Jacek Zieliński daje do zrozumienia w rozmowie z nami, że w Cracovii czuje się wyjątkowo dobrze. Chce spełnić marzenie profesora Filipiaka, nawet jeśli teraz wydaje się to mało prawdopodobne. Z trenerem „Pasów” pogadaliśmy w Turcji także o patologiach w polskim szkoleniu, mocnych słowach Michała Probierza, taktycznej świadomości i głupocie piłkarzy, krzyku w czasie meczu, nauczaniu młodszych szkoleniowców, adaptacji do nowych trendów i pasji podróżniczej. Zapraszamy.

„W piłkarzach zawsze wkurzała mnie głupota”

Kiedy pytałem o rozmowę z Jackiem Zielińskim w Turcji za pierwszym razem, usłyszałem, że świeżo po sparingu z Hansą Rostock (0:5) może to być trudna przeprawa. Trener Cracovii nie był w odpowiednim humorze, czemu trudno się dziwić. Udało się jednak wbić w lukę „pogodową”, dosłownie i w przenośni, jeszcze przed meczem z FC Nürnberg. W charakterystyczny dla siebie sposób mówił o pewnych rzeczach bez ogródek, był szczery i rzeczowy.

Turcja, wywiad piąty. Pięć do końca.

***

Łatwo pana zdenerwować?

Kiedyś było łatwiej, choć nadal potrafię być wybuchowy.

Pytam, bo ma pan w zwyczaju mocniej krzyknąć na swoich piłkarzy w trakcie meczu. Dzisiaj istnieją sprzeczne opinie wśród trenerów czy to może pomóc, czy wręcz przeciwnie.

Myślę, że bywa z tym różnie. Generalnie żyję z drużyną przy linii bocznej, aczkolwiek muszę przyznać, że nauczyłem się być bardziej stonowanym trenerem. Był taki czas, kiedy potrafiłem być bardzo gwałtowny. Wydawało mi się, że mam większy wpływ na to, co dzieje się na boisku. Po latach doszedłem jednak do wniosku, że piłkarze tak naprawdę tego nie słyszą i w pewnym stopniu gra toczy się bez udziału trenera. Owszem, wskazówki najbliższym zawodnikom zawsze można przekazywać, ale nie jest tego tak wiele. Bieganie po linii i dyrygowanie zespołem to już nie moja bajka.

Co w takim razie denerwuje pana w piłkarzach?

Zawsze wkurzała mnie głupota. I fakt, że piłkarze potrafią grać swoje mecze. Mimo określonych założeń na odprawach, próbują robić coś innego, co potem kończy się efektem odwrotnym od zamierzonego. Bardzo lubię zawodników, którzy nie boją się improwizować i potrafią jednym zagraniem zmienić losy spotkania, ale istnieją pewne granice. Jeśli ktoś je przekracza, mówię właśnie o głupocie.

W Ekstraklasie raczej mamy deficyt takich piłkarzy.

To prawda, dlatego w naszej lidze można znaleźć wielu trenerów denerwujących się przy linii!

Wymarzonym rozwiązaniem byłaby zatem jedenastka złożona z piłkarzy kreatywnych, którzy nie potrzebowaliby wskazówek trenera?

W teorii stworzenie takiej jedenastki jest możliwe, natomiast w praktyce mamy na świecie maksymalnie kilka takich drużyn. Najlepszym przykładem jest Manchester City, który gra swoją piłkę niezależnie od tego, co spróbuje narzucić im przeciwnik. Choćby taka Barcelona nie jest tzw. samograjem. Zdarzają jej się błędy, drużyna Xaviego ma zwyczaj tracenia kontroli nad meczem. To nie jest zatem takie proste. Fajnie wygląda w grze Fifa, ale w życiu dochodzi czynnik ludzki, który lubi zawodzić.

