Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jak Jeremy Sochan wpasuje się w San Antonio Spurs?

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

24 czerwca 2022, 18:36 • 6 min czytania 27 komentarzy

San Antonio Spurs od kilku lat nie są już potęgą NBA. Kojarzą się bardziej jako zespół, który – choć wciąż prowadzony przez legendarnego Gregga Popovicha – stawia na rozwój młodych koszykarzy. To oczywiście dobra informacja dla Jeremy’ego Sochana. Ale czy Polak faktycznie będzie mógł liczyć na regularne szanse gry?

Jak Jeremy Sochan wpasuje się w San Antonio Spurs?

To już możemy stwierdzić teraz – na pewno Jeremy’emu pomoże jego wszechstronność. Choć domyślnie będzie przypisywany do pozycji numer 4 (silny skrzydłowy), to z powodzeniem może grać również na 3 (niski skrzydłowy), a na uczelni sporo czasu na parkiecie spędzał też jako ten najwyższy zawodnik na parkiecie (czyli środkowy). Co ważne, Sochan z powodzeniem może kryć niemal każdego zawodnika drużyny przeciwnej.

Trener Spurs nie będzie zatem zmuszony kombinować, ustawiać zespołu, tak aby zmieścić tam Sochana. Polak może stanowić klucz, który pasuje do każdego zamka – czyli każdej czwórki kolegów z zespołów, którzy akurat znajdą się z nim na parkiecie.

Aby taki scenariusz wszedł w życie, potrzebne są jednak dwie rzeczy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Po pierwsze, Polak musiałby szybko przystosować się do tempa gry oraz fizyczności, jakie panują w NBA. Dotychczas rywalizował w końcu przede wszystkim ze swoimi rówieśnikami albo chłopakami starszymi o kilka lat (nie licząc epizodu w seniorskiej kadrze Polski). A już za parę miesięcy będzie przepychał się z dorosłymi facetami, którym nie brakuje ani umiejętności, ani cwaniactwa boiskowego.

Po drugie, musiałby zapracować na zaufanie Popovicha – który miewa krótki lont, jeśli młodzi zawodnicy popełniają proste błędy, nie wracają do obrony, nie dają z siebie stu procent. Przekonał się o tym choćby Luka Samanić – utalentowany chorwacki podkoszowy, na którego Spurs postawili w drafcie 2019. Zrezygnowali z jego usług jednak już po dwóch latach. Podobno Europejczykowi zwyczajnie brakowało zaangażowania, dlatego też został szybko skreślony przez “Popa”.

Oczywiście Sochan prawdopodobnie stanowi przeciwieństwo Samanicia – żaden z trenerów Polaka nie miał nigdy zastrzeżenia do jego etyki pracy. Ale w każdym razie – to są rzeczy, o których młody zawodnik podpisujący kontrakt ze Spurs musi pamiętać.

Niełatwe losy nastolatków?

Luka Samanić to oczywiście nie jedyny młody zawodnik, jaki trafił do San Antonio Spurs w ostatnich latach. Prześledźmy historię zawodników wydraftowanych przez drużynę z Teksasu w pierwszej rundzie oraz ich późniejsze losy.

Draft 2021: Joshua Primo (12. numer)

To bardzo młody zawodnik, który wciąż nie ukończył 20 lat (ma urodziny w grudniu). W ubiegłym sezonie zagrał w 50 spotkaniach, w których spędzał średnio 19.3 minut na boisku i zdobywał 5.8 punktów. Spurs odsyłali go też do G-League, zaplecza NBA, gdzie wystąpił w 12 meczach. Mimo tego jako nastolatek otrzymywał stosunkowo regularne szanse do gry – choć ważną postacią zespołu nie był.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Draft 2020: Devin Vessel (11. numer)

On akurat w czasie draftu był nieco starszy od Sochana i Primo – miał niespełna 20 lat.  Zdążył zagrać oczywiście już dwa sezony w NBA. W pierwszym nie zachwycał (17 minut na mecz, 5.5 punktów niska skuteczność). W drugim zanotował znaczący progres – stał się ważnym elementem układanki Popovicha (27.3 minut, 12.3 punktów, aż 32 z 71 meczów w pierwszej piątce).

Draft 2019: Luka Samanić (19. numer), Keldon Johnson (29. numer)

Przypadek Samanicia już przybliżyliśmy. Keldon Johnson na parkietach NBA radził sobie znacznie lepiej od Chorwata. Obecnie jest jednym z trzech najważniejszych graczy Spurs (obok Austriaka Jakoba Poeltla oraz Dejounte Murraya). No i co ciekawe – mówimy o mistrzu olimpijskim, bo Amerykanin wykorzystał absencje bardziej doświadczonych koszykarzy, aby polecieć na turniej do Tokio. Co jednak warto zauważyć – Johnson w debiutanckich rozgrywkach grał tylko 17.7 minut na mecz. A więc z podobnie niskiego pułapu jak Vessel i Primo.

Draft 2018: Lonnie Walker (18. numer)

Walker w pierwszym sezonie w Spurs był kompletnie w cieniu. Nie potrafił przebić się w rotacji Popa i większość czasu spędzał albo na ławce, albo we wspomnianym G-League (17 meczów, średnio 6.9 minut na parkiecie). W kolejnych rozgrywkach skrzydłowy grał więcej (16.2 minut), a w jeszcze następnych całkiem sporo (25.4 minut). Mimo tego nie robił piorunujących postępów – kibice Spurs dzisiaj raczej nie są nim zachwyceni. Nie można jednak powiedzieć – co z naszej perspektywy istotne – żeby władze klubu nie miały do młodego koszykarza cierpliwości.

Draft 2017: Derrick White (29. numer)

Ten zawodnik zaczynał podobnie jak Walker – od bycia kompletnie poza radarem. W debiutanckim sezonie załapał się tylko na 17 meczów. Potem zaczął już budować swoją markę jako bardzo dobry obrońca. W latach 2018-2022 Popovich konsekwentnie na niego stawiał, a White odwdzięczał się niezłą dyspozycją. Na legendę Spurs jednak nie wyrósł – bo kilka miesięcy temu został wytransferowany do Boston Celtics, gdzie w roli rezerwowego zameldował się w finale NBA.

Draft 2016: Dejounte Murray (29. numer)

Najbardziej wybijająca się historia. Murray na początku kariery miał reputację świetnego defensora obdarzonego znakomitymi warunkami fizycznymi – coś jak Sochan. Lata pod Popovichem pozwoliły mu się jednak rozwinąć, z roku na rok stawał się coraz lepszy. No i w ubiegłych rozgrywkach – zdecydowanie zasłużenie – wystąpił w Meczu Gwiazd.

To jednak nie zmienia tego, że Murray – podobnie jak większość koszykarzy, o których wspomnieliśmy wcześniej – początkowo w Spurs był przykuty do ławki. Sezon 2016/2017 zakończył z 38 spotkaniami na koncie, w czasie których grał średnio 8.5 minut. Musiał zatem być cierpliwy, aby stać się tym, kim jest.

Sochan może mieć podobnie, ale… niekoniecznie

Historia podpowiada zatem, że Polak będzie musiał stopniowo budować swoją pozycję. I jeszcze w debiutanckich rozgrywkach przyzwyczaić się do notowania w okolicy kilkunastu minut na mecz. Istnieją jednak pewne kwestie, które odróżniają go od poprzedników.

Sochan jako pierwszy zawodnik Spurs od… 1997 roku został wybrany w pierwszej dziesiątce draftu. Poprzednim graczem Popovicha, który dostąpił tego zaszczytu, był legendarny Tim Duncan – on zniknął z draftowej puli już jako pierwszy.

Warto też zwrócić uwagę, że Primo, Vessel, Johnson, Walker, White oraz Murray to niżsi gracze od Sochana, bardziej skupieni na kreowaniu gry, znajdowaniu sobie pozycji do rzutu. Polak natomiast nie musi martwić się o to, aby specjalnie pokazywać się w ofensywnie. Może budować swoją markę jako specjalista od defensywy, a po drugiej stronie parkietu skupiać się przede wszystkim na rzutach za trzy punkty z czystych pozycji.

Kolejna rzecz: jak wspomnieliśmy, Polak to zawodnik z pozycji 3 czy 4. A te w Spurs nie są specjalnie mocno obsadzone. Niewykluczone, że Sochan uzupełni pierwszą piątkę, w której znajdą się też Murray, Johnson, Vassell i Poeltl, wyrzucając z niej Douga McDermotta.

A kiedy można to zobaczyć?

Na koniec warto zadać sobie pytanie: jeśli Sochan będzie grał w Spurs, to o której godzinie? Nie mamy rewolucyjnej wiadomości – mecze San Antonio Spurs są zazwyczaj rozgrywane (jak to w NBA) o niewygodnych z naszej perspektywy porach, szczególnie że to zespół z Konferencji Zachodniej. Dla przykładu: inaugurujący sezon 2022/2023 mecz drużyny Sochana z Orlando Magic rozpocznie się o 2:30 w nocy.

Po 6 listopada (wtedy USA przejdzie na czas zimowy) do godzin spotkań Spurs (tych rozgrywanych w San Antonio) będziemy musieli doliczać 6h. Z tego wychodzi, że większość listopadowych gier drużyny Popovicha rozpocznie się o 19:30 czasu lokalnego, czyli o 1:30 w Polsce. Od czasu do czasu jednak NBA puszcza oczko w kierunku europejskich fanów – planując mecze, zazwyczaj te niedzielne, na wcześniejsze pory. Możecie zatem przygotować się na przykład na 14 listopada – wtedy Spurs zagrają w Kalifornii z Los Angeles Lakers o 22:30 czasu polskiego.

Koniec końców śledzenie losów Sochana nie musi polegać wyłącznie na oglądaniu meczów z jego udziałem. Zawsze pozostają powtórki, urywki na social mediach, spotkania z odtworzenia. Liczymy, że za kilka miesięcy Sochana będzie wszędzie pełno – przede wszystkim za sprawą tego, że zacznie robić furorę w San Antonio Spurs.

Czytaj więcej o Jeremym Sochanie oraz NBA:

Fot. Newspix.pl

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Komentarze

27 komentarzy

Loading...