Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Lechu Poznań, tak się kończy dziadowanie na transferach

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

12 lipca 2022, 21:29 • 4 min czytania 185 komentarzy

Jesteś mistrzem Polski, który za sezon 2021/2022 zarobił 6 mln euro z tytułu premii wypłacanych przez Ekstraklasę. Jesteś mistrzem Polski, który od lat sprzedaje zawodników za grube miliony — tylko w minionym sezonie udało się wycisnąć 10 milionów euro za Jakuba Kamińskiego, a rok wcześniej Lech Poznań chwalił się rekordem ligi za transfer Jakuba Modera do Brighton. Mimo to, mimo tych wszystkich pieniędzy, które regularnie wpływają na konto klubu, “Kolejorz” nadal dziaduje, gdy trzeba sięgnąć po kieszeni i konkretnie wzmocnić zespół.

Lechu Poznań, tak się kończy dziadowanie na transferach

1:5 z Karabachem Agdam. Tak właśnie kończy się to dziadowanie. Lech Poznań latem zaprezentował kolejną odsłonę nieudolności transferowej. Mając miliony w kieszeni i grę o jeszcze większe pieniądze przed sobą, zdecydował się na typowe dziadowanie. Mamy połowę lipca, a w Wielkopolsce nawalono z większością tematów. Najdobitniejszy przykład to rzecz jasna Artur Rudko. “Kolejorz” rozmawiał z Frantiskiem Plachem, czołowym bramkarzem ligi od paru ładnych lat. Z bramkarzem, który ratował Piastowi Gliwice skórę wielokrotnie i który był gotowy przeprowadzić się do Poznania. Trzeba było wyłożyć parę złotych, malutki ułamek tego, ile Lech zarobił za wygranie Ekstraklasy, o transferach już nie wspominając.

Ale w Poznaniu wpadli na lepszy pomysł. Po co wydawać pieniądze, skoro można znaleźć bramkarza za darmo? Na przykład w takim Pafos trafił się 30-letni Ukrainiec, który w przeszłości zagrał prawie 50 meczów w rezerwach Dynama Kijów, więc Lech uznał to za doskonałą okazję i powierzył w jego ręce los pucharowej przygody. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy.

Czy Lech Poznań zatrudni kiedyś bramkarza z prawdziwego zdarzenia?

Lech Poznań pożałował na Frantiska Placha. Kupi go Slovan?

200 tysięcy euro. Za takie pieniądze można było wyciągnąć ligowemu rywalowi naprawdę kozackiego bramkarza. Dla Lecha było to za dużo, za to dla Slovana Bratysława, z którym lada moment zmierzy się mistrz Polski, to rozsądne pieniądze. I Plach lada moment najpewniej do Slovana trafi, bo Słowacy są gotowi dopiąć transfer, który dla zgarniającego miliony Lecha był za drogi. To kolejna odsłona poznańskiego dziadowania na transferach, które coraz trudniej nam zrozumieć. Bo Lech zarabia coraz więcej, ale gdy tylko przychodzi do wydawania, zaczynają się schody. Tylko w letnim okienku:

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
  • tygodniami targowano się o Afonso Sousę, który dołączył do drużyny bardzo późno
  • pożałowano 200 tysięcy euro na solidnego bramkarza
  • targowano się z Piastem Gliwice o Damiana Kądziora — znów chodziło o grosze z perspektywy Lecha
  • w rozmowach z Rusem przedstawiono zawodnikowi stosunkowo słabą ofertę, gdy wiadomo, że był to klucz do zamknięcia dealu
  • pożałowano pieniędzy na Kownackiego, co prawda nie byłby to mały transfer (1,5 mln euro), ale stosunek ceny do jakości nie wyglądał tragicznie

Gdy tylko pojawia się jakiś temat transferowy w Lechu Poznań, momentalnie słyszymy też o tym, że “Kolejorz” próbuje przyoszczędzić. Nie zrozumcie nas źle, zbijanie ceny jest rozsądne, to też element negocjacji. Problem w tym, że ma to sens, gdy strony w pewnym momencie się spotykają, a nie ma, gdy zakończeniem sprawy jest wycofanie się jednej ze stron. Kiedy grasz o Ligę Mistrzów i negocjujesz transfer Damiana Kądziora (który ostatecznie złapał uraz, ale chodzi o samą postawę), a druga strona upiera się, że chce 200 tysięcy euro więcej, to rozsądniej jest przystać na taką ofertę i szybko skompletować kadrę. Kiedy masz pod nosem bramkarza za 200 tysięcy euro, a akurat szukasz bramkarza, to wykładasz kasę na stół, zgarniasz go na starcie przygotowań i jesteś w domu, a nie kombinujesz z gościem z cypryjskiego kurortu.

Z litości nie rozwijamy już wątku poszukiwań bramkarza w Poznaniu, które są czystą farsą. Dla przykładu w 2016 roku Lech odrzucił Martina Dubravkę, które można było wyjąć z Esbjerga za grosze. Dział skautingu uznał, że to za słaby bramkarz na taki klub. Kilka lat później Newcastle zapłaciło za niego 6 milionów euro, a “Kolejorz” dalej miota się od van der Harta do Rudki.

Bogdan Wilk o transferze Damiana Kądziora do Lecha Poznań [WYWIAD]

Lech nie może powiedzieć, że zrobił wszystko, żeby awansować

Lech Poznań potrafi zrobić ciekawy i udany transfer. Joela Pereirę znalazł przecież na tym samym Cyprze, z którego ściągnął Artura Rudkę. Gio Citaiszwilego przekonał błyskawicznie, wykorzystując sytuację zawodnika. Jeszcze wcześniej dostrzegł i sprowadził Jaspera Karlstroema. Mamy jednak wrażenie, że nie po raz pierwszy “Kolejorz” mógł zrobić więcej, mógł się lepiej zabezpieczyć i pokpił temat wyłącznie ze swojej winy. Niektóre ruchy Lecha są wręcz zadziwiające, bo jak wytłumaczyć to, że klub lekką ręką wydaje miliony na Kristoffera Velde czy Adriela Ba Louę, którzy nigdy nie grali w Polsce i siłą rzeczy są pewną zagadką, ale kiedy przychodzi do najważniejszego okienka od lat i negocjowana ceny z ligowym rywalem w sprawie czołowych zawodników Ekstraklasy, wzbrania się przed dorzuceniem choćby paru groszy?

Jaki w tym sens?

Jaka logika?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Czym kierują się działacze Lecha i dlaczego nie uczą się na własnych błędach?

Ciężko nam na te pytania odpowiedzieć. I okej, może Lech Poznań z Frantiskiem Plachem w bramce i Damianem Kądziorem na skrzydle też odpadłby z Karabachem Agdam, tego się już nie dowiemy. Ale nikt w Wielkopolsce nie powie, że zrobiono wszystko, absolutnie wszystko, żeby w końcu przekształcić marzenia w rzeczywistość.

WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

185 komentarzy

Loading...