My, jako trenerzy, zdajemy sobie z tego sprawę. Pracujemy nad tym, ale – wracając do kwestii meczowych koncepcji i wskazówek – przed spotkaniami mamy odprawy, a potem niewiele czasu, żeby pewne rzeczy przypominać. W trakcie przerwy to jest kilka minut, bo przez resztę czasu chłopcy muszą odpocząć. Wszystko inne leży zawsze w ich nogach i głowach. Trener ma największy wpływ na przygotowanie do sezonu i mikrocykl treningowy. Nie raz sytuacja wymyka się spod kontroli, a wtedy trudno odpowiednio zareagować, jeśli piłkarze nie są wystarczająco świadomi.

Pana zdaniem, piłkarzy da się nauczyć taktycznej świadomości czy to nie takie proste?

Nie użyłbym słowa „nauczyć”. Uważam, że to musi być dar. Wielu piłkarzy błyskawicznie przyswaja decyzje taktyczne trenera, ma umiejętność antycypacji. Jest też druga część, której nauka przychodzi trudniej, ale posiada z kolei inne walory. To nie jest nic złego, bo w jedenastce musi być też ktoś do noszenia fortepianu.

Trener Probierz kilka dni temu powiedział, że z polskich trenerów robi się debili. Chodziło mu o podważanie polskiej myśli szkoleniowej – co pan o tym sądzi?

Wczoraj długo rozmawialiśmy z trenerem Probierzem na ten temat. Zgodzę się, że polskich trenerów traktuje się w specyficzny sposób. Chodzi o podejście mediów. Ocenia się nas przez pryzmat braku sukcesów w Europie czy – w przypadku selekcjonerów – na wielkich turniejach. Mówimy jednak o złożonym procesie. Mimo to, jesteśmy narażeni na szyderę, szykany, jazdę bez trzymanki. Z kolei trener zagraniczny, mówiący w innym języku, często jest inaczej postrzegany. Cóż, tak już jest, ale możemy to zmienić poprzez lepsze wyniki oraz promowanie zawodników do większych klubów.

Właściwie już to robimy. Choćby przez moje ręce przeszło kilku zawodników, którzy teraz grają w ligach zagranicznych. Powiemy, że ktoś taki miał okazję współpracować z trenerem-nieudacznikiem? Czasami trzeba się zastanowić, co się mówi. Owszem, zdaję sobie sprawę, że to specyficzna i wielowątkowa kwestia, a Michał mówi o niej w wyrazisty, typowy dla siebie sposób.

Są trenerzy ze słusznymi zasługami, którzy jednak nie pomagają sobie PR-em. Dziś w tym zawodzie to bardzo ważny element.

To prawda, natomiast trener nie zbuduje dobrego wizerunku tylko na podstawie relacji z otoczeniem. PR to bańka, która szybko może pęknąć, jeśli nie ma sukcesów. Jako trenerzy zdajemy sobie sprawę z oczekiwań, jakie się pojawiają.

Często się mówi, że PZPN nic nie robi ze szkoleniem. A co PZPN może w tej kwestii? Dzieci szkoli się w klubach w całej Polsce, mniejszych i większych. PZPN może nakreślić ogólny schemat, ale to tyle. No i jedzie się z PZPN-em, że jest bierny. Pamiętajmy, że na wszystko trzeba czasu. Jakiekolwiek zmiany nie sprawią, że nagle po roku reprezentacje w rocznikach od U-15 do U-19 będą brylować w Europie. To proces, który trwa długimi latami. Dodatkowo utrudniony, bo jeśli ktoś zagra kilka dobrych meczów w wieku 15-16 lat, zaraz może wyjechać za granicę. Najczęściej tam odbija się od ściany, wraca do Polski po kilku latach szkolenia w innym systemie, nie imponuje poziomem, i mówi się, że to wina polskich trenerów. Kwadratura koła!

Można zauważyć, że wiele zaniedbań na górze piramidy bierze się z jej dołu. To, co szwankuje w grupach młodzieżowych, można potem zobaczyć nawet w dorosłej reprezentacji.

Niestety to pokłosie pracy z młodzieżą, która jest słabo szkolona w mniejszych klubach. To żadna tajemnica, ale z ręką na sercu powiem, że zajmują się tym pasjonaci za psie pieniądze. W takich miejscach nie ma normalności, brakuje też ciągłości. Do tego często utalentowani chłopcy trafiają do wyższych lig na wariackich papierach. A już nie wspomnę o punktomanii i tabelomanii w piłce dziecięcej, z której powoli już na szczęście rezygnujemy. Szaleństwa rodziców przy linii bocznej, inne patologie… Wydaje mi się, że staramy się takie zjawiska unormować.

Ale nadal, zamiast dawania najmłodszym radości z gry, wkładamy elementy taktyczne. Wielokrotnie widziałem treningi dzieci, które ćwiczyły przesuwanie formacji, trzymając się liny. Dzieci, które nie potrafiły jeszcze dobrze kopnąć piłki! To są realne problemy, jednak liczę na to, że powoli będziemy wychodzić z tego impasu.

Czasami mówi się, że brakuje cierpliwości, nie ludzi kompetentnych.

Cierpliwości brakuje wszystkim w polskiej piłce, dlatego jest tak nerwowo. Nie potrafimy właściwie cieszyć się z awansu na mistrzostwa świata, z wyjścia z grupy, dorabiamy jakieś ideologie, że graliśmy brzydko… Pamiętam, jak wychowywałem się w czasach, kiedy graliśmy na mundialu w Niemczech, Argentynie czy Hiszpanii. Wtedy też nie graliśmy pięknie. Szczególnie w Argentynie i Hiszpanii, gdzie wyszliśmy z grupy po ostatnim meczu z Peru. Mieliśmy jednak swój styl, wiedzieliśmy, co chcemy grać: kontra, dobra finalizacja. Gdzieś to zatraciliśmy. Chcieliśmy grać jak Hiszpania, tak jak „zespoły południowe”.

Kiedyś komuś tłumaczyłem, na czym polega różnica między nami, a takimi krajami. Ludzie ze świata biznesu zadawali mi pytania, co ci piłkarze mają w sobie, co wyjątkowego robią, że wyglądają lepiej piłkarsko. Odpowiedziałem, że zawodnik w Hiszpanii przez 12 miesięcy gra w piłkę na normalnym boisku pod gołym niebem. W większości przypadków chłopcy w Polsce od listopada do marca ćwiczą na orlikach zasypanych śniegiem albo salkach gimnastycznych, gdzie na trening wchodzi ograniczona liczba grup. To pięć miesięcy szkolenia w roku, które przepadają. Po 10 latach takie dziecko traci 50 miesięcy, co daje nam 4 lata kariery piłkarskiej. I ktoś mi jeszcze powie, że chce się równać z Hiszpanami?

Nawet jeśli boiska nie są zaśnieżone, widzę choćby na przykładzie swojego rodzinnego miasteczka, że w okresie zimowym dostęp do nich jest ograniczony.

Proza życia. A jeśli trzeba odśnieżyć, okazuje się, że albo nie ma komu, albo brakuje na to pieniędzy.

Czego Jacek Zieliński mógłby nauczyć trenerów z młodszych pokoleń?

Nie poczuwam się do roli, żeby nauczać młodszych trenerów, natomiast media, wasz portal szczególnie, miały kiedyś zwyczaj nazywania mnie „nauczycielem wf-u” w dość ironiczny i pogardliwy sposób. Na początku to mnie denerwowało, ale generalnie nie mam żadnych kompleksów. Jestem dumny z ukończenia AWF-u, wtedy najlepszej takiej szkoły w Warszawie na studiach dziennych. Otrzymałem duże kompendium wiedzy, które przydało się na całe życie.

Co do kwestii nauczania młodszych trenerów, dodam, że czułbym się z tym nieswojo, bo całe trenerskie życie poświęciłem na prowadzenie zespołów seniorskich. Nie licząc pracy-zabawy z początkującą grupą dzieci jeszcze w roli zawodnika, nie miałem okazji pracować z młodzieżą. Skupiłem się na seniorskim futbolu, bo taki mnie najbardziej interesował. Dzisiaj większość nowych trenerów na rynku posiada doświadczenie w realiach młodzieżowych, tam się kształtuje. Taka praca to zupełnie inna bajka.

Jedyne, co mogę przekazać, to miłość do piłki. Tak jest w każdej pracy, ale w tym zawodzie szczególnie trzeba oddać serce. Pasję w oczach trenera musi widzieć każdy zawodnik, od młodzieży po doświadczonych zawodników. Dzisiaj to nie jest takie proste, bo trenerzy, którzy mają pasję i wiedzę, na początku swojej drogi często ledwo wiążą koniec z końcem. Jeżdżą z jednego treningu na drugi, są zziajani, w biegu jedzą kanapkę na obiad. Zamiast ognia w oczach, emanują aurą rezygnacji. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale w wielu miejscach tak to właśnie wygląda. Ja tych młodych trenerów rozumiem. Chcą żyć godnie. I tu znów wracamy do tematu dolnych struktur polskiego futbolu.

Powiedział pan o szyderczym nazywaniu nauczycielem wf-u, ale raz, że nie każdy tak uważa, dwa – bardziej od życiorysu liczy się to, jak trenerzy potrafią sprzedać swoją wiedzę piłkarzom.

To jest najważniejsze. Dzisiaj ludzie lubią oceniać przez pryzmat głupich rzeczy: fryzury, ubioru, innych elementów wyglądu, a liczy się to, co człowiek ma w sobie. Wiedza i osobowość, nie buty i skarpetki. Ocenianie ludzi, nie znając ich osobiście, jest błędne i bardzo krzywdzące.

Trudno dzisiaj kontrolować rozwój młodego piłkarza?

Na pewno trudniej niż w przeszłości. Kiedyś zawodnik miał mniej odskoczni, piłka znaczyła dla niego zdecydowanie więcej. Trzeba było prezentować dobry poziom, żeby utrzymać w ręku swój los na loterii. Owszem, ktoś chciał zostać również mechanikiem, marynarzem czy pilotem samolotów. Ale jeśli komuś udało się w piłce, bardziej się jej oddawał. Dzisiaj bodźców z zewnątrz jest tak wiele, że trudniej się poświęcić. Tak to widzę. Twittery, Facebooki, Instagramy… Nie mówię, że to coś złego, ale może być pewną dodatkową przeszkodą.

Moi synowie mieli rację, że do nowości muszę się przyzwyczaić, bo inaczej nie będę mógł z młodzieżą nadawać na podobnych falach. Mogę się z czymś nie zgadzać, mogę czegoś nie lubić, ale muszę rozumieć ten świat, który tworzy nowa generacja piłkarzy. Ludzie dzisiaj więcej rozmawiają z telefonem niż ze sobą. Czekam już, jakie będą następne „hity”.

Zmian jest więcej.

Na pewno. Szatnia zrobiła się bardziej interpersonalna, wielojęzykowa i wielokulturowa. Poza tym, przepływ informacji jest zdecydowanie szybszy. Piłkarze wiedzą o różnych rzeczach szybciej, niż wielu ludziom może się wydawać.

Co do zmian ogólnych, człowiek stracił swoją anonimowość. Nie można pójść spokojnie do lokalu, bo ktoś ci zrobi zdjęcie albo nagra w niekorzystnej sytuacji. Z tym wszystkim trzeba się mierzyć, trzeba za tym nadążać. Swoje lata mam, ale daję radę. Najważniejsza jest chęć adaptacji i rozwoju.

Kim chciałby pan zostać, jeśli nie trenerem?

Zawsze fascynowały mnie podróże. Uwielbiałem geografię, znałem na pamięć stolice wszystkich krajów, szczegóły dotyczące kontynentów… Nikt nie mógł mnie zagiąć. Dziś niestety nie mam na to czasu. Moją drugą pasją są góry, choć nigdy nie ciągnęło mnie do wspinaczki ekstremalnej. Lubię pochodzić po szczytach sam, żeby przewiało głowę i wlało do niej nowe przemyślenia.

Na jaką sportową górę chciałby pan wejść w Polsce?

Wróciłem do Cracovii i dobrze się tutaj czuję. To taki klub, w którym znalazłem fajnych ludzi, dobrych i ambitnych. Nie ukrywam też, że dobrze pracuje mi się z profesorem Filipiakiem. Chciałbym spełnić jego marzenie, również marzenie wielu tysięcy kibiców Cracovii. Wiem, że w tej chwili wizja mistrzostwa Polski jest trochę odległa, ale jeśli ktoś nie ma marzeń, w świecie piłki nożnej pracować nie powinien.

WIĘCEJ MATERIAŁÓW ZE ZGRUPOWANIA W TURCJI:

Liczba komentarzy: 30
Subscribe
Powiadom o
guest

30 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Tralalalala
Tralalalala(@tralalalala)
9 dni temu

NASZ NEWS! Sensacyjny zwrot w słynnej sprawie 2 procent Kamila Warzochy!?

Ciekawe informacje docierają do nas z Turcji, gdzie większość drużyn ekstraklasy przygotowuje się do rundy wiosennej sezonu 2022/2023. Okazuje się, że piłkarze kilku klubów chcą… zorganizować zbiórkę na rzecz Kamila Warzochy, by ten mógł wreszcie wywiązać się z zobowiązania wobec potrzebujących dzieci z siepomaga.pl. Przypomnijmy, że niemal trzy miesiące temu redaktor portalu Weszło zobowiązał się do przekazania dwóch procent swojego wynagrodzenia w przypadku znalezienia błędu w jego tekście. Błąd się znalazł, ale pieniędzy jak nie było, tak wciąż nie ma.

Wyjątkowo podłe, aroganckie i niehonorowe zachowanie Warzochy nie uszło uwadze zawodników z polskiej ligi, którzy ze zdziwieniem i niedowierzaniem przyjęli niespodziewane pojawienie się mieszkańca Chojnowa na tureckim wybrzeżu.

Jeden z zawodników czołowego polskiego klubu podzielił się z nami swoją opinią na ten temat.

– Nie ukrywam, że razi nas to, że między nami przebywa osoba o tak wątpliwej reputacji. Kręci się po hotelach, zaczepia, nagabywuje. Czujemy się tak, jak reprezentanci Polski z „Gruchą” w swoim otoczeniu. Jeżeli ktoś jest na tyle pozbawiony uczuć, by oszukiwać niewinne dzieci, to można spodziewać się po nim wszystkiego najgorszego. Ten dyskomfort sprawił, że zaczęliśmy rozmawiać między sobą o możliwości rozwiązania tego problemu. I wpadliśmy na pomysł, że skoro od lat styczeń jest w Polsce miesiącem pomagania, to my jako środowisko piłkarskie pomożemy temu biednemu dziennikarzowi – mówi nasz rozmówca.

Przejście od słôw do czynów nie będzie jednak takie proste, bo piłkarze są świadomi faktu, jak wielkim wyzwaniem jest zebranie 2 procent wynagrodzenia redaktora Warzochy.

– Wiemy, że są to potężne pieniądze, ale skoro w Polsce udawało się już kilka razy z powodzeniem zamykać 10-milionowe zbiórki na rzecz dzieci z SMA, to wierzymy, że uda się zebrać także i te 2 procent – mówi z optymizmem jeden z piłkarzy krakowskiej Wisły, klubu zaprawionego od lat w rozmaitych zbiórkach.

Jak udalo nam się ustalić, nasi ligowcy mogą liczyć na wsparcie w organizacji zbiórki ze strony instytucji mających duże doświadczenie w tego rodzaju działalności. Pomoc w przeprowadzeniu całej akcji zadeklarowali już m.in Jurek Owsiak (WOŚP), Caritas oraz proboszcz parafii w Chojnowie, do której należy Warzocha.

Pomysłodawcy akcji chcą zbierać na rzecz Warzochy nie tylko pieniądze, ale także przedmioty przydatne w pracy młodego, potrzebującego dziennikarza – długopisy, ołówki, notesy oraz plakaty profesora Jana Miodka.

– Wierzymy, że nasza akcja pozwoli Kamilowi stanąć na nogi i spojrzeć w lustro bez poczucia wstydu i zażenowania – mówią zgodnie piłkarze.

Co ciekawe, sprawa zbiórki ma jeszcze jeden interesujący wątek. Według naszych źródeł, wczoraj temat miał trafić na łamy portalu Weszło. Nad artykułem o zbiórce ligowców na rzecz Kamila Warzochy pracował inny dziennikarz Weszło, Szymon Janczyk, który również przebywa obecnie w Turcji i obserwuje przygotowania naszych ligowców do rundy wiosennej. Publikacja jego tekstu została jednak zablokowana. Dlaczego? Oddajmy głos naszemu anonimowemu rozmówcy.

– Wyszła głupia sprawa. Warzocha dowiedział się o artykule i zaproponował Janczykowi 2 procent wynagrodzenia w zamian za odstąpienie od publikacji tekstu. Szymon to dobry chłopak, ale pochodzi z biedniejszej dzielnicy Radomia. Zadziałała magia wielkich liczb – wzdycha znający kulisy sprawy piłkarz Radomiaka.

O komentarz do całej sytuacji chcieliśmy poprosić Krzysztofa Stanowskiego, właściciela portalu Weszło. Niestety, mimo wykonania 711 prób połączeń, każdorazowo jedyne co usłyszeliśmy w słuchawce, to słowa piosenki Lady Pank „U Czesława w Gdyni, znów cię widział ktoś”…

Marian
Marian
9 dni temu
Reply to  Kamil Warzocha

Wpłać kurwa te 50 zł i po temacie

Tralalalala
Tralalalala(@tralalalala)
9 dni temu
Reply to  Kamil Warzocha

Lepiej się pochwal, dzbanuszku, co się stało z twoim tekstem i tweetami, które wstawiles wczoraj poznym wieczorem? Ja zdążyłem się pośmiać, ale moi koledzy-czytelnicy Weszło, pewnie nie…

Sentino
Sentino
9 dni temu
Reply to  Tralalalala

Co tam było? Przypucuj.

Tralalalala
Tralalalala(@tralalalala)
9 dni temu
Reply to  Sentino

„Trudne sprawy” Warzochy, odcinek 154.

W przedostatnim dniu swojego pobytu w Turcji Warzocha przebiera się za piłkarza, by w ten sposób włamać się do hotelu.

I potem nastąpił cały opis sytuacji… Żałuję, że nie zrobiłem screenów. Ten gość jako dziennikarz nie ma jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego, co zwyczajnie nadaje się do publikowania, a co nie. Jemu wydaje się, że opisuje dziennikarską kuchnię, a w rzeczywistości notorycznie robi z siebie fajtłapę i życiową niedorajdę. Dość specyficzne hobby, trzeba przyznać.

Tajskie kopyto
Tajskie kopyto
9 dni temu
Reply to  Kamil Warzocha

To byś przelał te 2% i gość by już zamknął tą przysłowiową mordę, ale te jego wpisy chyba cie podniecają 😉

Sentino
Sentino
9 dni temu
Reply to  Kamil Warzocha

To dosyć przykre, kiedy w komentarzach znajdujesz ciekawsze i lepiej napisane teksty niż te, które dostarczają „dziennikarze”. Niestety nie świadczy to o wielkiej zajebistości komentujących, a jedynie o chujowym poziomie redaktorów Weszlo.

Reminio
Reminio
9 dni temu
Reply to  Tralalalala

Ze tez Ci się chce…ty musisz sie bardzo nudzić. Bo albo żyjesz z dodatków 500 plus i innych , badz jestes na bezrobotnym. Niech ktoś juz to wplaci i będzie spokoj.

Tralalalala
Tralalalala(@tralalalala)
9 dni temu
Reply to  Reminio

Ty siebie słyszysz/czytasz? Jakie kurwa „niech ktoś wpłaci”? W twoim świecie jak zobowiązujesz się do czegoś, to te zobowiązania realizuje ktoś inny? No chyba nie…

