Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Praca trenera w ekstraklasie nie ma żadnego sensu, chociaż tak z czystej higieny piłkarskiego kibica udajemy, że ma. Ale nie ma. W zasadzie dzisiaj są to ludzie, którzy mają się ładnie ubrać, powiedzieć coś na konferencji prasowej, zadecydować, czy trening rozpocznie się o 11:00 czy może o 11:30. Gdyby nie to, że na Zachodzie zatrudniają trenerów i nawet im godnie płacą, to być może w Polsce w ogóle by ich nie było. No ale skoro tam są, to i u nas będą, nie możemy być gorsi.

Średnia długość pracy trenera w naszej ekstraklasie to około 160 dni, czyli mniej niż pół roku. To oznacza, że w najlepszym razie szkoleniowiec może przetrwać jedno okienko transferowe, ale nawet jeśli je przetrwa i nawet jeśli jakimś cudem sprowadzi jakiegoś piłkarza (raczej nie sprowadzi, no ale jeśli…), to i tak będą to jego ostatnie podrygi. 160 dni oznacza, że żaden ze szkoleniowców nie tylko nie zdoła zbudować drużyny na własną modłę, ale nawet nie zdoła dobrze poznać tych piłkarzy, których otrzymał w spadku po poprzednim nieszczęśniku. A już na pewno nie zdoła pozbyć się tych, którzy mu nie pasują piłkarsko lub charakterologicznie.

Doszliśmy do fazy zwalniania obsesyjnego, zwolnienie jest jedynym rozwiązaniem, jak dla niektórych lekarzy antybiotyk. W tym roku mieliśmy 19 zmian, ale pewnie dojdziemy do 20, może 21. Zaryzykuję stwierdzenie, że suma odpraw wypłacanych rocznie trenerom samej tylko Ekstraklasy wystarczyłaby na zbudowanie pięciu profesjonalnych boisk treningowych, co oznacza z kolei, że po kilku latach cała liga mogłaby się pochwalić solidną infrastrukturą. I ta infrastruktura miałaby większy wpływ na podniesienie poziomu niż rotowanie szkoleniowcami, którzy wcale szkoleniowcami nie są. To znaczy – tak w ogóle są, ale nie u nas.

W największym skrócie można chyba uznać, że trener może otrzymać od klubu dwa narzędzia, najlepiej równocześnie, ale jeśli otrzyma chociaż jedno z nich to już jest w porządku. Pierwsze narzędzie to czas, a drugie to pieniądze. W Polsce trener… Chyba zacznę pisać „trener”, w cudzysłowie… No więc w Polsce „trener” nie otrzymuje ani czasu, ani pieniędzy, co z kolei oznacza, że ani nie ma możliwości wytrenować sobie zawodników, ani też nie ma możliwości kupić już wytrenowanych. Na koniec oczywiście słyszy, że do niczego się nie nadaje, zwłaszcza gdy go porównać z trenerem zagranicznym. Tylko że piłka to jest dziedzina naprawdę prosta, Polacy ogarniają liczenie do jedenastu i odróżniają bramkarza od napastnika. Za wyjątkiem kilku magów, wszyscy ci szkoleniowcy na świecie są bardzo do siebie podobni, tylko działają w innych warunkach. To znaczy tam dostają narzędzia, a tutaj nie. Wygląda to mniej więcej tak…

– Panie, namaluj tu obraz.
– Ale czym?
– Jak pan zamierza od początku mnożyć problemy, to ja nie mamy o czym rozmawiać.

Można byłoby się nie przywiązywać do trenerów i traktować ich jako panów od rozgrzewki, a nie od strategii klubu, gdyby te kluby zatrudniały dyrektorów sportowych z prawdziwego zdarzenia. Wtedy sprawa jasna – szkoleniowiec ma się nie mieszać w transakcje kupno/sprzedaż, bo to nie jego działka, tylko dyrektora. Niestety, w Polsce nie tylko niemal nie ma dyrektorów z prawdziwego zdarzenia, ale w większości klubów nie ma ich w ogóle. Wniosek jest prosty: drużyny puszczone są samopas, w większości składają się z piłkarzy, którzy trafili do nich w niej lub bardziej przypadkowych okolicznościach, są wzajemnie niedobrani i często nie są w stanie sprostać wymaganiom. Ale skoro permanentnie nie ma szefa, to nawet nie ma kto ich zwolnić. O ile więc „trenerzy” pracują za krótko, to przekłada się to na to, iż piłkarze pracują za długo.

W liceum przez cztery lata uczyłem się języka niemieckiego, ale dam radę tylko się przedstawić. Nauczyciele zmieniali się tak często, że żaden się nie zorientował, że nic nie umiem.

*

Sandecja zwolniła Radosława Mroczkowskiego.

Sandecja, który ma irracjonalnie słaby skład i której gwiazdą jest facet opowiadający, jakie to miał problemy w życiu. Nie facet, który szykuje się do wyjazdu do mocnej ligi, tylko facet, który dopiero co wydostał się z niewłaściwego otoczenia. Przy takich piłkarzach i przy rozgrywaniu wszystkich meczów wyjazdach, to powinno być polskie Benevento, z jednym punktem i to cudem zdobytym. Ale Sandecja nie ma jednego punktu, tylko dziewiętnaście.

Klub bez piłkarzy, stadionu i teraz bez trenera. A jednak w ekstraklasie.

Tak się zastanawiam – czy naprawdę stałoby się coś złego, gdyby Mroczkowski awansował z Sandecją, potem rozegrał sezon w ekstraklasie, spadł i dalej prowadził ten klub w pierwszej lidze? Dlaczego to niby takie science-fiction? Czy tak trudno prezesowi spojrzeć na swój własny klub i uznać: to przedziwne, że jesteśmy w ekstraklasie, ale jak spadniemy, to dlatego, że inni są mocniejsi, a nie dlatego, że mają lepszych trenerów.

*

Zwalniać można w różnych momentach, ale zwalniania na sześć dni przed końcem tegorocznych rozgrywek nie zrozumiem. Skąd ten pośpiech? Dlaczego potrzeby roszad okazały się tak palące? Czy ci trenerzy – jak Ramirez i Mroczkowski – wykradali tajne dane z komputerów szefostwa? W sześć dni żaden trener niczego nie zdziała. W jakim więc celu to szaleństwo?

Wisła – patrząc na dorobek nowego szkoleniowca – zastąpiła gorszego pracownika lepszym, i nawet jestem w stanie to zrozumieć. Ale gdyby był w tym element po prostu wymiany, skorzystania z okazji, a nie wywalenia na zbity pysk – bo tak traktuję powierzenie drużyny asystentom – rozumiałbym to zdecydowanie bardziej. Gra była jaka była, ani wybitna, ani fatalna, taka akuratna, biorąc pod uwagę skład Wisły. Wyniki – może nawet nieco ponad stan. Czy naprawdę nikt nie pamięta, że dopiero co Wisła straciła swój środek pola, czyli duet Brlek – Mączyński? Kim ich zastąpiono? Czy to wina trenera, że jakość spadła?

Magiera w rok stracił Ofoe, Nikolicia, Prijovicia i Bereszyńskiego. Ramirez Brleka i Mączyńskiego. My chyba czasami zapominamy, że trener trenerem, ale na koniec grają piłkarze. I odwieczna zasada jest taka, że drużyny złożone z lepszych piłkarzy grają lepiej, a drużyny złożony z gorszych grają gorzej.

*

Moja propozycja: każdego prezesa przed sezonem zapytać – kiedy zwolni trenera?

Kiedyś nawet jeden z trenerów wprost pytał przedstawicieli klubu: kiedy mnie zwolnicie?
– Ale jak to? – odpowiadali.
– No, po prostu. Jak będę na którym miejscu? Na szóstym? Óśmym? Jedenastym?
– Proszę tak nie mówić.

Konkretnej odpowiedzi nie otrzymał, po prostu go zwolnili. Ze dwa tygodnie temu.

Wracam więc do tej propozycji: niech każdy prezes zadeklaruje, jakie ma plany. Np. „zwolnię trenera, gdy po 20 kolejkach będę w dolnej połówce tabeli”. Albo: „zwolnię trenera, jeśli będzie przegrywał w co drugim meczu lub częściej”.

Po pierwsze – sam trener wiedziałby, czego się spodziewać, więc sytuacja byłaby trochę klarowniejsza od samego początku. Po drugie – prezesi trzy razy by się zastanowili, czy zwolnić trenera, mimo że tak naprawdę realizuje plan. Wielu wyszłoby na głupków. Okazałoby się, że na chłodno, przed sezonem, trenera z takim dorobkiem by nie zwolnili, ale w ligowym uniesieniu są w stanie zrobić wszystko.

*

A teraz fragment książki „Stan Futbolu”. Ostatnio kilka osób napisało mi na Twitterze, że polscy trenerzy do niczego się nie nadają, a dowodem jest to, że nikt nie chce zatrudniać ich zagranicą. Argument ten jest podawany tak często, że po prostu muszę wkleić coś, co kiedyś zawarłem w książce…

Jakim słowem najlepiej scharakteryzować odczucia wobec polskich trenerów piłkarskich? Pogarda. Nasi szkoleniowcy są permanentnie wykpiwani, wytykani palcami, pogardzani właśnie, a przecież nie każdy z nich to Smuda. Sam przez długie lata niezwykle sceptycznie podchodziłem do ich kompetencji. Jednak z im mniejszej odległości przyglądałem się, w jakich warunkach pracują, tym nabierałem coraz większej wyrozumiałości, a momentami też szacunku. Uprawiają oni zawód ekstremalny – równie dobrze mogliby startować w Rajdzie Dakar, mając na wyposażeniu deskorolkę, suchy prowiant i parę sandałów.

Na dowód, jak słabych mamy trenerów, bardzo często podawany jest argument: „Są tak słabi, że nikt ich nie chce zatrudniać za granicą”. Czytałem go setki albo i tysiące razy, używali go nawet na pozór poważni ludzie, tak zwani eksperci. Niestety, rzadko kiedy ktoś zadaje sobie trud, by zastanowić się: a w sumie to dlaczego nikt ich tam nie zatrudnia? Czy aby na pewno z powodu poziomu?

Jeśli przeanalizujemy zagraniczne ligi i pracujących w nich trenerów, to z wyjątkiem bardzo specyficznej, przepompowanej pieniędzmi Premier League, we wszystkich pozostałych rozgrywkach zdecydowanie dominują lokalni szkoleniowcy. Zajrzymy do Hiszpanii – prawie sami Hiszpanie. Do Włoch – prawie sami Włosi. Francja – niemal wyłącznie Francuzi. Holandia – sami Holendrzy. I tak dalej. Nie wiem, skąd się wzięło tak powszechne przekonanie, że trenerzy innych narodowości fruwają sobie po świecie i raz trenują tam, raz gdzie indziej, a tylko Polacy tkwią wyizolowani we własnej lidze. Aktualnie nie ma to pokrycia w faktach. Zostać trenerem w dobrej zagranicznej lidze można na dwa sposoby. Przede wszystkim: należy osiągnąć spektakularny sukces w europejskich pucharach. Nawet to nie jest gwarancją otrzymania posady w innym kraju, ale powiedzmy, że to idealny punkt wyjścia. Pytanie – jak zdefiniować sukces? Dla Mourinho i Villasa-Boasa było to wygranie europejskiego trofeum, co stanowiło przepustkę do największych klubów świata. Ale już dla trenera białoruskiego BATE niewątpliwy wyczyn stanowiły kolejne awanse do Ligi Mistrzów. Czy zrobiło to na kimś wrażenie? No, nie za bardzo. Ma moment Wiktora Gonczarenkę zatrudnił rosyjski średniak, ale koniec końców chłop całkowicie przepadł i obecnie nawet nie pracuje jako pierwszy trener. Europa widziała, że osiągał wyniki ponad stan, a jednak tylko pokiwała z uznaniem głową i odwróciła się na pięcie. Gonczarenko bowiem – jakie to proste – jest Białorusinem. A skoro jest Białorusinem, to jego szanse na angaż w jednej z najsilniejszych lig świata są znikome albo żadne. Mógł się zahaczyć jedynie w Rosji. I to naprawdę bez znaczenia, czy prowadzi świetne treningi, ma taktykę w małym palcu i czy rozpracowuje rywali w pięć minut.

Polscy trenerzy też mogliby przedstawić się szerszej publiczności, odnosząc sukcesy w Europie, i w ten sposób chociaż powalczyć o zainteresowanie z innych krajów. Ale nasuwa się oczywista wątpliwość: czy polskie kluby mają potencjał, by cokolwiek osiągnąć w Europie? I czy jeśli nie mają, to jest to akurat wina szkoleniowców? Jeszcze do tego wrócimy…

Drugim sposobem, aby dostać pracę w zagranicznej lidze, jest… bycie znanym, chociażby lokalnie. Po prostu – jeśli swego czasu grałeś w danej lidze, jeśli dałeś się poznać jako inteligentna i godna zaufania osoba, jeśli nauczyłeś się języka i wrosłeś w miejscową społeczność, to jest szansa, że ktoś powierzy ci drużynę. Spójrzmy na ligę hiszpańską. Pracuje w niej obecnie pięciu zagranicznych szkoleniowców. Diego Simeone w Atletico (były piłkarz Atletico), Zinedine Zidane w Realu (były piłkarz Realu), Eduardo Berizzo w Celcie (były piłkarz Celty), Constantin Gâlcă w Espanyolu (były piłkarz Espanyolu) oraz Gary Neville, zatrudniony akurat z innego klucza, czyli dzięki biznesowym relacjom z właścicielem Valencii.

Możemy poszukać jakichś egzotycznych nazwisk w różnych ligach. Darije Kalezić, trener Rody Kerkrade? Praktycznie całą karierę piłkarską spędził w Holandii. Pál Dárdai w Hercie Berlin? Wieloletni zawodnik Herthy. Viktor Skripnik w Werderze? Były piłkarz Werderu. Slaven Bilić w West Hamie? Niegdyś grał w West Hamie. I tak dalej… Widać tu niezaprzeczalną prawidłowość.

Polacy też bywali zatrudniani na identycznych zasadach. Zbigniew Boniek prowadził kluby we Włoszech właśnie dlatego, że zapracował na to swoją postawą na boisku, gdy był jeszcze piłkarzem. Uznano, że jest osobą na tyle inteligentną i znającą futbolowe realia, że sobie poradzi. Nie tak dawno Jan Urban objął Osasunę Pampeluna. Dostał tę posadę nie dlatego, że komuś imponowały wyniki z polskiej ligi, lecz dlatego, że był doskonale znany miejscowym działaczom i kibicom. Od lat w Szwajcarii między klubami skacze Ryszard Komornicki, który zapuścił tam korzenie. Najdłużej w branży działa Henryk Kasperczak, który zakończył karierę piłkarską w Metz, a potem w tym samym Metz rozpoczął trenerską. Zbliżony był szlak Piotra Nowaka w USA.

Nie jesteśmy więc dyskryminowani. Jedyny problem polega na tym, że przez lata nie dorobiliśmy się zbyt wielu dobrych piłkarzy, którzy wyjechaliby za granicę i zapracowali na ponadczasowe uznanie. Wyjazdy naszych zawodników zazwyczaj kończyły się szybkim powrotem do kraju i opowieściami o niesprzyjających okolicznościach w obcym otoczeniu. A jeśli już któryś zawodnik wyjechał, zaaklimatyzował się, nauczył języka i potrafił zaskarbić sympatię fanów oraz prezesa, to rzadko kiedy okazywał zainteresowanie trenerką. Nasi zawodnicy częściej jako królowie życia wracali do Polski, trwonili tu pieniądze i ewentualnie dopiero kiedy w kieszeni zrobiło się już naprawdę pusto, zaczynali myśleć o trenowaniu jako o wyjściu awaryjnym.

Gdyby nasi piłkarze byli gwiazdami w najsilniejszych ligach świata, to pewnie co piąty, co ósmy albo co dziesiąty byłby też w nich trenerem. tak jak gwiazdą był Boniek w Serie a i od razu mu tam zaufano. Ale niestety, piłkarzy, którzy naprawdę coś znaczyli za granicą, mieliśmy tylu co kot napłakał.

Nie zgadzam się więc ze stwierdzeniem, że polscy trenerzy są słabi, ponieważ za granicą nikt ich nie zatrudnia. Tak samo nie zatrudnia nikt trenerów z Rosji, Czech, Słowacji, Bułgarii, Szwecji, Grecji… I tak dalej. Nikt też nie zatrudnia – poza Anglią – trenerów z Anglii, boom na Holendrów dawno się skończył, Niemcy siedzą głównie u siebie. To ogólnoświatowa prawidłowość, że prezesi klubów – co zrozumiałe – chcą powierzać zespoły osobom, które doskonale znają język, realia, środowisko, ligę… Czasami trafiają się przeprowadzki w ramach jednego kręgu kulturowego, czyli Austriak może pracować w Niemczech albo Niemiec w Austrii, ale praktycznie nie da się znaleźć przykładów, by ktoś ze wschodniej Europy poleciał do zachodniej wyłącznie na bazie odnoszonych we własnej lidze wyników.

Proszę więc stawiać sto innych zarzutów polskim trenerom, ale akurat nie ten.

***

Problem z naszymi trenerami jest taki, że w zasadzie nie da się ich zweryfikować, a przynajmniej nie poprzez przyłożenie tej samej miary co do trenerów z zagranicznych klubów. Wykonują zupełnie inny zawód i mają w rękach inne narzędzia. Usystematyzujmy… Jakie zadania można postawić przed nowym trenerem? Tak generalnie, w największym skrócie?

1. Zbudowanie kadry
2. Opracowanie taktyki
3. Trenowanie zawodników
4. Codzienne zarządzanie

Punkt pierwszy… W poważnych ligach szkoleniowcy mają ten komfort, że budują drużyny po swojemu. Przychodzą, rozglądają się po klubie, szukają zgniłych jabłek, wreszcie przedstawiają prezesowi listę: tych sześciu piłkarzy należy się pozbyć, natomiast potrzebuję dwóch obrońców, lewego pomocnika, defensywnego pomocnika i napastnika grającego tyłem do bramki. Zazwyczaj już podczas negocjacji kontraktu trener wie, jaką sumę będzie mógł wydać na przebudowę drużyny. Wie też, jakim systemem będzie chciał grać i jakich będzie potrzebował do niego wykonawców. Każdy prezes ma świadomość, iż zatrudnienie nowego szkoleniowca kosztuje – nie tylko trzeba pokryć jego pensję, ale też liczne wydatki. U nas natomiast drużyny ligowe nie mają swoich architektów – patrzysz na nie i nie wiesz, kto je zbudował. Ten klub w krótkim czasie miał pięciu trenerów, ten ośmiu, ten sześciu…

– Na razie graj tym, co masz – mówi prezes. A sekwencja zdarzeń zawsze taka sama: drużyna słabo gra, zwalniany jest trener, przychodzi nowy i dostaje tę samą drużynę, która znowu słabo gra, więc znowu zwalniany jest trener… Piłkarze utrzymują się na powierzchni, ciągle mają pracę, ponieważ nawet nie ma kto ich wyrzucić. Kluby są nie dość, że zbyt biedne, aby sprowadzić zastępców, to jeszcze zbyt biedne, by wypłacić rekompensatę za rozwiązanie umowy niechcianemu zawodnikowi. Drużynę powinno się konstruować jak samochód. Każda śrubka powinna być na swoim miejscu. Trener – jako konstruktor – ma za zadanie dopasować elementy i sprawić, by pojazd notował jak najlepsze efekty. Trzymając się tego porównania, u nas stoi Fiat 125p. Wsiada jeden trener, samochód jedzie kiepsko. Wołają: – Wysiadaj! Wsiada kolejny trener, znowu to samo. I znowu go wołają: – Wysiadaj! Kierowcy się zmieniają, ale wciąż siadają za kierownicą tego samego rzęcha.

Nikt niczego nie konstruuje. nie ma klubu, w którym szkoleniowiec mówi, iż chce grać konkretną taktyką i potrzebuje do niej zawodników o konkretnej charakterystyce. nie zdarza się, że dłubie przy tym swoim eksponacie i w końcu mówi: – Nie, jednak ta część ponownie do wymiany, koszty nie grają roli.

– Prawda jest taka, że my grzebiemy w śmietniku. Jeśli pozwala nam się sprowadzić piłkarza, to pod warunkiem że będzie za darmo i że nie będzie chciał dużo zarabiać, a najlepiej jeszcze, żeby był na tyle głupi, żeby nie trzeba było mu regularnie płacić – powiedział mi kiedyś polski trener. – Przychodzimy do klubów wtedy, gdy jest naprawdę źle, zespół w kryzysie. Zazwyczaj nie można już dokonywać transferów. Albo się udaje podźwignąć zespół, z którego zbudowaniem nie mieliśmy nic wspólnego, albo nie. Jeśli się uda, latem może pozwolą ci sprowadzić dwóch piłkarzy. Dwóch, ale osiemnastu będzie tych samych, którzy wcześniej pogrążyli twojego poprzednika. Możesz mieć nadzieję, że ciebie akurat nie pogrążą, ale to dość naiwne. Z reguły ci chłopcy albo są po prostu słabi, albo źle dobrani.

No dobrze. Trener przejmuje już zespół. Pal licho, czy ceni piłkarzy, których dostał, czy nie i czy ma cokolwiek do powiedzenia w kwestii przebudowy składu. Przejdźmy do punktu drugiego – opracowanie taktyki. Najpopularniejszym twierdzeniem w Polsce jest takie, iż szkoleniowiec powinien dobierać taktykę do materiału ludzkiego, jakim dysponuje. Czyli już na wstępie musi się naginać. Jeśli przeprowadzicie sondę wśród trenerów, bardzo wielu wam powie, że ich ulubiona taktyka to 4-3-3. A na pytanie, dlaczego w takim razie jej nie stosują, zgodnie odpowiedzą: – Ponieważ nie mam do niej wykonawców.

Gdyby polski klub zatrudnił Guardiolę, Mourinho, Kloppa czy jeszcze innego Enrique, żaden prezes nie odważyłby się powiedzieć: – Dobierz taktykę do tych piłkarzy, których tu mamy… Nie, tamci przyszliby jako szefowie, którzy całą przestrzeń uporządkują na swoją modłę. Jeśli Guardiola od sezonu 2016/2017 będzie trenerem Manchesteru City, to tam doskonale wiedzą, iż wypłacenie mu astronomicznej pensji to dopiero początek, a nie koniec wydatków. Może więc w kwestii prowadzenia treningów i codziennego zarządzania da się znaleźć pewne podobieństwa?

No niestety – niekoniecznie.

Przypomina mi się historia sprzed kilku lat. Maciej Skorża był trenerem Wisły Kraków. Napisałem, że za kilka dni zostanie zwolniony – po spotkaniu z Jagiellonią Białystok, i to bez względu na wynik. Wiedziałem to od Andrzeja Czyżniewskiego, któremu z kolei wyznał to sam Skorża. faktycznie – w poniedziałek Skorża pożegnał się z posadą.

Kilka dni później znowu zadzwonił „Czyżyk”, z jeszcze lepszą informacją: – Trenerem Wisły będzie Wilfried Schaefer.

– A skąd ta pewność? – spytałem Andrzeja, który wtedy był dyrektorem sportowym Arki Gdynia.

– Ponieważ człowiek od nas ze sztabu jest z nim ciągle na linii, kiedyś pracowali razem i analizują teraz kontrakt. Znają się od lat. Pomaga mu w kwestiach papierkowych.

Schaefer – niemiecki trener z charakterystyczną lwią grzywą – nie porozumiał się jednak z Wisłą, ponieważ ta nie chciała wydać odpowiednich pieniędzy na jego sztab (co po latach potwierdzał mi jeszcze Bogdan Basałaj, były prezes Wisły). Najlepiej, gdyby Schaefer przyjechał sam, i najlepiej, żeby pracował za wikt i opierunek. Schaefer wsiadł do samolotu i wrócił do siebie, a awaryjnie wytrzaśnięto Kasperczaka. Zorganizowano wtedy jedną z najbardziej żenujących konferencji w historii naszej ligi: utytułowany trener na dzień dobry musiał z kartki przeczytać przeprosiny skierowane do właściciela Wisły Bogusława Cupiała. nie do końca wiadomo, za co przepraszał. Chyba za niewinność.

W każdym razie jeśli polski trener idzie na rozmowy do klubu, to zazwyczaj dowiaduje się, że nie ma co marzyć o sprowadzeniu całego swojego sztabu – brak na to środków. W porywach może ktoś mu pozwoli zatrudnić jednego asystenta (ale to pod warunkiem, że trener jest naprawdę pożądany, zazwyczaj sięga się po następnego w kolejce – takiego, który nie ma wygórowanych żądań). trafia więc szkoleniowiec do nowego środowiska i nie dość, że piłkarzy nie ma i nie będzie mieć swoich, to jeszcze musi bezpośrednio współpracować z ludźmi, których zastanie na miejscu, nawet jeśli ani ich nie ceni, ani nie lubi, ani im nawet nie ufa (często to tzw. zaufani ludzie prezesa). Nie jest to najbardziej komfortowe rozwiązanie.

Później z tym sztabem i z tymi piłkarzami trzeba przenieść się na boisko. O ile boisko jest. Bardzo lubimy oglądać zdjęcia baz treningowych w Anglii i jednocześnie zupełnie ignorujemy fakt, że nie zbudowano ich po to, żeby ładnie wyglądały na zdjęciach, ani też nie powstały dlatego, że nie wiadomo było, co zrobić z hektarami nieużytków. Mają swój oczywisty cel. Ale że w Polsce takich nie ma? Cóż z tego! Polscy trenerzy, nieudacznicy, nie potrafią trenować!

Sytuacja powoli się poprawia – z akcentem na „powoli”. Wciąż w ekstraklasie są kluby, które nie mają gdzie przeprowadzać codziennych zajęć. Podbeskidzie Bielsko-Biała jeszcze niedawno jeździło na treningi do pobliskiej miejscowości, gdzie czekało niepełnowymiarowe, nieskoszone boisko. Stróż powiedział, że mógłby regularnie kosić trawę i malować linie, ale za 500 złotych miesięcznie, na co prezes klubu Wojciech Borecki nie przystał. W czasach gdy Manchester City wydał ponad miliard złotych na centrum treningowe, klub polskiej ekstraklasy nie chciał płacić 500 złotych za skoszenie trawy. Wymowne?

Zestawianie trenerów polskich z zagranicznymi nie ma najmniejszego sensu. Gdy Mourinho przełamuje barierę miliarda euro wydanych na transfery, gdy Jürgen Klopp zamawia wielką i kosztowną maszynę, mającą ćwiczyć refleks zawodników, nasi szkoleniowcy zastanawiają się, gdzie przeprowadzić trening, gdy spadnie śnieg. Gdy Arsenal odbywa najkrótszą podróż samolotem na mecz (14 minut od startu do lądowania), piłkarze Pogoni ruszają w dziesięciogodzinną podróż autokarem. Nie dałbym sobie nawet palca uciąć, że którykolwiek z wielkich trenerskich autorytetów poradziłby sobie w naszej lidze – dostając do dyspozycji tak skromne środki i tak nieliczne narzędzia. A przecież mowa o elicie – o ekstraklasie, szesnastu najlepiej zorganizowanych klubach w Polsce, podlegających wymogom podręcznika licencyjnego.

Jeśli tak wygląda rzeczywistość na szczycie, to jak wygląda niżej? W drugiej, trzeciej, czwartej lidze? Jak tam pracują trenerzy? Gdzie prowadzą treningi? Czym? Jaką mają pomoc? Jaki sztab? Ilu jest dietetyków w niższych ligach? Łatwo powiedzieć: mamy słabych szkoleniowców, bo tym jednym zdaniem – prymitywnym – przykrywa się milion innych zaniedbań, w krótkim czasie nierozwiązywalnych.

Aż nasunęła mi się opowieść, jak Adam Fedoruk – niegdyś świetny piłkarz – trenował klub w niższej klasie rozgrywkowej, zdaje się, że Olimpię Elbląg.

– Prezesie, mamy jedną piłkę do ćwiczeń – mówi do prezesa.

–No i co?

– No, wie prezes. Przydałoby się więcej piłeczek. Moglibyśmy jakieś kupić.

– Ty masz tak słabe wyniki, że przez ciebie muszę teraz mecz kupić, a nie piłki!

***

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że jako naród – w sensie piłkarskim – jesteśmy niesamowicie zakompleksieni. Taka pozostałość po komunie, że wszystko, co zagraniczne, musi być lepsze. Zdaje nam się, że kiedy tylko przyjedzie ktoś z zagranicy, to trzeba wytężyć słuch i sumiennie robić notatki, bo ktoś taki z pewnością wie o futbolu znacznie więcej niż polscy trenerzy. Niegdyś wraz z Piotrem Koźmińskim z „Super Expressu” na kolację do warszawskiej restauracji zaprosiliśmy Raymonda Domenecha, byłego selekcjonera reprezentacji Francji, autora fantastycznej książki „Straszliwie sam” (polecam, jeśli nie czytaliście). Domenech to uroczy człowiek, a rozmowa z nim – sama przyjemność.

Czułem się naprawdę poruszony. Siedzieliśmy na tarasie razem z człowiekiem, który całkiem niedawno zdobył wicemistrzostwo świata, a zarazem z człowiekiem, którego jeszcze bardziej niedawno uznano za najgorszego trenera w dziejach Francji i niemal skazano na banicję. Z kimś, kto zarządzał Zidane’em, Henrym i innymi wielkimi zawodnikami. Powiedział wtedy mnóstwo interesujących rzeczy, chociażby to, że nigdy nie wybaczy Zidane’owi czerwonej kartki w finale mundialu. Wtedy też – mimo że tematyka nie była jeszcze tak powszechnie podnoszona jak dziś – stwierdził: – Wiecie co jest największym problemem francuskiego futbolu? Nie mogę tego powiedzieć głośno, bo zostałbym uznany za nietolerancyjnego, ale… największym problemem francuskiego futbolu jest islam. od najmłodszych reprezentacji, od juniorów, aż po reprezentację dorosłą. Muzułmanie odgradzają się od innych, coraz częściej po prostu gardzą pozostałymi członkami zespołu. Widać to na stołówce, w szatni, na boisku. Problem narasta z każdym rokiem. I kiedyś ten problem zdusi naszą piłkę. Już dusi.

– Nasri był takim problemem? To tego rodzaju muzułmanin? – spytałem.
– Nie, Nasri jest muzułmaninem, kiedy mu to wygodne. On jest zwyczajnie wredny.

Przegadaliśmy ze trzy godziny, poznając sekrety francuskiej kadry narodowej (dwadzieścia minut analizował przypadek Davida Trezegueta, by stwierdzić na koniec, że to po prostu – tak po ludzku – jest kompletny głupek), aż doszliśmy do Laurenta Blanca.

– Wiecie, co jest największą siłą Blanca? – spytał Domenech.

– Nie.

– Jest mistrzem świata.

– I co z tego?

– Kiedy ja wchodzę do szatni, muszę piłkarzy przekonać do siebie słowami, taktyką, organizacją, muszę potrafić ich zmobilizować. oni i tak mogą mieć to gdzieś, bo akurat kupili nowe auto. A Blanc wchodzi i mówi: „Jestem mistrzem świata”. I to już, wystarczy. Voilà! Nic więcej nie musi dodawać. on mówi tylko to, naprawdę! „Cześć, jestem mistrzem świata”. Oni rozdziawiają gęby, bo widzieli Blanca w telewizji, jak podnosił puchar. I tak to jest mniej więcej z polskimi i zagranicznymi trenerami w naszej lidze. Polscy muszą na sto sposobów udowadniać swoją wartość, a zagraniczni – wystarczy, że coś powiedzą w obcym języku. Jakiś banał, ale po angielsku/niemiecku/francusku z pewnością będzie brzmiał poważniej.

Weźmy cały wybór selekcjonera. Media krzyczały: cudzoziemca, koniecznie cudzoziemca! Nie tworzyły „rysopisu” trenera idealnego, nie wynotowywały cech, które są kluczowe. Po prostu – cudzoziemiec! Byle jaki, ale cudzoziemiec! Polacy z góry uważani byli za tych gorszych, a gdy się okazało, że ten Nawałka wcale nie taki zły, to nagle słychać cichutkie: „no dobra, jeden Nawałka się nadawał…”. Ja natomiast jestem pewny, że nadawało się wielu. Tylko że przez większość kariery nie mieli żadnych możliwości, aby popracować w takich warunkach, w których mogliby pokazać wszystko, co potrafią.. Głównie walczyli nie z przeciwnikami, tylko z codziennymi przeciwnościami losu.

***

Najłatwiej powiedzieć: polski trener jest głupi. Można dodać kpiąco: tak zwana polska myśl szkoleniowa. Jeszcze jakiś piłkarz pójdzie do zagranicznego klubu i powie: o, tutaj to się naprawdę ciężko trenuje, nie to co u nas! Bo w sumie – dlaczego u nas nie trenuje się tak ciężko jak w najlepszych ligach? Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, tak? Ale to taka teoria dla małych dzieci…

Kiedy Łukasz Piszczek odchodził z Polski do Niemiec, profesor Jan Chmura był zafascynowany jego możliwościami fizycznymi – tym, jak szybko organizm Piszczka się regeneruje, jak bardzo dostosowany jest do wysiłku. Chmura twierdził, że mamy do czynienia z fenomenem. Sęk w tym, że do topowych lig trafiają właśnie najlepsi z najlepszych, światowa śmietanka. a jeśli organizmy nie wytrzymują (Mateusz Klich), to nie ma problemu – znajdzie się takie, które wytrzymają. Materiał ludzki, z jakim pracują trenerzy na Zachodzie, czy nam się to podoba, czy nie, jest zupełnie inny niż ten, z jakim pracują nasi szkoleniowcy. Dlatego inaczej dobierać trzeba intensywność, obciążenia…

Owszem, mógłby polski trener powiedzieć: będziemy trenować jak najmocniej, zostaną tylko najtwardsi. Tylko co by mu było po przeciążanych, ewentualnie kontuzjowanych zawodnikach, którzy w meczach nie byliby w stanie dobrze kopnąć piłki? Jak długo taki trener by się utrzymał?

W Polsce i tak coraz bardziej podkręca się obciążenia, ale powoli, bo zbyt drastyczne przestawienie wajchy nie skończyłoby się dobrze ani dla szkoleniowca, ani dla zawodników. Jeśli piłkarz mówi, że dopiero za granicą przekonał się, co znaczy mocny trening, to wcale nie znaczy, że tutaj trenował źle – być może trenował optymalnie, biorąc pod uwagę możliwości (limity) większości zawodników. A on jeden przebił się właśnie dlatego, że miał jeszcze rezerwy.

***

Celowo w tym rozdziale przejaskrawiam, przedstawiam fakty korzystne dla polskich trenerów, biorę ich aż tak zdecydowanie w obronę, niemal utulam. Tekstów napastliwych przeczytaliście przecież już całe mnóstwo, po co wam jeszcze jeden? Gdybyśmy teraz siedli przy piwie i zaczęli rozmawiać o tych naszych rodzimych szkoleniowcach, na pewno szybko znaleźlibyśmy powód do drwin, wytypowalibyśmy sześciu czy ośmiu ludzi, którzy zupełnie nie pasują do zawodu. Razem z wami śmiałbym się z trenerów, którzy przez lata dali się poznać z jak najgorszej strony, opowiadałbym o nich zabawne anegdoty. Tylko że ja miałbym w pamięci, iż bez trudu podobnych ananasów da się znaleźć w każdym innym kraju, a nie tylko w Polsce.

Nie lubię, gdy sami z siebie – Polacy z Polaków – robimy głupków, zapóźnionych intelektualnie prowincjuszy. Mamy wspaniałych naukowców, nasi matematycy pomogli wygrać II wojnę światową, a Mikołaj Kopernik zrozumiał wszechświat na długo przed tym, zanim oderwaliśmy stopy od ziemi. Dlaczego mielibyśmy być zbyt tępi na coś tak banalnego jak piłka nożna? To tylko gra drużynowa, jedenastu na jedenastu. Nie potrafię znaleźć ani jednego powodu, dlaczego Polak zdaniem tak wielu osób nie obejmie jej swoim małym rozumkiem. Przypominam, że stawiając takie tezy, oceniacie też samych siebie czy swoje dzieci.

To tylko futbol. Tylko. Można go komplikować na sto sposobów, poddawać komputerowej analizie, rozkładać na milisekundy i szukać wrażliwych momentów. Można. I polscy trenerzy też to robią. Też siedzą godzinami wgapieni w ekran, też analizują spotkania swoje oraz przeciwników, też przeprowadzają arcyszczegółowe badania i pomiary. I też wiedzą, że najlepiej mieć cały czas piłkę i co jakiś czas strzelać w bramkę. To naprawdę nie jest odkrycie na miarę Marii Skłodowskiej-Curie. Koniec końców mówimy o naprawdę prostej grze. Przecież nawet tak ją definiują – że taka popularna, bo prosta.

Setki, tysiące trenerów rok w rok się edukuje, inwestują w siebie, wydają pieniądze na kursy i pomoce naukowe, jeżdżą na staże, zamiast polecieć na wakacje, prowadzą trening za treningiem. W zamian otrzymują kpiny i pogardę – tylko dlatego, że Hiszpanie, Niemcy czy Francuzi są w tym sporcie lepsi. Apeluję, by zastanowić się, czy są lepsi dlatego, że mają lepszych trenerów, czy może dlatego, że ci trenerzy pracują w Hiszpanii, Niemczech czy we Francji.

KOMENTARZE (62)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Fragment Stanu Futbolu odpuszczam. Podobno mam dostać go od Mikołaja;)
Co do trenerów..
Też nie mogę zrozumieć, jaki sens miało zwalnianie trenerów tuż przed przerwą, ale myślę, że to był efekt wewnętrznych gierek w klubie. O tym, że Mroczkowski drze koty z Aleksandrem, było wiadomo od dawna. Ostatnio zasłyszałem, że Kiko Ramirez miał nie po drodze z Junco. W końcu w Krakowie zapadła klamka, a w Nowym Sączu uznali, że skoro Wisła może, to oni też, a sytuacja przecież podobna…
Praca trenera jaka jest, to wiemy. Dziś już to napisałem pod innym tekstem, ale pozwolę sobie powtórzyć pewną anegdotę.
Pewien młody trener dostał prace w klubie. Przejął się wielce, bo to pierwsza samodzielna praca, postanowił więc pójść do swego poprzednika i porozmawiać o drużynie, poprosić o rady. Starszy trener rzekł:
-Synu. Po prostu rób swoje, wedle własnego uznania. Ja zostawiam Ci trzy ponumerowane koperty. Jeśli drużynie nie będzie szło otwórz pierwszą i rób to, co tam jest napisane. Analogicznie korzystaj z następnych kopert.
Młody trener rozpoczął pracę, ale szybko okazało się, że wyniki nie są wymarzone. Postanowił otworzyć pierwszą kopertę, a tam kartka z napisem: „zwal winę na poprzednika”.
Nasz bohater tak uczynił. Opowiadał, że drużyna źle przygotowana, że kadra nie taka, że poprzednik mu zostawił spaloną ziemię i co on ma biedny zrobić. Trzeba czasu…
Pomogło na trochę, ale po jakimś czasie znów sytuacja wokół naszego bohatera się zagęściła. Wziął drugą kopertę, a tam: „zwal winę na czynniki niezależne”. Nic trudnego pomyślał nasz trener i od tego dnia obwiniał stan murawy, terminarz, błędy sędziowskie, VAR, pogodę, co tylko mu do głowy przyszło. Znów się troszkę uspokoiło, ale nie na długo niestety. Sytuacja po raz kolejny stała się trudna, zatem młody trener chwycił za trzecią kopertę.
Otwiera, a tam napisane: „przygotuj trzy koperty dla następcy”.

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Gino! Dostaniesz Stan Futbolu, ale pod waruniem, że do końca roku ugrasz jeszcze 3 punkty. :)

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Klasyczna sytuacja win-win? :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Trwa redakcyjna składka. Dostanie słownik w Szlachetnej Paczce.

Janis Biodro
Dupa i ortografia.

Na pewno dostał karnego kutasa. Osobiście zalecałem zastosowanie tego środka dyscyplinującego.

qdlaty81
WIDZEW

Proponuje wpierdol na parkingu

PaQ

Panie Krzysztofie
W ostatnim czasie widać jak na dłoni wzrost liczby skarg czytelników na składnię oraz błędy interpunkcyjne w pojawiających się na Weszło tekstach. Nie ukrywam, że sam niektóre z tekstów czytam z uśmiechem politowania niestety…
Mogę jednak pomóc Weszło z walce z tym problemem.
Jeśli jest Pan zainteresowany proszę o kontakt

Janis Biodro
Dupa i ortografia.

Jak będę chciał poczytać twoją książkę, to sobie ściągnę z chomika. Nie leć w chuja Krzychu. Chyba raz na tydzień możesz sklecić w miarę sensowny felieton z pominięciem techniki „kopiuj-wklej”, hę??

szroter
Stanzwioski

już ostatnio pisał, że nie ma czasu i na szybko coś… degrengolada trwa

tss

Odjebcie się, nawet bez kopiujwklejki napisał prawie 6000 znaków, to więcej niż większość ‚artykułów’ na weszło!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Może i kur… robił kopiuj-wklej, ale ma podwójne alibi 😀
1. Kopiował i wklejał swoje teksty w przeciwieństwie do anonimów z Weszlo!
2. Podpisał się pod tym, i szacun, z założenia olewam anonimów 😀

MariuszCh

Ile zaplaciles za ten tekst? Trzyma Cie ktos na tym portalu?

patrykjay

Ehh czy pan też musi używać tego idiotycznego terminu „godna płaca”?

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Eureka to też musi występować…. niegodna 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

„W liceum przez cztery lata uczyłem się języka niemieckiego, ale dam radę tylko się przedstawić. Nauczyciele zmieniali się tak często, że żaden się nie zorientował, że nic nie umiem.”
Hehe miałem to samo: 5 nauczycieli niemca w 4 lata, w tym 2 miesiące bez niemieckiego. Hercliś wilkomen und niśt fersztejen.
Ale wiadomo, że gdybym CHCIAŁ sie nauczyć, to nauczyciel czy jego brak by mi nie przeszkodził. :)

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Herzlich willkommen in Garpishpartenkirchen, Fantastishe sonne und Kamil Stoch is in das belka!

adrian92

Ja miałem 3 nauczycieli przez 2 lata + roczny wakat na j. włoskim i umiem parę zwrotów, plus pierwszą zwrotkę ich hymnu, bo kiedyś mi się spodobała. 😀
A co do tego czy byś się nauczył: pewnie tak, nawet bez zajęć w szkole, ale gorzej zacząć bez czyichś wskazówek, np nauczyciela właśnie, który naprowadzi na dobre tory by uniknąć chaosu. Później już samemu można się dokształcać. Jest też metoda „na głęboką wodę”, lecisz gdzieś na saksy/studia nie znając języka. W końcu się go nauczysz, o ile wcześniej nie poddasz się. Albo wylądujesz w takim Leicester gdzie co druga osoba na ulicy to Polak, (ewentualnie Hindus), wtedy gorzej z tą „głęboką wodą” 😉

denat

iś bin niśt forberajtet (jestem nieprzygotowany)

Marecki Chicago
Kts Weszlo

Ja mialem jeszcze smieszniej. Poczatek lat 90 wtedy bylo malo nauczycieli j. obcych. W piatej klasie mialem pol semestru rosyjski a drugie pol francuski. W 6 klasie caly rok angielski w 7 jeden semestr niemiecki drugi angielski a w 8 klasie znowu nam dojebali rosyjski. Chyba nie musze dodawac ze biegle sie raczej nimi nie poslugiwalem. Dopiero jak w 98 wyjechalem za granice nauczylem sie angielskiego

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

eneene5

Zamiast dzisiejszego felietonu można było wkleić:”W poszukiwaniu straconego czasu” i wyszloby na to samo.

DrMabuse
Wisła Kraków

Wisła zwolniła Ramireza, bo wystraszyła się kompromitacji w derbach, najwyrazniej zarzad wolał, zeby drużyną przed tym meczem potrzasnal Sobolewski. Ponadto wrobelki cwierkają, że pojawiły się iskrzenia pomiedzy Kiko a Junco.

SirMutton

Kurwa jakbym czytał swój tekst 😀

Huśtawka trenerska

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Piłkarka

Chciałbyś

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kasztan

tak po ludzku, dobry tekst.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janek Buszewski
(L)ech Posnen

Umówmy się tak po ludzku może…. Stano w końcu wyrobi sobie inną manierę językową, ta już nie tylko męczy i irytuje! Czytałem książkę, i powiem tak: „momenty były” 😀 Czy warto kupić ujmę to filozoficznie: mając do wyboru kolejną biografię pijacko-narkotykową z piłką w tle to wybieram „Stan futbolu”, bo wymiata i zamiata 😀

New Logo
Juventus F. C.

Taka prawda, zagraniczny trener nie jest lepszy dlatego bo jest zagraniczny, po prostu ma lepsze warunki pracy. Zwłaszcza w sporcie, tam gdzie są pieniądze, poziom organizacyjny i sportowy idzie w górę. W ekstraklasie nie dość że kasy w wielu klubach jest mało to zarządzanie często rodem z komuny. Nie ma rady- na lewo od mapy fachowiec (w tym przypadku trener piłkarski) ma sensowny kwit i większe możliwości w pracy, a na prawo (od nas począwszy) godne życie dzielone jest przez cztery.

Donio8

Powinny zostac wprowadzone specjalne przepisy, zasady przy zatrudnianiu trenerow. Praktycznie wlasciciele klubow zatrudniaja jak chca i zwalniaja jak i kiedy im sie podoba. Zarobki sa stosunkowo duze a miejsc pracy niewiele, takze gdy komus pali sie grunt pod nogami, a wlasciciel nerwowo rozglada sie za nowym szkoleniowcem to zawsze znajdzie kogos kto podejmie sie pracy tu i teraz, w takich warunkach, bo bezrobotni trenerzy tylko na to czekaja. Kazdy ktory potrzebuje kasy, roboty potrafi powiedziec, ze wyciagnie druzyne z kryzysu, zna recepte, i nie potrzebuje nowych ludzi. Jeden za 10k powie ni chuchu, drugi po dlugim bezrobociu powie biere, najwyzej zwolnia.
Wprowadzic wieksze wymogi dla trenerow, zeby ten zawod byl elitarny, jednoczesnie zapewnic im duza ochrone. Wlasciciel nigdy nie bedzie szanowal trenera jesli on sam nie bedzie szanowal swojej pracy i nie bedzie odpowiednich przepisow. Kryzysy sa i beda, jak w normalnej pracy. Ci co opowiadaja o dlugofalowych planach rozwoju powinni sie do tego stosowac.
Wprowadzic obowiazkowe kontrakty moze minimum na pelny sezon. Po tym okresie i ustaleniu obiektywnych postepow ( np. wprowadzenie juniorow do gry, poprawienie osiagow poszczegolnych graczy, wypromowanie i zwiekszenie wartosci klubu/ zawodnikow, zwiekszenie frekwencji na trybunach, poprawienie miejsca w tabeli z tymi samymi zawodnikami). Nastepnie po sezonie weryfikacja. Jesli lipa to koniec umowy, jesli do przodu to automatycznie na dwa lata kontrakt. Pod grazba srogiej kary za zlamanie zapisow kontraktu nie tylko finansowej takze licencyjnej. Cele powinny ustalac obie strony jesli nie pasuje nie podpisuja kontraktu,

denat

Karuzelę napędzają dwa czynniki: brak strategicznego myślenia(1) oraz kasa(2).
1. Strategia klubu powinna się opierać o cele długo i krótkoterminowe. W przypadku 8 klubów e-klasy głównym celem krótkoterminowym powinno być utrzymanie. Aby się utrzymać w e-klasie wystarczy odpowiednia ilość punktów, którą na podstawie wyników z poprzednich sezonów można sobie wyliczyć. Więc przed zatrudnieniem trenera należy przedstawić mu cel jaki ma osiągnąć czyli odpowiednia średnia punktowa do utrzymania i ustalić że po każdej rundzie trener będzie weryfikowany. Można ustanowić masę celów i znajdzie się jakiś trener, który powie – ok da się to zrobić w takim czasie. Po ustalonym czasie weryfikacja i albo się sprawdził albo nie. Ważne jest aby cele były realne i ustalane przed sezonem a nie w trakcie na fali wznoszącej. Powinny być adekwatne do budżetu, kadry, bazy treningowej, po prostu racjonalne i należy pamiętać że nie zmieniamy reguł gry podczas jej trwania.
2. Menadżerowie, podpowiadacze którzy mają swoje działki, sami trenerzy którzy są bezrobotni, asystenci którzy się czują niedoceniani – ci wszyscy aktywnie (podkopując pozycję trenera) czyhają na zmianę. Menago i podpowiadacze bo zarobią, bezrobotni i asystenci bo chcą stołek i też zarobią, Wszyscy wokół mówią „ja bym to zrobił tak i tak, lepiej”. Problem w tym co to znaczy lepiej kiedy klub nie ma celów, z których może potem rozliczać?

DrPlama

Fajny tekst. Niestety temat smutny i tylko trochę go modyfikując można napisać o wielu rzeczach mniej i bardziej w Polsce (Sądach, policji, służbie zdrowia, dziennikarstwie, itd. )
Ciekawa konkluzja nasuwa mi się po przeczytaniu. Z jednej strony niby Polacy nie tacy źli i tylko sami robimy z siebie głupków, ale z drugiej strony myślenie jest absolutnie zaściankowe (. Jest to problem bardziej uniwersalny w naszym społeczeństwie, nie dotyczy tylko piłki nożnej. Mam wrażenie, że środowisko piłkarskie najwolniej wychodziło z tej mentalności – dla uproszczenia można ją nazwać wschodnią.

Michal.Grzywaczewski
Polska. Manchester United no i Legia :)

chyba w końcu kupię i przeczytam tę książkę :)

Kondredd
Ciupakabra Klukosieki

Felieton dobry i fragment też dobry (nie mówię, że Stano nie miewa gorszych tekstów, ale wtedy je zwyczajnie olewam, nie komentując).

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Artykuł pod tezę. Brak rzeczowej analizy.
Rozumiem jeszcze skrót myślowy trener = trener pierwszego zespołu. Ale w większości klubów profesjonalnych trenerów jest jak mrówków i nawet odliczając tych od przygotowania fizycznego jest ich zazwczaj 5-7. Są asystenci, trenerzy juniorów itd.
Jeśli się spojrzy całościowo wówczas obraz nędzy i rozpaczy jest pełny. Bądźmy poważni i nie porównujmy się do Białorusi czy Węgier.
Pytanie zasadnicze: ilu Polskich trenerów pracowało w top 10 ligach Europy w latach 2000-17. Ja kojarzę raptem kilku: Urban, Wałdoch, Matysek, był koleś we Francji i w Grecji. A Hiszpanów w 10 najlepszych ligach jest sporo, nawet odliczywszy Hiszpanię.
Topowe kluby mają bogatą historię multi-kulti. W ostatnich 10 latach przez taki Bayern przewinęło się 11 trenerów z zagranicy (w tym trzech 1-go zespołu). Byli Holendrzy, Amerykanin, Hiszpanie, Austriak, Francuz i Włoch. W Bundeslidze są trenerzy z ponad 30 krajów. Z Polski był Matysek. Ale już nie trenuje.
Pytanie zasadnicze z czego to wynika?
Moim zdaniem z dramatycznie słabego wyszkolenia taktycznego i niestety z niewielkiej ilości zdolnych piłkarzy. Bo kto mógłby pójść z obecnych w trenerkę?
Lewy to w dyrektory? Krychę to piłka wyraźnie już nuży. Taki Peszko to chyba raczej nie pownien trenować. Może Kuba. Może Piszczek (to mój osobisty typ).
Ze starszego pokolenia to uruchomił się na szczęście Cycu. Może coś z tego będzie, bo chłop jednak pograł na poziomie i ogarnięty jest.

Obym się mylił, ale jakoś nie widzę piłkarzy nadających się na trenerów (a już na trenerów 1-go zespołu to wogóle malizna).

Stabwound2

Wydaje mi się, że teza jest następująca: trenerka to taki dość prosty fach – tu powiedzieć banał, tam wybrać skład, pokręcić stoperem i do domu. Niemniej, od trenerów się oczekuje, że dzięki ich obecności cały klub będzie lepiej funkcjonował. I niektórzy coś takiego osiągnęli. W Polsce się tak nie da, bo nie te budżety, nie te obiekty, nie ten czas pracy, nie tacy zawodnicy, itd. Od tej strony wywód logiczny Stana się zgadza. Reszta pozostaje kwestią skali, sam Stano trochę gubi się w zeznaniach, bo z jednej strony niektórzy są u niego trenerami dobrymi, inni słabymi, a teraz się okazuje, że trener w sumie nic nie może, więc w sumie nie ma sensu jakakolwiek próba oceny.
Ja myślę, że to jest trochę tak jak ze sprzedażą. Masz pełne prawo oceniać handlowca po poziomie sprzedaży, byle patrzeć na to, czym rzeczywiście dysponował. Porównując np. osiągnięcia Czerczesowa i Lenczyka nie można jedynie patrzeć w tabelę, bo warunki pracy mieli skrajnie różne. Może Lenczyk by nie zrobił mistrza z Legią, ale możliwe że Czerczesow by nie zrobił z Zagłebiem czy Śląskiem danego wyniku. Może więc też być tak, że jest określona grupa klientów, do których dany handlowiec ma lepsze predyspozycje, a w przypadku trenerów – kluby o określonych apsiracjach i na określonym poziomie organizacyjnym. Czy Mourinho by awansował z Podbeskidziem do Ekstraklasy? Wątpię. Czy to znaczy, że Kasperczyk jest od niego lepszy? Też wątpię.

fronda

Masz rację,ale przecież przeważnie harcownikami tych zmian są dziennikarze.

fronda

Tylko,że to dziennikarze prowokują te zmiany,a później płacz jak to u nas zmieniają trenerów.

Dejw

Jedynym wyznacznikiem niech będą więc wyniki w europejskich pucharach. Nie tylko w naszych klubach są sprzedawani zawodnicy i trzeba sobie jakoś radzić. Czy np. Czesi mają dużo lepszych piłkarzy niż my? A może to jednak też kwestia trenerów? Vrba w Viktorii w tym sezonie pokazuje ile znaczy trener. Mistrzostwo już prawie wygrane, teraz jeszcze liga europy. Jak uda im się przejść Partizan to kto wie gdzie zajdą.
W takiej Legii, Lechu czy nawet Lechii trenerzy mają pełen komfort pracy. Tylko jakoś wyników brak, nawet Legia w tym sezonie zawiodła.

Ja, Felek

● Nie chce mi się tego czytać do końca. Ale widać, czego nie wie Stanowski? Nie wie jak pracuje trener. Jemu się wydaje, że trener albo ma się tylko „ładnie ubrać, powiedzieć coś na konferencji prasowej, zadecydować kiedy trening”, albo rządzi wszystkim. Dwie skrajności. Kto w takim razie prowadzi trening jak nie trener? Kto układa skład, taktykę? Krasnoludki?
Od tego jest właśnie trener.
Trener jest od trenowania zawodników, których ma. Nie od tego, żeby robić transfery, albo się ich domagać. Od zatrudniania zawodników jest jest dyrektor sportowy. I od ustalania długofalowego planu rozwoju. Takowym w Wiśle jest Junco.
● Taki Ferguson treningów podobno nie prowadził, tylko kazał innym to robić, jak gdzieś przeczytałem (Angloidy i Męczestery mnie nie interesują). Czyli on trenerem nie był, a raczej dyrektorem sportowym.
● Kabaretem jest lamentowanie Stanowskiego nad zwolnieniem dwóch miernych trenerów: Ramireza i Mroczkowskiego. Wtedy się zszokował, chociaż wcześniej wyśmiewał pomysł zatrudnienia w Wiśle Ramireza, trenera z trzeciej ligi. No ale na końcu jednak… wg niego Ramirez się sprawdził i wykorzystał potencjał Wisły umieszczając ją na… ósmym miejscu. …lol…
Wybryków dziwaka Mroczkowskiego bronił. Gdyby to był inny trener, to by zrobił o nim z pięć wyśmiewających artykułów na dzień.
Ale… tu ciekawostka. Zwolnienie Stokowca uznał już za normalne. A wręcz je zaanonsował i bronił! Do tego potem cieszył się, że Stokowca jednak zwolnili i nie zbłaźnił się przedwczesną nowiną.
Stokowca, który właśnie miał sukcesy przez lata i wykorzystywał potencjał przeciętnego Zagłębia (puchary w tym zespole były ponad stan). Zwolnienie Stokowca (dobrego trenera dla Zagłębia) – dobre! Zwolnienie Ramireza (trzecioligowca w wielkim klubie!) – już jest złe. Zwolnienie lelum polelum z Sandecji, które się odszczekuje pracodawcy – też złe.
Wot logika…

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Pięknie w punkt.
W Anglii to gaktycznie specyficzna praca – tam jest menadżer a nie trener 1go zespołu. Czyli odpowiada też za transfery.
A przez to, że CM a potem FM są tak popularne to skrzywiły kibicom percepcje. Wszystkim się wydaje, że trener to menadżer z Premiership, kluby mają budżety transferowe, a finanse klubu to matematyka na poziomie przedszkola.

