Reklama

Gdzie zajrzy szejk? Niepokojące inwigilacyjne zabiegi Kataru

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

17 października 2022, 17:03 • 10 min czytania 50 komentarzy

Otwarcie Placu Flag na malowniczym Doha Corniche. 119 flag powiewa na morskim wietrze. Fontanny pluskają. Wojskowy zespół muzyczny przygrywa rytmicznie. Otoczenie emira kłania się w pas. Chwyciło, zażarło, znęciło. Plac Flag staje się kolejnym – po tradycyjnym rynku Souq Waqif i mundialowym cypelku Countdown Clock – najchętniej odwiedzanym przez turystów miejscem w Katarze. Turystów, którzy jeszcze nie wiedzą, że gdy przyjadą tu na listopadowo-grudniowe mistrzostwa świata, zostaną tak przetrzepani, przetrząśnięci, spenetrowani i skontrolowani, że aż strach będzie wysłać zwykłego smsa. 

Gdzie zajrzy szejk? Niepokojące inwigilacyjne zabiegi Kataru

Strasznie straszeniem, grożenie grożeniem, alarmowanie alarmowaniem, ale całkiem nieprzypadkowo Øyvind Vasaasen, szef bezpieczeństwa norweskiej telewizji NRK, przestrzega z kamiennym wyrazem twarzy: – Daleki jestem od pouczania i udzielania rad dotyczących podróży na mistrzostwa świata, ale sam nigdy nie pojechałbym do Kataru z telefonem komórkowym. Przecież aplikacje, których zainstalowanie jest konieczne przy wjeździe na teren tego kraju, przejmują całkowitą władzę nad twoim sprzętem, mogą dowolnie kontrolować wszystkie informacje zapisane i zawarte w komórce każdego kibica. 

Gdzie zajrzy szejk?

Między 1 listopada 2022 a 23 stycznia 2023 przepływ masy ludzkiej przez Katar będzie możliwy tylko zatwierdzonym certyfikatem Hayya Card. Identyfikator kibica, który zapewni chociażby bezpłatny dostęp do transportu publicznego, będzie wymagany nie tylko przy bramkach wejściowych mundialowych stadionów, ale też już przy samym wjeździe na teren emiratu. Katarski rząd informuje, że około siedemdziesiąt pięć procent posiadaczy biletów na mundial zdążyło już zgłosić swój akces po kartę Hayya. Liczba zgłoszeń? Półtora miliona ludzi.

Machina ruszyła. Najwyższy Komitet otworzył dwa centra usług Hayya Card. Drukują po czterdzieści certyfikatów na pięć minut, ale na początku listopada efektywność tego procesu wzrośnie przynajmniej dwukrotnie, żeby żaden kibic z zachodnich cywilizacji nie kręcił nosem na przerost biurokracji. Jednocześnie na siedemdziesiąt dwie godziny przed przylotem każdy przyjezdny powyżej osiemnastego roku życia musi zarejestrować się w systemie Ehteraz. Brzmi nadgorliwie? W normalnych okolicznościach Ehteraz przybiera nieco komiczny wymiar picu na wodę, straszaka na zagubionych wczasowiczów, rzuconego mimochodem sprzedawcy pytania o okazanie aplikacji w sklepie czy na stacji benzynowej, ale w czasie mundialu zrobi się poważniej. Wszystko dlatego, że po raz kolejny współczesność udowodni nam, ile znaczy siła informacji.

Øyvind Vasaasen, szef bezpieczeństwa norweskiej telewizji NRK: –  Jedziesz do Kataru. Pobierasz te dwie aplikacje. Akceptujesz warunki zawarte w umowie. Nie masz innego wyjścia, inaczej nie wjedziesz. I tym samym właściwie rezygnujesz ze wszystkim praw do prywatności przy użyciu swojego telefonu. Ludzie lub mechanizm, kontrolujący działanie obydwu aplikacji, otrzymuje możliwość czytania, pobierania, zmieniania i dostosowywania informacji z całej komórki.

Reklama

Naomi Lintvedt, pracowniczka naukowa na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Oslo: – Albo wszystko, albo nic. Nie możesz wyrazić zgody na częściowe działanie aplikacji. Katarczycy posuwają się zdecydowanie za daleko w planach rejestrowania i wykorzystywania cudzych danych. Dostaną zbyt szeroki dostęp do zmian i przejmowania funkcjonalności na telefonie komórkowym. Po co im to? Przecież pozornie to zupełnie niepotrzebne! Taki dostęp pozwala na inwigilację rządową. 

Ehteraz to baza danych o podróżnych. Wszelkiego rodzaju informacje osobowe i poglądowe – daty urodzenia, adresy, imiona, nazwiska, paszporty, certyfikaty covidowe, zawody, numery lotów, nazwy hoteli, cele podróży, pozwolenia, zakazy i nakazy. Ale nie tylko – aplikacja Ehteraz otrzymuje dostęp do dokładnej lokalizacji, wykonywania połączeń, wyłączenia blokady ekranu, odczytywanie, zmieniania lub usuwania całej zawartości smartfona, do łączenia się z Wi-Fi i Bluetoothem. Kibicowska Hayya jawi się jako ciut tylko mniej inwazyjna – pożera dane osobowe, zapamiętuje usytuowanie, reaguje na uśpienie aparatu i wyświetla połączenia sieciowe telefonu.

Sieć kibiców 

W większości heist-movies wplatany jest motyw łebskiego okularnika, takiego bondowego Q, który dba o wyposażenie agenta 007 w najnowocześniejszy sprzęt do pokonywania najróżniejszych szalonych przeszkód na drodze do zbawienia globu. Podczas misji taki mądrala z działu naukowo-rozwojowego siedzi na tyłku, tłucze w klawiaturę i wnikliwie obserwuje monumentalny ekran, na którym tłumy ludzi zlewają się w kolorowe kropki i linie, raz po raz wypluwające dane, pomagające oddzielić ziarno od plew i szaraczków od złoczyńców. Takiego właśnie systemu zapragnął Katar, o którego planach pisaliśmy już w tekście „Katarski brat patrzy”:

Najwyższy Komitet otrzyma dostęp do monumentalnej bazy danych, dlatego starannie wyselekcjonował zespół z wydziału inżynieryjnego na Uniwersytecie Kataru, który wykorzystał najnowocześniejsze nowinki technologiczne, żeby stworzyć system zdolny do zarządzania tryliardami informacjami na temat dwóch milionów fanów, którzy przybędą na zachodnie wybrzeże Zatoki Perskiej na katarskie mistrzostwa świata.

Do dobrodziejstw wynikających z rozwoju dronów obserwacyjnych i sztucznej inteligencji dołożono technologię informacyjno-telekomunikacyjną, która gromadzi, przetwarza i przesyła dane w formie elektronicznej. Zastosowany zostanie Football Supporters Crowd Dataset – ultra-innowacyjny sprzęt zawierający sześć tysięcy ręcznie skategoryzowanych zdjęć z różnych scenerii z dziesiątkami tysięcy ludzi gromadzących się na stadionach lub w ich pobliżu. Tym samym państwowy uniwersytet ogłosił wytworzenie „inteligentnego systemu zarządzania i kontrolowania masy ludzkiej z licznymi komponentami do liczenia tłumu, rozpoznawania twarzy i wykrywania nienormalnych zdarzeń”.

Reklama

Wielki Brat – przy użyciu wielozadaniowej splotowej sieci neuronowej – zidentyfikuje twarz kibica w przeróżnych pozach i układach mimicznych. Wielki Brat – za pomocą trzech warstw rozpoznawania biometrycznego – przeanalizuje facjatę i sylwetkę fana ze wszystkich możliwych stron. Wielki Brat – poprzez strukturowo-teksturową dekompozycję i eksplikację kolorystyczną – wyeliminuje wszelkie zbędne dane o człowieku i skupi się tylko na bezbłędnym zestawianiu osoby z obrazu z rzeczywistą osobą. Wielki Brat – dzięki monitoringowi opartemu na dronach i rewolucyjnej wariacji AED – będzie mógł reagować na wszelkie przejawy niepożądanych zachowań w tłumie, bo system pomoże mu określić, jakie zachowania są „normalne, a jakie „nienormalne”. Na samym starcie turnieju Wielki Brat będzie wiedział dużo. Bardzo dużo. Bardzo, bardzo dużo. Bardzo, bardzo, bardzo dużo.

Ehteraz i Hayya stanowią więc bardzo bezpośrednie i bardzo nachalne środki do całkiem subtelnego zmuszania milionów kibiców, przybywających nad Zatokę Perską między listopadem a grudniem na mistrzostwa świata w piłce nożnej, do samodzielnego zapisania się do prawdziwie orwellowskiej albo huxley’owskiej bazy danych. Nikt nikomu nie będzie stał nad głową z pistoletem przyłożonym do skroni, ale sens tej całej zabawy jest prosty, jasny i klarowny: wydajesz fortunę, żeby obejrzeć mundial na katarskich stadionach, witamy w systemie, w którym wtopisz się w masę innych kolorowych kropek i linii, ale nie pozostaniesz anonimowy.

Nie nagrywaj

– Masz zgodę od rządu? Nie masz? To nie nagrywaj! – sam nie wiem, ile razy słyszałem takie zdanie podczas zaledwie tygodniowego pobytu w Katarze. Żołnierz z karabinem na autostradzie z Dohy do Al-Rayyan. Policjant z pałką na rajskim Pearl Qatar. „Boss” na ogrodowym krzesełku przy Doha Sports Stadium…

Zgoda od rządu? Wszystkie dokumenty w najmniejszym powierzchniowo i demograficznie kraju-gospodarzu w historii mistrzostw świata w piłce nożnej wyglądają bliźniaczo podobnie. Wypełniasz wniosek. Czekasz od kilku do kilkunastu tygodni. Przychodzi zgoda. Ściana tekstu w języku arabskim poniżej okrągłego godła z jednomasztowym żaglowcem, dwoma palmami i falującym morzem pomiędzy dwiema zakrzywionymi szablami. Sygnujesz pismo. Owładnięci obsesję kontroli katarscy biurokraci mruczą w zadowoleniu. Teraz swobodnie możesz poruszać się nad Zatoką Perską. „Swobodnie” w ramach własnej ignorancji, bo na tej zgodzie znajduje się mnóstwo uwarunkowań i zastrzeżeń.

Zabronione jest pokazywania budynków rządowych i posesji prywatnych. Zakazane jest rozpowszechnianie „niepotwierdzonych i nielegalnych” wiadomości, a także informacji, które „mogą zaburzyć katarski porządek i arabskie zwyczaje lub urazić muzułmańskie przekonania religijne”. Nakazane jest przestrzeganie lokalnego prawa i lokalnych tradycji. Wszystko pod surową groźbą kary dla „nieodpowiedzialnych”. Nie wierzysz? W 2015 roku grupa reporterów BBC spędziła dwie noce w katarskim więzieniu, bo szperała w obozach pracy dla robotników-migrantów, a 2021 roku ten sam trop na trzydzieści sześć godzin zapędził do aresztu dwójkę norweskich pismaków, Halvoara Ekelanda i Lokmana Ghorbaniego.

Na takie ograniczenia w nagrywaniu katarskiej ziemi, które obowiązywać będą również w czasie trwania mundialu, nie godzi się choćby James Lynch z FairSquare, który grzmi w rozmowie z Guardianem: – Niezwykle trudno byłoby przestrzegać tych wszystkich warunków, jeśli nawet filmowanie w pobliżu własności prywatnej czy rządowej narusza warunki katarskich zgód i wymagań. Najprawdopodobniej  będzie to miało bardzo rażący wpływ na swobodę wypowiedzi. Kto pozwoli sobie na opowiadanie o problemach społecznych Kataru, jeśli można się w ten sposób narazić? 

Rzecznik prasowy FIFA ripostuje w rozmowie z Marcą: – Szereg potrzebnych zgód i postawionych warunków przed katarskimi mistrzostwami świata nie różni się od szeregu potrzebnych zgód i postawionych warunków przed wszystkimi innymi mistrzostwami świata. 

Na to jednak akurat należy machnąć ręką. To ta sama organizacja, która na informacje o masowych zgonach robotników-migrantów na terenie Kataru, pisała bez żadnej żenady: – W Katarze przedsięwzięte zostały tak wzorowe zasady BHP, że częstotliwość wypadków na placach budowy infrastruktury pod mistrzostwa świata 2022 była zadowalająco niska w porównaniu z innymi dużymi projektami budowlanymi na całym świecie. 

Śmiech na sali.

Inwigilacja czy środki bezpieczeństwa?

Brzmi to wszystko cholernie karkołomnie i trochę nieprawdopodobnie. Halo, to XXI wiek. Tu każdy ma telefon, każdy ma aparat, każdy ma Facebooka, Twittera, Instagrama, WhatsAppa i cały szereg innych wgranych aplikacji do kontaktu z ludźmi. Ludzie chodzą po ulicach z twarzami przyklejonymi do ekranów. Kibice oglądają mecze gdzieś pomiędzy scrollowaniem w poszukiwaniu aktualności a klikaniem w śmieszne filmiki w tropieniu ożywczych bodźców z mediów społecznościowych. Coś się zdarzy, coś przestraszy, coś rozśmieszy, coś zszokuje, coś zachwyci, zaraz setki filmików rozpowszechnią się po sieci i nie zablokują tego żadne zakazy i żadne nakazy.

W gruncie rzeczy Katar to nowoczesne państwo. Niby wyznaniowe, niby szariat wciąż jest głównym źródłem ustawodawstwa, niby tamtejsze prawo zezwala na zasądzenie wyroku poprzez wystrzał plutonu egzekucyjnego również za rabunek, którego skutkiem jest śmierć, podpalenie, tortury, porwanie, terroryzm, gwałt, handel narkotykami, wymuszenie pod groźbą oskarżenia o popełnienie przestępstwa honorowego, krzywoprzysięstwo powodujące bezprawną egzekucję i zdradę, apostazję, współżycie osób tej samej płci czy bluźnierstwo, ale lokalne władze z pełną świadomością trąbią o „katarskiej kulturze gościnności”.

Przecież ten mundial nie cofnie cywilizacji do średniowiecza. Przecież ten mundial nie cieszy się dobrą prasą i poprzez wspaniałość atmosfery tego święta futbolu odwrócić niekorzystny dla siebie trend krytykowania katarskich grzechów. Przecież ten mundial ma być dźwignią marketingową dla kraju, który ze strachu przed kurczącymi się złożami ropy naftowej i gazu ziemnego chce stać się rajem turystycznym i uczynić z Dohy i Lusail metropolie przyszłości na wzór nieodległego Dubaju. Dzwonimy do Mieszka Rajkiewicza, doktoranta WNPiSM, współautora raportu „Katar, geopolityka i mistrzostwa świata” i specjalisty od dyplomacji, polityzacji i globalizacji sportu.

– Przez ostatnie dwanaście lat Katarczycy budowali całe know-how obsługi i zabezpieczenia tak dużej międzynarodowej imprezy, jaką są mistrzostwa świata w piłce nożnej, bo wcześniej po prostu takiej wiedzy nie mieli. Inwigilacja czy nadmierna kontrola wcale nie różnią się od szeregu zabiegów, które wprowadzają inni organizatorzy na czas trwania wielkich sportowych czempionatów na terenie całych swoich krajów. Gdzieś indziej nazywa się to stanem wyjątkowym, gdzieś indziej nadzwyczajne prawa nadaje się służbom, i to niezależnie od kontynentu czy szerokości geograficznej, europejskie państwa nie są w tej kwestii wyjątkiem. Nie inaczej będzie podczas Euro 2024 w Niemczech. Rośnie zagrożenie terrorystyczne. Istnieje obawa potencjalnych ataków bombowych na dziesiątki tysięcy kibiców zgromadzonych w jednej chwili na stadionach. To jest więc dosyć naturalne, że służby bezpieczeństwa danego kraju przygotowują środki zapobiegawcze. Pytanie brzmi: jak to zostanie wykorzystane podczas samej imprezy?

Nie wydaje mi się, żeby katarskie środki inwigilacji czy nadmiernej kontroli okazały się uciążliwe dla szeregowego kibica, jeśli ten będzie normalnie funkcjonował. Nie spodziewałbym się dramatów, że całe masy fanów trafią do więzień za zbyt ordynarne czy prowokacyjne zachowanie. Katarczycy podryfują w stronę liberalności, co nie zmienia faktu, że bezpieczeństwo musi stać tam na pierwszym miejscu. To mały kraj o małym terytorium, stadiony ściśnięte w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, powstaną przeogromne skupiska ludzi. Nie wiadomo, jak będą wyglądały kanały komunikacyjne, jak zatłoczone będą mundialowe miejsca. Mecze towarzyskie w Lusail pokazały, że nawet nieistotne w ujęciu globalnym wydarzenia potrafią skomplikować tamtejszą logistykę, a co dopiero mistrzostwa świata. Dlatego też Katar musi mieć system, który będzie kontrolował przyjezdnych w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa narodowego, jak oni sami to szumnie nazywają. Zagrożenie ewentualnego ataku terrorystycznego jest zbyt duże, żeby pozwolić sobie na zaniechanie w takich kwestiach.

Jedziesz na mundial?

Łap Hayya Card.

Instaluj Ehteraz.

I licz, że Katar zadba twoje bezpieczeństwo.

Chyba, że to właśnie ciebie zdiagnozuje jako niebezpieczeństwo.

Czytaj więcej o mundialu w Katarze:

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

50 komentarzy

Loading...