Ten sezon Znicz Pruszków zaczynał pod wodzą Marcina Matysiaka, który z posadą pierwszego trenera pożegnał się bardzo szybko. Potem swoją kadencję, nieco dłuższą, miał Peter Struhar, który w trakcie sezonu aktywnie szukał w pracy w sieci. Zwolniony został zresztą dwukrotnie, bo za pierwszym razem w klubie odkryli, że nie mają pieniędzy na jego następcę. W końcu jednak odszedł, a pałeczkę przejął od niego Łukasz Smolarow.
I to z nim na ławce Znicz ostatecznie pożegnał się z Betlic 1. Ligą, choć dużą nieuczciwością byłoby przypisywać spadek właśnie Smolarowowi. 42-latek w ośmiu spotkaniach zdobył ze zniczem osiem punktów, ale kolejnych ośmiu brakło ekipie z Pruszkowa do utrzymania. Teraz jednak znicz zapewnia, że to właśnie na Smolarowie chce budować długofalowy projekt.
Trener Znicza zostaje. Spadek nie nadwyrężył zaufania
Szkoleniowiec objął zespół na koniec marca tego roku – Znicz był już wtedy w trudnym położeniu. Losów sezonu nie udało się odwrócić i Pruszkowianie – razem z ekipami Górnika Łęczna i GKS-u Tychy – zlecieli na trzeci poziom rozgrywkowy.
– Klub stawia na ciągłość pracy oraz rozwój zespołu, wierząc że obrany kierunek pozwoli skutecznie realizować sportowe cele w nadchodzących rozgrywkach. Przed piłkarzami intensywny okres przygotowawczy, podczas którego budowana będzie forma na nowy sezon. Kibice mogą być pewni że Znicz przystąpi do rozgrywek z ambitnymi planami i jasno określonym celem – czytamy w komunikacie ogłaszającym podpisanie ze Smolarowem umowy do końca nowego sezonu.
Można zakładać, że Pruszkowianie liczą na rychły powrót na zaplecze Ekstraklasy, ale wiele przykładów z przeszłości dowodzi, że to wcale nie jest takie łatwe.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix