Jak trwoga, to do Doku. Wyścig o mistrzostwo Anglii wciąż trwa!

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

09 maja 2026, 20:42 • 4 min czytania 2

Reklama
Jak trwoga, to do Doku. Wyścig o mistrzostwo Anglii wciąż trwa!

Wydawało się, że po zwycięstwie Manchesteru City nad Arsenalem to podopieczni Pepa Guardioli są w lepszej sytuacji pod względem mentalnym od Kanonierów. Zespół Mikela Arterty zareagował jednak na tamtą porażkę w najlepszy możliwy sposób – awansując do finału Ligi Mistrzów i zgarniając komplet punktów w kolejnych meczach Premier League. A Manchester City? Wygrał skromnie z Burnley, awansował do finału FA Cup, natomiast w poprzedniej kolejce wyszarpał zaledwie punkcik w wyjazdowym starciu z Evertonem. Teraz już nie wszystko zależy od Obywateli, którzy w 36. kolejce pokonali u siebie Brentford.

Reklama

– Wywierać presję na Arsenalu poprzez wygrywanie naszych meczów. To wszystko, co musimy robić. Wszystko, co możemy robić – mówił przed sobotnim meczem Pep Guardiola. By myśleć o mistrzostwie Anglii, jego podopieczni muszą liczyć na jakąś wpadkę Arsenalu, który ma nad nimi dwa punkty przewagi.

Doku i długo, długo nikt

W kapitalnej formie, może i najlepszej w karierze, jest w ostatnim czasie Jeremy Doku. Belgijski skrzydłowy notował trafienie lub asystę w czterech z pięciu poprzednich meczów (cztery gole i dwie asysty). W dużej mierze dzięki niemu Manchester City wywiózł z Hill Dickinson Stadium jeden punkt po starciu z Evertonem, a także znalazł się w finale FA Cup po pokonaniu Southampton. Jego ciąg na bramkę widać było też od samego początku meczu z Brentfordem. 23-latek mógł otworzyć wynik spotkania już w trzeciej minucie, ale z jego strzałem po indywidualnej akcji poradził sobie Caoimhin Kelleher. Bramkarz gości nie musiał natomiast interweniować po niecelnym uderzeniu głową Erlinga Haalanda, także po dośrodkowaniu Doku.

Po obiecującym początku podopieczni Pepa Guardioli nieco wyhamowali i z biegiem minut do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Brentfordu. Do ciekawej sytuacji doszło w 22. minucie, kiedy sam na sam z Gianluigim Donnarummą po zgraniu Igora Thiago wychodził Kevin Schade. Niemiec został pchnięty przez wracającego Matheusa Nunesa, ale sędzia uznał, że w tej sytuacji gracz City nie faulował, choć przez moment pachniało nawet czerwoną kartką. To była tak naprawdę jedyna sytuacja w pierwszej części gry, kiedy zrobiło się nerwowo na połowie Obywateli.

Reklama

Jednym z najciekawszych wątków, oczywiście poza walką City o mistrzostwo Anglii z Arsenalem, było starcie dwóch najlepszych strzelców tego sezonu Premier League: Erlinga Haalanda i Igora Thiago. W pierwszej połowie zdecydowanie więcej z gry miał Norweg, który doszedł do kilku dobrych okazji. Przed najlepszą stanął chwilę przed upływem pół godziny gry, kiedy kolejnym skutecznym dryblingiem popisał się Doku. Belg wyłożył napastnikowi piłkę, ale kolejny raz na wysokości zadania stanął Kelleher.

Godzina bez goli. Wtedy do akcji wszedł Doku

Podobnie jak na początku meczu, Kelleher musiał mieć się na baczności od razu po przerwie. Już po kilkudziesięciu sekundach groźny strzał oddał bowiem Cherki, ale minimalnie chybił. Podopieczni Guardioli wciąż próbowali coś zdziałać pod bramką gości, a mało brakowało, by w 55. minucie piłkę z bramki musiał wyciągać Donnarumma. Przed swoją pierwszą sytuacją stanął bowiem Igor Thiago, ale napastnik The Bees przegrał pojedynek z włoskim bramkarzem. To było poważne ostrzeżenie dla The Citizens.

Sygnał ostrzegawczy podziałał – tuż przed upływem godziny gry do akcji wszedł znów Jeremy Doku, który zszedł z piłką do środka i huknął idealnie w okienko! W tamtej chwili słychać było, jak kilkadziesiąt tysięcy kamieni spada z serc kibiców zgromadzonych na Etihad Stadium.

Reklama

W pierwszej połowie sędzia uznał, że Nunes nie faulował Schade. Po zmianie stron doszło do bardzo podobnej sytuacji – znów do Thiago zagrywał Kayode, zaś napastnik zagrał do Schade. Blisko Niemca był Nunes, który przyczynił się do jego upadku, ale arbiter uznał, że to zbyt mało na podyktowanie karnego.

Jesteś zawodnikiem City i nie wiesz co zrobić? Po prostu zagraj do Doku. On na pewno coś wymyśli, minie przeciwnika, znajdzie drogę do groźnego podania albo sam odda groźny strzał. Każdy jego kontakt z piłką oznaczał zagrożenie dla Brentfordu.

Koledzy Belga długo nie mogli dotrzymać mu kroku, ale w 75. minucie przypomniał o sobie Erling Haaland. Tym razem ciężar na swoje barki wziął drugi skrzydłowy Antoine Semenyo, który zagrał z prawej strony w pole karne. Po małym zamieszaniu piłka padła łupem Norwega, który podwyższył prowadzenie City na 2:0.

Reklama

W doliczonym czasie gry Manchester przypieczętował trzy punkty trzecim trafieniem! Erling Haaland zagrał wówczas sprytnie do wprowadzonego z ławki Marmousha, a ten pokonał Kellehera. Swój moment miał jeszcze Donnarumma, który zbił strzał Igora Thiago na poprzeczkę i uratował czyste konto. Tym samym podopieczni Pepa Guardioli przedłużyli serię bez porażki z Brentfordem do siedmiu spotkań i, co najważniejsze, zbliżyli się do Arsenalu na dwa punkty.

Manchester City – Brentford 3:0 (0:0)

  • 1:0 – Jeremy Doku 60′
  • 2:0 – Erling Haaland 75′
  • 3:0 – Omar Marmoush 90+2′

WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

Reklama
2 komentarze
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama