Pewnym było, że Projekt jest w tym meczu outsiderem. Warszawiacy byli jak ten Dawid wychodzący na starcie z Goliatem, ale taki, co zapomniał swojej procy. Bo w meczu nie mógł nawet zagrać kontuzjowany Bartosz Bednorz, lider ekipy ze stolicy Polski. Ale czy gdyby grał, to coś by zmienił? Niekoniecznie. Perugia była po prostu o klasę, może i dwie lepsza. I pewnie awansowała do finału.
Liga Mistrzów nie dla Projektu. Warszawiacy gorsi od Perugii
– Zwycięstwo obecnej Warszawy z Perugią oceniałbym w kategorii cudu. Tutaj trzeba się modlić. Perugia sportowo to główny faworyt, bo to na teraz najlepiej grający zespół świata. Biją wszystkich, dlatego szanse są bardzo małe, ale w sporcie czasami zdarza się cud – tak w naszej zapowiedzi Final Four opisywał to spotkanie Jakub Bednaruk, były siatkarz i trener, obecnie ekspert siatkarski. I właściwie każdy mógł się z nim zgodzić.
Obecną Perugię da się porównać do obecnego PSG w piłce nożnej. Przez lata ściągano tam wielkie gwiazdy, ale brakowało drużyny. W końcu skupiono się na tym, by zrobić z tych zawodników po pierwsze ekipę, a dopiero po drugie patrzyć na ich status indywidualny (co nie oznacza, że w Perugii brakuje wielkich nazwisk).
I co z tego wyszło?
CZYTAJ TEŻ: POLSKIE EKIPY CZY POLSKI SIATKARZ? KTO WYGRA LIGĘ MISTRZÓW
Ano to, że w zeszłym sezonie Perugia wygrała wreszcie Ligę Mistrzów. A w tym chce tytuł obronić i jest do zwycięstwa w tym Final Four głównym faworytem. Nic dziwnego – w niezwykle mocnej lidze włoskiej Perugia przeszła przez play-offy… bez porażki.
Na dziś to siatkarski gigant. Ekipa kompletna.
Projekt przy Perugii to jak, dajmy na to, Lille przy wspomnianym PSG. Raz na czas uda się wygrać, może nawet strącić paryżan z piedestału. Ale zrobić to w najważniejszym momencie sezonu? Niemal niemożliwe. To porównanie ma sens jeszcze o tyle, że warszawiacy od dawna są w krajowej czołówce, często grają w Europie – z niezłymi efektami – ale ich jedyne złoto to Puchar Challenge (trzecie najważniejsze europejskie rozgrywki) sprzed dwóch lat. Medali wpadło w międzyczasie jeszcze kilka, choć żaden tak prestiżowy jak potencjalny krążek z Ligi Mistrzów.
Tak więc oni samą obecnością w Final Four już wiele osiągnęli. Jak mówił Kamil Nalepka, trener tej ekipy dla portalu Siatkarskie Ligi: – Dla wielu osób awans Projektu do Finał Four jest zaskoczeniem. My cierpieliśmy w tej Lidze Mistrzów od drugiej kolejki w grupie. Drżeliśmy o awans do fazy pucharowej. Dlatego Final Four będzie nagrodą za sezon, a przy okazji super przygodą. Chcemy ten turniej wygrać.
Z tym wygraniem jednak, jak się dość szybko okazało, miało być zgodnie z oczekiwaniami – piekielnie trudno.
Dobra gra to za mało. Perugia jest wielka
Początek meczu był wyrównany, bo obie ekipy świetnie radziły sobie w ataku. Liderzy? Wassim Ben Tara po stronie włoskiej drużyny i Bartosz Gomułka w Projekcie, który imponował tym, jak skuteczny był, mimo że często stawiał na techniczne rozwiązania. W końcu jednak gospodarze odskoczyli, a to głównie za sprawą podniesionych parametrów defensywy, w połączeniu z blokiem. Warszawiacy jednak walczyli – Karol Kłos zagrywką pomógł im zbliżyć się na punkt.
Ale to by było na tyle. Potem Perugia odskoczyła, problemy w ataku miał Bartosz Firszt, dla którego nie bardzo w ekipie ze stolicy – przez kontuzję Bednorza – jest zmiennik. Stąd lewe skrzydło polskiej drużyny cierpiało.
Efekt tego wszystkiego był taki, że set skończył się porażką Projektu. Podobnie jak drugi, w którym jednak Perugia odskoczyła szybciej. U naszej ekipy brakowało skuteczności – tym razem również ze środka, który wcześniej funkcjonował nieźle. Włosi tymczasem grali genialną siatkówkę, trudno było wskazać w tej ekipie nie tyle słaby, co nawet słabszy punkt. Projekt naprawdę nie prezentował się źle, ale na tle rywali wyglądał, jak drużyna z niższej ligi.
W końcu z boiska zszedł Firszt, a pojawił się na nim Brandon Koppers, który wniósł nieco ożywienia. Dalej nieźle grał Gomułka, tyle że drugiego seta to nie odmienili. Projekt przegrał i był na skraju odpadnięcia z rywalizacji.
Trzeci set był najbardziej zacięty. Choć zaczął się najgorzej, bo po serwisach Ołeha Płotnickiego Perugia odskoczyła na prowadzenie 8:3. Warszawiacy jednak próbowali, walczyli, choć przez długi czas nie dawało to efektów, a Simone Giannelli nękał rywali w rozegraniu (a czasem i ataku). Swoje robił Semeniuk, dalej wielki był Ben Tara, a reszta ich kolegów nie odstawała. Projekt podniósł jednak szczególnie jeden element swojej gry – zagrywkę.
I to właśnie serwis pomógł. Dołożył swoje Jakub Kochanowski, potem Bartosz Gomułka, a gdy kolejną akcję skończył Firszt, to Projekt miał nagle tylko punkt straty. Potem był też nieskończony atak Ben Tary, kolejna dobra akcja Firszta i blok Gomułki na Płotnickim. Po tym ostatnim warszawiacy mieli piłkę setową. Ba, mieli nawet ją w górze… ale nie zdołali skończyć akcji. Perugia doprowadziła jednak do remisu, a potem zdobyła kolejne dwa punkty – ostatni asem serwisowym.
TAK PERUGIA AWANSOWAŁA DO FINAŁU LIGI MISTRZÓW🏆#CLVolleyM pic.twitter.com/3Pe3gxRRgP
— Polsat Sport (@polsatsport) May 16, 2026
Projekt zagra więc jutro o trzecie miejsce, ale o 20 na parkiet wyjdą gracze Aluronu CMC Warty Zawiercie, którzy zmierzą się z tureckim Ziraatem Bankasi. Jeśli zawiercianie awansują, dostaniemy powtórkę ubiegłorocznego finału.
PGE Projekt Warszawa – Sir Safety Susa Vin Perugia 0:3 (19:25, 20:25, 24:26)
Fot. Newspix