Projekt Warszawa nie dał rady Perugii, ale tego można było się spodziewać. Więcej obiecywaliśmy sobie po Aluronie CMC Warcie Zawiercie. I Jurajscy Rycerze nie zawiedli – w czterech setach pokonali turecki Ziraat Bankasi. A to oznacza, że drugi raz z rzędu zagrają o wielki triumf w siatkarskiej Lidze Mistrzów! Przy okazji dostaną też szansę na rewanż za… porażkę sprzed roku, też w finale.
Aluron CMC Warta Zawiercie znów w finale Ligi Mistrzów!
Łódź, końcówka klubowego sezonu 2024/25. Aluron CMC Warta Zawiercie po niesamowitym, pięciosetowym spotkaniu, pokonuje Jastrzębski Węgiel i wchodzi do finału Ligi Mistrzów. W składzie Jastrzębia grali wtedy żegnający się z tym klubem Jakub Popiwczak i Tomasz Fornal, dwie legendy śląskiej ekipy. Ta pierwsza legenda poszła po sezonie do Zawiercia. Druga – do Turcji, a konkretnie Ziraatu Bankasi. Popiwczak i Fornal znów grali więc w tym samym półfinale Ligi Mistrzów.
Tyle że dziś przeciwko sobie.
Za faworytów – choć nieprzesadnie dużych – należało uznać graczy mistrza Polski. Zawiercianie zresztą w PlusLidze wreszcie – po kilku latach prób – dopięli swego, wygrywając rywalizację z Bogdanką LUK Lublin. Zdobyli złoto, które musiało im dać wiele pewności. Rok temu przecież z Lublinianami przegrali, teraz się zrewanżowali. W Lidze Mistrzów też mogli liczyć na rewanż… i mogą nadal. Bo rok temu w finale zagrali z włoską Perugią. I też było pięć setów, też wielkie granie. Ale wtedy lepsi byli Włosi.
CZYTAJ TEŻ: PERUGIA LEPSZA OD PROJEKTU W PÓŁFINALE LIGI MISTRZÓW
A jak będzie teraz – przekonamy się w niedzielę. A na razie zostańmy przy dzisiejszym spotkaniu.
Mała huśtawka, ale jednak – do celu
Pierwsza partia dość szybko zaczęła toczyć się pod dyktando Warty. To polska ekipa przeważała, to ona miała przewagę, którą zbudowała sobie już w pierwszej fazie seta. Ziraat z kolei nie mógł oprzeć się na regularności swoich siatkarzy, bo ci popełniali błędy i nie byli skuteczni w ataku. A przecież mówimy o ekipie, w której za zdobywanie punktów odpowiadają wspominany już Fornal czy Nimir Abdel-Aziz. Z drugiej strony drużyna z Ankary to projekt, jakich siatkówka już nieco widziała – zbiorowisko gwiazd, z których niekoniecznie ulepiono prawdziwą drużynę.
Gdy więc gwiazdy grają nieco słabiej, nie ma komu pociągnąć tego wózka. I tak wyglądał pierwszy set.
Po stronie Warty pewni byli czy to Bartosz Kwolek, czy Mateusz Bieniek, czy Aaron Russell, który skończył tę partię atakiem na 25:19. I to był wynik, który miał się w tym meczu jeszcze powtarzać… choć nie w drugim secie. W tym bowiem długo graliśmy równo, ale gdy już ktoś odskoczył, to gracze Ziraatu. Środek drugiego seta był bowiem najsłabszym okresem gry Warty w spotkaniu, żaden z jej liderów nie był w stanie wstrzelić się w parkiet, spadły procenty ataku, fatalnie wyglądał Bartłomiej Bołądź.
Efekt był taki, że Ziraat odskoczył na 19:14.. a i tak o mało seta nie przegrał. Czas wziął bowiem Michał Winiarski, rzucił kilka stosownych do sytuacji uwag, a gdy jego siatkarze wrócili na parkiet, to nagle zaczęli grać lepiej. Świetnie funkcjonowała obrona, dołożyli udane serwisy i blok, a Turcy pomogli kilkoma błędami. Zawiercianie wkrótce nie tylko ich dogonili, ale mieli nawet piłkę setową. I mogła śmiało z niej skorzystać, jednak po długiej akcji lepsi okazali się rywale. A potem dwa skuteczne ataki zanotował Abdel-Aziz i ostatecznie Jurajscy Rycerze partię przegrali.
Po części na własne życzenie, trzeba to przyznać.
W trzeciej, na szczęście, się otrząsnęli. Choć do stanu 19:19 gra była równa, punkt za punkt. A wtedy nagle wszystko u rywali się posypało. Trevor Clevenot trafił w aut, Mateusz Bieniek wręcz przeciwnie – dołożył asa z serwisu, a potem kolejną świetną zagrywkę… i kolejną, i jeszcze jedną. Bieniu nie zszedł z pola serwisowego do końca, a seta zakończył Kyle Ensing, który w międzyczasie pojawił się na parkiecie. Zawiercianie w kluczowym momencie zrobili swoje.
Kluczowym, bo zdaje się, że ostatecznie decydował on o wyniku całego meczu.
Jest finał!
Jasne, to był trzeci set, trzeba było jeszcze to spotkanie zamknąć. Ale Ziraat nieco stracił rozpęd, nie było już w tej ekipie ognia. Trochę słabiej zaczął grać Abdel-Aziz, który do tej pory ciągnął ich w poszczególnych setach. Efekt był taki, że w trzeciej partii Warta szybko uciekła rywalom na 13:9 (znów genialnie serwował Bieniek) i mimo że Ziraat odrobił trzy punkty, to polska drużyna z miejsca też zaliczyła taką serię. I nie dała się już dogonić.
Awansowali do finału, wygrywając swoją trzecią partię. Każdą dokładnie tym samym wynikiem – 25:19.
TAK SIATKARZE ALURONU CMC WARTY ZAWIERICIE AWANSOWALI DO FINAŁU LIGI MISTRZÓW 🔥 @AluronCMC I #CLVolleyM pic.twitter.com/jGqw4HJPDI
— Polsat Sport (@polsatsport) May 16, 2026
W finale czeka na nich Perugia. Ekipa doskonała, obrońca tytułu. Zawiercianie faworytem nie będą, ale już rok temu – mimo potwornego zmęczenia – pokazali, że mogą w takich okolicznościach walczyć z rywalem z samego szczytu. Trzeba więc liczyć, że i tym razem to udowodnią. Bo ta ferajna Michała Winiarskiego to zespół, który po prostu dobrze się ogląda, świetnie ułożony i taki, który może zaskoczyć nawet wielką Perugię.
A jeśli Warta nie wygra to… no cóż, trofeum na pewno podniesie Polak – w Perugii gra bowiem Kamil Semeniuk, dla którego może to być już czwarta Liga Mistrzów w karierze. Też osiągnięcie.
Aluron CMC Warta Zawiercie – Ziraat Bankasi Ankara 3:1 (25:19, 24:26, 25:19, 25:19)
Fot. Newspix