Candicrmstrong
Candicrmstrong
9 dni temu
Reply to  Tralalalala

hy

Gmoch
Gmoch
9 dni temu

Ocenia się was nie przez pryzmat braku sukcesów w Europie. Nie przez porażki z silniejszymi drużynami, tylko z drużynami z III i IV koszyka europejskiego, nierzadko o budżetach wielokrotnie niższych. Czasem za wymęczone zwycięstwa z drużynami półzawodowymi, gdzie ich bramkarz miał zmianę w restauracji, a strzelec bramki trenuje po pracy na wózku widłowym. Ocenia się was za totalne wtopy w pucharach i brak chęci grania w piłkę. To branża rozrywkowa, nikt nie ma ochoty męczyć buły oglądając mecz, w którym obie drużyny oddały 1,5 celnego strzału…

Ocenia się, bo trenujecie przeszkadzanie w grze, a nie grę w piłkę. Ocenia za „wybijaj, nie ryzykuj, uspokój, podaj do tyłu”. Większość trenerów, przynajmniej tych z karuzeli ekstraklasowej mentalnością zawodową pozostała w latach 90-tych ubiegłego wieku.

Sentino
Sentino
9 dni temu
Reply to  Gmoch

To jest ciekawe, że dziennikarze praktycznie nigdy nie przytaczają tych argumentów. Żadnego dociśnięcia rozmówcy i pokazania, że pierdoli głupoty o szkoleniu i większych budżetach pucharowych przeciwników. Ale dziennikarzy mamy takich jak piłkarzy, trenerów i prezesów czyli miernych.

Gmoch
Gmoch
9 dni temu
Reply to  Sentino

Lizanie się po jajkach, brak pazura. Takie wymamłane potakiwanie, byle nie narazić się rozmówcy. Ja z kolei cisnąłbym, ale pewnie już drugi raz nie chcieliby ze mną rozmawiać:) Znaczy nie wszędzie, tylko tam, gdzie rozmówca nawija makaron na uszy. I przygotowałbym się wcześniej: przytaczał argumenty, wyniki, statystyki. W dzisiejszych czasach, gdzie nawet pokolenie PRL-u lubi być traktowane jak dzieci-płatki śniegu to raczej nie przejdzie.

FałszywyProfil
FałszywyProfil
8 dni temu
Reply to  Gmoch

ok, ale kiedy ostatni raz polskie kluby odpadły ze słabymi ligami? Tak było parę lat temu, ale od paru lat sobie nie przypominam

Gmoch
Gmoch
8 dni temu

Ostatnio ciut lepiej, ale to też niekoniecznie polscy trenerzy prowadzą. Chociażby Lecha czy Pogoń w pucharach prowadzili obcokrajowcy.

Gonzinho
Gonzinho
9 dni temu

Chłop gada, że wkurza go głupota, a później się chwali, że długo rozmawiał z Probierzem:)

to ten dran
to ten dran
9 dni temu
Reply to  Gonzinho

w polakach zawsze wkurzala mnie glupota – cytat znanego polityka
https://youtu.be/Li9-XnxLS3Y

janusz
janusz
9 dni temu

Ale kadzi Filipiakowi.
Niech w czasie mrozów zakłada podobną czapkę na głowę.
Jeszcze bardziej się wkupi w łaskę właściciela.
Ps.
Niestety panie Zieliński. Wygląd świadczy o człowieku. To wiedziały nasze babcie i prababcie. „Jak Cię widzą, tak Cię piszą ”
Za komuny z lubością powtarzano anegdoty o profesorach-abnegatach, o ich braku czasu na bzdury w postaci dziurawych spodni czy poszarpanych swetrach. Miało to zatszowac ich braki w szeroko rozumianej kulturze
Ale i dzisiaj publicznym guru jest pewien prezes partii co ma albo założony dziurawy but albo dwa inne buty.
Ooo, On byłby bliski Panu. Przecież to „fachowiec”

Cham1 (dawniej Cham)
Cham1 (dawniej Cham)
8 dni temu
Reply to  janusz

Musisz się bardzo nudzić, skoro kiedykolwiek patrzyłeś się na buty Kaczyńskiego. Wobec cudzoziemców też jesteś taki ostry? Bo jak trener Argentyny cały Mundial zapierdalał w dresie, to inni uważali mnie za durnia, bo o tym pisałem. Jakoś Twoich komentarzy nie widziałem. Enrique czy Guardiola też potrafią ubrać się jak wsiury. Jestem ciekaw czy też to kiedyś zauważysz, czy nie, bo to geniusze i im wolno więcej. Zdajesz sobie sprawę z tego, że w tym drugim przypadku wyjdziesz na kolejnego kompleksiarza, który u Polaka przypierdoli się do krzywo zapiętego guzika, a u „zagraniczniaka” nie zauważy wieśniackiego sweterka albo koszuli?

tolep
tolep
9 dni temu
  • A jeśli trzeba odśnieżyć, okazuje się, że albo nie ma komu, albo brakuje na to pieniędzy.

Ilu młodych chłopaków potrzeba do odśnieżenia orlika w 15 minut?

Janusz Ale Tracz
Janusz Ale Tracz
9 dni temu
Reply to  tolep

Tyle ile tolepów do wkręcenia żarówki.

Marek0712
Marek0712
8 dni temu
Reply to  tolep

Bo ten śnieg u nas kuźwa teraz leży przez 5 miesięcy, a nie prze 5 dni w roku. Oni są nie reformowalni!!!

Misquamacus
Misquamacus(@misquamacus)
8 dni temu
Reply to  Marek0712

Dokładnie. Własnie perfekcyjnie się Zieliński wypierdolił na tym śniegu twierdząc, ze leży on przez kilka miesięcy w roku. Chyba na szczytach Tatr, stary, niereformowalny cieciu!

lol
lol
9 dni temu

Większość piłkarzy nigdy rozumem nie grzeszyła. Pokończyło toto ledwo podstawówki o własnych siłach, w średnich to już ich przepychali nauczyciele a bo to sportowiec, a bo reprezentacja szkoły, a bo turnieje itp. No i poszło to potem w świat, po zagranicznemu ani me ani be, oby po zakończeniu kariery nie płakali, że nie mają za co żyć, bo brak myślenia spowodował, że większość z nich nie odkładała ani nie inwestowała aby mieli w przyszłości gdy w wieku 40 lat sił na kopanie juz nie będzie a żyć za coś będzie trzeba…

Człenio
Człenio
9 dni temu
Reply to  lol

Jak widać po wypowiedziach to trenerzy nasi poziomem zbytnio nie odbiegają od piłkarzy.

ŁĄCZY NAS SITWA
ŁĄCZY NAS SITWA
9 dni temu

Bardzo lubię zawodników, którzy nie boją się improwizować i potrafią jednym zagraniem zmienić losy spotkania, ale istnieją pewne granice. Jeśli ktoś je przekracza, mówię właśnie o głupocie.” – błąd jest wpisany w ryzyko. Pan trener by chciał zeby zawodnik kiwał i nigdy nie popełnił błędu, żeby zrobił 10 dryblingów i miał 10 skutecznych – każdy by tak chciał ale tyle nawet najlepsi skrzydłowi nie mają w meczach. I jak znam polskich trenerów to młody zawodnik po 5 próbach i 4 nieudanych by został zdjęty z boiska i zrugany przez pana Zielińskiego – tak się niszczy kreatywność! i uczy piłkarzy gry na bezpiecznego – a grą bezpieczną to pokazał mundial że nic nie wygrasz.

Donek
Donek
8 dni temu

Myślałem że chociaż coś normalnego powie , nasi trenerzy są wspaniali nawet ich w Czechach na Słowacji nie chcą A w druga strona oni u nas są, jaka szkoła trenerów jesr w Polsce kto ja prowadzi poziom mniej niż zero , pozdrawiam poliskch wybitnych trenerów Probierz itp, z takimi trenerami zawsze będzie dno. Sukces piłkarz wyjechał za granicę A jaki ty na niego wpływ miałeś, A Probierz na wczasach za Free w Turcji kogo on tam obserwuje?

rozbawiony
rozbawiony
8 dni temu
Reply to  Donek

Generalnie masz racje, ale ilu zagranicznych trenerów pracuje w Czechach? Ilu ich trenerów pracuje w poważnych ligach? To nie sa chyba jakies powazne liczby

Łukasz
Łukasz
8 dni temu

Ale pierdoli. Polski trener to dno. Każdy