Używając przykładu przywołanego przez Stano:
-Panie tu jest kanwa, stojak, farbki i duperele. Ma pan namalować taki obraz, żeby go do Europy próbować zawieść. Stawka jest X.
-A możliwość zakupy lepszych pędzli i farbków jest?
-Nie bardzo.
-OK. Niech będzie.

Claptone

Nie chce mi się czytać komentarza do tekstu, którego ktoś nie przeczytał.

Mecenas_Misiura

Wspominając swojego kolegę Jacka z Legii, warto było wspomnieć, że poza utratą kluczowego VOO miał on dosyć komfortowe warunki, a wraz z kolegą Michałem ściągnęli grubaska, zagubionego włocha i nieumiejącego grać w piłkę murzyna w za małych butach (oczywiście to wina Miduskiego). Sam trener zażyczył sobie osobiście czarną perłę z sosnowca Sanogo i młodzieżowca Monetę – ich przydatność dla zespołu została już zweryfikowana przez prozę życia w III lidze..
Ponadto zepsuł przygotowania fizyczne i jeszcze bronił ich autora. A w meczu ostatniej szansy na puchary, w którym trzeba było strzelić gola nie wystawił żadnego nominalnego napastnika.
Biedna zaszczuta polska myśl szkoleniowa.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Fakty nie pasujące do tezy się pomija.
Z choinki się Pan urwałeś?

jeremy

Przecież, nie jesteśmy wyjątkowi!! Przecież w takiej Premier League rotacja jest równie szybka jak i w Polsce. Są kluby, które trenerów wymieniają co rok (Southampton np), co pół roku (Crystal Palace), ile trenerów już w trakcie sezonu wyleciało? Nawet oglądając mecze Chelsea też komentatorzy ciagle wspominają, że Conte jest kandydatem do wylotu. No to jak to jest?

Frytkizchleba

Za długie, nie czytam

WF
MKS

Zazwyczaj jest tak, że jeśli twoi rodzice mają skończone studia, ty też je skończysz bo to w twoim otoczeniu normalne. Jeśli twoje środowisko to złodzieje ty też zostaniesz złodziejem. Nawet jeśli jesteś ponad inteligentny, nie skończysz Sorbony tylko zostaniesz nad inteligentnym złodziejem.
Podobnie jest z naszą kopaną. Mamy pecha i musimy poczekać jeszcze dzieścia lat na samooczyszczenie środowiska. Tu niemal każdy dba wyłącznie o swój interes. Dostęp do zawodu trenera jest chroniony przez PZPN. Nie dopuszcza się młodych trenerów z niższych lig. W 2 lidze nie można zatrudnić wyróżniających się trenerów z 3 ligi, bo ci nie mają stosownych uprawnień – bo nie mogą się dostać do szkoły trenerów. Potem jak raz na sto lat trafi się taki Brosz czy Nawałka to nagle się okazuje, że Polak potrafi. Tylko, żeby tak jak pod koniec Seksmisji, wszystko to ruszyło z tym odtworzeniem gatunku trenera, potrzebna jest seksplozja intelektualna trenerów. Nie kilku. Całe masy. A tych w obecnych warunkach nie będzie. PZPN pilnuje swoich pupili i pociotków. Szerzej o zasadach przyjęć do szkoły trenerów na trybunie. Zapraszam.

Bartek Kiezun

Mądrze prawisz. Moj stary całe życie był trenerem. Co prawda jeszcze jest ale tylko okregoweczka na emeryturze. Boniek tak pilnuje biznesu na górze, że ja pierdole.

dario armando

Trenerzy generalnie rozliczani są z wyników i w tym kontekście 8 miejsce Wisły jest za niskie ,więc Ramirez wyleciał ,Mroczkowski z Sandecją spadał w tabeli ,ku lepszemu nic nie rokowało ,więc skoro nie ma szans na wymianę zawodników, to szukają strażaka ,który im DAJE NADZIEJĘ na uratowanie Ekstraklasy.Ten zawód jest jak każda praca-dziś jest, jutro nie ma normalna rzecz.Inna sprawa ,że być może w Krakowie myślą długofalowo i w tej koncepcji Hiszpana zwyczajnie nie widzą a co dla takiego klubu jest bardzo istotne,drużyna progresu jakościowego nie wykonała,a przecież z natury rzeczy ambicje tam są duże.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

17-S-92

ciekawe porównanie z filmami.. może faktycznie na przykładzie oscarowej Idy jakiś trener zacznie krzyczeć, że jest z pochodzenia Żydem i go faszysta prezes gnoi. Angaż w zachodnim klubie gwarantowany

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

m1025

problelmem tez sa kibice , ktorzy naturalnie jak to kibice wierza ze ich klub jest najlepszy ze jak ktos zaklada koszulke ich klubu to jest to wiekszuy zaszczyt niz gra np. dla Realu. Wydaje im sie wtedy jak to moje fc pierdziszewo nie rzadzi w lidze . Tak to wina trenera. Ich fc pierdziszewo zamiast bronic sie przed spadkiem walczy o puchary, uwazaja za normalne, ale jak sie oslabi po sezonie to uwazaja gre o spadek za cos dziwnego. Oraz najlepsze w polskiej lidze kibic wymaga stylu.

Nenad Bjelica
GNK Dinamo Zagreb

Trzeba rozdzelić tych trenerów którzy osiągają wyniki ponad stan a głupi działacze ich zwalniają bo chcą więcej, albo wykorzystują pierwsze potknięcie i jakiś kryzys, albo oczekują że wyniki ponad stan będą zawsze. Od tych trenerów którzy mają wyniki poniżej stanu. No bo dlaczego miałbym na siłę trzymać takiego Urbana, Skorżę, Magierę czy Bjelicę, skoro mają szerokie składy, często piłkarzy których chcieli a wyniki osiągają poniżej przyzwoitości. I tu nie chodzi o jakiś kryzys z którego ktoś nie pozwolił im wyjść, tylko zwyczajnie nie czuli danego miejsca, nie było widać chemii z drużyną, nie było widać symptomów że może być lepiej. A przecież my jako kibice i tak nie wiemy wszystkiego co tam się w środku działo. I takie rzeczy się zdarzają, dobry trener w danym klubie może nie pasować. I wtedy trzeba go wymienić, nie ma rady, trwanie w tym tylko pogłębi marazm.

qdlaty81
WIDZEW

Ciekawe podejscie. Z gowna bata nie ukrecisz 😉
Dzieki Stano dobrze sie czytalo

mccat

Mocny tekst, ale ten polityczny wtręt o islamie zupełnie zbędny, podobnie jak onanizowanie się polskimi kompleksami. Na pewno potencjał trenerski jest nie gorszy niż na Zachodzie, ale nie przeginajmy też w drugą stronę, mamy potencjał, jakąś tam wiedzę, ale żeby prowadzić Niemcy czy Real trzeba mieć praktykę w walce na wysokim poziomie. Spokojnie, poczkejamy parę lat. Być może Nawałka wyląduje w jakimś sensownym dużym klubie, reprezentacji. Ktoś musi przetrzeć szlak, nie od razu Rzym zbudowano. Gdyby kiedyś nasi treneiros nie byli tak szczęśliwi w Grecji (trudno się dziwić), to pewnie już dawno polski trener wylądowałby w czołowej lidze europejskiej. A teraz potrzebne są nam sukcesy.

kotkameleon

Kopernik była kobietą.

wpDiscuz