Półtora roku – tyle modlili się kibice Manchesteru United, żeby ktoś zabrał od nich Alexisa Sancheza. Chilijczyk był niezwykle drogą i niezwykle nieudaną inwestycją, o której na Wyspach mówi się, że najlepszy występ zaliczyła w krótkim filmiku, grając na pianinie. Pół roku – tyle modlili się kibice Interu Mediolan, żeby Alexis Sanchez w końcu zaczął grać w piłkę. Dla nich Chilijczyk także był niezwykle drogą inwestycją, a po kilku bezbarwnych występach złapał kontuzję. Kiedy już myślano, że nikt na górze nie słucha próśb angielskich i włoskich kibiców, Sanchez ni stąd, ni zowąd się odrodził. I wszyscy są zadowoleni.

United zrzuciło zbędny balast, Inter zgarnął kozaka. Jak odbudował się Alexis Sanchez?

Przygoda Sancheza w Manchesterze United to w zasadzie komizm postaci w całej okazałości. Nad skrzydłowym przez długi czas unosiła się formułka wyrecytowana przez Eda Woodwarda, który chwalił się, ile rekordów pobił transfer Chilijczyka. Najwięcej sprzedanych koszulek spośród zimowych transferów, najwięcej „lajków” na Instagramie, najwięcej „szerów” na Facebook’u. Słowa te brzmiały dość zabawnie już wtedy, choć wiadomo, że kluby tego nie bagatelizują. Dziś tworzenie marki jest równie ważne, co tworzenie drużyny. Tyle że sukces odtrąbiono za wcześnie, bo bardzo szybko okazało się, że liczby w social mediach to jedyne, które dostarcza „Czerwonym Diabłom” Alexis. Chyba że za liczby uznamy obciążenia na klubowym koncie.

  • blisko 400 tysięcy funtów tygodniowo
  • kolejne 75 tysięcy funtów „wyjściówki”
  • 3 gole i 6 asyst w Premier League

Udział przy bramce co 214 minut. Łącznie Chilijczyk strzelił pięć goli, więc przeliczając bramki na koszt utrzymania zawodnika, United zapłacili ok. 7 milionów funtów za jedno trafienie tego zawodnika. Jedna minuta spędzona przez Alexisa na boisku, kosztowała klub ponad 12 tysięcy funtów.

Odbudowę przerwała kontuzja

Nic dziwnego, że Sancheza próbowano z Old Trafford wypchnąć za wszelką cenę. Tą ceną okazało się 40% jego pensji, którą wziął na siebie Manchester, gdy Inter Mediolan zdecydował się na wypożyczenie zawodnika. O tym, jak wielki komin płacowy stworzono dla „pianisty” w ekipie „Czerwonych Diabłów”, niech świadczy fakt, że według „La Gazzetty dello Sport” pensja Alexisa w Interze wynosiła 5 milionów euro i była jedną z najwyższych w zespole. A przecież Nerazzurri ponosili tylko część kosztów związanych z utrzymaniem zawodnika.

Ale pięć baniek to pięć baniek. Kiedy okazało się, że trzeba je płacić komuś, kto w lidze nie uzbierał nawet 60 minut, a już złapał groźną kontuzję, zrobiło się niewesoło. Tym bardziej że wiadomo było już, że równie dużą pensję będzie inkasował inny niewypał transferowy, Diego Godin. Sanchez do momentu urazu kostki nie wyglądał dobrze, ale dał sygnał, że może być lepiej.

  • Mecz z Sampdorią, pierwsza większa szansa. Efekt? Gol po nieco ponad 20 minutach
  • Spotkanie z Barceloną, dla Alexisa podwójnie ważne. Efekt? Asysta w 3 minucie gry

Więc mimo że Inter znalazł się w niezbyt ciekawej sytuacji, musząc czekać na niego do stycznia, to chociaż wiedział, że może być na kogo czekać. – Przeciwko Sampdorii i Barcelonie widziałem tego Alexisa, którego znam z czasów gry w Udine i Londynie – zachwycał się wtedy Piero Ausilio, dyrektor sportowy Interu. – Szkoda, że uraz przytrafił mu się właśnie teraz. Byłem pewien, że odzyskiwaliśmy dawnego Sancheza – wtórował mu Antonio Conte.

Alexis po restarcie, czyli gwiazda ligi

I faktycznie, źle nie było. Alexis w roli gościa, który luzował Romelu Lukaku i Lautaro Martineza, wypadł solidnie. Przede wszystkim w derbach Mediolanu, gdy wskoczył w buty zawieszonego El Toro i asystował przy wyrównującej bramce. Chilijczyk zaliczył łącznie dwie asysty i… znów miał pecha. Koronawirus, wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Łącznie z przyszłością Sancheza, bo ciężko byłoby negocjować gwiazdorski kontrakt w Mediolanie, mając na koncie pięć meczów w wyjściowym składzie. Dlatego można śmiało przypuszczać, że były piłkarz Udinese był jednym z tych, którzy najczęściej odświeżali stronę „Gazzetty” w poszukiwaniu informacji o możliwym wznowieniu sezonu.

Alexis czekał, czekał i się doczekał. Serie A ruszyła w czerwcu z kopyta, a on do szalonego tempa rozgrywek zdecydowanie się dopasował.

  • Wyjściowy skład z Sassuolo – asysta
  • Wyjściowa jedenastka z Brescią – gol i 2 asysty
  • Pierwszy skład z Torino – 2 asysty
  • Od pierwszej minuty ze SPAL – gol i asysta
  • Wyjściowy skład z Romą – asysta

Praktycznie za każdym razem, gdy Sanchez grał od początku, coś Interowi dawał. Liczb nie zanotował tylko w trzech meczach – z Hellasem, Napoli oraz Fiorentiną. Oczywiście kiedy wchodził z ławki, o gole i asysty tak łatwo już nie było. Niemniej zapakować bramkę Genoi także się udało, a to zawsze jakiś plus. Łącznie po pandemii wyglądało to tak:

  • 740 minut
  • 3 gole, 7 asyst
  • Udział przy bramce co 74 minuty

W Serie A trudno było znaleźć lepszych piłkarzy w czasie trwania „letniej ligi”. Zlatan Ibrahimović i Cristiano Ronaldo wypracowali więcej bramek, jednak dużo więcej grali. Podobnie było z Francesco Caputo, objawieniem sezonu w Sassuolo. Ale nawet jeśli uznamy, że każdy z nich prezentował się lepiej niż Chilijczyk, to taka odbudowa była dla Alexisa ogromnie ważnym wydarzeniem.

Asystent z najwyższej półki

Przede wszystkim – jakkolwiek to nie brzmi – uratowała go przed sportową emeryturą. Sanchezowi w grudniu stukną 32 lata. Jasne, ma w CV Arsenal, Manchester United i Barcelonę. We Włoszech wyrobił sobie nazwisko jeszcze za czasów Udinese, jakieś Benevento chętnie by go zgarnęło. Ale właśnie – na nic więcej niż takie Benevento, czy prędzej kluby z egzotycznych kierunków, które spełniłyby jego finansowe oczekiwania, nie mógłby liczyć. Ale Alexis wcale nie chciał jeszcze cieszyć swoją grą szejków. Udowodnił to choćby w spotkaniu z Torino. Co takiego się wtedy stało? Chilijczyk zaliczył 10 kluczowych podań w jednym spotkaniu. Dlaczego to takie niezwykłe? Bo tylko trzech piłkarzy w ostatnich 15 latach, czyli od kiedy Opta zbiera takie dane, dokonało czegoś podobnego. Alessandro Diamanti, Antonio Cassano i jego rodak, David Pizzaro. Każdy z nich zanotował 11 kluczowych zagrań w meczu.

„La Gazzetta dello Sport” chwaliła jego przemianę i wyliczała, że dwukrotnie oceniła jego występy na 7.5, raz nawet dając mu 8. Można mieć różne podejście do ocen włoskich dzienników, ale faktem jestem, że na lewo i prawo takimi notami nie rzucają. A to już o czymś świadczy.

Poza tym ciężko mówić o jednorazowych wybrykach, czy „grze pod kontrakt”. Alexis Sanchez kończył sezon z 13 stworzonymi kolegom sytuacjami bramkowymi. To jego najlepszy wynik od czasu gry w Arsenalu i sezonu, który dał mu transfer do Manchesteru United. Dryblował z 76% skutecznością – lepszą niż za czasów gry w Anglii – do tego tworzył 6.24 sytuacji strzeleckich na 90 minut. To prawie tyle, ile… przez dwa lata w barwach „Czerwonych Diabłów”, tyle że łącznie. Do tego 33 kluczowe podania – nie tak źle, jak na gościa, który w tym sezonie przez pół roku nie grał nawet w piłkę.

Warto też zwrócić uwagę na statystykę „nadwyżki” według xAssist. „Nadwyżki”, czyli tego, ile więcej ostatnich podań względem wyliczeń analityków, zaliczyli poszczególni piłkarze. Czołówka wygląda tak:

  1. Papu Gomez – +5.7
  2. Alexis Sanchez – +4.8
  3. Luis Alberto – +4.2

Sama czołówka ligi, tuż obok jej najlepszych asystentów. Podobnie było zresztą w przypadku wspomnianych już sytuacji strzeleckich. Nic dziwnego, że we Włoszech zaczęto się zastanawiać, czy Inter nie poradziłby sobie lepiej, gdyby nie stracił Sancheza w trakcie sezonu.

Kosztowny „numer trzy”

Inter te dywagacje postanowił sprawdzić. Jak? W praktyce, czyli w najlepszy możliwy sposób. Od kiedy stało się jasne, że trzeba będzie negocjować przedłużenie wypożyczenia Chilijczyka z Manchesteru United, w Mediolanie negocjowano jego przenosiny do Włoch na stałe. „Czerwone Diabły” rzecz jasna zgodziły się oddać zgniłe – ich zdaniem – jabłko, a sam zainteresowany zgodził się na sporą obniżkę płac. 7 milionów euro zamiast 12. W teorii to naprawdę duży ukłon Alexisa. A w praktyce? Cóż, jest nieco inaczej, bo Inter dorzucił mu „w gratisie” kontrakt o rok dłuższy niż ten, z którym piłkarz związał się z United.

Czyli zamiast 24 milionów za dwa lata, wyjdzie 21 milionów za trzy lata. W ten sposób nie wygląda to już na taką przecenę.

I w tym pies pogrzebany, że mimo fantastycznego finiszu rozgrywek, Inter sporo ryzykuje. 32-latek z trzyletnią umową? Cóż, Cristiano Ronaldo w Serie A błyszczy, ale nie każdy ex-gracz United to CR7. A pensja, jak na gościa, który ma być tak naprawdę trzecim napastnikiem, jest gigantyczna. Z drugiej strony jednak ciężko tego ruchu nie docenić. Bo faktycznie, piłkarze w Italii starzeją się szybciej, a ci, którzy starzeją się z klasą, są przecież na wagę złota. Pamiętacie, jak wymienialiśmy najefektywniejszych zawodników ligi po restarcie rozgrywek? Caputo, Ibrahimović, Ronaldo i bohater tego tekstu.

Co zwróci uwagę czujnego obserwatora calcio? Że Alexis Sanchez jest z tego grona najmłodszy. Dlatego Inter mógł właśnie ubić całkiem niezły interes. A i Chilijczyk także na tym zyska, bo przecież sam przyznał, że w Lombardii na nowo zakochał się w futbolu.

SZYMON JANCZYK

Fot. Newspix

Calcio w pigułce – inne teksty o włoskim futbolu

Życie w stylu „Rock & Gol”. Wszystkie szaleństwa Pablo Osvaldo

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

Bez tatuaży, ale z robotem skautingowym. Jak Berlusconi buduje w Monzy mały Milan

Wojciech Szczęsny, czyli najlepszy bramkarz we Włoszech. A może i na świecie?

AC Milan – odrodzenie. Od 0:5 do najlepszej drużyny Serie A po pandemii