Siemieniec pokorny po ograniu Gruzinów. „Nas po Fiorentinie też skreślano”

Marcin Ziółkowski

20 sierpnia 2026, 22:15 • 4 min czytania 1

Reklama
Siemieniec pokorny po ograniu Gruzinów. „Nas po Fiorentinie też skreślano”

Adrian Siemieniec po raz kolejny w swojej karierze wykonał bardzo dobrą robotę z analizą rywala i narzuceniem mu swojego stylu gry. To, co doskonale znamy z meczów Jagiellonii, widzieliśmy po raz kolejny. Białostoczanie zdominowali Gruzinów z Iberii po początkowym naporze ze strony gości z okolic Kaukazu. Wynik 4:0 nie pozostawia wątpliwości, kto był lepszy przy Słonecznej, ale nie oznacza to, że przez 90 minut było tak różowo, co już zdążyliśmy wspomnieć. Przed kamerami Polsatu Sport, Siemieniec, tak jak wcześniej Jesus Imaz, docenił postawę Sergio Lozano z ławki, a także omówił występ swoich podopiecznych.

Reklama

Siemieniec ma wygraną w rundzie play-off. Liga Europy coraz bliżej

Iberia w początkowej fazie spotkania narzuciła Jagiellonii swój styl gry. Kibice przy Słonecznej nie przywykli do tego typu sytuacji. Z czasem, sytuacja wróciła do normy i zespół Adriana Siemieńca kolokwialnie mówiąc, grał swoje. Ciągle młody szkoleniowiec przyznał, że wynik nie do końca oddaje przebieg spotkania, a Jagiellonia miała pewien problem ze złapaniem właściwego rytmu.

– Trudne pytanie, myślę, że w stu procentach nie [o tym czy wynik oddaje przebieg meczu – MZ]. Początek na korzyść gości, co do optyki i kreacji. Nie mogliśmy złapać rytmu, posiadania. Po pierwszym fragmencie, gdy przejęliśmy kontrolę to brakło nam gola, tak do rzutu karnego. Potem już pełna kontrola. Im dalej, tym bardziej przejmowaliśmy kontrolę. Mamy świetny wynik, trzeba sobie to powiedzieć. Widzieliśmy, że ten zespół jest groźny, potrafi postraszyć. Jest w fazie play-off Ligi Europy, co jest fantastycznym wynikiem, ale błędów się nie wystrzegliśmy, musimy o nich porozmawiać.

Reklama

Jesus Imaz oraz Adrian Siemieniec prawdopodobnie myślą podobnie. Hiszpan w wypowiedzi pomeczowej bardzo chwalił Andersa Klynge. Szkoleniowiec podlaskiej drużyny postąpił tak jak kapitan Jagi. Duński pomocnik wnosi już teraz sporo do gry mistrzów Polski sprzed dwóch lat, ale Siemieniec nie jest tym ani trochę zdziwiony. Doskonale bowiem wiedział, na co go stać i dlatego też wylądował on przy Słonecznej.

– By trzeba ocenić transfer, potrzeba większej perspektywy i próby, ale Anders początek ma bardzo dobry. Dokładnie wiedzieliśmy kogo potrzebujemy na tę pozycję, o jakich parametrach i dostaliśmy to, czego się spodziewaliśmy. To pewien proces, lata doświadczeń, które zbieramy, modelu gry, profilu piłkarza. Jego rola w środku, box to box, nadawanie intensywności środka pola, to nam pomaga nakręcić szybki atak. To podnosi nas jako drużynę, przez to jesteśmy groźniejsi.

Reklama

Nie zabrakło też docenienia postawy Sergio Lozano. Siemieniec jeszcze wszystkiego o jego występie nie wiedział, ale na tyle, co obserwował swojego piłkarza, stwierdził, że trudno oczekiwać więcej podczas takiego epizodu na murawie.

– Nie jestem taki spec, że już wszystko wiem. Analiza przyjdzie, widzieliśmy przepiękną bramkę, nieraz to już udowodnił, ma to kapitalne. Na gorąco nie chciałbym powiedzieć czegoś, czego nie jestem pewien, ale próbował prostopadłych podań, także szukać napastnika czy skrzydła, dołożył bramkę. Całościowo w dwadzieścia minut trudno oczekiwać więcej.

Po wygranej 4:0 trudno nie odczuwać zbytniej pewności siebie. W tym rola Siemieńca, aby Białostoczanie powtórzyli korzystny rezultat także na wyjeździe i jest tego w pełni świadomy. Bierze bowiem pod uwagę, że piłka nożna bywa nieprzewidywalna, co pokazał choćby dwumecz jego podopiecznych z Fiorentiną w ostatnim sezonie Ligi Konferencji.

– Będę się nad tym zastanawiał, przeciwnik mi trochę pomógł. Nie jest łatwo nastawić drużynę, ale mam bardzo świadomy i dojrzały zespół. Mają naprzeciw siebie kogoś, kto umie zagrozić. Chwila dekoncentracji to problemy. Nie mieli nic do stracenia, a teraz nie mają jeszcze bardziej, na swoim terenie po tak długim czasie będą mieć fazę ligową europejskich pucharów, więc zrobią wszystko, aby wygrać mecz. Po Fiorentinie nas też skazywali na porażkę, a wiemy jak się potoczył dwumecz. Znamy swoją jakość, musimy doprowadzić dwumecz do pełnej kontroli. Musimy grać tam o zwycięstwo, nie o przetrwanie, będzie nam wtedy łatwiej.

Reklama

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”

Jan Broda
5
Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”