Gigantyczny krok Arsenalu w stronę tytułu! Ale miał nóż na gardle

Patryk Idasiak

10 maja 2026, 19:56 • 7 min czytania 10

Reklama
Gigantyczny krok Arsenalu w stronę tytułu! Ale miał nóż na gardle

Arsenal pokonał West Ham 1:0, ale co się nacierpiał, to jego. Kanonierzy dwukrotnie mieli nóż na gardle. Za pierwszym razem, gdy David Raya obronił sytuację sam na sam z Mateusem Fernandesem, czym być może zapracował na nagrodę MVP sezonu. Za drugim razem w samej końcówce, kiedy analizowano, czy Pablo faulował bramkarza Kanonierów po golu dla West Hamu. Wszystkie te sytuacje skończyły się pozytywnie dla Arsenalu. A to oznacza kolosalny, gigantyczny krok w stronę mistrzostwa Anglii. 

Reklama

Pep Guardiola kibicował West Hamowi

„Come on you Irons” – rzucił na koniec konferencji prasowej Pep Guardiola i skrzyżował ręce w geście dwóch skrzyżowanych ze sobą młotów, tak jak robią to kibice West Hamu. Kataloński szkoleniowiec miał świadomość, że po szalonym remisie 3:3 z Evertonem już nic nie zależy od jego zespołu.

Manchester City wygrał z Brentford 3:0. Podreperował więc sobie bilans bramkowy, ale mógł tylko czekać i liczyć na innych. Młoty za to grały o życie. Bo trzeba przecież gonić Tottenham i bić się o utrzymanie. Wygrana pozwalałaby na przeskoczenie londyńskiego rywala o dwa punkty i obserwowanie jego meczu z Leeds United w poniedziałek 11 maja. Porażka tutaj i jednoczesne późniejsze zwycięstwo Kogutów mogłoby już niemal pogrążyć zespół Nuno Espirito Santo.

Reklama

Jak to Arsrnalowi nie wpadło?! I to dwukrotnie

Od początku West Ham praktycznie się bronił. Trudno było w ogóle zobaczyć jakieś zaczepne akcje pod bramką Davida Rayi. Ten mógł przez pierwsze 20-25 minut rozłożyć sobie koc, zrobić piknik albo pyknąć jakiś mecz online w szachy. Dopiero w 27. minucie Jarrod Bowen próbował zagrania prostopadłej piłki, ale za mocno. Wtedy Raya musiał pobrudzić sobie rękawice.

Zdecydowanie więcej działo się po drugiej stronie boiska, czego zresztą chyba każdy mógł się spodziewać. Najpierw Saka rozgrzał Madsa Hermansena strzałem słabszą, prawą nogą. To był pierwszy celny strzał Arsenalu i miał miejsce w piątej minucie.

Później największe zagrożenie stwarzał Leandro Trossard. W ósmej minucie świetnym prostopadłym podaniem obsłużył Riccardo Calafioriego, a ten próbował kończyć akcję „zewniakiem”. W ostatniej chwili nogę wsadził Mavropanos, co prawdopodobnie uratowało Młoty. Włoski obrońca włączał się, miał sporo ofensywnych zadań i kilka minut później raz jeszcze uderzał na bramkę, tym razem zza szesnastki.

Największa nawałnica była jednak po tym, co Arsenal kocha najbardziej – po stałych fragmentach gry. Rzuty rożne i rzuty wolne to była prawdziwie zabójcza broń gości. No dobra, prawie zabójcza, bo w dwóch przypadkach skończyło się na ogromnym zamieszaniu i zabrakło Kanonierom odrobiny szczęścia.

Reklama

Cięte wrzutki bił jak zwykle Declan Rice. West Ham chyba zlekceważył jednego z najniższych rywali, czyli Leandro Trossarda, bo ten jako zamykający akcję dość swobodnie mógł uderzyć z główki. I był niezwykle blisko. Kapitalną paradą popisał się Hermansen, zbijając piłkę na poprzeczkę. To nie koniec, bo Trossard za chwilę przeskoczył przeciwników i raz jeszcze walnął z główki, tym razem w słupek. Zapanowało ogromne zamieszanie, które zwieńczył strzałem Eberechi Eze.

Za drugim razem Declan Rice miał trochę bliżej. W 22. minucie bił rzut wolny i uderzał po nim – a jakże – Calafiori. Zatrzymał to nie Hermansem, a Mavropanos, jednak nie wybił piłki i powstało z tego kolejne spore zamieszanie. I kiedy wydawało się, że Saliba wkopie piłkę do „pustaka”, to w ostatniej chwili wślizgiem wjechał El Hadji Diouf i ją wybił.

Reklama

Taktyczny błąd Artety i szybka korekta. Arsenal stracił trochę czasu

I tak jakoś po świetnym początku, wielu sytuacjach, Arsenal trochę przygasł. Co więcej, West Ham zaczął łapać wiatr w żagle i nawet kilka razy zapędził się pod bramkę Davida Rayi. Większą liczbę graczy angażował w te wypady. Zdaje się, że Kanonierom w tej dominacji przeszkadzał brak Declana Rice’a w środkowej strefie. Musiał on bowiem zająć miejsce na prawej obronie za kontuzjowanego Bena White’a.

Po 20. minucie (mowa o pierwszej połowie) Arsenal oddał raptem jeden strzał i to z rzutu wolnego z 30 metrów. Za to zdecydowanie groźniejszą sytuację miał Taty Castellanos, który podjął próbę efektownym szczupakiem po dośrodkowaniu Wan-Bissaki. No i musiał się naprawdę wysilić David Raya. Co rzucało się w oczy, to fakt, że West Ham zaczął wygrywać coraz więcej drugich piłek, walczył, czy jak to się mówi wprost – jeździł na dupach. I większość takich przebitek 1 vs 1 wygrywał.

Reklama

Mikel Arteta to widział i skorygował ustawienie w przerwie. Wprowadził Mosquerę, ustawiając go na prawej obronie, a Declan Rice znów zajął miejsce w środku pola. Mimo to Kanonierzy mieli problem, żeby wejść na tak wysokie obroty, jak w pierwszych 20 minutach. Jakiś taki mało pożyteczny, bezbarwny był Viktor Gyokeres. Koledzy mało go też szukali albo zwyczajnie nie docierali tam z piłką.

Niby Arsenal dominował w grze z piłką, ale przez 20 minut drugiej połowy to i tak Jarrod Bowen miał najbardziej dogodną szansę. Tylko że uderzył lewą nogą zbyt lekko. Ale trzeba zanotować kolejny celny strzał Młotów. Poza tym raczej działo się niewiele. Faule, walka, dużo fizycznej gry.

Źle wyglądał Martin Zubimendi, który dostał od Artety popularną „wędkę”. Szkoleniowiec musiał reagować i wprowadził na murawę Martina Odegaarda oraz Kaia Havertza.

W 69. minucie po raz trzeci (!) zakotłowało się pod bramką West Hamu po stałym fragmencie. Piłka nawet trafiła w leżącą na murawie rękę Pablo, a gracze Arsenalu domagali się jedenastki. Kiedy wszyscy krzyczeli, Gabriel Magalhaes wstał i był najsprytniejszy. Oddał nawet groźne uderzenie, które wybił Mavropanos. Zdaje się jednak, że piłka i tak nie leciała w światło bramki. Sędzia jeszcze przyjął na słuchawkę sugestie odnośnie zagrania ręką i nie było mowy o karnym. Pablo po prostu się tą ręką podpierał, nie wykonał żadnego ruchu.

Reklama

Raya i Trossard bohaterami!

Serca musiały podejść do gardeł kibicom Kanonierów w 78. minucie. Wówczas David Raya zatrzymał w akcji sam na sam Mateusa Fernandesa! Na London Stadium mogło dojść do absolutnej sensacji. No ale kunszt hiszpańskiego bramkarza sprawił, że tak się nie stało. Utrzymał Kanonierów przy życiu. West Ham napierał coraz bardziej.

Reklama

Arsenal natomiast przeczekał i przycisnął kilkoma wjazdami w pole karne. I wreszcie udało się wcisnąć piłkę do siatki. A zrobił to ten, który dwukrotnie był tak bardzo blisko w pierwszej połowie, cichy bohater tego sezonu, który miał sporo takich właśnie małych, wielkich momentów, czyli Leandro Trossard. Wielką robotę wykonał też Martin Odegaard. To on wjechał w pole karne, on zagrał na klepkę z Rice’em i on zauważył Belga na jedenastym metrze. A potem kapitan Kanonierów aż upadł na kolana. Wiedział, ile to znaczy.

Reklama

VAR sprawdzał kluczową sytuację w doliczonym czasie

Końcówka dostarczyła emocji i to naprawdę GI-GAN-TYCZ-NYCH. West Ham strzelił gola po rzucie rożnym! Piłkarze nie wiedzieli, czy mają się cieszyć, czy szybko biec na własną połowę, bo remis tu nic im nie dawał. Część graczy Arsenalu było załamanych, ale reszta – bliżej akcji – reklamowała faul na Davidzie Rayi.

Powtórki pokazały wyraźnie i każda kolejna chyba wszystkich w tym utwierdzała, że Pablo uniemożliwił interwencję golkiperowi, trzymając go za rękę. Cała sytuacja miała przeogromne znaczenie w kontekście mistrzostwa, dlatego analizowano ją dobrych kilka minut.

Reklama

Obejrzał to sobie nawet sam sędzia Chris Kavanagh. A potem obwieścił decyzję: „Gracz z numerem 19 faulował bramkarza”. I trafienie zostało anulowane.

Bramki zespołu Artety nie obchodzą, bo potrzebują po prostu wygrać wszystko do końca. Dlatego zależało im na tym, żeby to po prostu dowieźć. Ale ten największy i najważniejszy krok już został wykonany. West Ham dał z siebie absolutnie wszystko, jednak brutalny fakt jest taki, że może powoli witać się z Championship.

Emocje. Było ich tu mnóstwo. Za 10-15 lat ten mecz będzie najprawdopodobniej wspominany jako jeden z największych w nowożytnej historii Arsenalu. Ale to uświadomimy sobie wraz z mijającym czasem. Poślizg Gerrarda, bramka Sergio Aguero z Queens Park Rangers, no i w przypadku mistrzostwa Kanonierów będzie też kolejny wielki moment w całej historii Premier League – parada Rayi w sytuacji sam na sam.

West Ham – Arsenal 0:1

  • 83′ Trossard – 0:1
10 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama