post Avatar

Opublikowane 27.04.2020 12:42 przez

Szymon Janczyk

Rzuciłem piłkę dla piwa, grillowania i rocka – przyznał kilka lat temu Pablo Daniel Osvaldo. Kiedy zawieszał buty na kołku miał 30 lat, a chwilę wcześniej strzelał bramki w Lidze Mistrzów czy Serie A. Choć jego kariera i tak chyliła się ku upadkowi, zszokował świat. Dziś Osvaldo znów szokuje, tym razem w mediach. W niedawnym wywiadzie dla TNT Sports równo objechał kilku byłych trenerów i pochwalił… przyrodzenie Francesco Tottiego. Były napastnik reprezentacji Włoch dorzucił kilka złotych myśli do i tak pokaźnej już kolekcji, dlatego stwierdziliśmy, że warto tę barwną postać przypomnieć.

W Ameryce Południowej nie brakuje piłkarzy, którzy mają duszę ulicznego grajka. Dryblingów uczą się gdzieś w slumsach, na obrzeżach wielkich miast. Często pochodzą ze skrajnie biednych rodzin, ale w futbolu jest to ich atut. Nie mają w sobie manier wyniesionych ze szkółek piłkarskich. Jest za to czysty, uliczny dryg, który pozwala im osiągać przewagę na boisku. Czasami też działa on destrukcyjnie, kiedy głowa nie nadąża za nogami. Ale w przypadku Daniela Osvaldo, pojęcie „ulicznego grajka” zyskuje nową definicję. W 2016 roku reprezentant Włoch, który urodził się w argentyńskim Lanos, zadziwił wszystkich. Zawiesił bowiem buty na kołku w wieku 30 lat, żeby skupić się na karierze… gwiazdy muzycznej.

„Czy dasz mi swoją koszulkę?”

Osvaldo nigdy nie był wielką gwiazdą. Daleko było mu do poziomu innych świetnych argentyńskich napastników, którzy przybyli na włoską ziemię. A jednak w swoim CV ma grę w Serie A, Premier League, La Lidze czy Lidze Mistrzów. Zaliczył Juventus, Romę, Inter, Boca Juniors czy FC Porto. Kariery zazdrościł mu niejeden, a pewnie grono zazdrośników byłoby większe, gdyby Daniemu Stone’owi w głowie grał tylko futbol. Do pewnego momentu rzeczywiście tak było. Bardzo szybko piłkarz trafił do Włoch, gdzie błysnął w Serie B i w wieku 21 lat grał już w czołowej ekipie ligi, jaką była wtedy Fiorentina. W debiucie w Serie A zapakował dublet Livorno, a potem zaczął pokazywać się w Europie. W Pucharze UEFA też trafił, strzelając gola AEK-owi. Choć tamto spotkanie zapamiętał pewnie z innego powodu.

Na lewej stronie defensywy greckiej ekipy biegał Rodolfo Arruabarrena. Nam nazwisko Arruabarrena kojarzy się w jeden sposób, ale dla Osvaldo, który od dzieciaka kibicował Boca Juniors, był to niemal bóg. Wszystko za sprawą dwóch goli tego jegomościa w finale Copa Libertadores, które pozwoliły jego ukochanej drużynie sięgnąć po to trofeum. – Nie odstępował mnie na krok przez całe 90 minut. Co chwilę dziękował mi za 2000 rok i pytał, czy dam mu swoją koszulkę. Nie lubiłem wymieniać się t-shirtami, więc zaraz po meczu uciekłem do szatni. Nic to nie dało! Rzucił się za mną w pogoń i dobijał się do szatni, błagając o tę koszulkę – opowiada Arruabarrena.

Daniel zaliczył jeszcze debiut w Lidze Mistrzów, a potem odszedł z Florencji. W barwach Violi zaliczył małą kontrowersję, kiedy bramkę postanowił świętować imitując strzelanie karabinem maszynowym do swoich kibiców. Potem wieści o nim na chwilę przycichły, trafił m.in. do Espanyolu Barcelona. Ten ruch okaże się kluczowy z dwóch powodów. Do drugiego jeszcze wrócimy, ale póki co zostańmy przy pierwszym. 7 goli w jednej rundzie, 12 w kolejnym sezonie. Te liczby sprawiły, że AS Roma postanowiła ściągnąć Osvaldo z powrotem do Włoch. I był to początek końca sympatycznego Argentyńczyka.

Wybrał Włochów, bo mieli fajne garniaki

W Rzymie piłkarsko wyglądał dobrze. Wciąż strzelał gole, jednak – brzydko mówiąc – zaczęło mu się gotować pod kopułą. Już w przeszłości Osvaldo popisał się niecodziennym wyczynem, zgarniając dwie żółte kartki w 30 sekund, ale dopiero w barwach Giallorossich stał się kolekcjonerem czerwonych kartoników. Z Atalantą wyleciał z boiska w 54. minucie meczu za brutalny atak na rywala. Natomiast w starciu z Fiorentiną zobaczył „kiera” za protesty. Na jego zachowanie zaczęto zwracać szczególną uwagę, bo napastnik był już wtedy reprezentantem Włoch. Skąd taka zmiana? Teoretycznie nic w tym dziwnego, w historii Squadra Azzurra wielu było takich, którzy urodzili się za oceanem, ale mieli włoskie korzenie. Nazywano ich oriundo, a do najsłynniejszych należy choćby Mauro Camoranesi.

Osvaldo do kadry trafił jednak w niecodzienny sposób, o czym opowiedział we wspomnianym na wstępie wywiadzie. – Zadzwonili do mnie z kadry, pytając czy chcę grać dla Włochów. Powiedziałem, że muszę się nad tym zastanowić, ale kazali mi oddzwonić w ciągu pięciu minut. Byłem akurat z Gabrielem Heinze, który od razu kazał mi się zgodzić. ‚Stary, oni na mecze jeżdżą w garniakach od Dolce & Gabbana!”. To mnie przekonało i przyjąłem powołanie.

Tak, problemy z głową zdecydowanie zaczynały być widoczne.

W kadrze też wyłapał „asa kier”, choć słynniejsze było potraktowanie rywala łokciem w meczu z Atalantą. Za ten atak zarobił trzy mecze zawieszenia, w 2012 roku zebrał łącznie pięć czerwonych kartek. Tłumaczył wtedy „La Repubblice”, że to efekt… tęsknoty za domem. – Jestem trochę szalony. Raz czuję się najsilniejszy, raz bezużyteczny. Wszystko robię w nadmiarze, część mnie odrzuca potrzebę dorośnięcia. Faule są bezcelowe, ale nie wydają się takie być, kiedy je popełnia. Mam okropną osobowość, ale lubię być taki. Zawsze czegoś mi w życiu brakuje, najbardziej mojego domu w Argentynie. Chciałbym znów być nastolatkiem.

Osvaldo i penis Tottiego

Po takich słowach wiadomo było, że gość najzwyczajniej będzie przyciągał kłopoty. Zresztą w „Wiecznym Mieście” wkurzył już wszystkich. Potrafił wymigać się od wyjazdu na zgrupowanie, wysyłając notkę, że jest chory. Podczas derbów z Lazio był zawieszony, więc poleciał z modelką na randkę do Londynu. Natomiast w jednym z meczów stwierdził, że lepiej wykona jedenastkę niż wyznaczony do tego Francesco Totti. Zabrał piłkę i… przestrzelił. Trener Aurelio Andreazzoli porządnie go za to zjebał, zarzucając mu brak etyki profesjonalizmu. Ale słowa szkoleniowca jednym uchem wleciały, drugim wyleciały. Osvaldo go nie poważał, po jednym z meczów, w których musiał siedzieć na ławce, stwierdził, że najlepiej byłoby, gdyby Andreazzoli przestał udawać, że zna się na trenerce i wrócił do kibicowania Lazio.

A Totti? Wybaczył mu, bo Dani Stone był zbyt sympatyczny, żeby się na niego gniewać. Zresztą Osvaldo w rozmowie z TNT Sports wspomina, że nie był to jedyny moment, kiedy kapitan Romy uratował mu tyłek. – Prawie mnie zabili w jednej z barowych bójek w Rzymie! Ale nie byłem głupi, wziąłem Tottiego i De Rossiego i poszedłem załatwić sprawę.

Totti i Osvaldo w barwach Romy. fot. Newspix

Nieco dziwniej robi się kiedy Daniel zaczyna mówić o… penisie legendy Rzymu. – Powiedziałem mu kiedyś, że żona musi go zdradzać. To przecież niemożliwe, żeby był tak idealny! Zobacz, jaką ma piękną twarz… A w bardziej intymnych miejscach – nie chcę tu zdradzić za dużo – ale też nie może narzekać – wyznał napastnik.

Fakt, że były reprezentant Włoch zerkał tu i tam, nie był jedynym powodem, dla którego przebywanie z nim w szatni bywało trudne. Przekonał się o tym Erik Lamela, który wyłapał bułę od Osvaldo, bo… nie podał mu piłki. – Jestem naprawdę zirytowany, kiedy nie dostaję piłek. Jestem egoistą, jak każdy napastnik. Ten incydent z Lamelą to w zasadzie nic takiego. Gdybym miał jego lewą nogę, to też pewnie bym nikomu nie podał – tłumaczył potem z rozbrajającą szczerością.

Media dopatrywały się drugiego dna. Osvaldo miał rzekomo prowokować Lamelę tekstami o River Plate i pytać, czemu nie ma jaj, żeby mu odpowiedzieć. Ten odparł, żeby się zamknął, bo nie jest Maradoną. I właśnie wtedy wyłapał w dziąsło.

Nigdy więcej Prandellego

Osvaldo z Rzymu wyleciał, ale że wciąż strzelał bramki, a w dodatku był reprezentantem kraju, Southampton wyłożyło za niego sporą kasę. Roma zapewne do dziś uważa, że był to interes ich życia, bo pozbyli się zgniłego jabłka w ostatniej chwili. Daniel grał fatalnie, a w dodatku totalnie zwariował. Wywołał awanturę w meczu z Newcastle, za co zarobił 40 tysięcy funtów kary i trzy mecze zawieszenia. W tym czasie, zamiast spokojnie przygotowywać się do powrotu na boisko… znokautował Jose Fonte podczas treningu. Kapitan Świętych zarobił z dyńki od reprezentanta Włoch i był to jego koniec w klubie. Uratował go Juventus, który miał pilną potrzebę ściągnięcia napastnika i przygarnął Osvaldo na wypożyczenie.

Uratował, bo Daniel miał nadzieję na wyjazd na mundial w 2014 roku, a przed nim była ostatnia runda poprzedzająca ten turniej. Mimo wybryków, Cesare Prandelli do końca rozważał zabranie do go Brazylii, jednak ostatecznie porzucił ten pomysł. Osvaldo w rozmowie z TNT Sports przyznaje, że był załamany. – Płakałem, bardzo liczyłem na ten wyjazd. Strzelałem gole w kwalifikacjach i zasłużyłem na powołanie. Najgorsze było to, że o wszystkim dowiedziałem się z mediów, Prandelli nie przekazał mi tego osobiście. Mam nadzieję, że kwarantannę znosi najgorzej, jak można! 

Nienawiść do selekcjonera, który zniweczył jego marzenia, musi być naprawdę mocna. Napastnik zdradził bowiem, że żadne pieniądze świat nie przekonałyby go do ponownej współpracy z tym trenerem. – Kiedyś zadzwonił do mnie i zapytał, czy przyjdę do Galatasaray, które akurat trenował. Powiedziałem, że nawet jeśli dałby mi 50 milionów euro, nie chce mieć z nim nic wspólnego – stwierdził Osvaldo.

Nawiedzony przez ducha Morrisona

Po Juventusie jego kariera była już u schyłku. To o tyle ciekawe, że Daniel wciąż naprawdę nieźle prezentował się na boisku. Podczas wypożyczenia do Interu potrafił zaliczyć w jednym meczu dublet, do którego dorzucił dwie asysty. Ale głowa była już daleko stąd. – Kiedy grałem w Interze, poprosiłem raz o zmianę przed końcem meczu. Chciałem zdążyć na koncert Rolling Stonesów. 

Jego poważna kariera była już skończona. Zdołał się jeszcze dwukrotnie załapać do Boca Juniors, spełniając marzenie z dzieciństwa, ale była to przygoda zupełnie nieudana. Największe osiągnięcie? Chyba żółta kartka zarobiona w pierwszych sekundach derbowego starcia z River Plate. Osvaldo wkrótce zakończył karierę, co zrzucił na… kibiców w Argentynie. – Byłem tym wszystkim zmęczony. Wróciłem do ojczyzny, żeby spełnić marzenia, a ciągle musiałem się mierzyć z czyimiś oczekiwaniami. Zarzucano mi, że palę papierosy (wyrzucono go za to z Boca za pierwszym razem – przyp.), piję do piątej nad ranem i ćpam. Musiałem się potem tłumaczyć: grałem 11 lat w Europie, byłem reprezentantem kraju. Czy osiągnąłbym to, gdybym żył w taki sposób? – mówił w jednym z wywiadów.

W Buenos Aires zaczął już myśleć o karierze muzycznej. Zaczęło się od… nawiedzenia przez ducha, o czym opowiada jego kolega z zespołu, Cristian Erbes. – Kiedyś bawiliśmy się tabliczką Ouija. Nic szczególnego, chcieliśmy sprawdzić, czy to działa. Był z nami Osvaldo, a w trakcie seansu spadła jedna z butelek, co miało być dowodem, że nawiedził nas duch. Dani mówił potem, że rozmawiałem z Jimem Morrisonem, legendarnym rockmanem.

Pamiętacie, jak mówiliśmy, że przenosiny do Espanyolu były kluczowe z dwóch powodów i do drugiego jeszcze wrócimy? Czas więc zdradzić drugi z powodów. Otóż w Barcelonie Osvaldo poznał ludzi, z którymi po nagłym zakończeniu kariery postanowił założyć zespół.

„Messi? Przecież on nie ma życia”

Dani Stones, bo taki pseudonim artystyczny wybrał sobie były napastnik, rozpoczął muzyczną karierę. Za nic w świecie nie chciał już wracać na boisko. Osvaldo wspomina, jak odrzucał ofertę Sevilli. – Zadzwonił do mnie Sampaoli, mówiąc, że pilnie potrzebuje napastnika. Oferował mi, że będę mógł robić co tylko mi się podoba, bylebym grał u niego. Zapytałem: hej, nie pamiętasz, że zaraz mam festiwal? Zaśmiał się tylko i życzył mi powodzenia. 

Przez krótki czas Daniela przymierzano nawet do zastąpienia… Arkadiusza Milika. Kiedy Polakowi rozsypało się kolano, Napoli pilnie szukało następcy. Osvaldo był wolnym zawodnikiem, ale nie zdecydował się na taki ruch. Piłka już go nie bawiła. – Świat piłki jest pełen gówna. To była moja wielka pasja, której poświęciłem całe swoje życie. W futbolu jest tyle zasad, reguł, którym trzeba się podporządkować. Dobrze się prowadziłem, jadłem sałatki, odpoczywałem, ale chciałem być wolnym. Mógłbym być jak Messi, ale on przecież nie ma życia. Tkwi w złotej klatce. Nie może nawet wyjść na piwo. Jestem teraz szczęśliwy, czuję się zrelaksowany – mówił „Marce”.

W trakcie kariery narzekał na media i brak prywatności. Mówił, że w Rzymie nie mógł nawet wyjść na obiad z córką, bo zaraz zlatywały się kamery. Ubolewał też nad historią, w której media napisały o śmierci jego matki, co było klasycznym fake newsem. Mówił, że bał się ludzi, bał się korzystać z życia. Potem wrzucił na totalny luz i przyznawał, że teraz faktycznie pozwala sobie na imprezy i picie do rana. Zostawił też żonę i dzieci. – Kiedy go poznawałam, był zupełnie inny. On nie jest szalony, ani chory. To pieniądze i sukces go zmieniły. Stało się tak po transferze do Romy, otoczył się złymi ludźmi – mówi jego partnerka.

Potem kobiety zmieniał jak rękawiczki. Umawiał się z modelkami i wywoływał skandale. Związał się m.in. z Jimeną Baron, argentyńską gwiazdą, z którą ma syna… Morrisona. Ten związek zakończył się burzliwym rozstaniem po tym, jak Jimena oskarżyła go o to, że zostawił ją z dzieckiem i ruszył w trasę imprezować i grać z zespołem. Po powrocie Daniel próbował naprawić swój błąd, co skończyło się aferą, gdy paparazzi przyłapali go podczas uczenia kilkulatka, jak prowadzić samochód.

„Rock & Gol”

No dobrze, ale skąd ten nagły powrót Osvaldo, wywiady i rozmowy? Otóż w styczniu piłkarz… wznowił karierę. Nie, nie załapał się do amatorskiej drużyny – gra w argentyńskiej ekstraklasie. Zdołał już nawet zadebiutować w Banfield, choć bardzo szybko złapał kontuzję. Nie ma co się dziwić, po czterech latach przerwy spożytkowanej na balowanie, można mieć delikatne problemy. – Organizm daje mi znaki, że powrót nie będzie taki łatwy. Muszę być silny psychicznie, a z tym… no, miewałem problemy. Zobaczymy, jak długo wytrzymam. Jeśli nie wrócimy do gry szybko, znów złapię za gitarę – mówi z beztroską Osvaldo.

Pełen luz, zabawa życiem.

 Kim byłbym, gdybym nie został piłkarzem? Może kucharzem? Mógłbym też zostać pisarzem. Zresztą planuję napisanie autobiografii. Mam już nawet tytuł: Rock & Gol – zdradził swoje plany Dani Stones.

Cóż, jedno mu trzeba przyznać – z tytułem trafił w dziesiątkę. Ale po wspomnianych wyżej historiach strach pomyśleć, czego jeszcze dowiemy się o Osvaldo po lekturze tego dzieła.

SZYMON JANCZYK

Włoski futbol w pigułce – przeczytaj inne teksty autora o calcio

Dezerter Higuain, czyli brzydki koniec Pipity w Europie

Własne piwo, korupcja i objawienie Serie A. Pokrętna historia Francesco Caputo

Komuniści, faszyści i futbol. Jak Włosi walczyli o Triest?

Wojny, białaczka i legendarne rzuty wolne. Historia Sinisy Mihajlovica

„Spójrzcie na mapę, a dowiecie się, co myślą o nas Włosi”. Jedyne mistrzostwo Cagliari

Opublikowane 27.04.2020 12:42 przez

Szymon Janczyk

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rokko
Rokko

Penisa Tottiego winiłbym najmniej

Niemcy
27.09.2020

Piękna passa zakończona. Bayern zniszczony przez Hoffenheim

Nawet w Ferrari czasem popsuje się rozrząd, nawet na twarzy Miss Polonia wyskoczy pryszcz, nawet Stingowi zdarzy się zafałszować. Także i Bayern może czasem się potknąć. Choć „potknięcie się” to zdecydowanie za słaba metafora, by opisać to, co stało się dziś w Sinsheim. To była bolesna wywrotka twarzą na beton. Czy też był to może […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Stefański: „Pod kątem logistycznym zakażenia w Pogoni nie są niczym poważnym”

Czy władze Ekstraklasy są zaniepokojone trzydziestoma zakażeniami w Pogoni Szczecin? Co dla kalendarza ligi oznacza przełożenie meczu Portowców z Jagiellonią? Czy w terminarzu jest dużo terminów rezerwowych i czy będzie dochodzić do walkowerów? Dlaczego okres reprezentacyjny będzie traktowany jako reset? Jak to możliwe, że problem Pogoni nie jest problemem dla całej ligi? Dlaczego dla Ekstraklasy […]
27.09.2020
Hiszpania
27.09.2020

Kądzior schodzi w przerwie, jego zmiennik daje asystę. Ale to nie był zły mecz Polaka

Damian Kądzior oczywiście zdążył już zadebiutować w La Liga, ale do tej pory nie wychodził w pierwszym składzie – dostał 30 minut z Celtą i sześć z Villarrealem. Natomiast Polak dzisiaj w końcu doczekał się swojego nazwiska w wyjściowej jedenastce, bo po ledwie punkcie w dwóch meczach i słabej postawie Pedro Leona, Jose Luis Mendilibar […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Juventus faworytem meczu z Romą. Będzie festiwal bramek?

Na pierwszy duży hit Serie A nie trzeba było długo czekać. Mecze Juventusu z Romą dla polskiego kibica zawsze są interesujące, bo każdy kojarzy obydwa kluby ze Zbigniewem Bońkiem i Wojciechem Szczęsnym. Ale i w Italii starcie Bianconerich i Giallorossich budzi spore emocje, bo w przypadku obydwu stron trwa nowe rozdanie. W Turynie jeśli chodzi o stołek trenerski, w […]
27.09.2020
Anglia
27.09.2020

Bamford znów staje na wysokości zadania, Leeds wciąż na zwycięskiej ścieżce

Patrick Bamford przed startem sezonu był jednym z tych zawodników, o których formę najmocniej drżeli kibice Leeds United. Napastnik „Pawi” w poprzednich rozgrywkach wpisał się wprawdzie na listę strzelców aż szesnaście razy, ale brylował również we wszelkich zestawieniach najbardziej nieskutecznych graczy w Championship. Potrafił spartaczyć nawet najbardziej oczywistą sytuację podbramkową. Na poziomie Premier League dotychczas […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Zabawa, zabawa, czyli ŁKS w pierwszej lidze

Gdy w zakamarkach pamięci szukamy pozytywnych wspomnień związanych z występami ŁKS-u w poprzednim sezonie, do głowy przychodzą nam mecze tej drużyny z Cracovią i Rakowem Częstochowa. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że łodzianom leżały te niesłabe przecież ekipy – to z nimi zdobyli 13 (na 15 możliwych) z 24 punktów. A ciekawostkę tę przypominamy dlatego, […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Dlaczego Śląsk? Zahavi powiedział, że teraz najważniejsza jest gra, a nie pieniądze

Regularny doping kibiców, Hasan Salihamidzić na trybunach, relacje na żywo na niemieckich portalach, 77 tysięcy wyświetleń pod skrótem meczu. Gra w rezerwach z reguły nikogo nie grzeje, ale nie w sytuacji, gdy grasz w Bayernie. Wrzesień 2019 roku, derby z Ingolstadt. Bawarczycy wygrywają 2:0. Ozdobą meczu akcja Alphonso Daviesa, który najpierw – w swoim stylu […]
27.09.2020
Włochy
27.09.2020

Od gry w „Dunkierce” do sterowania Romą. W Rzymie rozpoczęła się era Dana Friedkina

Końcowe minuty filmu „Dunkierka”. Widzowie oglądają podchodzący do lądowania, zabytkowy samolot Spitfire. Maszyna ląduje na plaży, pilot do niej strzela i obserwuje, jak staje w płomieniach. Tym pilotem jest Dan Friedkin. Właściciel Spitfire’a i… AS Romy. Dla amerykańskiego miliardera był to wyjątkowy filmowy epizod, choć z kinem związany jest już od kilku lat w roli […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Dwudziestu jeden piłkarzy Pogoni zakażonych koronawirusem. Będzie problem?

W takich okolicznościach nie ma sensu silić się na słowną ekwilibrystykę: trzydzieści przypadków zakażeń koronawirusem w Pogoni Szczecin to naprawdę poważna sprawa. Nawet jeśli żaden z zakażonych nie jest w stanie zagrażającym życiu, to nie da się przejść obok tego obojętnie. Paraliżuje się funkcjonowanie klubu i całej ligi. Ekstraklasa SA właśnie wydała komunikat, w którym […]
27.09.2020
Weszło
27.09.2020

Podbeskidzie idzie na mistrza. W rozwijaniu czerwonego dywanu przed rywalami

Pierwszą bramkę w sezonie Podbeskidzie straciło już w 56 sekundzie. Gdyby podtrzymali tę formę, straciliby już około 480 goli, więc jest pewna poprawa, ale powiedzmy sobie szczerze: w sumie nie tak wielka, jak wskazywałyby liczby. Bo tak źle broniącej drużyny jak Górale dawno nie widzieliśmy. W każdym meczu totalny chaos w tyłach, jedyne co funkcjonuje, […]
27.09.2020
Weszło Extra
27.09.2020

„Jak przeczytam ten skład w szatni, to już nie muszę robić odprawy”. Wspominamy szarżę Błękitnych

Już pięć lat minęło od momentu, kiedy cała piłkarska Polska zachwycała się pucharową przygodą drugoligowych Błękitnych ze Stargardu. Drużyna trenera Krzysztofa Kapuścińskiego odprawiała z kwitkiem zespoły z lepszych lig i zatrzymała się dopiero na półfinale, gdzie po dogrywce uległa poznańskiemu Lechowi. I właśnie o wydarzeniach sprzed pięciu lat jest rozmowa z ówczesnym trenerem Błękitnych, Krzysztofem […]
27.09.2020
Inne sporty
27.09.2020

Janek, jesteś wielki! Błachowicz mistrzem UFC

Panie i panowie, mamy to: Jan Błachowicz z pasem mistrzowskim UFC w kategorii półciężkiej!  Podczas walki na gali w Abu Zabi Polak znokautował w drugiej rundzie faworyzowanego Dominicka Reyesa. I udowodnił, że mistrz nie musi być perfekcyjny. Może mieć trochę lat na karku, może mieć niejedną porażkę przy swoim nazwisku. „Cieszyński Książę” niegdyś legitymował się […]
27.09.2020
Hiszpania
27.09.2020

Rewolucja czy dewastacja? Nowe rozdanie w FC Barcelonie

Jest 1 lutego 2003 roku. FC Barcelona przegrywa w lidze trzeci mecz z rzędu, a w sumie już dziewiąty w sezonie. Choć to dopiero dwudziesta kolejka hiszpańskiej ekstraklasy. Wskutek kolejnego lania Katalończycy osuwają się na piętnaste miejsce w tabeli. Wydawało się wówczas całkiem realne, że drużyna, która w latach dziewięćdziesiątych seryjnie zdobywała mistrzowskie tytuły, teraz […]
27.09.2020
Weszło
26.09.2020

Inter chyba sam nie wierzy w to, co dzisiaj zrobił

Końcowe minuty meczu Interu z Fiorentiną wyglądały jak runda „Trach, trach, trach” w „Awanturze o starych Słowaków”. 120 sekund i na chwilę przed końcowym gwizdkiem z 2:3 zrobiło się 4:3. Powiedzieć, że Nerazzurri wrócili z dalekiej podróży, to nie powiedzieć nic. Po prostu zobaczyliśmy dziś wesoły, otwarty futbol w wykonaniu obydwu drużyn. Albo inaczej: obejrzeliśmy typowy mecz […]
26.09.2020
Hiszpania
26.09.2020

Tak powinien wyglądać futbol, tak nie powinno wyglądać VAR-owanie

Za nami pewnie jeden z najlepszych meczów tych pierwszych tygodni sezonu 2020/21. Betis z Realem Madryt stworzyli dzisiaj prawdziwy futbolowy spektakl, który najchętniej przedłużylibyśmy jeszcze o drugie 90 minut. Z drugiej strony na scenie towarzyszyły im też czarne charaktery w postaci ekipy sędziowskiej, mylącej się we wszystkie strony i nieznośnie szarpiącej całą grę. Choć jednocześnie […]
26.09.2020
Weszło
26.09.2020

Zagłębie założyło Jagiellonii kaganiec. Miedziowi na podium

Jagiellonia, gdyby dziś wygrała u siebie z Zagłębiem, wskoczyłaby na fotel wicelidera tabeli. Brzmi to poważnie. Prawie jak sensowna drużyna. No więc Jaga zadała kłam tym pogłoskom, pierwszy celny strzał z Miedziowymi oddając w dziewięćdziesiątej minucie, a przez cały mecz stwarzając ćwierć groźnej sytuacji. Walenie głową w mur poziom ekspercki, przy tym lekcja gry obronnej […]
26.09.2020
Weszło
26.09.2020

PILNE: Jerzy Brzęczek zakażony koronawirusem

Nie są to najlepsze dni dla Jerzego Brzęczka. O tym, jakie reakcje wywołała jego biografia, wszyscy już chyba wiedzą. Natomiast o ile z książki można się pośmiać, tak z najnowszych kłopotów żartować nie zamierzamy. PZPN poinformował, że selekcjoner reprezentacji Polski jest zakażony koronawirusem. Zdążyliśmy już trochę zapomnieć o COVID-19 w świecie polskiego sportu, bo zakażonych […]
26.09.2020
Weszło
26.09.2020

Walukiewicz utrzymał miejsce w składzie i tyle z dobrych wiadomości

Sebastian Walukiewicz po raz kolejny wyszedł w pierwszym składzie Cagliari i zagrał pełne 90 minut, nie będąc nawet bezpośrednio zamieszanym w bramki stracone przez ten klub. Właściwie na tym moglibyśmy zakończyć tekst. Zawiera wszystkie dobre informacje: bo Walukiewicz utrzymał miejsce w składzie i nie odwalił żadnego babola. Zawiera jednak również informacje złe: bo całe Cagliari […]
26.09.2020