Reklama

Katarski brat patrzy

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

02 lipca 2022, 09:32 • 10 min czytania 42 komentarzy

Jak daleko bogaci Katarczycy sięgają pamięcią, a nie sięgają daleko, zawsze się przejadało, nosiło bialutkie thawby i długawe ghutry, meble były złote i świecące, mieszkania klimatyzowane, metro odludne, domy opływające w luksusach, benzyna tania, alkohol niedostępny, kawa przepyszna, kraj bezpieczny. Mundial nie może sprzeniewierzyć się katarskim wartościom, więc na jego czas Najwyższy Komitet, organ rządowy nadzorujący globalny czempionat w piłce nożnej, przeobrazi się we współczesną wariację Wielkiego Brata, niefantastyczne Oko Saurona, żeby tylko lokalnych krezusów nie zabolał napływ futbolowego plebsu. 

Katarski brat patrzy

Hassan Al Thawadi, sekretarz generalny Najwyższego Komitetu, ukuł sobie powiedzenie o „katarskiej kulturze gościnności”. Szef mundialowego projektu kompulsywnie powtarza, że potęga jego ojczyzny wzrasta na dobroczynnej i opiekuńczej otwartości, wynikającej z wielowiecznej arabskiej tradycji i nabożnego szacunku do obcości. Rdzeni Katarczycy stanowią zaledwie piętnaście procent populacji całego kraju. Ulice tego plutokratycznego mocarstwa na zachodnim wybrzeżu Zatoki Perskiej zaludniają przybysze z biednych części Azji i Afryki. Codziennie na ten mały wycinek wschodniej części Półwyspu Arabskiego przybywa więcej gastarbeiterów niż rodzi się tam dzieci. Jakąś aberracją jest więc lęk i dygot lokalnej społeczności przed przyjazdem dwóch milionów kibiców piłkarskich na przełomie listopada i grudnia.

Oklaski w lęku przed koronawirusem

Puchar Narodów Arabskich w 2021 roku. Al Bayt Stadium, obiekt wzorowany na nomadzkich namiotach w północnym Al Khor, dwukrotnie zapełnia się sześćdziesięciotysięcznym tłumem. Najpierw na poziomie ćwierćfinału, gdy Katar leje Zjednoczone Emiraty Arabskie, a następnie już w ścisłym finale, w którym Algierczycy pokonują Tunezyjczyków. Lokalsi uważnie przyglądają się niewystudiowanej dzikości fanów dwóch północnoafrykańskich reprezentacji. Tej zielono-czerwonej masie, falującej w rytmie uderzanej futbolówki, reagującej na boiskowe wydarzenia w hipnotyzującej zgodności z ruchami boiskowych bohaterów. Kibicowanie po katarsku nosi znamiona rozśmieszającej piknikowości i ma w sobie coś z karykaturalności zagubienia multimilionerów na balu dla klasy średniej.

Europejscy piłkarze śmieją się, że katarski lud zdolny jest przywdziewać trykot każdej drużyny, byle tylko za to trzymanie kciuków otrzymać bonusowe kilkaset riali. Zwykli amatorzy piłki kopanej z zachodnich cywilizacji, wychowani wokół kultury kibicowskiej ze Starego Kontynentu, dodają, że nie sposób przewidzieć, w którym momencie trybuny wypełnione facetami w białych tunikach i kobietami w czarnych płaszczach zaczną klaskać. Gol? Klaszczą lub nie klaszczą. Przerzut na wiele metrów? Klaszczą lub nie klaszczą. Nuda w środku pola? Klaszczą lub nie klaszczą? Aut? Klaszczą lub nie klaszczą. Nie ma w tym wiele logiki. Na dowód wystarczy obejrzeć tamten pogrom nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Ale w emiracie wierzą w narodowotwórczy charakter piłki nożnej. Nieprzypadkowo średnia frekwencja podczas meczów reprezentacji prowadzonej przez Felixa Sancheza na Pucharze Narodów Arabskich w 2021 roku wynosiła trzydzieści osiem tysięcy. Na złość jednak tej całej futbolowej euforii i manii dziesiąta edycja tych rozgrywek wywołał trzecią falę koronawirusa na katarskiej ziemi i zmotywowała lokalne władze do narzucenia wyjątkowo restrykcyjnych zasad. Aktualnie tego pustynnego państwa bogaczy nie odwiedzi żadna istota ludzka bez paszportu covidowego i ważnego testu PCR.

