post Avatar

Opublikowane 01.06.2019 14:39 przez

Kacper Bartosiak

W nocy z sobotę na niedzielę polskiego czasu Anthony Joshua (22-0, 21 KO) spróbuje wykonać kolejny krok na drodze do osiągnięcia statusu wielkiej międzynarodowej gwiazdy. „Złote Dziecko” brytyjskiego boksu opuszcza strefę komfortu i po raz pierwszy wystąpi na obcym terenie. Walka w Madison Square Garden z Andym Ruizem (32-1, 21 KO) nie jest jednak tym, na co czekają kibice. Ciężko spełnić ich oczekiwania, bo sytuacja na szczycie wagi ciężkiej w ostatnich miesiącach mocno się skomplikowała. I niewiele wskazuje na to, by szybko miała się unormować…

Na ten moment zanosiło się od dawna, jednak okoliczności z pewnością nie należą do typowych. Joshua miał zadebiutować w USA z Jarrellem Millerem (23-0-1, 20 KO) – rodowitym nowojorczykiem o naprawdę niewyparzonej gębie. Już na pierwszych konferencjach prasowych pojawiły się iskry. Ważący ponad 140 kilogramów Amerykanin odepchnął nawet mistrza podczas spotkania twarzą w twarz, a wcześniej pozwalał sobie na prostackie komentarze pod adresem jego matki.

Dzięki temu cały świat mógł na moment zobaczyć inne oblicze Joshuy. Kreujący się na wzór sportowca pięściarz chwilami sprawiał wrażenie wyraźnie wyprowadzonego z równowagi. Zapowiadał, że Miller zostanie srogo ukarany w ringu, ale prędko nie wcieli w życie tej groźby. Okazało się, że uważany do tej pory za wybryk natury „Big Baby”, w ciemności błyszczy jak światełka na choince. W odstępie kilkunastu godzin trzykrotnie wpadał na dopingu – za każdym razem na innej substancji. Raz było to nawet EPO, więc klasyczna wymówka o „skażonych odżywkach” nie wchodzi w grę.

Oczywiście Amerykanin mógł przypadkiem nadziać się na brudną igłę podczas jazdy metrem, ale wszyscy wiedzą, że nic takiego nie miało miejsca. Jak przy takiej masie można wyprowadzać w każdej rundzie po 50-60 ciosów bez większych kryzysów kondycyjnych? Dlaczego Amerykanin nigdy nie dołączył do programów testów „Czysty Boks” federacji WBC? Nagle wszystkie drobne poszlaki zaczęły się składać w logiczną całość. Wiadomo też, że przy poprzednich walkach Millera testów właściwie nie było. Wpadł, gdy po raz pierwszy został poważnie przebadany – przed szansą na zarobienie kilku milionów dolarów.

Dla Joshuy ta wpadka oznaczała jednak przede wszystkim poważne kłopoty. Kilka tygodni przed walką stracił wiarygodnego rywala na amerykański debiut, który spełniał właściwie wszystkie kryteria. „Big Baby” był klasyfikowany w TOP 5 przez trzy z czterech najważniejszych federacji i potrafił zrobić wokół siebie szum. Powszechnie uważano go także za drugiego – po mistrzu organizacji WBC Deontayu Wilderze (41-0-1, 40 KO) – najlepszego Amerykanina w królewskiej kategorii.

Poszukiwania zastępcy nie były łatwe. Ze względu na krótki czas na przygotowania, rozmów nawet nie podjął Adam Kownacki (18-0, 15 KO). Z jednej strony oczywiście szkoda, ale w sumie trudno się dziwić. Polak był akurat w ojczyźnie i kompletnie nie trenował. Oczywiście mógł skorzystać z oferty zarobienia rekordowych pieniędzy, ale szanse na pokonanie trenującego od wielu tygodni Joshuy byłyby minimalnie. „Babyface” jest wysoko klasyfikowany w rankingach i młody jak na zawodnika wagi ciężkiej – prędzej czy później doczeka się szansy na naprawdę sprawiedliwych warunkach.

Innym kandydatem był Michael Hunter (17-1, 12 KO). Z jednej strony to Amerykanin, ale jednak nie ma aż tak solidnego profilu jak Miller. Poza tym w królewskiej kategorii walczy dopiero od niedawna, a jedyną porażkę poniósł w starciu z Ołeksandrem Usykiem (16-0, 12 KO) w niższym limicie wagowym, więc ciężko byłoby go przedstawić w mediach jako rzeczywiste zagrożenie dla Joshuy.

Grubasek wkracza do gry

Sam Brytyjczyk po informacji o wpadce dopingowej Millera chciał celować tak wysoko, jak to tylko możliwe. Marzył o walce z Luisem Ortizem (31-1, 26 KO) – doświadczonym Kubańczykiem, który przegrał tylko z Wilderem, ale jako jeden z nielicznych poważnie zranił amerykańskiego mistrza. Ostateczna oferta opiewała na 7 milionów dolarów – to dużo więcej niż miał zarobić Miller. Opiekunowie „King Konga” nie podjęli jednak rozmów. Jak się okazało, mieli już na horyzoncie zupełnie inne wyzwanie, ale o tym za chwilę.

Eddie Hearn – promotor mistrza – znalazł się w kropce i w poszukiwaniu rywala dla Joshuy musiał schodzić coraz niżej. Ostatecznie wybór padł na Andy’ego Ruiza (32-1, 21 KO) – Amerykanina o meksykańskich korzeniach, który 20 kwietnia zaliczył szybkie i bezproblemowe zwycięstwo nad Aleksandrem Dimitrenką (41-5, 26 KO). Przemawiał za nim głównie jeden argument – naprawdę chciał podjąć się tego wyzwania. Nie stawiał zaporowych warunków i nie robił problemów – zwyczajnie próbował się dogadać.

„Chcę zostać pierwszym w historii wagi ciężkiej mistrzem świata pochodzącym z Meksyku” – tak opisywał swoją główną motywację. Niewiele zabrakło, by już mógł przedstawiać się w ten sposób. Jedyna porażka w dorobku Ruiza budzi bowiem spore kontrowersje. W grudniu 2016 roku w Nowej Zelandii zmierzył się z Josephem Parkerem (25-2, 19 KO) o wakujący pas mistrzowski organizacji WBO. Po dwunastu rundach sędziowie nie byli jednomyślni – jeden wskazał remis, dwaj pozostali minimalne zwycięstwo gospodarza.

Nie był to może gigantyczny skandal, bo walka była bardzo wyrównana, ale nie brakowało opinii, że werdykt mógł i powinien pójść w drugą stronę. Parker dzięki tej wygranej awansował do elity współczesnych ciężkich i dostał dwie okazje na wielkie wypłaty na Wyspach Brytyjskich. W unifikacyjnym pojedynku z Joshuą przegrał, ale zapisał się w historii jako pierwszy pięściarz, który nie dał się Brytyjczykowi znokautować.

Ruiz z kolei został poważnie wykolejony. Nie miał mistrzowskiego pasa, więc nikt tak naprawdę nie palił się do walki z nim. Nic w tym dziwnego – to naprawdę zawodnik o bardzo specyficznym stylu, który można porównać do tego, co prezentuje Adam Kownacki. Do ringu wnosi zazwyczaj około 115 kilogramów, ale zdecydowanie nie wygląda na kogoś, kto nadużywa siłowni. Duży brzuch nie jest jednak dla niego problemem – Ruiz potrafi narzucić kosmiczne tempo i wyprowadza wiele ciosów. Może się również pochwalić dobrą odpornością na ciosy (nigdy na zawodowstwie nie leżał na deskach) i kondycją.

„Niech nie zwiodą was pozory – ten gruby skurwiel naprawdę potrafi walczyć” – komentował niedawno Hearn. Z marketingowego punktu widzenia sytuacja jest jednak trochę zagmatwana, bo przepaść wizerunkowa między dwoma pięściarzami sprawia, że ciężko będzie sprzedać ten pojedynek „niedzielnym” kibicom. A nie da się ukryć, że jednym z celów wyprawy do USA było właśnie podbicie nowego rynku. Za swoim faworytem z Wielkiej Brytanii ma przylecieć nawet 8-9 tysięcy fanów. Słynna Madison Square Garden będzie więc pękać w szwach, ale o wiele ważniejsza będzie liczba widzów przed telewizorami, komputerami, tabletami i telefonami.

Idol epoki cyfrowej

Amerykański debiut Joshuy będzie można bowiem obejrzeć w platformie streamingowej DAZN (w Polsce walkę pokaże TVP Sport – transmisja od 2:10 w nocy). W krótkim czasie „sportowy Netflix” zapewnił sobie na wyłączność usługi Canelo Alvareza, Giennadija Gołowkina i całej bogatej brytyjskiej stajni Hearna. Katalog nazwisk stale się powiększa, jednak powoli potrzebne są wyniki. Te ma zapewnić właśnie Joshua, ale wszyscy woleliby go pewnie zobaczyć z kimś z absolutnej czołówki.

Najbardziej naturalnym kandydatem do walki z brytyjskim mistrzem jest od dawna Deontay Wilder, który posiada ostatni brakujący do kolekcji mistrzowski pas. Do unifikacji o tytuł absolutnego króla wagi ciężkiej prędko jednak nie dojdzie. Obie strony deklarują, że zależy im na walce, ale zdecydowanie więcej działań w tym kierunku zdaje się podejmować obóz Brytyjczyka. Współpracownicy Wildera wielokrotnie podkreślali, że ciężko będzie im dogadać się z Hearnem. Promotor w mediach nie przebiera w słowach i często potrafi upublicznić szczegóły negocjacji. Może i kochają to kibice, ale biznes woli ciszę.

W ostatnich tygodniach wyszczekany szef grupy Matchroom spróbował usunąć się w cień. Walkę chciał wynegocjować John Skipper – dyrektor wykonawczy grupy DAZN, który doskonale zna rynek bokserski i telewizyjny. Wilder usłyszał kosmiczną ofertę za trzy walki na tej platformie. Dwie ostatnie miały być gwarantowanymi pojedynkami z Joshuą. Za cały pakiet trzech pojedynków miał zarobić 100 milionów dolarów. To zdecydowanie pieniądze warte grzechu, bo największa jednorazowa wypłata mistrza federacji WBC to jakieś 12-15 milionów dolarów za pojedynek z Tysonem Furym.

Mogło się wydawać, że to pieniądze nie do odrzucenia, ale to tylko pozory. Wilder po naradach ze swoimi współpracownikami wrócił do stacji Showtime, z którą jest związany od lat. Nie wiadomo, jaką ofertę usłyszał tam, ale trudno uwierzyć, by mógł liczyć na podobne pieniądze. Amerykanin mógłby zbliżyć się do nich tylko walkami na Pay-Per-View z największymi gwiazdami. Nieoficjalnie mówiło się o tym, że dogadał się na trzy walki, w których to on będzie stroną „A”, co pozwoli mu zwyczajnie rozdawać karty.

Na razie wszystko się potwierdza. Wilder kilka dni temu na otwartej antenie Showtime efektownie znokautował Dominika Breazeale’a (20-2, 18 KO) już w pierwszej rundzie, ale szybka demolka przyciągnęła tylko milion widzów. Joshua więcej sprzedaje w Pay-Per-View w ojczyźnie. W ostatnich dniach publicznie zadeklarował w stacji ESPN, że po ewentualnym zwycięstwie z Ruizem chce się spotkać twarzą w twarz z mistrzem WBC i uzgodnić warunki pojedynku bez osób trzecich.

Jak na taką deklarację zareagował Wilder? Kilka godzin później ogłosił na Twitterze, że… dogadał się na rewanżową walkę z Luisem Ortizem – tym samym, który przed chwilą odmówił rekordowej wypłaty za walkę z Joshuą. Było to jednak wyjątkowe ogłoszenie, bo brak w nim właściwie jakichkolwiek konkretów. Nie ma daty, nie ma miejsca – wiadomo tylko, że walka zostanie pokazana na Pay-Per-View. Trudno traktować tę deklarację inaczej niż jako pretekst do tego, by nie podejmować rozmów z Joshuą.

Dla polskich kibiców dobra wiadomość jest taka, że według nieoficjalnych informacji trzecią walką umowy z Showtime ma być dla Wildera pojedynek z Adamem Kownackim. Do spotkania w ringu mogłoby dojść pod koniec 2019 roku lub na początku 2020 roku. Dopiero po wypełnieniu tych zobowiązań Wilder mógłby pomyśleć o walce z Joshuą, ale niewiele wskazuje na to, by rzeczywiście miał takie plany.

W całej tej już skomplikowanej układance jest przecież jeszcze Tyson Fury (27-0-1, 19 KO). Z nim także nic nie jest oczywiste. Dopiero co zremisował w kontrowersyjnych okolicznościach z Wilderem, jednak potem nieoczekiwanie wycofał się z negocjowania pojedynku rewanżowego. Znów biznes wygrał ze sportem – Brytyjczyk podpisał umowę z grupą Top Rank, która gwarantuje mu duże pieniądze za stosunkowo bezpieczne walki w jeszcze innej części bokserskiego uniwersum. W pierwszym występie na ESPN zmierzy się z Tomem Schwarzem (24-0, 16 KO) – niepokonanym Niemcem o nadmuchanym rekordzie. Bądźmy szczerzy – nie jest to walka, która wywołuje u kogokolwiek przyspieszone bicie serca.

Coraz więcej zapowiada jednak specyficzne porozumienie ponad podziałami przeciwko Joshule. Wilder nie poprzestał na ogłoszeniu walki z Ortizem bez żadnych konkretów. Poszedł za ciosem i nieoczekiwanie potwierdził, że jednak dogadał się z Furym w sprawie rewanżu. Miałoby do niego dojść w którymś momencie 2020 roku. Obaj do tego momentu prawdopodobnie stoczą po dwie walki w ramach dotychczasowych umów z ESPN i Showtime, a potem obie platformy dogadają się i zrobią wspólne Pay-Per-View. To jednak przede wszystkim plan, który ma pokazać kibicom, że obaj pięściarze mimo braku chęci do walki z Joshuą chcą sportowych wyzwań.

Dogadanie i „ogłoszenie” dwóch dużych walk w przededniu występu Brytyjczyka trąci jednak pewną desperacją. W kolejnych miesiącach czekają nas najprawdopodobniej kolejne podchody. Trudno w nich odróżnić deklaracje od faktów, jednak najświeższa historia pokazuje, że to Joshua zrobił do tej pory najwięcej, by zostać niekwestionowanym królem. Choć jest mistrzem o ponad rok krócej niż Wilder, to zaliczył już dwie unifikacje, a Wilder żadnej. To on generuje większe przychody i jest twarzą wielkich firm – Lucozade, Land Rover, Hugo Boss i Under Armour to tylko niektóre z nich.

Ameryka w tym całym systemie naczyń połączonych to bardzo ważny i potrzebny rynek. Pięściarze z Wysp Brytyjskich nigdy nie mieli pod tym względem łatwo. Genialny „Prince” Naseem Hamed po serii imponujących zwycięstw w ojczyźnie w grudniu 1997 roku przybył do Madison Square Garden z bilansem 28-0 i łatką kolejnej wschodzącej gwiazdy. Spisywany na straty Kevin Kelley (47-1-2) napsuł mu jednak sporo krwi. Obaj raz za razem lądowali na deskach, jednak w czwartej rundzie to Hamed zdołał zastopować rywala. Choć pojedynek był porywający, to Brytyjczyk w kolejnych latach wyzwań szukał głównie w ojczyźnie.

Dla pięściarzy z Wysp jeszcze do niedawna była to mała reguła. Do USA przeważnie przybywali dopiero wtedy, gdy nie mieli innego wyjścia. W ostatnich latach Carl Froch i Kell Brook walczyli tu o mistrzowskie pasy, bo nie mieli argumentów, by ściągnąć rywali do ojczyzny. Teraz ta sytuacja się zmienia – to w Anglii jest lepsza koniunktura na boks. To nie przypadek, że w ostatnich latach na Wyspach walczyła światowa czołówka pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe – Terence Crawford, Giennadij Gołowkin, Ołeksandr Usyk i Naoya Inoue. Pozostali dwaj – Wasyl Łomaczenko i Canelo Alvarez – jeszcze w tym roku mogą stoczyć tam duże walki na stadionach.

W boksie jednak nic nie jest do końca pewne – zwłaszcza w kategorii ciężkiej. Na razie wszystko wskazuje na to, że Anthony Joshua na te największe sportowe wyzwania będzie musiał poczekać do 2020 roku. Warto jednak dodać, że z tercetu Joshua – Fury – Wilder to właśnie ten pierwszy jest najmłodszy i czas zdaje się pracować na jego korzyść. Może się jednak okazać, że dwaj ostatni w imię ego zrobią wszystko, by spróbować zbagatelizować jego rolę w całej mistrzowskiej układance.

Żeby temat mógł wrócić, Brytyjczyk musi zrobić swoje w sobotę w ringu. Z Ruizem po raz kolejny będzie wyraźnym faworytem, ale dynamicznie bijący Amerykanin o twardej szczęce przynajmniej w pierwszych rundach może być ciekawym wyzwaniem. Na dłuższą metę powinna przeważyć siła fizyczna zdecydowanie bardziej atletycznego Joshuy. „Życzyłem Andy’emu, by dał po prostu dobrą dla oka walkę” – przyznał mistrz po ceremonii ważenia. To wydaje się przesądzone, bo Ruiz najlepiej czuje się idąc do przodu i innego boksowania właściwie nie zna. Każdy inny wynik niż zwycięstwo Brytyjczyka będzie jednak wielką sensacją.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 01.06.2019 14:39 przez

Kacper Bartosiak

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
05.07.2020

Czy właśnie poznaliśmy mistrza Włoch?

Podobno Milan od dawna nie siada przy jednym stole z tymi, którzy rozdają karty w świecie calcio. Podobno, jednak dziś było inaczej. Dziś każdy, kto tak sądził, dostał od Rossonerich pstryczka w nos. Bo całkiem możliwe, że to właśnie Milan wygrywając na Stadio Olimpico z Lazio jako pierwszy zespół w tym sezonie Serie A, rozstrzygnął losy mistrzowskiego […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Festiwal błędów w wykonaniu Lechii. Gra o puchary będzie ciekawsza

Wiele kart w lidze do rozdania już nie ma, ale walka o puchary – i owszem, ten serial może potrwać do końca. Po części dlatego, że kluczowy w tej układance jest Puchar Polski. Po części dlatego, że o czwarte miejsce, które może być premiowane grą w Europie, walczy wciąż całkiem spora stawka. Wygrana w Gdańsku […]
05.07.2020
Niemcy
04.07.2020

Klasa Lewego, klasa Bayernu. Bayer dodatkiem do finału Pucharu Niemiec

To miał być przyjemny wieczór i dla Bayernu, i dla Roberta Lewandowskiego. Tak też się stało, wszystko poszło zgodnie z planem. Monachijczycy pewnie pokonali Bayer Leverkusen w finale Pucharu Niemiec. W swojej historii sięgnęli po to trofeum po raz dwudziesty. „Lewy” przyczynił się do tego dwoma golami, dzięki czemu pobił życiowy rekord strzelecki w jednym […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Takich skrzydłowych lubimy. Czas zacmokać nad Kamińskim

Trzy gole, jedna asysta i jedno kluczowe podanie – może nie jest to oszołamiający dorobek dla skrzydłowego. Ale jeśli skrzydłowym jest osiemnastolatek, który tak naprawdę regularnie zaczął grać dopiero od wiosny, a jeszcze przez początek rundy grał na boku obrony – wówczas wygląda to już przyzwoicie. Na Jakuba Kamińskiego po prostu aż miło popatrzeć. To […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Warta wysycha, dziś pomogli jej w tym sędziowie

Warta Poznań, choćby chciała, z barażów o Ekstraklasę się nie wypisze. Ma za dużą przewagę, poza pierwszą szóstkę już nie wypadnie. Drużyna z Wielkopolski jednak konsekwentnie oddala się od bezpośredniego awansu. Na domiar złego, dziś została ofiarą chwilowego zaćmienia sędziów, których błędy niestety stają się normą w I lidze po koronawirusowej przerwie. Doliczony czas pierwszej […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Prawa obrona, czyli dziura w legijnej konstrukcji

Legii nie udało się dzisiaj przyklepać mistrzostwa, ale chyba nikt nie ma większych wątpliwości, że tak się stanie. Wojskowi musieliby przegrać wszystko do końca, reszta wygrywać, no, bez szans. Dlatego już teraz trzeba myśleć o eliminacjach do Ligi Mistrzów. I wydaje się nam, że dostrzegamy w tej konstrukcji sporą lukę: mianowicie chodzi nam o prawą […]
04.07.2020
Włochy
04.07.2020

Juventus wygrywa derby. Ronaldo przełamuje się z wolnego

Tyle prób, tyle niepowodzeń, tyle okrzyków frustracji, że kibice Juventusu już chyba przestali wierzyć, że kiedyś to będzie miało swój kres. Odkąd Cristiano Ronaldo przyszedł do Turynu, w Padzie przepłynęły już hektolitry wody, a genialny Portugalczyk wciąż pozostawał bez bramki z rzutu wolnego, choć przecież swojego czasu był uznawany za jednego z najwybitniejszych egzekutorów tego […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Koronacja przełożona. Lech oddaje głos do Gliwic

W ostatnich dniach ludzie związani z Lechem Poznań często wracali do poprzednich spotkań z Legią Warszawa. Narracja była prosta – może i oba przegraliśmy, ale zarówno w październiku, jak i w maju, gorsi od rywala nie byliśmy. Jeśli była to zorganizowana akcja, mająca na celu zbudowanie pewności siebie przed trzecim starciem z liderem Ekstraklasy, trzeba […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Raków tym razem nie dojechał na pierwszą połowę

Jeśli oglądaliście poprzednie mecze Zagłębia i Rakowa w grupie spadkowej, to doskonale wiecie, że chwytając za piloty nie musicie obawiać się o plażowanie. Szczególnie może podobać się Raków i to on był faworytem. Raz, że grał u siebie, dwa – w Zagłębiu brakowało Białka, Żivca i Drazicia (uraz wykluczył go z końcówki sezonu, wrócił  się […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Stal Mielec – Robin Hood I ligi. Ogrywa czołówkę, traci z dołem tabeli

Jak powinien grać lider tabeli w meczach z ekipami, które walczą o utrzymanie? Pewnie, konkretnie, efektownie. I właśnie takich przymiotników nie użyjemy, żeby opisać postawę Stali Mielec, która znów potknęła się w spotkaniu, w którym była zdecydowanym faworytem. Punkt z Mielca wywozi dziś Odra Opole, choć – szczerze mówiąc – drużyna Dietmara Brehmera może być […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Status quo zachowane, Miedź remisuje z Tyskimi

Bardzo fajnie ogląda się w ostatnich tygodniach I ligę, serio. Nie ma w tym krzty ironii, nawet jeśli momentami brakuje defensywnego ogarnięcia czy technicznej dokładności – atrakcyjność zupełnie to rekompensuje. Dzisiaj w Legnicy znów za nami bardzo przyjemne 90 minut: cztery gole, sporo okazji, wymiana ciosów i wynik, który nie daje nam żadnych odpowiedzi przed […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

LIVE: Lechia może zaatakować podium, ale woli spacerować

W Warszawie pewnie czuć już przyjemne podniecenie przed wieczorem. Legia nawet w przypadku remisu przyklepie dziś mistrzostwo Polski. Ale zanim przeniesiemy się do Poznania, to najpierw przystaweczka – starcie Rakowa z Zagłębiem, czyli największych przegranych (?) rundy zasadniczej. A po klasku w Poznaniu jeszcze przeniesiemy się do Gdańska, żeby zerknąć na to, czy Lechia z […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Drugi spadek z rzędu? Zagłębie Sosnowiec pomyliło kierunki

Trzy mecze bez zwycięstwa, trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Zagłębie Sosnowiec zmieniało trenera i skrycie marzyło o wskoczeniu do grupy, która powalczy o awans w barażach. Marzenia zweryfikowało jednak życie, bo nawet mimo płaskiej tabeli, sosnowiczanom bliżej dziś do gry o utrzymanie niż o promocję. Co dzieje się w Sosnowcu i czy faktycznie kibice […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Lech Poznań, czyli tęsknota za byciem Miauczyńskimi

Czy komuś się to podoba, czy nie – czas duopolu legijno-lechowego był najciekawszym okresem w Ekstraklasie ostatniego dziesięciolecia. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Podbieranie sobie piłkarzy, wyścigi na szpileczki, Leśnodorski wytykający palcami błędy Lecha, Klimczak śmiejący się z podklejaniem gumą stołu przez Leśnodorskiego. Ale duopolu już nie ma. Jest monopol. I nawet […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Stokowiec vs. Probierz. Kto kogo dzisiaj przechytrzy?

Lechia Gdańsk i Cracovia rozpaczliwie bronią się przed tym, by sezon 2019/20 zakończył się dla nich wielkim rozczarowaniem. Podopieczni Piotra Stokowca w pewnym momencie balansowali już na granicy spadku do dolnej ósemki, a jednak obecnie znów wyglądają na ekipę, która ma ochotę powalczyć o ligowe podium. Z kolei „Pasy” pokonały w ostatniej kolejce Pogoń Szczecin, […]
04.07.2020
Weszło
04.07.2020

Stan Futbolu. Madej, Wąsowski, Kowalczyk, Rokuszewski

A już o 11:15 zapraszamy was na „Stan Futbolu”. Goście: Łukasz Madej, były piłkarz między innymi ŁKS-u Łódź. Maciej Wąsowski, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”. Wojciech Kowalczyk, legenda. Mateusz Rokuszewski, naczelny Weszlo.com, stały ekspert „Ligi Minus” i „Weszłopolskich”. Prowadzi Krzysztof Stanowski.
04.07.2020
Bukmacherka
04.07.2020

eWinner partnerem cyklu SEC 2020! Obstawiaj żużel, zgarnij freebet do 25 PLN!

Kolejny weekend żużlowych emocji to także kolejny weekend promocji „Postaw na żużel” w eWinner! To jednak nie koniec dobrych wieści od tego legalnego bukmachera. eWinner został bowiem oficjalnym bukmacherem cyklu Speedway Euro Championship 2020. Co to oznacza? Ten legalny bukmacher został partnerem pięciu żużlowych zawodów, które odbędą się w lipcu w Polsce. Żużlowcy odwiedzą następujące […]
04.07.2020
Bukmacherka
04.07.2020

Lucky Loser w Totolotku! Obstaw hity Ekstraklasy bez ryzyka!

Przed nami weekend pod znakiem hitów Ekstraklasy! Lech gra z Legią, a Piast ze Śląskiem, czyli naprzeciw siebie stanie cała czołowa czwórka. Nie ma co ukrywać – te spotkania mogą przesądzić o kolejności miejsc na podium. Dlatego też legalny polski bukmacher Totolotek oferuje nam świetną promocję! W ramach „Lucky Loser” mecze najwyższej ligi w kraju […]
04.07.2020