Widzew stawia na oczywistości. Świderski kolejnym dowodem

Antoni Figlewicz

19 czerwca 2026, 14:22 • 4 min czytania 15

Reklama
Widzew stawia na oczywistości. Świderski kolejnym dowodem

To chyba już trzecia strategia transferowa Widzewa Łódź na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, ale ta akurat obarczona jest najmniejszym ryzykiem. Bo były już ruchy nieoczywisto-rozwojowe, czyli kilka pomysłów Mindaugasa Nikoliciusa i zaciąg piłkarzy z półki Diona Gallapeniego. Były potencjalne gwiazdy zagraniczne, czyli ściągnięty przez Litwina Andi Zeqiri i zakontraktowany już rękami duetu Adamczuk-Burlikowski Osman Bukari. Jest w końcu pomysł, banalny, niezbyt odkrywczy – a może by tak zrobić w Łodzi małą reprezentację Polski? Przy nieograniczonym budżecie ma to szanse powodzenia.

Reklama

Drodzy państwo, tak wygląda świetny obrońca. Wiśniewski wszedł do Ekstraklasy z futryną [CZYTAJ WIĘCEJ]

Mają przy alei Piłsudskiego dwa przykłady na to, że ściąganie do Polski kręcących się po świecie rodaków ma sens. Przemysław Wiśniewski w Widzewie odpalił praktycznie z marszu, stał się czołowym obrońcą ligi. Bartłomiej Drągowski miewa gorsze chwile, ale właściwie zakończył problemy Łodzian z obsadą bramki. Karol Świderski ma wszystko, by wpisać się w trend i również stać się ogromną wartością dodaną. Tyle że tym razem w linii ofensywnej, która jako tako funkcjonowała tylko dzięki Sebastianowi Bergierowi, ale w perspektywie całego sezonu zawiodła oczekiwania kibiców.

Pod tym względem transfer Świderskiego jest transferem absolutnie hitowym. Trochę nas chyba ostatnio rozpieściła ogólnoekstraklasowa ofensywa rynkowa, jeśli patrzymy na ten ruch z ochotą do narzekania. Że w sumie to zachodu nie podbił, że przecież w tej kadrze to gra ostatnio, jak gra.

Zapominając, że w ogóle gra.

Reklama

Karol Świderski w Widzewie. Strategia Łodzian jest prosta

W pionie sportowym Widzewa przestali wymyślać koło na nowo, co teraz może równocześnie śmieszyć i imponować. Śmieszyć, bo widzieliśmy te wcześniejsze podrygi i teraz widzimy ich efekty, które ostatecznie, delikatnie mówiąc, nie są zadowalające. Droga do względnego rozsądku była komicznie wyboista. Z drugiej strony też imponować, bo w Polsce niewiele jest zespołów, które mogłyby skusić piłkarza takimi kwotami, to nadal musi budzić respekt reszty ligowej stawki. Po aktywnego i w gruncie rzeczy ważnego reprezentanta Polski sięgnąć mogą sobie nieliczni.

Nawet jeśli „wyskautować” Świderskiego umiałby nawet wujek Władek siadający raz na jakiś czas przed telewizorem, ściągnięcie go to objaw leczenia Widzewa. Klub z Łodzi pewnie sięgnie jeszcze tego lata po mniej oczywiste wybory, ale tym jednym przykładem pokazał, że dostrzega, że coś mu się w tym wielkim chaosie poprzedniego sezonu udało i postanowił powielić tamten schemat. Wiśniewski na plus, Drągowski na plus, więc jedziemy dalej.

I wiecie co? To coś, czego w Widzewie za rządów Roberta Dobrzyckiego jeszcze nie było – cień konsekwencji. Bo nawet jeśli Świderski nie wypali, da za mało, ktoś nazwie go przepłaconym, pojawi się popularne w kontekście klubu z Łodzi określenie „flop”, to samą konsekwencję będzie można uznać za sukces, którego ten mający wchodzić na najwyższe szczyty Widzew jeszcze nie osiągnął. W zapowiedziach sprzed kilkunastu miesięcy o budowaniu przy alei Piłsudskiego potęgi sporo było odwołań do długofalowości, cierpliwości czy spokoju. W czynach wszystkich tych wartości nie było właściwie wcale.

Teraz jest i jakiś pomysł, jest odrobina rozsądku i wraz z nimi zapowiedź rozsądku w przyszłości. Chyba.

Reklama

Kredyt zaufania? Jeśli tak, to o bardzo wysokim oprocentowaniu

„Chyba” będzie w stosunku do Widzewa wszechobecne co najmniej przez kilka najbliższych miesięcy. Pełne zaufanie na starcie łatwo zbudować, ale odzyskanie go jest zdecydowanie trudniejsze. Pod względem finansowym klub z Łodzi o żadne kredyty martwić się nie musi, lecz kredyt zaufania dostaje wraz z nowym okienkiem naprawdę wysoko oprocentowany. By dalej snuć z powagą opowieść o czającym się już tuż za rogiem wielkim Widzewie potrzeba dowodów, na których można się oprzeć.

A tych przecież jeszcze nie ma.

Nie jest jednak wykluczone, że ubiegły sezon przyniesie Łodzianom jakieś korzyści. To ogólne zwątpienie w projekt Dobrzyckiego może zdjąć nieco presji z całego klubu, przynajmniej tej ogólnopolskiej. Lokalna, widzewska, zostanie na stałym poziomie, ale z tym właściciel musiał się liczyć. Za dużo może, by kibice chcieli mało.

Reklama

Fot. Newspix

15 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama