post Avatar

Opublikowane 31.05.2018 17:06 przez

redakcja

Zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Od turnieju dla dzieci, który w hali sportowej przy ulicy Jana Pawła w Łowiczu zorganizował trener Henryk Plichta. Udział w nim brali młodzi adepci piłki z całego miasta, ale najmocniej wyróżniał się ten najbardziej niepozorny. Najmniejszy, najchudszy, najbardziej wątły. A jednocześnie – najsprytniejszy. I zdecydowanie najlepszy ze wszystkich.

Droga Macieja Rybusa do wielkiej piłki może nie była przesadnie skomplikowana, ale na pewno nie była też prosta. Jak każdy chłopak z małego miasta, Rybus musiał ostro walczyć o swoje. Musiał pokazywać więcej i starać się bardziej, zwłaszcza że warunki fizyczne nigdy nie były jego mocną stroną, a przymusowe przystanki działały deprymująco. Koniec końców jednak się udało i dziś świeżo upieczony mistrz Rosji w barwach Lokomotiwu Moskwa może z satysfakcją oglądać się za siebie. I to nawet jeśli wciąż ma kilka rzeczy do zrobienia.

*

Osiedle Korabka w Łowiczu, na które miejscowi mówią „Pekin”, raczej nie cieszy się dobrą sławą. Co prawda w ostatnich latach trochę się poprawiło, ale w mieście i tak budzi raczej negatywne skojarzenia. Czasem można nawet trafić na opinię, że z Korabką powinno się zrobić to samo, co Rzymianie zrobili z Kartaginą. Czyli zrównać z ziemią, zaorać i zasypać solą. A na wszelki wypadek zalać jeszcze fosolem, aby mieć pewność, że nic już tam nie wyrośnie.

Właśnie w takim mało ciekawym otoczeniu dorastał Maciej Rybus. Tam jako dzieciak do znudzenia przesiadywał na szkolnym boisku i grał w piłkę tak długo, jak tylko mógł. Nieszczególna okolica była w jego przypadku tylko tłem. Sceną, na której rozgrywały się zdominowane przez piłkę wydarzenia. – Korabka to była trudna dzielnica. Maciek jednak odizolował się od towarzystwa, a dodatkowo czuwali nad nim rodzice, którzy widzieli, że materiał na zawodnika jest. Maciek miał też niedaleko do szkoły, więc całe dnie spędzał na boisku. Kiedy przyszedł do mnie, to widać było, że dużo umie. Jakieś chwile słabości, jak zresztą każdy, może i miał, ale obyło się się bez poważnych wpadek. Nie poddał się i cały czas trzymał właściwy kurs – mówi Henryk Plichta, pierwszy trener Rybusa w Pelikanie Łowicz.

Plichta poznał Rybusa, gdy ten miał zaledwie dziesięć lat. Rozgrywany w formie ligowej turniej, na którym się pojawił, był zarazem selekcją do drużyny Pelikana Łowicz. Maciek, reprezentujący wówczas Szkołę Podstawową numer 3, od razu wpadł trenerowi w oko i znalazł się w składzie, w którym dominowali chłopcy z rocznika 88, czyli o rok od niego starsi. Łącznie pod okiem trenera Plichty grał i trenował przez pięć lat. – Fizycznie zawsze był z tyłu, za to był dynamiczny, najsprytniejszy i miał największe umiejętności piłkarskie. Chociaż większość chłopców była starsza, Maciek cały czas utrzymywał się w pierwszym składzie. Zdecydowanie się wyróżniał. Wtedy nie wyobrażałem sobie, co będzie za kilka, ale ewidentnie było widać, że umie grać. – kontynuuje szkoleniowiec.

*

Umiejętności, którymi Maciek oczarował trenera Plichtę, nie wzięły się znikąd. Od małego regularnie szlifował je bowiem pod czujnym okiem taty, który dostrzegł, że syn ma niewątpliwą smykałkę do piłki. – Poznaliśmy się na stadionie Pelikana zanim skończyliśmy dziesięć lat. Maciek przychodził z tatą, żeby trenować podania i przyjęcia, a ja na stadionie kręciłem się od małego, ponieważ mój tata tam pracował i pracuje od dziś. Wszystkie cechy typowo piłkarskie, którymi imponował, były zasługą właśnie ojca Maćka. To nie było takie kopanie piłki dla samej frajdy, ale sumiennie wykonywane ćwiczenia, które szybko przynosiły efekt. Maciek bardzo często zostawał królem strzelców na różnych turniejach. Kiedy startował, to nabór do drużyny Pelikana był realizowany dosyć późno, bo dopiero od jedenastego roku życia. On zaczął jako dziesięciolatek, ale to niewielka różnica. Na szczęście ojciec wyczuł w nim ten talent i już wcześniej przekazywał mu podstawy – wspomina Krystian Cipiński, bliski kumpel pomocnika reprezentacji Polski z lat młodzieżowych drużyn Pelikana.

Wsparcie rodziców było zresztą kluczowe dla piłkarskiego rozwoju Rybusa. Futbol, który pochłaniał mu każdą wolną chwilę, stał w ewidentnej sprzeczności ze szkołą, więc siłą rzeczy trzeba było przymykać oko na nierealizowane z należytą sumiennością obowiązki szkolne. – Maciek, jak żartowała jego mama, nie był naukowcem. Przeszedł na trójczynach przez szkołę podstawową, ale na pewno nie był trudnym uczniem. Dzięki wsparciu rodziców i ich współpracy ze szkołą nie miał problemów z nauką i mógł grać w piłkę. To zawsze był zresztą naczelny temat naszych rozmów – komentuje Henryk Plichta.

Trenerowi wtóruje Cipiński, który z Rybusem przeżył niejedno. – Maćka zawsze bardziej ciągnęło do piłki niż do nauki. Niemniej to inteligenty i błyskotliwy facet, o czym wiele razy miałem okazję się przekonać. Wolał po prostu swoją obowiązkowość przekładać na grunt piłkarski, przez co nie starczało mu czasu i chęci na szkołę.

Obaj podkreślają też, że na tle kolegów z zespołu Maćka od małego wyróżniało niesamowite zaangażowanie i poważne podejście do treningów. Jak mówi Plichta, wykorzystywał każdą okazję do rozwoju. Jeździł na wszystkie turnieje bez względu na to, czy były rozgrywane na hali, czy na boiskach trawiastych, i zawsze dawał z siebie tyle, ile tylko zdołał. – On po prostu wszystko podporządkował piłce. Nie zrażał się, choć zawsze był mniejszy od innych. Na zawodach starał się jak nikt. Inni co prawda też korzystali ze wszystkich możliwości, ale tylko w jego przypadku poszło to tak mocno do przodu – ocenia pierwszy trener Rybusa.

Czym najbardziej odznaczał się na tle nie tylko rówieśników, ale też starszych chłopaków, z którymi od początku grał w jednej drużynie? Przede wszystkim lewą nogą, którą, jak przekonuje Plichta, od małego umiał zrobić bardzo dużo. – Ta lewa noga to zawsze był jego atut i utrudnienie dla przeciwnika. Prawą – jak to się czasem żartuje – miał do podpierania. Ale teraz jest z tym dużo lepiej. Widać, że bardzo poprawił grę prawą nogą i dużo częściej jej używa.

Cipiński zwraca jednak uwagę, że mocne strony Rybusa nie ograniczały się wyłącznie do lewej nogi. – Maćka zawsze wyróżniał niebywały spokój na boisku. W sytuacjach, w których nie jeden z nas po prostu by spanikował, on zachowywał do końca zimną krew. Oczywiście nie w ramach zabawy, ale typowo z rozsądkiem. Od najmłodszych lat miał ten spokój i mądrość boiskową. Oczywiście zdarzało się, że nie miał weny, by funkcjonować na sto procent. To była jednak rzadkość, bo przeważnie wręcz wpraszał się w kolejkę do wykonywania konkretnego ćwiczenia.

*

Brak wspomnianej weny czasem objawiał się także w formie migania się od wyznaczonych przez trenera zajęć. Maciek, jak każdy grający w piłkę dzieciak, miewał bowiem momenty, gdy czegoś zwyczajnie mu się nie chciało. Zaangażowanie i pełne skoncentrowanie na futbolu to jedno, omijanie nielubianych obowiązków i wiążąca się z tym dobra zabawa – to drugie. – Kiedy jakieś ćwiczenie mu nie leżało, to miał taką uroczą metodę, polegającą na tym, że bardzo serdecznie zapraszał ludzi przed siebie. Na zasadzie „Chcesz wejść przede mnie? Proszę bardzo!”. W głowie mam też sytuację z obozu w Mrzeżynie. Codziennie mieliśmy tam obowiązkowy poranny rozruch na plaży i ani razu nie dobiegliśmy do latarni, która wskazywała punkt końcowy. Po prostu chowaliśmy się za parawanami, tam leżeliśmy i czekaliśmy aż koledzy wrócą. Na koniec chlapaliśmy się wodą, żeby symulować zmęczenie i udawało nam się to przez cały obóz. Po latach przyznaliśmy się do tego trenerowi Plichcie. Na szczęście obyło się bez bury – wspomina Krystian Cipiński.

rybus3

Ogólnie jednak Maciek dał się zapamiętać, jako dobrze ułożony chłopak. Czasem zdarzały mu się drobne wyskoki, lecz summa summarum nie sprawiał większych kłopotów, o czym zapewnia trener Plichta. – Z dyscypliną i zachowaniem nigdy nie miał problemów. Wszystko podporządkował piłce. Od strony koleżeńskiej też nie wdawał się w żadne animozje. Był młodszy od innych, ale dobrą grą zbudował sobie autorytet. Tak najłatwiej się obronić, a gdy jeszcze strzelasz ładne bramki…

Ze wspomnianym obozem  wiąże się jeszcze jedna interesująca historia. Przygotowująca się tam młodzież Pelikana, z Rybusem i Cipińskim na czele, zupełnie przypadkowo spotkała w Mrzeżynie… jednego z aktualnych reprezentantów Polski. Oddajmy jednak głos koledze Maćka. – Kiedyś na obozie w Mrzeżynie na trening przyszedł do nas mały chłopiec, młodszy od nas i zapytał, czy może z nami pograć. Trener powiedział, że jasne, tylko musi podać swoje dane, żeby wiedział za kogo bierze odpowiedzialność. Po latach trener powiedział nam, że to był… Grzegorz Krychowiak. Ścieżki z kadrowiczami przecinały się więc już w latach młodzieżowych.

*

Punktem zwrotnym w karierze Rybusa były przenosiny z Pelikana Łowicz do MSP Szamotuły. – Przekierowanie Maćka do szkoły w Szamotułach, to była w Łowiczu rzecz niespotykana. Jeżeli ktoś się u nas wyróżniał, to z reguły trafiał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi i tam jego przygoda się kończyła. Szamotuły to była totalna nowość i dzięki temu Maciek wypłynął na szerokie wody. Do tej szkółki pokierował go zresztą Robert Wilk, taki nasz Maciek Rybus z wcześniejszych lat – tłumaczy Cipiński.

Zanim jednak Rybus zmienił Łowicz na Szamotuły, swojego szczęścia szukał w Wielkopolsce. Konkretnie – w Amice Wronki, gdzie w 2005 roku zgłosił się do naboru. – Pojechaliśmy tam, ale się nie udało. Jakiś czas później przy pomocy Roberta Wilka, pojechał do Szamotuł. Tam załapał się do szkoły i to okazało się dobrym kierunkiem. Później już poszło. Dojrzeli go skauci Legii, wzięli do Warszawy i później już się potoczyło. W Szamotułach pokazał swój talent i potwierdził to, co prezentował wcześniej w Pelikanie – że po prostu pragnie czegoś więcej – mówi Plichta.

W Szamotułach Maćka dostrzegł Marek Jóźwiak, od razu zapraszając na testy do drużyny Legii występującej wówczas w Młodej Ekstraklasie. Tam spodobał się na tyle, że zaproponowano mu kontrakt i bardzo szybko okazało się, że była to jak najbardziej trafna decyzja. Rybus już w debiucie strzelił gola na wagę zwycięstwa, a dzięki świetnej postawie w kolejnych meczach, błyskawicznie przeskoczył do pierwszego zespołu i momentalnie przekonał do siebie Jana Urbana. Debiutanckiego gola na szczeblu ekstraklasy zdobył już w swoim drugim występie.

*

W Warszawie Rybus nie tylko bardzo zyskał pod kątem sportowym, ale trafił też na osobę najważniejszą w jego karierze. – Poznałem Maćka, gdy miał 18 lat i od tego czasu działamy razem. Od razu było widać, że to dobry materiał. Gdy patrzę na piłkarza, przede wszystkim zwracam uwagę na to, czy mam moc. Po Maćku, odkąd tylko pojawił się w Legii, było widać, że ma. Miał szybkość, miał wydolność, siłę strzału, dobrą wrzutkę, fajne stałe fragmenty. Pokazywał to w każdym meczu, rósł z miesiąca na miesiąc. W pamięci utkwiło mi też, że już po podpisaniu umowy z Maćkiem, on tak szybko piął się w hierarchii zespołu, że co pół roku prosiliśmy Legię o podwyżkę kontraktu i dostawaliśmy ją bardzo gładko. Przez ludzi, którzy wówczas rządzili klubem, Maciek był doceniany – tak początki znajomości z Rybusem wspomina jego wieloletni menadżer Mariusz Piekarski, podkreślając też, że po wielu wspólnie spędzonych latach, dziś traktuje Maćka jako młodszego brata, który może zgłosić się do niego z każdym problemem.

To właśnie Piekarski po kilku owocnych latach w Legii rzucił Rybusa na międzynarodowe wody. Transfer pomocnika do Tereka Grozny dla wielu był bardzo dziwny, ale „Piekario” wiedział, co robi. Kilka sezonów spędzonych w stolicy Czeczenii bez wątpienia było szkołą życia, ale pozwoliły Rybusowi wyrobić sobie na tyle dobrą markę, że ze średniaka ligi rosyjskiej przeskoczył od razu do Olympique’u Lyon, a kiedy zdecydował się wrócić na wschód, sięgnął po niego mocny Lokomotiw. W każdym z tych klubów Rybus nie schodził poniżej co najmniej solidnego poziomu.

Jakie są największe atuty Maćka zdaniem Piekarskiego? Poza najważniejszym, czyli mocą, przede wszystkim idealnie pasujący do piłki charakter i odporność na krytykę. Swoje robi też uniwersalność, dzięki której Rybus może z powodzeniem grać po obu stronach boiskach, choć długo uchodził za zawodnika wybitnie lewonożnego. Do gry na prawej stronie na dobre przyzwyczaił się w Tereku, gdzie trener Raszyd Rachimow bardzo często wystawiał go na prawej flance Zebrane wówczas doświadczenia procentują zresztą do dzisiaj, bo w minionym sezonie ligi rosyjskiej, Rybus regularnie grał na obu bokach obrony.

*

O tym, jak ważną rolę w karierze piłkarza reprezentacji Polski, pełni jego agent, najlepiej świadczy sytuacja sprzed dwóch lat. Rybus z powodu kontuzji przegapił wówczas Euro 2016, ale dzięki Piekarskiemu, nie stracił możliwości awansu sportowego. – Cieszę się, że nie skusiłem się na sugestie różnych lekarzy, aby wtedy wysłać Maćka na operację i wziąłem sprawy w swoje ręce. Czasami trzeba było podbudowywać go psychiczne, mówić, że damy radę, że to ma sens i tak dalej, No i koniec końców wyszło na nasze. Do operacji nie doszło, a po dwóch tygodniach mocnej rehabilitacji Maciek przeszedł testy medyczne w Lyonie i wszedł w trening – mówi „Piekario”.

PAOLA 20.01.2016 MECZ TOWARZYSKI NA MALCIE: TIERIEK GROZNY - PSC SOCCER ACADEMY 3:0 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH IN MALTA: TEREK GROZNY - PSC SOCCER ACADEMY 3:0 MACIEJ RYBUS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Menadżer zwraca też uwagę, że w przypadku Rybusa rozwój sportowy od zawsze idzie w parze z rozwojem mentalnym. Wpływ na to bez wątpienia miały mniej lub bardziej poważne wywrotki, które zaliczył po drodze. Nieudane Euro 2012 czy kontuzja przed turniejem dwa lata temu mogły działać zniechęcająco, ale mimo wszystko przyniosły odwrotny efekt. Dziś Rybus może cieszyć się z tytułu mistrza Rosji, jest praktycznie pewny wyjazdu na mundial, a przy okazji ułożył sobie życie prywatne, co Piekarski także przedstawia jako duży sukces osobisty.

Najlepszym podsumowaniem jest zresztą teoria wyznawana przez agenta zawodnika, zgodnie z którą zestawienie zysków i strat zawsze wychodzi na zero. Mariusz Piekarski w przypadku Maćka widzi to w ten sposób: – W dosyć krótkim czasie życie oddało mu wielokrotność tego, co wcześniej stracił. Po kontuzji sprzed Euro 2016 trafił do Lyonu, gdzie przeżył fajną przygodę, potem do Lokomotiwu, z którym zdobył mistrzostwo, w Moskwie poznał też swoją żonę. Trzeba również przyznać, że trochę ostatnio wypiękniał! Życie po prostu zawsze oddaje, a bilans musi wyjść na zero.

*

Komplementy natury piłkarskiej to w przypadku Macieja Rybusa tylko jedna strona medalu. Z drugiej znajdziemy normalność i uczynność, z którymi niekoniecznie się afiszuje. – Ludzie nie znają Maćka od tej strony, ale – poza tym tym, że jest porządnym facetem o wielkim sercu – jest też bardzo rozważny. O Maćku nie słyszy się złych rzeczy, jest o nim wręcz cicho. Stroni też od blichtru i blasku, więc nie zobaczymy go w „śniadaniówkach” Koncentruje się na karierze oraz najbliższych. Ogólnie to super facet, super piłkarz i po prostu porządny człowiek – ocenia Mariusz Piekarski.

W podobnym tonie wypowiadają się ludzie z Łowicza, na czele z Krystianem Cipińskim, który od kilku lat z pomocą Rybusa organizuje charytatywny turniej piłkarski „Gwiazdy na Gwiazdkę”. Współpraca, mimo znacznej odległości i braku czasu, układa się wzorowo, a Maciek na turnieju zawsze pojawia się odpowiednio przygotowany. Już wcześniej od kolegów z klubu i reprezentacji zbiera koszulki i inne gadżety na licytację, którą następnie sam prowadzi. Między innymi za tę formę swojej działalności miasto nagrodziło go niedawno tytułem „Honorowego obywatela Łowicza”. Ze sportowców podobnego zaszczytu wcześniej doświadczył tylko Zbigniew Bródka. Na czas mundialu w Łowiczu powstanie też specjalna strefa kibica, aby mieszkańcy mogli wspólnie oglądać występy reprezentacji Polski z lokalnym bohaterem w składzie. Stać będzie do samego finału, bo – jak zapewnia Cipiński – „gdyby Maciek miła tam wystąpić, to Łowicz nie może tego przegapić”.

Fot. 400mm.pl

Fot. grupowa z archiwum Krystiana Cipińskiego

PRZECZYTAJ TAKŻE POZOSTAŁE TEKSTY Z SERII „KIERUNEK JEST JEDEN:

– Franek, co ruszył z Szarej w świat

– Jak trzeba się bić, to Góral idzie na bitkę

– Najskromniejszy chłopak z najlepszą lewą nogą

– Wyciskam ile mogę z tego, co mi jeszcze zostało

– Piotruś został w Ząbkowicach. Rodzinne pogotowie, nagrody na zeszyt, łzy we Francji

– Jeśli nie u Brosza, to u Kloppa

– Sport był mu pisany. Ale na transfer do Premier League zapracował sam

– Gdyby nie transfer do Legii, widzę siebie w drugiej lidze

– Lodówka pełna celów. Damian Kądzior nie przestaje marzyć

Opublikowane 31.05.2018 17:06 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 9
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
BaltazarGabka
BaltazarGabka

„we Amice Wrocnki” – jezusmarja, czytacie, co piszecie? 🙂

Zawisza Czarnecki
Zawisza Czarnecki

Ciekawe czy kiedyś odpali w kadrze.

blazej przybylowicz
blazej przybylowicz

wbrew pozorom w kadrze nie idzie mu źle. Ja mu naliczyłem już 10 asyst.

PRT
PRT

– Jak tak Rybka, jakieś fajne te panienki były?
– Eeee, piąta rano, sam szrot

egzekutor_77
egzekutor_77

Żeby zostawić efekt spalonej ziemi, to trza zalać roundupem, a nie odrdzewiaczem laiku …
Piekario stwierdził, że Rybus „wypiękniał” ?? Hmmm… w sumie zawsze mi się zdawało, że on chyba ciepły jakiś… no nic… nie krytykuję, nie osądzam…

falszywa 10-tka
falszywa 10-tka

Nie doczytałem, bo śmiech mnie bierze. Czy jest w tym kraju piłkarz, który nie miał pod górkę, nie musiał harować więcej, nie musiał udowadniać, nie pochodził z nieciekawej dzielnicy? Mieszkałem swego czasu na osiedlu w Nowej Hucie, zwykłe normalne osiedle. Czy jakbym został piłkarzem to napisalibyście, że jestem z ciężkiej dzielnicy? Że na codzień kogoś mi zabijali pod oknem? Mieszkałem też na wsi. Czy wtedy byłbym piłkarzem, który musiał więcej udowadniać? Jakie trzeba mieć zycie i gdzie mieszkać, żeby nikt sie nie przyczepił?

Laguna
Laguna

Legia powinna uruchomić okienko życia, mogłaby kształtować nadpiłkarzy od szczeniaka.

M.S.
M.S.

Chyba troszkę dorabiają ideologię, żeby wyglądało, jak z Brazylijczykami, że większość wywodzi się z faweli. A na poważnie coś w tym musi jednak być. W Ameryce Południowej, gdzie widać bardzo mocno rozwarstwienie społeczne, z gorszych dzielnic, chcą się wybić. Często nie chodzą do szkoły, a non stop grają w piłkę i poza tym w takich środowiskach kształtują się mocne charaktery.
Oczywiście, wielu jest też piłkarzy z porządnych dzielnic i domów. Jak gość jest bardzo dobry piłkarsko, to może być nawet ze „słabym charakterem”, a i tak będzie szanowany i „chroniony”, wybroni się w takim środowisku.

TomaszWieszczyCycki
TomaszWieszczyCycki

Krystian Cipiński? Hmm…

Weszło
22.09.2020

Michniewicz na tle poprzedników, czyli czy CV prawdę ci powie?

Kultowy niedźwiedź z wieloletnim doświadczeniem w rosyjskich klubach. Albańczyk, który w Belgii przewrócił się na piłkach. Mentor, który wychował tłumy młodych. Romantyczny twórca nowych definicji piłkarskich, który nie nadawał się na trenera. Jego efemeryczny następca. Awanturujący się wagabunda o wdzięcznym pseudonimie Ryszard Lwie Serce. Pan od zapieprzania. Oto poprzednicy Czesława Michniewicza na ławce trenerskiej Legii […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Kenny Saief, czyli nadzieja Lechii na choćby przyzwoity sezon

Lechia Gdańsk w ostatnich latach – delikatnie mówiąc – nie słynęła z obsady pozycji numer dziesięć. Cholera, być może trzeba się cofnąć aż do czasów Razacka Traore, by znaleźć naprawdę konkretnego piłkarza, a i on wędrował przecież na boisku w różne rejony, od skrzydła po napad. W każdym razie w kolejnych latach nikt lepszy się […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Legia z prezentem, a później pokrzywdzona. Wilusz zasłużył na wykluczenie

Czy Legia została skrzywdzona? A może tym razem zyskała na błędach sędziów? Czy Maciej Wilusz powinien pić meliskę przed meczami? No i co z tymi przeklętymi zagraniami ręką w polu karnym? Kolejny weekend znów przyniósł nam kilka weryfikacji w Niewydrukowanej Tabeli. Choć tak po prawdzie, to nie była łatwa kolejka do sędziowania. Zaczynamy od meczu […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Przeklęte Wyspy Owcze i technologiczny skok. Sukcesy i porażki Michniewicza w kadrze U-21

Czesław Michniewicz jest już jedną nogą poza reprezentacją Polski do lat 21. Odejdzie z niej raczej prędzej niż później. Ale co po sobie zostawi? Jaki bilans po trzech latach sprawowania stanowiska przez Michniewicza, mają biało-czerwoni? Co mu się udało, a co zawalił lub najzwyczajniej w świecie mógł zrobić trochę lepiej? Nie ma wątpliwości, że bilans […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Jeden klub, jeden trener. Klich i Kapustka od Tarnovii do kadry | KOPALNIE TALENTÓW

Ich pierwszy trener mówi o przypadku, twierdząc, że Mateusz Klich i Bartosz Kapustka poradziliby sobie gdziekolwiek by nie zaczynali, a on akurat miał szczęście, że na nich trafił. Większe zasługi niż sobie przypisuje rodzicom swoich najbardziej znanych byłych podopiecznych. Chyba jednak prowadzący ich za młodu Krzysztof Świerzb jakąś cegiełkę do tego dołożył, skoro nawet teraz […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Chodyna na radarze, Makowski cofa się w rozwoju

Za nami cztery kolejki nowego sezonu Ekstraklasy. Gdy patrzymy na ten okres przez pryzmat młodzieżowców, trochę brakuje nam odkryć. Jasne, poprzedni rok pokazał, że warto w tej kwestii trochę poczekać, bo choćby Michał Karbownik, Bartosz Białek czy Jakub Moder wypłynęli na szerokie wody dopiero z czasem, ale byli też tacy, którzy zaskoczyli od pierwszej kolejki […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Spokojnie, zaraz się rozkręci. Boruc jak film o facecie w łódce?

Powrót Artura Boruca do Legii Warszawa to bez dwóch zdań największe wydarzenie trwającego jeszcze okienka. Celowo nie użyliśmy w tym kontekście słowa „transfer”, bo ten ruch wykracza poza same kwestie sportowe, ale jedno trzeba wyraźnie zaznaczyć – to właśnie one wciąż powinny być na pierwszym planie. A na starcie tego sezonu nie ma co kryć […]
22.09.2020
Włochy
22.09.2020

Sfałszowany egzamin z włoskiego, czyli w co pogrywa Luis Suarez?

„Spoczywa na tobie wielka odpowiedzialność. Jeśli go oblejesz i gość nie dostanie obywatelstwa, to dopiero się zacznie. Rozpoczną atak terrorystyczny” – mówi na nagraniu rozmówca Stefanii Spiny. Czy to fragment filmu akcji? Nie. To konspiracyjna konwersacja uniwersytecka w sprawie językowego egzaminu Luisa Suareza, koniecznego do uzyskania włoskiego paszportu. Egzaminu, który Urugwajczyk podobno zdał z łatwością. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Czereszewski: Holendrzy w Stomilu? Dzięki mnie klub zarobi na nich niemałe pieniądze

Temat Stomilu, dziwnych transferów do klubu i zmian, które w ciągu ostatnich dni zaszły w Olsztynie, nie schodzi z ust kibiców. Wczoraj przyjrzeliśmy się jednej stronie sprawy, o której rozmawialiśmy także w I-ligowej części „Weszłopolskich”. Dziś oddajemy głos drugiej ze stron, a konkretniej Sylwestrowi Czereszewskiemu, który nie stroni od mocnych słów. Doniesienia portalu stomil.olsztyn.pl nazywa […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Gdy rozum śpi, a Lewandowski zagrywa krzyżakiem, budzą się demony

Środkowy pomocnik przejmuje piłkę na środku boiska, zagrywa ją na prawo do skrzydłowego, ale nie zatrzymuje się, tylko biegnie na pełnej w pole karne. I słusznie, bo zaraz dostaje podanie zwrotne od kolegi, wystarczy dołożyć nogę i po wszystkim. Tak też się dzieje – pewny strzał i bramkarz nie ma szans. Ale co to? Kibice […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Ring cię zweryfikuje. Nie masz za kim się schować”

– Moja walka? Jakbyś Rocky’ego oglądał. Cały mój plan szybko poszedł w pieruny. Myślałem, żeby dużo tańczyć, atakować seriami i odskakiwać, tak miałem zaplanowane treningi. Ale walczyliśmy na najmniejszym możliwym wymiarze ringu, więc nie było za bardzo gdzie uciekać. Trener powiedział mi więc „Kamil, musisz się bić”. A że lubię się bić, to się biliśmy. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Pół roku transmisji sportowych za darmo – promocja specjalna PKO Banku Polskiego

Nasi partnerzy z PKO Banku Polskiego mają do zaproponowania kapitalną promocję dla wszystkich ekstraklasowych świrów. I nie tylko! Do zgarnięcia półroczny darmowy dostęp do transmisji sportowych lub filmów na platformie CANAL+ telewizja przez internet. Na czym polega cała akcja? Już tłumaczymy. Najpierw trzeba założyć PKO Konto za Zero z Oficjalną Kartą Ekstraklasy. Jedną z tych, […]
22.09.2020
KTS
22.09.2020

Podryw na zerwane więzadło i kolejny rekord! KS Bednarska 1:15 KTS Weszło

Idziemy jak burza. W rywalizacji z ostatnią w tabeli Bednarską wydatnie poprawiliśmy bilans strzelecki. Drużyna nie zawiodła i zaaplikowała rywalom aż 15 bramek. Łapcie obszerne kulisy ostatniego spotkania KTS-u Weszło.  fot. FotoPyk
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

PRASA. Strejlau: Legia robi błąd. To Jacek Zieliński powinien zostać jej trenerem

Temat dnia w prasie jest oczywisty – Czesław Michniewicz w Legii Warszawa. W „Przeglądzie Sportowym” o nowym szkoleniowcu wypowiadają się eksperci. Mocną tezę wysunął Andrzej Strejlau. – Zastanawia mnie, kto zdecydował o zwolnieniu trenera Vukovicia. Strategię klubu wyznacza prezes, wiceprezes albo dyrektor sportowy. Któryś z nich popełnił błąd, decyzja o zwolnieniu była tego dowodem. Uważam, […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Bielsa uczy: największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich”

– Bielsa wychodzi z założenia, że największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich. Wtedy najłatwiej jest coś zepsuć. Trudniej wtedy spostrzec, że zespół potrzebuje zmian, żeby się rozwijać. Bo przecież jest wciąż wynik. A pewna formuła może się właśnie kończyć i trzeba nie lada geniuszu, by dostrzec ten moment nim będzie […]
22.09.2020
Anglia
21.09.2020

Wilki się nie położyły, ale na Citizens to i tak za mało

Nadspodziewanie dobrze zaprezentował się zespół Wolverhamptonu na tle Manchesteru City. A może raczej wypadałoby napisać – zaskakująco niewielki był opór Citizens przed powstrzymywaniem ataków Wolves. Oczywiście, Manchester City przeważał przez większą część spotkania. Oczywiście, utrzymał również korzystny wynik do 90. minuty. Ale chyba nikt nie przypuszczał po bramce Fodena na 2:0, że gospodarze zdołają jeszcze […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Jagiellonia ściągnęła Piasta na dno

Piast miał się podbudować meczem z Jagiellonią przed starciem z FC Kopenhaga, tymczasem tylko się dobił. Za nami już cztery ligowe kolejki, a gliwicki zespół ciągle czeka na premierowego gola. Na dodatek nie pomógł dziś Frantisek Plach i w efekcie „Jaga” przełamała passę czterech kolejnych porażek z podopiecznymi Waldemara Fornalika. To nie tak, że Piast […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

WESZŁOPOLSCY: MICHNIEWICZ W LEGII WARSZAWA, WIELKI MECZ GÓRNIKA

Powiedzieć, że to gorący dzień w Ekstraklasie, to nic nie powiedzieć. I trzeba przyznać, że termin naszego programu zgrał się idealnie: ledwo Legia ogłosiła Czesława Michniewicza, a wjeżdżają Weszłopolscy w składzie Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek, Paweł Paczul, Adam Sławiński, Szymon Janczyk, Samuel Szczygielski. Jaka będzie ta Legia? Co dalej z Vukoviciem? Kto w szatni Legii […]
21.09.2020