NBA planuje rozszerzenie ligi o dwa nowe kluby. Powróci legendarny zespół!

Tomasz Kordylewski

19 marca 2026, 07:00 • 11 min czytania 1

Reklama
NBA planuje rozszerzenie ligi o dwa nowe kluby. Powróci legendarny zespół!

Być może już od sezonu 2028/29 do NBA dołączą dwa nowe kluby. Jak informuje Shams Charania, władze najlepszej koszykarskiej ligi świata rozpoczynają proces poszerzenia rozgrywek. W przyszłym tygodniu odbędzie się pierwsze głosowanie właścicieli w tej sprawie.

W dniach 24-25 marca NBA przeprowadzi głosowanie w sprawie dodania do ligi dwóch nowych zespołów – poinformował w poniedziałek Shams Charania z ESPN. To pierwszy krok ku rozszerzeniu NBA. Po latach rozmów i spekulacji, to wreszcie się zadzieje! Po raz ostatni liga, która obecnie liczy 30 zespołów, rozszerzyła się w 2004 roku, kiedy to dołączył do niej klub w Charlotte. Teraz w NBA mają pojawić się dwa nowe zespoły.

I choć to dopiero początek tej drogi, to w zasadzie pewne jest, że będą to drużyny w Seattle i Las Vegas.

Co jeszcze trzeba wiedzieć o rozszerzeniu NBA?

Reklama

Rozszerzenie NBA o kolejne dwa kluby. Dlaczego teraz?

Temat rozszerzenia od co najmniej dekady wraca jak bumerang. Ostatnio liga bardziej skupiła się jednak na NBA Europe. Stworzenie nowej ligi na Starym Kontynencie, ale pod egidą NBA, zepchnęło ekspansję wewnętrzną na trochę dalszy plan. Wygląda jednak na to, że władze ligi będą teraz ciągnąć te dwa tematy naraz. Do końca marca zainteresowani mają zresztą czas, by wyrazić chęć uczestnictwa w NBA Europe. Trochę wcześniej liga zagłosuje natomiast w kwestii dodania dwóch nowych klubów do północnoamerykańskich rozgrywek.

NBA ma bardzo konkretne plany. Chodzi o nowe drużyny w Seattle oraz Las Vegas. Pierwsze głosowanie, w którym udział weźmie 30 właścicieli już grających w NBA klubów, ma dać zielone światło na poszukiwanie zainteresowanych inwestorów w tych właśnie dwóch miastach. Dopiero potem, gdy inwestorzy już się znajdą, odbędzie się kolejne głosowanie, które potwierdzi rozszerzenie ligi. W obu na „tak” będzie musiało zagłosować co najmniej 23 z 30 właścicieli, aby władze NBA mogły dalej działać.

Myślę, że to najpewniej najważniejszy teraz krok: dowiedzieć się, kto jest potencjalnie zainteresowany posiadaniem klubu w konkretnych miastach oraz jaka może być wartość tego klubu – mówił Adam Silver, komisarz NBA, podczas konferencji prasowej w trakcie All-Star Weekend w lutym.

Reklama

Rozszerzenia NBA w ostatnich 40 latach (grafika własna)

To, ile nowe kluby będą warte, jest w tej układance zdecydowanie najbardziej istotne. Wszak właściciele, którzy będą musieli wyrazić zgodę na poszerzenie ligi, zgodzą się tym samym, by tort zysków dzielić nie na 30, a na 32 talerzy. Część ma więc wątpliwości, czy to dobry pomysł, żeby do stołu zasiadły dwie nowe osoby. Najpierw chcą oni zobaczyć, ile można na tym zyskać w krótszej perspektywie.

W tej chwili mówi się, że „wpisowe” dla nowych drużyn może wynieść od 7 do 10 miliardów dolarów. To efekt ciągle rosnącej wartości klubów NBA. Ich wycena z roku na rok mocno się powiększa. W ubiegłym sezonie Los Angeles Lakers zostali sprzedani po rekordowej wycenie 10 miliardów dolarów. Oczywiście, nie każdy zespół jest tak wartościowy, jak Lakers, ale liga zakłada, że dodanie do rozgrywek dwóch nowych klubów to co najmniej 14 miliardów dolarów, jakie trafi prosto do kieszeni właścicieli. To niemal pół miliarda dolarów dla każdego z nich. Jakby nie patrzeć: to ogromny i natychmiastowy zastrzyk finansowy.

I choć przynajmniej na początku właściciele będą rocznie przytulać mniej pieniędzy, skoro wyciągnie po nie ręce więcej drużyn, to jednak dodanie do ligi klubów w Seattle i Las Vegas może okazać się w dłuższej perspektywie bardzo opłacalne. Bo to dwa duże rynki, które mogą przynieść lidze sporo zysku.

Reklama

Dlaczego Las Vegas? NBA jest tam od lat, a teraz… będzie tam jeszcze bardziej

Las Vegas to jedno z najbardziej znanych amerykańskich miast na świecie, które jednak przez długi czas nie było utożsamiane z wielkim sportem. To się w ostatnich latach mocno zmienia:

  • Od 2017 roku grają tam Las Vegas Golden Knights z ligi NHL.
  • Rok później granie zaczęły koszykarki Las Vegas Aces, które od tego czasu już trzykrotnie zdobyły mistrzostwo WNBA.
  • W 2020 roku do Las Vegas z Oakland przenieśli się Raiders z ligi NFL.
  • W 2028 roku to samo zrobią Athletics z ligi MLB.
  • Od 2023 roku w Vegas odbywają się też m.in. wyścigi Formuły 1.

A choć NBA swojego klubu tam nie ma, to od lat aktywnie działa w Mieście Grzechu. To nie tylko coroczne rozgrywki ligi letniej, ale też finały powstałego w 2023 roku turnieju NBA Cup. To zresztą właśnie w Vegas w grudniu ubiegłego roku – przy okazji finału NBA Cup między New York Knicks a San Antonio Spurs – komisarz Silver zapowiedział, że liga w 2026 roku zadecyduje o rozszerzeniu. Nie był to oczywiście przypadek.

Warto dodać, że lista zainteresowanych inwestycją w klub NBA w Las Vegas już jest spora. A na pewno będzie jeszcze większa. Sygnały wysłali m.in. Magic Johnson czy Shaquille O’Neal, czyli dwaj byli znakomici koszykarze, a obecnie wprawni biznesmeni. Także Bill Foley, czyli właściciel wspomnianych Golden Knights, chciałby mieć w tym swój udział. No i również LeBron James, który jako pierwszy aktywny koszykarz zebrał majątek o wartości ponad miliarda dolarów, od dawna nie ukrywa, że po zakończeniu kariery interesuje go tego typu inwestycja.

Wygląda na to, że stworzenie klubu NBA w Las Vegas może być swoistym prezentem dla najlepszego strzelca w historii ligi na jego nieuchronnie zbliżającą się emeryturę. 41-letni LeBron nie podjął jeszcze co prawda decyzji, czy i gdzie zagra w przyszłym sezonie, ale nie ma wątpliwości, że to jego ostatnie lata w NBA. Nawet jeśli nadal gra na wysokim poziomie i notuje liczby niewidziane u zawodników na tym etapie kariery.

Reklama

Dlaczego Seattle? To byłby powrót legendarnych SuperSonics

Młodsi fani NBA mogą nie pamiętać tych czasów, gdy w lidze nie było jeszcze Oklahoma City Thunder – obecnych mistrzów. Ten zespół powstał dopiero w 2008 roku. Radość fanów w Oklahomie była jednak równoznaczna z ogromną rozpaczą kibiców w Seattle, bo to ich klub został przeniesiony. SuperSonics de facto przestali wtedy istnieć. Mistrzowie ligi z 1979 roku oraz finaliści z 1996 roku (gdzie zaprowadzili ich m.in. Gary Payton i Shawn Kemp) byli kultowym zespołem.

W 2006 roku klub kupił jednak Clay Bennett, czyli biznesmen z Oklahomy, który dwa lata później przeniósł tam drużynę. Powód? Brak porozumienia w sprawie budowy nowej hali w obliczu przestarzałego budynku KeyArena.

Dziś to już jednak nie KeyArena, a Climate Pledge Arena – hala przeszła zresztą nie tylko rebranding, ale też dużą modernizację. Jest domem m.in. dla Seattle Kraken z NHL, czyli drużyny, która powstała w 2021 roku w ramach rozszerzenia ligi hokejowej.

Reklama

A skoro jest hala, to Sonics mogą wrócić na mapę NBA po niemal dokładnie 20 latach. Tym bardziej że zgodnie z umową między miastem Seattle a władzami Thunder, nowy zespół będzie miał prawo do nazwy, kolorów czy historii SuperSonics. Będzie to więc tak naprawdę wskrzeszenie drużyny, która w 2008 roku przestała funkcjonować. Formalnie to niby Thunder przejęli historię klubu z Seattle. Tak przynajmniej podchodzi do tego NBA. Jednak w Oklahomie nie uznają rekordów SuperSonics. Na próżno szukać tam też baneru za mistrzostwo w 1979 roku czy zastrzeżonych numerów dla legend „ponaddźwiękowego” zespołu.

Thunder nie będą więc robić problemu nowej drużynie. W historii NBA był już nawet podobny precedens. Charlotte Hornets w 2014 roku zmienili nazwę z „Rysiów” (ang. Bobcats) na „Szerszenie” i odzyskali historię klubu, który w latach 1988-2002 występował w Charlotte, a potem został przeniesiony do Nowego Orleanu, gdzie po latach z „Szerszeni” stał się… „Pelikanami” (ang. Pelicans).

Jak to będzie wyglądać? Wszystko, co trzeba wiedzieć o rozszerzeniu NBA

Rozszerzenie ligi to nie tylko skomplikowany proces, ale też mocny wstrząs dla rozgrywek. To dwa nowe zespoły, czyli łącznie 36 nowych miejsc pracy dla zawodników (w tym 30 na standardowe kontrakty oraz sześć na umowy two-way). Gracze nie mają jednak tutaj nic do gadania. Decyzja o powiększeniu NBA o kolejne zespoły należy tylko do właścicieli. Można jednak zakładać, że związek zawodników jest raczej zadowolony, bo graczy w NBA zobaczymy po prostu więcej.

Liga będzie musiała jednak podjąć kilka ważnych decyzji. Jeśli dwa nowe kluby rzeczywiście pojawią się w Seattle i Las Vegas, to oba dołączą do Konferencji Zachodniej. A to oznacza, że jeden z zespołów teraz występujących na Zachodzie będzie musiał przenieść się do Konferencji Wschodniej. Teoretycznie tej słabszej, co dla takiej drużyny może być w sumie bardzo opłacalnym sportowo posunięciem. Z geograficznego punktu widzenia najwięcej sensu w zmianie konferencji na Wschód mieliby Minnesota Timberwolves lub Memphis Grizzlies.

Reklama

Pewnych modyfikacji wymagałby więc też podział na dywizje. Zapewne nic nie zmieniłoby się jednak w kontekście walki o fazę play-off. W tej chwili sześć pierwszych miejsc w obu konferencjach ma zapewniony bezpośredni awans. Kluby z lokat 7-10 biorą natomiast udział w turnieju play-in.

Liga na ustalenie, jak to wszystko ma wyglądać, ma tak naprawdę niecałe dwa lata. Nowe zespoły miałyby zacząć grę w NBA od sezonu 2028/29. To oznacza, że rozszerzenie ligi formalnie powinno zostać potwierdzone do lata przyszłego roku. Do tego czasu zapewne dowiemy się też, kto będzie właścicielem nowych klubów. Te będą miały około roku na przygotowanie się do pierwszego sezonu.

Reklama

I tutaj bardzo ważne jest, by liga zorganizowała to wszystko w taki sposób, aby nowe drużyny nie miały ani zbyt trudno (przez co ciężko im będzie nawiązać rywalizację w pierwszych latach w lidze), ani zbyt łatwo (bo w przeciwieństwie do innych drużyn będą mieli czystą kartę do zapisania).

Rozszerzenie NBA. Jak powstaną składy nowych klubów?

Najważniejsze będzie to, w jaki sposób powstaną składy nowych drużyn. Przeprowadzony zostanie specjalny draft poszerzający – tak jak m.in. w 2004 roku, kiedy to do ligi dołączyli Charlotte Bobcats (obecnie Hornets). Pozostałe zespoły mogły wtedy ochronić maksymalnie ośmiu swoich graczy z ważnymi kontraktami na kolejny sezon. Co najmniej jeden zawodnik w zespole musiał pozostać bez ochrony. Bobcats mogli z kolei wybrać maksymalnie jednego gracza z danej drużyny.

Podobnie było w 1995 roku, gdy Vancouver Grizzlies i Memphis Grizzlies wybierali naprzemiennie po jednym zawodników z pozostałych 27 klubów (co ciekawe, spośród 27 wybranych wtedy graczy łącznie tylko pięciu zagrało więcej niż jeden sezon w nowych barwach).

Obawiać się mogą więc przede wszystkim te kluby, które zbudowały w ostatnich sezonach mocne, głębokie składy. Z drugiej strony, wciąż jest jeszcze trochę czasu do lata 2028 roku, kiedy to powstawać będą rotacje zespołów w Seattle i Las Vegas. Nadal można więc pewne rzeczy odpowiednio zaplanować – tak, by w 2028 roku nie mieć bólu głowy z powodu utraty tego czy innego zawodnika. Dla kilku klubów może być to natomiast okazja do pewnego resetu. Taki draft daje okazję do pozbycia się niechcianych zawodników na dużych kontraktach.

Reklama

Nowe drużyny przez kilka pierwszych lat funkcjonowania będą tymczasem operowały na mniejszym limicie płac. Będzie to najprawdopodobniej 2/3 kwoty salary cap w pierwszym sezonie, 4/5 w drugim i dopiero od trzeciego pełna kwota. Dodatkowo, raczej nie będą mogły też od razu liczyć na najwyższe wybory w drafcie.

Bobcats w 2004 roku z góry dostali „czwórkę”, którą potem wymienili na drugi wybór. Z kolei w 1995 roku Grizzlies otrzymali wybór numer sześć, a Raptors – numer siedem. Rok później słabiutcy Grizzlies wygrali loterię draftu, ale NBA nie pozwoliła im wybierać z „jedynką”. To dlatego Allen Iverson trafił wtedy do Philadelphia 76ers.

Czy zawodnicy będą chcieli grać w Las Vegas i Seattle? To nie Vancouver…

Klub z Vancouver długo zresztą w Kanadzie nie wytrzymał. Zawodnicy nie chcieli tam grać (Steve Francis wybrany przez Grizzlies w drafcie po prostu odmówił i wymusił transfer do innego zespołu), a fatalne wyniki (bilans 101-359) w połączeniu z równie fatalną frekwencją spowodowały, że po ledwie sześciu latach Grizzlies zostali sprzedani i przeniesieni do Memphis. To też jest jakaś przestroga dla NBA. Jednak akurat w Seattle czy Vegas problemów z rentownością czy brakiem zainteresowania (tak fanów, jak i graczy) być nie powinno. Co więcej, w obu przypadkach mowa o miastach, które raczej przyciągają, niż odstraszają.

Las Vegas może okazać się niezwykle atrakcyjne – także w kontekście potencjalnego ściągania dużych nazwisk. Seattle z kolei ma historię, która też jest sporym wabikiem. Wielu zawodników pochodzi z tamtych okolic. Wielu pamięta jeszcze czasy SuperSonics.

Reklama

Chyba od razu bym poprosił o transfer! – mówi nawet Gary Payton II, syn jednej z największych legend Sonics. – Pomimo tego, że kocham to, gdzie teraz jestem, to chodzi o możliwość założenia koszulki Sonics przed końcem kariery. Naprawdę mam nadzieję, że uda im się to wszystko sfinalizować i że będę mógł choć raz zagrać dla rodzinnego miasta – dodaje obrońca Golden State Warriors, cytowany przez The Sporting News.

W lidze jest zresztą jeszcze dwóch graczy, którzy zakładali zielono-żółte koszulki. To Kevin Durant oraz Jeff Green – obaj wybrani w drafcie w 2007 roku. Ten pierwszy w barwach Sonics zaczynał swoją karierę w NBA. To tam zdobył nagrodę dla najlepszego debiutanta. W przeszłości wiele razy wspierał nawet działania kibiców Seattle w walce o przywrócenie Sonics do ligi. Latem 2028 roku 37-letni dziś KD może być tymczasem… wolnym graczem. Powrót do miejsca, w którym to wszystko się zaczęło? Brzmi jak idealne spięcie kariery klamrą.

Do tego droga jednak jeszcze całkiem daleka, nawet jeśli 2028 rok majaczy już gdzieś na horyzoncie. Przed nami dopiero pierwszy etap rozszerzenia NBA i pierwsze głosowanie. A potem wiele przeróżnych decyzji, przedsięwzięć i rozwiązań, które mają doprowadzić do tego, by dwa nowe kluby – w tym jeden nawet jeszcze nienazwany – mogły rzeczywiście dołączyć do ligi.

Reklama

Rozszerzenie jest jednak w tej chwili już tylko kwestią czasu.

TOMASZ KORDYLEWSKI

CZYTAJ WIĘCEJ O NBA NA WESZŁO:

fot. Newspix, screen YouTube

1 komentarz
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Koszykówka

Koszykówka

Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata

AbsurDB
4
Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata