Selekcjoner Rumunów zapytany o dymisję. „To nie ma sensu”

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

03 października 2026, 10:22 • 4 min czytania 4

Reklama
Selekcjoner Rumunów zapytany o dymisję. „To nie ma sensu”

Pierwszy raz od prawie pół wieku reprezentacja Rumunii dostała w jednym sześciu gongów, a pierwszy raz od niemal 60 lat przegrała różnicą sześciu bramek. Po takiej klęsce Gheorghe Hagi był pytany, czy zamierza zrezygnować ze swojego stanowiska. Selekcjoner stwierdził jednak, że w trakcie zgrupowania nie miałoby to sensu. Uważa, że dopiero po jego zakończeniu przyjdzie czas na ocenę.

Reklama

Hagi przeszedł do historii… niechlubnej

Jak wyliczył rumuński portal „gsp.ro”, Gheorghe Hagi jest pierwszym w historii selekcjonerem reprezentacji Rumunii, który w pierwszych trzech meczach o stawkę poniósł same porażki. Zmagania w Lidze Narodów przejęty przez niego wiosną br. zespół rozpoczął od wyjazdowej przegranej 1:2 ze Szwecją. Potem Trójkolorowi ulegli w Bukareszcie 2:4 Bośni i Hercegowinie, a teraz Polacy rozbili ich w Warszawie 0:6.

Rumuni sześć bramek w jednym meczu stracili pierwszy raz od listopada 1977 roku. Wówczas w eliminacjach do mistrzostw świata ulegli u siebie 4:6 Jugosławii. Natomiast różnicą sześciu bramek przegrali pierwszy raz od maja 1967 roku. Wtedy to w eliminacjach do mistrzostw Europy Szwajcaria ograła ich u siebie 7:1. Podopieczni „Maradony Karpat” są jedynymi w dywizji B, którzy po trzech meczach wciąż nie mają na koncie choćby punktu. Natomiast w całej Lidze Narodów mają najgorszą obronę spośród drużyn, które rozegrały już trzy spotkania.

Reklama

Trener nigdzie się (jeszcze) nie wybiera

Wszystko w rumuńskim zespole posypało się tuż po przerwie. Już półtorej minuty po wznowieniu gry Polacy podwyższyli prowadzenie, minęło kilkadziesiąt sekund i było już 3:0. Na pomeczowej konferencji Hagi stwierdził, że jego drużyna wyszła z szatni ospale, choć na przerwę udawała się w pozytywnych nastrojach. „Maradona Karpat” zastanawiał się, czy jego piłkarze nie byli zbyt pewni siebie.

– Mieliśmy wyrównaną pierwszą połowę (…) Staraliśmy się grać, nadeszła czerwona kartka, ale mimo to wszystko aż do przerwy szło dobrze. Zeszliśmy do szatni, panował optymizm, widzieliśmy, jak grać w drugiej połowie. Chcieliśmy kontynuować to, co robiliśmy dobrze po czerwonej kartce (…) A potem wszystko błyskawicznie się posypało. Być może wyszliśmy ze zbyt dużą pewnością siebie, sądząc, że zdołamy coś zmienić. To właśnie wtedy wszystko się rozstrzygnęło – straciliśmy bramkę i w ciągu 10 minut wszystko się załamało.

Reklama

Po takim falstarcie naturalnie pojawiło się pytanie, czy selekcjoner zamierza podać się do dymisji. Hagi stwierdził, że obecnie tematu jego odejścia nie ma, tym bardziej, że już w poniedziałek kadrę czeka rewanż ze Szwecją. Dopiero potem ma być czas na ocenę zgrupowania.

– To bolesny wynik, ale mamy nadzieję, że ruszymy naprzód. To [ból] potrwa tylko jedną noc. Jutro musimy zacząć wszystko od nowa. Mamy dwa dni do ważnego meczu u siebie. Mam nadzieję, że zdołamy się zmobilizować i pójść naprzód. Po tych czterech meczach będzie czas na podsumowanie, które pewnie będzie wiązać się z podjęciem istotnych decyzji… Rumuński futbol musi się rozwijać, być mocny.

– Przez te dwa dni nie będziemy myśleć o rezygnacji – to nie ma sensu. Skupiamy się tylko na tej porażce, która bardzo boli i tyle. Po powrocie do domu koncentrujemy się jedynie na meczu ze Szwecją. Nie zaprzątamy sobie głowy niczym innym.  Jestem selekcjonerem, więc to na mnie spoczywa główna odpowiedzialność. To ja podejmowałem taktyczne decyzje (…) Kluczowe jest to, że zespół nie reaguje – na wyjeździe straciliśmy sześć bramek, u siebie cztery. Przede wszystkim to ja jestem za to odpowiedzialny.

Reklama

Bolesna lekcja

Na koniec Hagi zastanawiał się, czy nie odejść czasem od swojej pierwotnej koncepcji. Z jego słów wynika, że po czerwcowych sparingach, w których jego zespół pokonał Walię 2:1 i zremisował z Gruzją 1:1, nie spodziewał się, że w meczach o stawkę wszystko się tak posypie.

– Wierzyłem w plan, który opracowałem. Co miałem zrobić, wycofać się teraz z tego? Musimy zastanowić się, czy postąpiliśmy słusznie. Być może zespół powinien być bardziej zgrany, scalony, skupiony na każdym szczególe. Latem wszystko było dobrze, zaprezentowaliśmy się dobrze, ale finalnie skończyło się to porażką. Sprawy nie potoczyły się tak, jak powinny. To moja wina, ja stworzyłem plan i biorę za to odpowiedzialność. Ale to wszystko, co innego mogę zrobić…

– Chcę, nie chcę, jutro muszę się obudzić z optymizmem, myśleć o tym, co stanie się ze Szwecją. Mam nadzieję, że odniesiemy zwycięstwo. Teraz czuję ból, wielki ból. Przykro mi, że tak się stało, ale najważniejsze to skupić się nad tym, co przed nami. Musimy coś zmienić, żeby było lepiej. Przepraszam, to bolesne, ale to dla mnie też lekcja. Uczę się, żeby być lepszym następnego dnia.

Rumuni z Polakami przegrali po raz ósmy w historii. Rewanż w Bukareszcie, który będzie 38. starciem tych reprezentacji (z nikim Biało-Czerwoni nie mierzyli się częściej), rozegrany zostanie w sobotę 14 listopada o godzinie 20:45 naszego czasu.

Reklama

fot. Newspix

4 komentarze
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Poparli Putina. Teraz będą rywalizować z naszymi skoczkami

AbsurDB
2
Poparli Putina. Teraz będą rywalizować z naszymi skoczkami

Liga Narodów

Reklama