Urban wygrał chwilę spokoju. Ale to rewanż z Bośnią będzie kluczowy

Michał Kołkowski

03 października 2026, 16:18 • 6 min czytania 5

Reklama
Urban wygrał chwilę spokoju. Ale to rewanż z Bośnią będzie kluczowy

Jan Urban może wreszcie odetchnąć z ulgą. Po nieudanym starcie rywalizacji w Lidze Narodów jego stołek zrobił się już naprawdę gorący, ale wyraźnie ostygł po okazałym, efektownym triumfie nad Rumunią. Bądźmy jednak szczerzy: cytując klasyka, to jeszcze nie jest czas na lizanie się po fiutach. Przez chwilę wokół kadry będzie wprawdzie nieco spokojniej, i bardzo dobrze, jednak dopiero pójście za ciosem w rewanżowym starciu z Bośnią i Hercegowiną sprawi, że na projekt Urbana będzie można spojrzeć z dawno nieodczuwanym optymizmem.

Reklama

Zwycięstwo nad Rumunią było okazałe, wielkie brawa za nie, ale tym razem Biało-Czerwonym naprawdę sprzyjały okoliczności. Poza tym: już przed startem zgrupowania powszechnie zakładano, i nie bez powodów, że z kim jak z kim, ale z Rumunami u siebie to mamy obowiązek wygrać.

Polacy zmasakrowali Rumunów. Ale początek meczu był wyrównany

Jeśli jednak przypomnimy sobie pierwszą fazę piątkowego spotkania, tę toczoną jeszcze jedenastu na jedenastu, to podopieczni Jana Urbana wcale nie zdominowali niżej notowanych przeciwników. Wręcz przeciwnie: to Rumunia, a nie Polska kreowała sobie wtedy sytuacje strzeleckie. Może nie jakieś bardzo groźne, może nie setki, ale Marcin Bułka nie mógł z pewnością narzekać na nudę. Wykazał się dwiema bardzo dobrymi interwencjami. Wszystko to oczywiście nie oznacza, że Biało-Czerwoni zostali przez Rumunów stłamszeni – obserwowaliśmy po prostu dość szarpane i raczej wyrównane starcie dwóch zespołów mających swoje problemy.

No a co było dalej, z pewnością doskonale wiecie: 20. minuta, Radu Drăgușin nie nadążą za Robertem Lewandowskim i osłabia swój zespół w dwójnasób. Po pierwsze, prokurując rzut karny, a po drugie, otrzymując czerwoną kartkę. „Lewy” zamienia jedenastkę na gola i przyjezdni są w zasadzie ugotowani.

Rzecz jasna nie mamy zamiaru deprecjonować tego, w jaki sposób reprezentacja Polski wykorzystała osłabienie przeciwnika. To też jest sztuka. Przypominamy sobie dziesiątki spotkań, w których zespół grający w liczebnej przewadze z całą mocą tłukł głową w mur, a po końcowym gwizdku trenerzy i piłkarze usprawiedliwiali się, że takie sytuacje paradoksalnie bywają skomplikowane, ponieważ rywala skoncentrowano w stu procentach na defensywie niełatwo jest czymś zaskoczyć. Polacy takich problemów nie mieli, a już zwłaszcza po przerwie. Zmasakrowali Rumunów, którzy w sumie mogą potraktować wynik 6:0 jako najniższy wymiar kary.

Reklama

No ale nie ma co się łudzić: kolejny mecz, w którym rywal podwójnie się osłabi na tak wczesnym etapie rywalizacji, długo się reprezentacji nie przytrafi. Dlatego – absolutnie doceniając rozmiary wygranej, bo po prostu przyjemnie się ten występ kadry oglądało – z zachwytami wstrzymujemy się do rewanżu z Bośnią.

Reprezentacja Polski

Zieliński wsparł Urbana. Kadra stoi za trenerem

Piątkowa wygrana niewątpliwie pozwoliła jednak selekcjonerowi na ucieczkę spod gilotyny.

Trzeba pamiętać, że już przed paroma miesiącami, po meczach towarzyskich z Ukrainą i Nigerią, w mediach pojawiały się doniesienia, jakoby kierownictwo Polskiego Związku Piłki Nożnej traciło wiarę w Jana Urbana. Co oczywiście trudno było potraktować inaczej, niż jako balony próbne wypuszczane przez sam PZPN. To stara metoda Cezarego Kuleszy i jego współpracowników, wcześniej zresztą wykorzystywana też z powodzeniem przez ekipę Zbigniewa Bońka. Klasyczne sondowanie nastrojów opinii publicznej. No a kibice zaczęli się akurat wyraźnie irytować pewnymi decyzjami czy wypowiedziami trenera Biało-Czerwonych. Nieoczekiwanym standardem w wykonaniu Urbana stało się bowiem studzenie entuzjazmu wokół młodych zawodników, połączone z narzekaniem na brak czasu na treningi z zespołem.

Reklama

A potem zaczęła się Liga Narodów. Kadra rozczarowała w meczu z Bośnią, jeszcze bardziej zawiodła w spotkaniu ze Szwecją. Zrobiło się gorąco. Gdyby mecz z Rumunią przyniósł kolejną wtopę, Urban zapewne nie przetrwałby tej jesieni na stanowisku.

Teraz trudno już sobie wyobrazić zwolnienie selekcjonera przynajmniej przed końcem zmagań grupowych w Lidze Narodów. Tym bardziej że po końcowym gwizdku piątkowego spotkania Urban otrzymał jednoznacznie, bardzo mocne wsparcie od Piotra Zielińskiego – najlepszego obecnie piłkarza drużyny narodowej, który przemówił tutaj w imieniu całego zespołu. No a nawet ci, którzy w PZPN-ie myślą już intensywnie o zmianie selekcjonera, muszą wziąć ten głos pod uwagę. Zwłaszcza że kadrowicze w podobnych sytuacjach przyzwyczaili nas raczej do chowania głowy w piasek albo uciekania w okrągłe słówka.

A tutaj mamy jasny, klarowny przekaz.

– Zagraliśmy dla nas wszystkich. Tu wszyscy potrzebowali takiego meczu. My jesteśmy w 100% procentach za trenerem. Jest to świetny człowiek i bardzo dobry trener. Doskonale się z nim czujemy i ten dzisiejszy mecz to jest takie coś, co dam nam kopa i na pewno wszyscy będziemy mieli jeszcze dużo radości z tej reprezentacji – zapowiedział piłkarz Interu Mediolan na antenie TVP Sport. – Ja uważam, że mamy naprawdę dużo jakości i taki mecz dzisiaj może być przełomowy. Mam nadzieję, że cały czas będziemy tak grać. 

Reklama

Jan Urban

Rewanż z Bośnią będzie kluczowy dla kadencji Jana Urbana

Problem w tym, że kadrowicze na przestrzeni ostatnich paru lat wielokrotnie doszukiwali się już przełomowego wymiaru poszczególnych zwycięstw, a koniec końców impetu wystarczało im na jedno, góra dwa zgrupowania. A później szybciutko wracali do gry spod szyldu „męczy nas piłka”. W tym przypadku entuzjazm również pryśnie jak bańka mydlana, jeżeli po zwycięstwie nad Rumunią nie nadejdzie kolejny udany występ, tym razem na wyjeździe z Bośnią. I pisząc „udany” nie mamy na myśli obiecującego kwadransa, niezłych 30 minut czy nawet solidnej połowy. Chodzi o dobrą, poukładaną grę, by tak rzec, od A do Z.

Z Bośnią, której nie skaleczyliśmy u siebie. Która w piątek nie dała się pokonać Szwedom. I która również w miarę sprawnie uporała się niedawno z Rumunią.

Pachnie sporymi ciężarami, co tu kryć.

Reklama

A wydaje się w tym momencie, że spotkanie w Zenicy przesądzi o dalszych losach Jana Urbana na selekcjonerskim stołku. Wyobraźmy sobie bowiem czarny scenariusz, w ramach którego Polacy w poniedziałek raz jeszcze rozczarują. Wówczas wygrana nad Rumunią szybko pójdzie w zapomnienie z uwagi na jej niecodzienne okoliczności i generalną cieniznę przeciwnika. Dwumecz z Bośnią i porażka ze Szwecją zdecydowanie przechylą szalę na niekorzyść trenera. Z kolei pozytywny rozwój wypadków pozwoli Urbanowi wykreować zupełnie inną narrację. Bylibyśmy przecież dalej w grze o powrót do Dywizji A, a selekcjoner mógłby się summa summarum pochwalić i skuteczną korektą taktyki (przejściem na czwórkę w tyłach), i wykreowaniem nowego, ciekawego gracza do wyjściowej jedenastki (Wiktora Nowaka), i solidnym przetestowaniem formacji ofensywnej pozbawionej Roberta Lewandowskiego (który, jak wiemy, w meczu z Bośnią na pewno nie zagra ze względu na kartki).

Bardzo możliwe, że ziszczenie się tego drugiego, optymistycznego scenariusza pozwoli Urbanowi rozpocząć z kadrą eliminacje do EURO 2028. A ten pierwszy wariant będzie oznaczał, że można pomału szykować popcorn na premierę kolejnego sezonu serialu pod tytułem: „Cezary Kulesza wybiera selekcjonera”.

fot. NewsPix.pl

Reklama
5 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Narodów

Reklama