Reklama

Katarczycy wciąż boją się koronawirusowego wariantu Omicron, ale Micheal Ryan, dyrektor ds. sytuacji kryzysowych Światowej Organizacji Zdrowia, przekonuje, że na całym świecie nie ma drugiego takiego kraju, o który byłby spokojniejszy „przy działaniach proceduralnych zapobiegającym zakażeniom i blokującym transmisję wirusa”. Przylot dwóch milionów ludzi z setek różnych zakątków świata, zakwaterowanie ich na terenie odpowiadającym wielkości województwa świętokrzyskiego i niedoprowadzenie tym samym do chorobowej mini-apokalipsy będą możliwe, ponieważ Katar wprowadzi systemy kontroli na niespotykaną dotąd skalę.

Wielki Brat patrzy

W niedalekiej przyszłości wydział inżynieryjny na Uniwersytecie Kataru przybierze kształt hiper-technologicznej przestrzeni rodem z filmów science-ficiton. Na razie jednak nie różni się niczym od swoich akademickich sióstr i braci z innych technokratycznych krajów. Hassan Al Thawadi twierdzi jednak, że dzieją się tam cuda, które sprawią, że listopadowo-grudniowe mistrzostwa świata będą nie tylko „najlepszym mundialem w historii”, ale też najbezpieczniejszym w dziejach, bo „najpilniej monitorowanym i kontrolowanym przez służby porządkowe”.

Między 1 listopada 2022 a 23 stycznia 2023 przepływ masy ludzkiej przez ten pustynny kraj będzie możliwy tylko z zatwierdzonym certyfikatem Hayya Card. Identyfikator kibica, który zapewni chociażby bezpłatny dostęp do transportu publicznego, będzie wymagany nie tylko przy bramkach wejściowych mundialowych stadionów, ale też już przy samym wjeździe na teren emiratu. Najwyższy Komitet otrzyma dostęp do monumentalnej bazy danych, dlatego starannie wyselekcjonował zespół z wydziału inżynieryjnego na Uniwersytecie Kataru, który wykorzystał najnowocześniejsze nowinki technologiczne, żeby stworzyć system zdolny do zarządzania tryliardami informacjami na temat dwóch milionów fanów, którzy przybędą na zachodnie wybrzeże Zatoki Perskiej na katarskie mistrzostwa świata.

Do dobrodziejstw wynikających z rozwoju dronów obserwacyjnych i sztucznej inteligencji dołożono technologię informacyjno-telekomunikacyjną, która gromadzi, przetwarza i przesyła dane w formie elektronicznej. Zastosowany zostanie Football Supporters Crowd Dataset – ultra-innowacyjny sprzęt zawierający sześć tysięcy ręcznie skategoryzowanych zdjęć z różnych scenerii z dziesiątkami tysięcy ludzi gromadzących się na stadionach lub w ich pobliżu. Tym samym państwowy uniwersytet ogłosił wytworzenie „inteligentnego systemu zarządzania i kontrolowania masy ludzkiej z licznymi komponentami do liczenia tłumu, rozpoznawania twarzy i wykrywania nienormalnych zdarzeń”.

Wielki Brat – przy użyciu wielozadaniowej splotowej sieci neuronowej – zidentyfikuje twarz kibica w przeróżnych pozach i układach mimicznych. Wielki Brat – za pomocą trzech warstw rozpoznawania biometrycznego – przeanalizuje facjatę i sylwetkę fana ze wszystkich możliwych stron. Wielki Brat – poprzez strukturowo-teksturową dekompozycję i eksplikację kolorystyczną – wyeliminuje wszelkie zbędne dane o człowieku i skupi się tylko na bezbłędnym zestawianiu osoby z obrazu z rzeczywistą osobą. Wielki Brat – dzięki monitoringowi opartemu na dronach i rewolucyjnej wariacji AED – będzie mógł reagować na wszelkie przejawy niepożądanych zachowań w tłumie, bo system pomoże mu określić, jakie zachowania są „normalne, a jakie „nienormalne”. Na samym starcie turnieju Wielki Brat będzie wiedział dużo. Bardzo dużo. Bardzo, bardzo dużo. Bardzo, bardzo, bardzo dużo.

Reklama

I coraz więcej z każdym kolejnym dniem mundialu.

Obsesja bezpieczeństwa

Na czas czempionatu populacja Kataru zwiększy się z niecałych trzech milionów do ponad pięciu milionów mieszkańców. „Arabska kultura gościnności” pozostaje „arabską kulturą gościnności”, ale otoczenie emira coraz częściej przebąkuje, że choć przymknie oko na drobne grzeszki przyjezdnych, to tylko pod warunkiem, że goście uszanują lokalne zasady. Katarscy multimilionerzy zjeździli bowiem dookoła całą kulę ziemską i jak nikt wiedzą, że gorączka utożsamiania się z drużynami piłkarskimi potrafi zaślepić każdego i zmieść każde miasto, a na zderzenie z takim żywiołem ich ojczyzna nie jest gotowa.

Błogosławieństwem jest więc niezwykła zdolność emira Tamima bin Hamada Al Thaniego do sytuowania swojego kraju w roli pupilka większych od siebie. Amerykanie postawili sobie na katarskiej ziemi centrum dowodzenia całych swoich sił w regionie Bliskiego Wschodu – bazę wojskową Al Udeid. Francuzi liczą na podbicie piłkarskiego świata nogami suto opłacanych petrodolarami piłkarzy PSG i uwiarygadniają emirat na międzynarodowych salonach w zamian za pomoc w realizowaniu politycznych interesów – futbolowych, ekonomicznych, medialnych i energetycznych. Do dziesiątek katarskich funduszy, instytucji i organizacji, działających wedle przeróżnych formuł i statutów, należą dziesiątki tysięcy zachodnich hoteli, wieżowców, budynków, sklepów, galerii handlowych, domów mody, firm, klubów, czyli wszystkiego tego, co pięknie świeci, cudownie pachnie i straceńczo przyciąga w erze kultu markowości.

Nic dziwnego, że kiedy w czasie mistrzostw świata miliardy zwrócą oczy w stronę tego małego państewka nad Zatoką Perską, parasol ochronny nad Katarem rozłożą służby porządkowe z zaprzyjaźnionych krajów. Suleiman Soylu, turecki minister spraw wewnętrznych, zapowiedział już, że znad Bosforu do kraju-organizatora mundialu przyleci prawie trzy i pół tysiąca funkcjonariuszy, którzy swoją służbę będą pełnić przez czterdzieści pięć dni w geście politycznej przyjaźni. Maroko przystało na skompletowanie zespołu ekspertów do spraw cyberbezpieczeństwa i przetransportowanie go na katarską ziemię. Królewskie Siły Powietrzne i Królewska Marynarka Wojenna z Wielkiej Brytanii mają zaś zapewnić ochronę antyterrorystyczną z powietrza i morza na listopadowo-grudniowym czempionacie.

Gianni Infantino obserwuje mundialowe przygotowania z perspektywy swojego domu w Dosze i zachwyca się, że „Europa potrzebowała setek lat, żeby dokonać radykalnej przemiany własnej i dostosować się do współczesności, a Katar dokonał tego w zaledwie dekadę”. Hassan Al Thawadi dodaje, że Najwyższy Komitet ugasił wszystkie pożary i podczas turnieju nie spodziewa się żadnych skandali czy protestów. Wszystko będzie skontrolowane na tip-top. Wielki Brat będzie patrzył.

Homoseksualizm i seks po katarsku

I wtedy wybuchła afera światopoglądowa. Ktoś z Najwyższego Komitetu miał powiedzieć, że wniesienie tęczowej flagi LGBTQ podczas mistrzostw świata może poskutkować karą nawet od siedmiu do jedenastu lat pozbawienia wolności. „Jesteśmy w kraju islamskim, więc przyjezdni powinni szanować lokalną religię, wierzenia i kulturę”, miał wygłosić wysoko postawiony członek Supreme Committee for Delivery & Legacy. Wrażliwe na prawa mniejszości zachodnie media podniosły raban. Problem w tym, że żaden z katarskich kacyków nigdy nie wypowiedział takiego zdania.

Sporadycznie swoje wzburzenie wobec istnienia środowiska LGBTQ wyraża konserwatywny generał Abdulaziz Abdullah Al Ansari, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej i przewodniczący Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, ale jego wpływ na mundialową politykę katarskiego rządu jest praktycznie żaden. Młodsze pokolenie możnych z Najwyższego Komitetu, reprezentowane przez Nassera Al-Khatera i Hassana Al Thawadiego, za punkt honoru przyjęło przekonywanie opinii publicznej o własnej sympatii do homoseksualistów. „Wszyscy fani są mile widziani”, powtarzają. „Jeśli czegoś nie zabrania FIFA, nie zabrania tego Katar”, argumentują. „Przesłanie dla społeczności LGBTQ, jest tożsame przesłaniu, które kierujemy do społeczności heteroseksualnej”, opowiadają. I w tym ostatnim zdaniu kryje się cała tajemnica.

Katar jest państwem wyznaniowym, którego głównym źródłem ustawodawstwa pozostaje szariat. Artykuł 57 katarskiej konsytuacji głosi: „Przestrzeganie porządku publicznego i moralności, tradycji narodowych i ustalonych zwyczajów jest obowiązkiem wszystkich, którzy mieszkają w Katarze lub wjeżdżają na jego terytorium”. Prawo stanowi, że innowiercy – zagraniczni pracownicy, turyści i kibice – mogą identyfikować się w ramach innych religii, ale powinni robić to w sposób niezauważalny i dyskretny. Za wejście w „nielegalny związek o charakterze seksualnym” – popularne cudzołóstwo – grozi do siedmiu lat pozbawienia wolności. Jakikolwiek przejaw homoseksualnego uczucia między dwoma mężczyznami – katarskie prawa nie zakłada podobnej relacji między dwoma kobietami – nazywany jest sodomią i podlega karze do pięciu lat za kratkami.

Nie oznacza to, że katarskie służby porządkowe będą latać za kibicami z całego świata i zmuszać fanów do pościelowych spowiedzi, bo emirat nigdy nie pozwoliłby sobie na zostawienie otwartej furtki do bycia posądzonym o totalitaryzm, ale dyplomaci zaznajomieni w politycznych niuansach zachodniego brzegu Zatoki Perskiej przekonują, że wskazana jest ostrożność. Lepiej wydać kilkadziesiąt riali na jedno piwo niż kilkaset za pięć kufli. Lepiej wcześniej pójść spać niż szlajać się nabzdryngolonym po mieście. Lepiej popatrzyć w sufit niż ślinić się nachalnie do ładnej laski w hotelowym lobby. Lepiej ubrać się szczelnie niż kusić roznegliżowanymi częściami ciała. Lepiej nie wykraczać poza heteroseksualny model małżeński. I powinno być dobrze, prawda?

Jak twój własny kraj

Nasser Al-Khater, dyrektor generalny mundialu 2022, stwierdził ostatnio, że na pięć miesięcy przed czempionatem Katar jest już w pełni gotowy na przyjęcie ponad dwóch milionów kibiców, piłkarzy, trenerów i decydentów z całego globu, a wpływ listopadowo-grudniowego turnieju na wizerunek jego ojczyzny będzie zbawienny w skutkach dla całego regionu.

Gianni Infantino uspokajał zaniepokojonych na Forum Ekonomicznym w Dosze, że piłkę nożną czekają kolejne normalne mistrzostwa świata, podczas których wszyscy będą mile widziani, a aresztowani zostaną tylko wandale i niszczyciele, demolujący miasta i tłukący się na ulicach. Najpiękniej jednak stosunek Kataru do samego siebie i świata zewnętrznego podsumował emir Tamim bin Hamad Al Thani: – Katar jest jak twój własny kraj – niedoskonały, ciągle próbujący się doskonalić i pełen nadziei na lepszą przyszłość.

Cóż, kiedy George Orwell opisywał życie codzienne Winstona Smitha w „Roku 1984”, ośmielił się spytać: „Gdyby nie istniał w pamięci genetyczny zapis o innym, lepszym życiu, czy obecny świat wydawałby się aż tak obrzydliwy?”. Powtórzmy, póki Wielki Brat patrzy jeszcze tylko na Katar.

Czytaj więcej o mistrzostwach świata w Katarze:

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Niemcy

Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Antoni Figlewicz
5
Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Komentarze

42 komentarzy

Loading...