Królowa wróciła! Arsenal przejechał się po beniaminku

Maciej Bartkowiak

21 sierpnia 2026, 22:55 • 5 min czytania 0

Reklama
Królowa wróciła! Arsenal przejechał się po beniaminku

Królowa wszystkich lig zakończyła letni urlop. Tak, jak przed rokiem, nowy sezon Premier League w piątkowy wieczór zainaugurowali mistrzowie Anglii. Do północnego Londynu przyjechało wracające po ćwierć wieku do elity Coventry. Podobnie, jak w poprzedni weekend Manchester City w Cardiff, podopieczni Franka Lamparda zebrali od Kanonierów łomot 0:3. Wtedy też wynik już trzy minuty po przerwie ustalił kapitan Arsenalu, Martin Odegaard.

Reklama

Decyzja władz Coventry się obroniła

Po 25 latach i 94 dniach fani Coventry znów mogli zobaczyć swój zespół na boiskach Premier League. To najdłuższa przerwa od występów w tych rozgrywkach w historii. Już w 2023 roku The Sky Blues mogli wrócić do elity, ale przegrali po serii jedenastek finał play-offów. Karne na Wembley rok później zabrały im też finał FA Cup. Te – mimo wszystko – udane wyniki Coventry osiągało pod wodzą Marka Robinsa, którego jesienią 2024 roku po 6,5 roku pożegnano. Poleciał, gdy zespół miał na koncie tyle samo punktów, co otwierające strefę spadkową Plymouth.

To zwolnienie wydawało się wówczas szokujące, ponieważ Robins przywracał klub zza światów. Sezon 2017/18, jego pierwszy pełny w West Midlands, The Sky Blues spędzili bowiem w League Two. Wybór jego następcy zaskakiwał jeszcze bardziej, gdyż został nim Frank Lampard. Wracał wówczas z półtorarocznego bezrobocia, a za sobą miał fatalny powrót do Chelsea i równie nieudany pobyt w Evertonie. Jednak kilka miesięcy później grał z Coventry w play-offach, a w następnym sezonie awansował z nim do elity bez konieczności uczestniczenia w barażach.

Reklama

Havertz rozpoczął zabawę

Rewolucji w kadrze po awansie nie było – w wyjściowym składzie znalazło się aż siedmiu zawodników, którzy cały poprzedni sezon spędzili w Coventry. Do tego dochodzi jeszcze wypożyczony w styczniu Frank Onyeka. Szczególną uwagę polskich kibiców mógł zwracać napastnik Ellis Simms, którego babcia urodziła się w naszym kraju. W poprzednim sezonie zdobył 14 bramek, co było gorszym wynikiem jedynie od Hajiego Wrighta. Autor 18 goli na debiut w Premier League poczeka jednak aż do późnej jesieni, bo tuż przed startem sezonu doznał kontuzji uda.

Simms przychodził do Coventry w miejsce Viktora Gyokeresa, któremu akurat nie było dane zagrać przeciwko swojemu byłemu pracodawcy, choć był na ławce. Znów Mikela Arteta postawił na Kaia Havertza i ten znów odwdzięczył się Hiszpanowi golem. Manchester City w meczu o Tarczę Wspólnoty ustrzelił w 28. minucie, teraz do siatki trafił kilkanaście minut wcześniej. Ponownie bezpośredni udział przy golu zaliczył też Riccardo Calafiori. W Cardiff Włoch już w 23. sekundzie pokonał rodaka, Gianluigiego Donnarummę, teraz to on dogrywał do Niemca.

Reklama

Cała wyjściowa jedenastka Coventry razem zebrała 120 występów w Premier League, czyli mniej niż sześciu graczy podstawowego składu Arsenalu. Aż siedmiu piłkarzy gości debiutowało tego wieczora w tych rozgrywkach. Mistrzowie Anglii szybko pokazali żółtodziobom ich miejsce w szeregu. Nie minęło nawet 10 minut od bramki Havertza, a było już 2:0. Tym razem wykupionego latem z Brighton za 20 baniek Carla Rushwortha pokonał Bukayo Saka. Na dobrą sprawę to bramkarzowi, a nie Christosowi Tzolisowi Fantasy powinno przypisać asystę.

Odegaard znów szybko zadał cios

Przewaga Arsenalu była tak duża, że Davidowi Rayi mogła zacząć przychodzić do głowy jutrzejsza lista zakupów na weekend. Jeśli faktycznie pojawiły się u niego tego typu myśli, to niech się chociaż do nich nie przyznaje, bo jego poprzednik, Aaron Ramsdale, tak zrobił i źle na tym wyszedł. Przynajmniej pod koniec pierwszej połowy trochę rozruszał go Loum Tchaouna. Uderzył sprzed pola karnego i to stojąc tyłem do bramki. Piłki za kołnierz mistrzowi świata jednak nie wrzucił, bo ta wylądowała na górnej siatce.

Reklama

Już na starcie drugiej połowy swój dorobek strzelecki z poprzedniego sezonu przebił Martin Odegaard. W minionych rozgrywkach kapitan Arsenalu piłkę do siatki wpakował tylko raz, a po 120 minutach nowej kampanii miał na koncie już dwa trafienia. I podobnie, jak w meczu o Tarczę Wspólnoty, bramkę zdobył raptem trzy minuty po wyjściu z szatni na drugą połowę. Paradoksalnie Norweg pomógł sobie kiksem, ponieważ przekonany, że uderzenie będzie czyste Rushworth odbił już w drugą stronę, przez co nie zdołał zatrzymać piłki.

Arsenal zaliczył już 46. z rzędu mecz bez porażki u siebie z beniaminkiem w lidze. Aż 41 z tych spotkań wygrał. Po raz ostatni na Emirates w Premier League beniaminkowi uległ 7 listopada 2010 roku. Trzy punkty z północnego Londynu wywiozło Newcastle. Tak się akurat składa, że w szesnastą rocznicę tej porażki na Emirates przyjedzie Hull i chyba w ciemno można zakładać, że ta imponująca seria zostanie przedłużona.

Reklama

A propos Hull, to właśnie z Tygrysami Coventry rozegra pierwszy domowy mecz w Premier League od maja 2001 roku. Arsenal natomiast w następnej kolejce czeka wizyta w Birmingham. Na Villa Park przeciwko byłym już kolegom będzie mógł zaprezentować się Ezri Konsa. Kilka godzin przed spotkaniem z Coventry Kanonierzy ogłosili transfer reprezentanta Anglii. Za 28-letniego stopera zapłacili 51 mln funtów.

Arsenal – Coventry City 3:0 (2:0)

  • 1:0 – Kai Havertz ’15
  • 2:0 – Bukayo Saka ’23
  • 3:0 – Martin Odegaard ’48
Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama