatki. Co dziwne – był jeszcze bardziej powolny i ospały niż reszta. Czasem nie chciało mu się nawet wychodzić na karmienie i prosił współtowarzyszy, by wzięli mu na wynos do kojca. Kazał do siebie mówić „Kintana” czy jakoś podobnie.

W końcu Śląsk przysłał człowieka na pertraktacje. Pan Jacek wydawał się rozsądnym gościem – wyjaśnił sytuację z punktu widzenia socjologii, historii, psychologii i heraldyki. Pytał jak nam się żyje. Mówił, że w zoo stawiałby na młode, polskie zwierzęta. Ale w połowie wykładu dostał telefon, powiedział tylko „ale jak to dwa dni przed meczem z Górnikiem?”, a później grzecznie się pożegnał i tyle żeśmy go widzieli. Szczury twierdziły, że widziały go później biegającego z wagą za jakimś Hiszpanem.

Sytuacja jest zatem rozwojowa. Nas w zoo coraz mocniej to stresuje. Żółwie rozpoczęły ewakuację. Małpy twierdzą, że mają szansę przejąć władze w ratuszu i szykują się do startu w wyborach. – Gorzej nie będzie – przekonują. Ponoć najgorszy ma być spadek, bo wtedy część ekipy chcą ulokować na stadionie. A jeśli po spadku będą wyciągać z zoo jeszcze więcej pieniędzy?

Reklama

Póki co czekamy na kolejną garść wieści od szczurów. W najbliższy weekend ma się sporo rozstrzygnąć. Nowy kumpel leniwców przeciąga się na hamaku i opowiada, że niedawno był na wyjeździe w Kaliszu, że piękne miasto i nawet nie musiał pajacować przed odwiedzającymi. I że my tu mamy życie: jedzenie podstawione, nikt do roboty nie goni, prawie jak w jego poprzedniej robocie.

I tylko miś Teddy przebąkuje: – Spadną, nie spadną. W końcu i tak znów będę musiał ich ratować…

CZĘŚĆ PIERWSZA I BYĆ MOŻE NIE OSTATNIA

canal

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O ŚLĄSKU WROCŁAW:

Damian Smyk

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Narodów

Efekt Ligi Narodów. Tak daleko od Euro w XXI wieku jeszcze nie byliśmy

AbsurDB
0
Efekt Ligi Narodów. Tak daleko od Euro w XXI wieku jeszcze nie byliśmy
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
2
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
2
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
18
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”