Trelowski po wyrwaniu remisu w Chorwacji. „Jest niedosyt, ale trzeba szanować ten wynik”

Marcin Ziółkowski

21 sierpnia 2026, 00:03 • 3 min czytania 0

Reklama
Trelowski po wyrwaniu remisu w Chorwacji. „Jest niedosyt, ale trzeba szanować ten wynik”

Potyczka z Hajdukiem Split nie była łatwą dla Rakowa Częstochowa. Podopieczni Dawida Kroczka nadal czekają na pierwszy punkt w lidze, ale znacznie lepiej idzie im w europejskich pucharach. Remis na trudnym terenie po bramce w doliczonym czasie gry pod koniec meczu to rezultat, który należy przyjąć z godnością. Podobnego zdania jest Kacper Trelowski, który w decydujących momentach spotkania uchronił Medaliki od porażki.

Reklama

Trelowski docenia klasę rywala w defensywie, ale brakuje mu satysfakcji

Hajduk pomimo gry przez sporą część drugiej połowy w osłabieniu, nie przegrał na własnym stadionie. To dla Chorwatów pewien pozytyw, ale umniejsza temu gol Lamine Diaby-Fadigi, który wyrównał stan dwumeczu w ostatnich minutach rywalizacji na Bałkanach, a i po drodze totalnie ośmieszył jednego z obrońców. Trelowski w rozmowie na Kanale Sportowym docenił rezultat wywalczony w Splicie, uważając przy okazji, że szczęście Medalikom nie do końca sprzyjało.

– Tak, było bardzo trudno kreować szanse, dobrze bronili nisko po czerwonej kartce. Z przebiegu meczu to dobry wynik. Na pewno to zespół jakościowy, mieliśmy pecha, bo jeden słupek i poprzeczka, brakowało zamknięcia. Stadion ich niósł, atmosfera była bardzo gorąca. Mam nadzieję, że pokażemy na swoim gorącym stadionie, kto jest lepszy.

Reklama

Skoro mowa o Bałkanach i tamtejszych kibicach, trudno nie ulec wrażeniu, że gorąca atmosfera nie pomagała Polakom w komunikacji. Na szczęście w trudnych warunkach do gry Raków zdał egzamin i wyjeżdża z dobrym rezultatem przed rewanżem.

Nie [czy komunikacja była prosta – MZ], dlatego często chłopaki mnie nie słyszą. A po czerwonej kartce gwizdano tak, że słyszałem własne myśli. Jestem dumny z zespołu, że wyciągnęliśmy remis.

Przed spotkaniem sporo mówiono o krnąbrnym dziecku chorwackiej piłki, a więc Marko Livaji. Były piłkarz choćby włoskich klubów wszedł na boisko przy korzystnym wyniku i omal nie doprowadził do rezultatu 3:1. Trelowski czuwał jednak przy słupku i popisał się doskonałą interwencją w newralgicznym momencie. Bramkarz wytłumaczył jednak pewien detal. W meczu do dyspozycji były zupełnie inne piłki niż te znane z polskich boisk.

– Te piłki są inne niż w Ekstraklasie, dziwnie latają, wczoraj się przekonałem o tym na treningu. Bardziej skręcają niż te nasze. Obyśmy za tydzień grali naszymi piłkami.

Reklama

Trelowski jest też zdania, że sytuacje przy których padły bramki dla Hajduka pokazały kunszt przeciwników i trudno mu było zachować się lepiej jako bramkarzowi.

– Kapitalne dośrodkowanie, trzeba to oddać, czasem nie da się wybronić, wpadło w same widły. Druga, uderzył obok obrońcy, kapitalnie. Trzeba im oddać, że te bramki były trudne do obrony. Mogło być ich więcej, ale trzeba szanować wynik.

Reklama

Bramkarz Medalików porównał Chorwatów do poprzedniego rywala Rakowa z eliminacji, a więc szwedzkiego Hammarby. Zwrócił uwagę, że Skandynawowie byli lepiej zorganizowani jako drużyna, ale to piłkarze z Bałkanów pokazali kunszt w defensywie.

– Zespół Hammarby był lepiej zorganizowany w ataku, ale gorszy w obronie od Hajduka. Widać, że mają to przećwiczone mocno, ale to czwarta runda, każda pomyłka może skutkować golem. W pewnym momencie mogło być po meczu.

Nie brakuje poczucia niedosytu. Raków musi jednak uszanować ten wynik, bo nie było wcale daleko od porażki.

– To wynik niesatysfakcjonujący, dający niedosyt, nawet mimo bramki w 95. minucie. Była poprzeczka, słupek, mogliśmy strzelić jeszcze jedną. Trzeba to jednak szanować, wrócić do Częstochowy i przygotować do trudnego meczu za tydzień.

Reklama

Rewanż odbędzie się w Polsce 27 sierpnia. Zwycięzca bierze wszystko – w tym przypadku awans do fazy ligowej Ligi Konferencji.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama